Rozdział dwudziesty
O tym, jak król Czosang Pustelnik i Metok Sale Drolma uczynili ośmiorakie zastępy bogów i demonów swoimi niewolnikami i zaprowadzili szczęście na świecie
Potem królewicz znów dobył miecza i rzekł:
Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moja pałka jest z ciemnej akacji,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.
Myśląc, że Truposz spadnie, przyciął drzewo do połowy, a Truposz spadł z szelestem: dik! Królewicz zdzielił go pałką, ciął mieczem, wpakował do sieci, związał lassem i poniósł na plecach. Gdy uszedł jakieś siedem kroków, Truposz przemówił: „Królewiczu, królewiczu! Albo ty opowiedz jakąś opowieść, albo ja opowiem”. Królewicz pomyślał, że wie, co się święci, i szedł dalej bez odpowiedzi. „Z ust nędznika takiego jak ty, królewiczu, opowieści się nie doczekam. Opowiem więc ja, a ty słuchaj!” – rzekł Truposz.
„Dawno temu w pewnej dolinie żył, jak powiadają, wielki król. Miał on niezwykłą żonę, a ta urodziła mu niezwykłego syna. Gdy syn przyszedł na świat, pojawiły się pomyślne znaki i rozmaite wróżby. Pokazano go braminowi, który odczytywał znamiona, lecz i ten rzekł: «Trudno orzec, czyją emanacją jest to dziecko, więc na razie nie sposób nadać mu imienia». Niedługo po narodzinach syna, za sprawą przeszkód zesłanych przez demony, zmarła mu matka.
W górze doliny wznosiła się zalesiona góra, podobna do rozgniewanej ogrzycy. Mieszkał tam demon i demonica, którym dawni królowie tej krainy co roku składali ofiary.Mieszkał tam demon i demonica, którym król tej krainy dawniej co roku składał ofiary. Odkąd jednak urodził się królewicz, przez kilka lat nie złożono im żadnej ofiary. Demony rozgniewały się więc i zaczęły myśleć o tym, jak zaszkodzić królewiczowi. Kiedy królewicz miał jakieś piętnaście lat, poszedł do lasu z dwoma czy trzema sługami. Demon i demonica pomyśleli: «Odkąd urodził się ten królewicz, nikt nam nie składa ofiar. Trzeba go zgładzić». Zamienili się w parę żelaznych świń, odyńca i lochę, pręgowanych bielą jak muszla, i napadli na królewicza i jego sługi. Słudzy padli tam, gdzie stali.
Królewicz nie uląkł się i wypowiedział życzenie takie: «Niech ten bambusowy łuk w mojej ręce zmieni się w łuk żelazny! Niech ta strzała zmieni się w żelazną strzałę! Jeśli nie mam objąć tego tronu i jeśli to królestwo nie ma wielce rozkwitnąć, niech mnie pożrą te dwie pręgowane świnie!». Ledwie to wypowiedział, bambusowy łuk zmienił się w żelazny, a trzcinowa strzała w żelazną. Wtedy napiął łuk z całej siły i rzekł: «Niech moja strzała trafi tamtego odyńca w sam środek czoła i wyjdzie mu u końca ogona! Niech za sprawą mojej czystej intencji zginie! A gdy zginie, niech odrodzi się jako bóg! Niech zgaśnie nauka demonów ciemnej strony, a rozkwitnie nauka jasnej strony!». I odyniec zginął, i odrodził się wśród bogów Trzydziestu Trzech.
Pręgowana locha zaś rozwiała się jak tęcza i nie wiadomo, dokąd przepadła. Wtedy królewicz ułożył swoich omdlałych sług w chłodnym cieniu brzozy, zmoczył w wodzie gałązkę sandałowca i skropił ich, a oni odzyskali przytomność. Potem pan ze sługami wrócił do pałacu.
Po jakimś czasie żona króla, podburzona przez demony, rzekła: «Dzień dziś długi, chodźmy na przechadzkę na tamto zbocze». Posłała służące z południowym posiłkiem i udała się na łąkę w kotlinie. «Ze wszystkich miejsc na zboczu dziś najmilej jest chyba w tej kotlinie» – rzekła i usiadła. W kotlinie zrobiło się gorąco, więc usiadła pod skarpą. Wtedy żona odyńca zabitego przed kilku dniami, demonica, obaliła skarpę i zabiła królową. Służąca wróciła. Nie śmiała powiedzieć tego królowi, więc przekazała wieść przez ministra. Król bardzo się zasmucił i wraz z ministrami poszedł zobaczyć. Na widok ciała królowej zemdlał.
Wlano mu do ust wywar z sandałowca i wodę z melasą, i ocknął się z omdlenia. Król wrócił do pałacu. Ciało królowej owinięto jedwabiem i przeniesiono, a po jej śmierci wyprawiono wspaniałe obrzędy żałobne.
Po pewnym czasie owa demonica zamieniła się w młodą kobietę, piękną i promienną, przystrojoną w rozmaite klejnoty, i zjawiła się pod królewskim pałacem. Ludzie zapytali: «Skąd przybywasz, pani?». «Przybywam z krainy bogów» – odparła. Wtedy ludzie poszli do ministra i rzekli: «Naszemu królowi i królewiczowi potrzebna jest pani. Takiej jak dawna, choćby szukać, nie znajdziemy, a czy gdzie indziej znajdzie się równie dobra, kto to wie. Ta zaś nadałaby się na żonę dla króla albo dla królewicza. Najlepiej będzie, jeśli któryś z nich pojmie tę szlachetną pannę, co zstąpiła od bogów». Poddani byli jednomyślni, więc minister poszedł do króla i przedstawił mu tę prośbę.
Król rzekł: «Takiej królowej jak dawna, choćby szukać, nie znajdę. Nie pojmę już żony. Idźcie, zapytajcie królewicza». Ministrowie poszli więc do królewicza i rzekli: «W naszym pałacu jest niezwykła młoda kobieta, która zstąpiła od bogów. Pani od bogów nie znajdzie się w żaden inny sposób, przeto najlepiej, żebyś pojął ją za żonę». Ledwie to usłyszał, królewicz wpadł we wzburzenie: «Nie pojmę żony. Tronu też nie obejmę. Wolę odejść i oddać się Dharmie».
Ministrowie znów poszli do króla i rzekli: «Królewicz mówi, że od teraz odda się Dharmie i tronu nie obejmie, a pani też nie pojmie za żonę, panie». Król posłał ministra, żeby wezwał królewicza. Minister rzekł: «Król każe ci przyjść do siebie. Racz pójść». Królewicz stanął przed ojcem. Wtedy król rzekł do syna: «W naszym mieście jest piękność, która zstąpiła od bogów. Choć mówią mi, żebym pojął ją za żonę, od śmierci twojej matki postanowiłem nie żyć z nikim. Jeśli ty oddasz się Dharmie, tron opustoszeje i ród królewski wygaśnie. Przeto za wszelką cenę powinieneś pojąć ją za żonę» – nakazał.
Królewicz odpowiedział: «W naszym rodzie królewskim nie ma zwyczaju łamać rozkazów ojca. Ale już teraz, ledwie ujrzałem tę dziewczynę na oczy, serce mi się wzburzyło. Choćby przewyższała boginię i była wielką królową matką, tym razem nie mogę nie złamać twego rozkazu, ojcze. Wszystkiemu innemu, co mi nakażesz, będę posłuszny aż do śmierci».
Lecz w umysł ojca wstąpiła już demonica. «Nie słuchasz tego, co mówię – rzekł. – Skoro nie chcesz jej za żonę, to jeśli ty jej nie pojmiesz, mogę ją pojąć ja». Królewicz rzekł do ojca: «Prócz tego, wszystkiemu, co mi nakażesz, będę posłuszny». Król pomyślał: «Ta dziewczyna, piękna, promienna i pachnąca, kiedyś zdobędzie jego serce. Teraz jest jeszcze młody i myśli pewnie o tym, co powiedzą ludzie». I sam pojął ją za żonę.
Ta boska pani próbowała uwieść królewicza rozmaitymi podstępami, ale go nie uwiodła. Wtedy demonica pomyślała: «Tego królewicza nie zdołam uwieść. Skoro nie dane mi z nim żyć w tym życiu, muszę znaleźć sposób, żeby go wyrzygać na kraniec świata». Po pewnym czasie włożyła sobie za prawy policzek czerwoną ochrę, a za lewy indygo, i zaczęła pluć niebiesko-czerwoną flegmą. «Jestem chora, pali mnie gorączka» – rzekła i położyła się.
Król, który wciąż nosił w sercu ranę po śmierci poprzedniej żony, zapytał: «Co pomoże na twoją chorobę?». «Jest coś, co mi pomoże. W zachodniej krainie ogrów żyje moja przyjaciółka, córka króla Rakszasy Dziewięcioszyjego, zwana Sale Drolma. Nikt nie zna się na lekach lepiej od niej. Wy, ludzcy lekarze, nie zdołacie mnie wyleczyćWasi ludzcy lekarze nie zdołają mnie wyleczyć». Król rzekł: «Nie ma nikogo, kto znałby drogę do takiej krainy. Co robić?». «Inni, choćby poszli, nie dojdą; nie dadzą rady. Ale nasz królewicz ma wielkie zasługi i wielką moc czarodziejską. On pójdzie do tej bogini i nie splami się żadną winą. Nikt inny jej nie sprowadzi».
Król wydał polecenie jednemu z wielkich ministrów: «Wezwij tu szybko królewicza Czosanga Pustelnika». Minister poszedł do królewicza i rzekł: «Ojciec każe ci przyjść do siebie, panie». Dotąd królewicz nie miał ochoty chodzić do ojca, ale tym razem, ledwie minister przekazał mu słowa ojca, ogarnęła go radość, jakiej wcześniej nie znał – tak sam powiedział. Poszedł do ojca, pokłonił się i usiadł.
Król rzekł:
«Królewiczu Czosangu Pustelniku,
mocą swych potężnych zasług
z zachodniej krainy ogrów
sprowadź tu Sale Drolmę,
uśmierz udrękę tej chorej.
Modlę się, byśmy się znów spotkali, ojciec i syn».
Królewicz ucieszył się i ze spokojnym umysłem odpowiedział ojcu: «Sprowadzę Metok Sale Drolmę, uśmierzę udrękę choroby tej pani, wypełnię wszystkie twoje rozkazy co do jednego i modlę się, bym prędko znów ujrzał twoje oblicze. Ponieważ czas jest pomyślny, proszę, pozwól mi wyruszyć jutro». Ojciec rzekł: «Weź poddanych, orszak i sługi, weź zapasy na drogę i wracaj prędko». Królewicz odpowiedział: «Nie potrzeba mi zapasów ani sług, panie».
Król pomyślał: «Ten mój syn jest młody i niedoświadczony. Czy aby nie chce się zabić albo błąkać po kresach?». I zapytał: «Czy nie zamierzasz zrobić czegoś złego?». «Gdybym zrobił coś złego, złamałbym twój rozkaz, ojcze. Nie mam zamiaru odbierać sobie życia. Sprowadzę dziewczynę i prędko stanę przed tobą». Król był zadowolony.
Demonica zaś pomyślała: «Teraz zdołam odebrać mu życie». A królewicz, pełen bezmiernego smutku, wyruszył do zachodniej krainy ogrów. Doszedł do pustkowia, a że był zmęczony, przysiadł, by odpocząć. Poniżej miejsca, gdzie siedział, było wielkie czarne jezioro, a powyżej wielkie białe jezioro. Z czarnego jeziora wypełzł czarny wąż, a z białego biały wąż. Oba węże zwarły się w walce, aż obu ciekł pot strumieniami.
Królewicz pomyślał: «O co też te dwa zwierzęta się nie zgadzają?». Gdy tak siedział pełen wątpliwości, czarny połknął białego do połowy. «Robić coś takiego tam, kiedy ja jestem tu obok, to już zbytnia butaPożerać tamtego, kiedy ja tu jestem, to już zbytnia buta» – pomyślał. Wszedł czarnemu wężowi na grzbiet, rzekł: «Gniewliwy, niech twój gniew się uśmierzy!» i uderzył go, a wąż wypluł białegozwymiotował białego. Czarny wąż skoczył do czarnego jeziora, a biały do białego.
Królewicz spędził tam noc. Z białego jeziora wyszedł chłopiec w złotej szacie i rzekł: «Ocaliłeś mi życie, panie, przeto racz przyjść do mojego pałacu». «Kim jesteś?» – zapytał królewicz. «Jestem królem nagów» – odparł. «A kim jest ten czarny wąż?» «To wielki władca wód Waruna». «Nie umiem zejść do krainy nagów» – rzekł królewicz. Król nagów, zwany Kjewa Naceg, odpowiedział: «Zamknij oczy, a przeniesie cię tam moja czarodziejska moc». Królewicz zamknął oczy i oto był w pałacu nagów zbudowanym z pięciu rodzajów klejnotów. W środku stał tron z klejnotów i na nim posadzono królewicza.
Długo rozmawiali. «Wielki królewiczu, w jakiej sprawie tu przybyłeś?» – zapytał król nagów. «Idę do krainy ogrów po Metok Sale Drolmę, córkę ogra Rakszasy Dziewięcioszyjego». «Jesteś królem o wielkich zasługach, więc mocą swych modlitw zapewne ją dostaniesz. Komu innemu trudno by było ją zdobyć. Wielu jej pragnęło, Brahma, Indra i inni, ale tej dziewczyny dotąd nikomu nie oddano. Ciebie, wielki królu, i tę dakini łączą skutki czynów z dawnych żywotów, więc tym razem chyba ją dostaniesz». «Królu nagów, czy masz dar jasnowidzenia?» «Jasnowidzenia mam tyle co włos z końskiego ogona, ale nieprzerwanie». «Czy dostanę więc tę dziewczynę?»
Nag odpowiedział królewiczowi: «Wielki królu Dharmy, dzięki zasługom zgromadzonym w dawnych żywotach otrzymałeś cenne ludzkie ciało. Ponieważ wcześniej dawałeś hojnie, urodziłeś się synem królewskim. A że łączą cię z nią skutki czynów z dawnych żywotów, spotkasz tę królową. Królu Dharmy, przyjdzie czas, kiedy będziesz tego potrzebował, przeto daję ci to» – i podał mu pudełeczko. Królewicz wziął pudełeczko starannie owinięte jedwabiem i rzekł: «Teraz pójdę».
Ledwie zamknął oczy, czarodziejska moc nagów wyniosła go na powierzchnię wody. Gdy znalazł się na brzegu jeziora, nag rzekł do niego: «Na drodze, która stąd prowadzi w górę, jest grzbiet, z którego widać pałac ogrów. Kiedy z niego spojrzysz, ta bogini za sprawą modlitw, które odmówiłeś w dawnych żywotach, dowie się o tobie i wyjdzie ci na spotkanie. Ważne, żebyś słuchał wszystkiego, co powie. Jeśli posłuchasz, będziesz mógł razem z nią pójść do pałacu króla. Wielki królu Dharmy, widać, że osiągniesz swoje cele i prędko wrócisz». I wskazał mu drogę.
Królewicz uszedł kawałek drogi, tak jak powiedział król nagów, i dotarł do czystego miejsca otoczonego białym jak muszla obrzeżem i drzewami. Za sprawą dawnych modlitw Metok Sale Drolma ocknęła się ze snu, przypomniała sobie niezliczone dawne wcielenia i poznała, że królewicz przybył. Miała konia zwanego Potężny Łabędź; osiodłała go i wyjechała królewiczowi na spotkanie. Kiedy bogini stanęła przed królewiczem, mimo woli zemdlała.
Królewicz rzekł do bogini: «Ty jesteś z ogrów, a ja jestem człowiekiem. Między ogrami a ludźmi nie ma zrozumienia». Bogini odpowiedziała królewiczowi: «Jestem twoją towarzyszką z dawnych żywotów, panie». «Czy jesteś Metok Sale Drolma?» – zapytał. «Tak» – odpowiedziała.
«Kiedy pójdziesz stąd dalej – mówiła – ogrzyce będą przestrzegać ślubów postu aż do jutrzejszego wschodu słońca. Przed pałacem jest wielki staw kąpielowy. Na jego czele rośnie ogromne drzewo dżati, sięgające jakby nieba. Tam, na szerokim i przestronnym tronie z pięciu rodzajów klejnotów, zasiądę ja. Ogrzycom od sześciogłowych aż po dwugłowe nałożyłam śluby postu. Możesz bez lęku podejść na brzeg stawu. Z brzegu stawu zawołaj: »Metok Sale Drolma!«. Wtedy poślę do ciebie sześciogłową ogrzycę. Nie bój się jej ani nie lękaj się niczego.
Powiedz jej tak: »Sześciogłowa ogrzyco, słuchaj mnie. Dzięki zasługom zgromadzonym w dawnych żywotach otrzymałem cenne ludzkie ciało. Ponieważ dawałem hojnie, bez wyboru, pomnożyłem ród królewski i bogactwa. Sale Drolma, moja towarzyszka z dawnych żywotów, to chyba ta bogini, która siedzi tam na tronie z klejnotów. Spójrz prędko na mnie, pani« – tak każ jej przekazać. Wtedy ja powiem: »Nie mogę przyjść, nie zapytawszy ojca. To widać mój towarzysz z dawnych żywotów«. Potem poślę do ojca zewnętrznego ministra z prośbą: »Królewicz, który był ze mną przez wiele żywotów, przybył tu, bo mnie kocha. Racz pozwolić mi się z nim spotkać«. Spotkanie nie zależy od ciebie, lecz ode mnie. A trudnych zadań, które zleci ci mój ojciec, król, nauczę cię sama». Tak rzekła dziewczyna i wróciła do pałacu ogrów.
Potem królewicz poszedł do pałacu ogrów. Pałac był taki, że nie można się było na niego napatrzeć, a otaczały go setki tysięcy miast. Przed pałacem był staw kąpielowy obrzeżony pięcioma rodzajami klejnotów. Na jego czele rosło drzewo dżati, sięgające jakby nieba, a w jego chłodnym cieniu stał szeroki i przestronny tron z klejnotów. Na nim, tak jak mówiła poprzedniego dnia, dziewczyna Sale Drolma nauczała ogrów Dharmy.
Królewicz zawołał z brzegu stawu: «Metok Sale Drolma!». Dziewczyna rzekła: «Mój towarzysz z wielu żywotów przybył tam. Biegnij!» – i posłała sześciogłową ogrzycę, zewnętrzną minister ogrów, żeby poszła zobaczyć. Ogrzyca nie zniosła blasku królewicza, pokłoniła mu się i zapytała: «Wielki królu Dharmy, co rozkażesz?».
«Zapamiętaj to dobrze: dzięki zasługom zgromadzonym w dawnych żywotach otrzymałem cenne ludzkie ciało. Ponieważ dawałem hojnie, bez wyboru, urodziłem się synem z rodu królewskiego, opływającego w bogactwa. Sale Drolma, moja towarzyszka z dawnych żywotów, siedzi teraz tam w górze na tronie z klejnotów. Spójrz prędko na mnie, pani» – rzekł.
Wtedy ogrzyca poszła do Sale Drolmy, pokłoniła się trzykroć i rzekła: «Tam stoi ktoś o ciele doskonałej postaci, ozdobiony niezmierzonym blaskiem. Mówi, że urodził się w rodzie wielkiego króla Dharmy, a ty, bogini, jesteś jego towarzyszką z dawnych żywotów. Prosi, byś prędko go przyjęła». Sale Drolma odpowiedziała: «Choćby był moim małżonkiem z wielu żywotów, jeśli to sprzeciwia się rozkazowi ojca, nic z tego nie będzie. Idź do mojego ojca, króla, i prędko mu przekaż, co rozkazał wielki król Dharmy, że jest moim towarzyszem z dawnych żywotów i skąd pochodzi».
Ogrzyca poszła do króla i przekazała słowa dziewczyny i słowa królewicza. Król rzekł: «Niechby był małżonkiem dziewczyny z wielu żywotów. Moja ukochana z całego serca Sale Drolma była pożądana przez wielu, przez Brahmę, Indrę i innych, a dotąd nikomu jej nie oddałem. Jeśli zostanie tu i będzie mi służył, może się z nią spotkać».
Minister przyszła do Sale Drolmy i powtórzyła słowa króla. Dziewczyna rzekła: «Biegnij jeszcze raz i poproś, żeby ojciec miał na względzie, że to mój małżonek z wielu żywotów i powinniśmy się spotkać».
Ogrzyca znów stanęła przed królem: «Pani Sale Drolma mówi, że skoro to jej małżonek z wielu żywotów, prosi cię za wszelką cenę o pozwolenie na spotkanie». Król rzekł: «Jeśli wykona trudne zadania i zostanie tu, by mi służyć, może się z nią spotkać. Inaczej nie».
Minister powtórzyła dziewczynie Sale Drolmie słowa króla. Sale Drolma rzekła:
«Ja zaś tam, gdzie kończą się niebiosa Trzydziestu Trzech,
wezmę ze sobą dziewczęta z pięciu klejnotów
i odejdę w gąszcz tęcz i światła.
Jakie trudne zadania wyznaczy, to sprawa króla».
Gdy dziewczyna wydała ministrowi polecenia, zamieniła się w złoty kwiat o tysiącu płatków, na łodydze z muszli. Płatki były z berylu, złota, srebra, kryształu i z pięciu rodzajów klejnotów. Pojawiło się pięć dziewcząt z pięciu klejnotów. Wzięły kwiat do rąk, rozpostarły drogę z jedwabiu w pięciu kolorach i wzniosły się w górę.
Ogrzyca poszła do króla i rzekła: «Królu, jakie trudne zadania wyznaczysz, to twoja sprawa. Dziewczyna przystroiła się w klejnoty i odeszła w przestworza». «Czy dziewczyna spotkała się z tym człowiekiem?» – zapytał król. «Pani się z nim nie spotkała». «Ach tak. To postaw przede mną siedem rzędów zasłon. Jeśli go ujrzę, ten człowiek umrze, a zdarzało się już, że i dziewczyna umierała».
«Siedem rzędów zasłon chyba nie będzie potrzebne. On ma ciało doskonałej postaciciało na cztery palce, niezmierzony blask i mnóstwo ozdób. Kiedy mu się kłaniałam, nie mogłam znieść jego blasku i czułam, jakbym się zrobiła mała». «Mimo to postaw zasłony. On może zginąć, nie znosząc mojego majestatu». I postawiono zasłony.
Potem przyprowadzono królewicza przed króla. Podano wyborne jadło, a król przemówił zza zasłony: «Ta moja córka, Sale Drolma, jest więcej warta niż syn. To wielki młot na ogrów. Jakże miałbym oddać taką tobie?». Królewicz odpowiedział: «Dzięki zasługom zgromadzonym w dawnych żywotach otrzymałem cenne ludzkie ciało. Ponieważ dawałem hojnie, bez wyboru, mój ród królewski rósł w bogactwo. Bez Sale Drolmy, mojej towarzyszki z wielu żywotów, żyć nie mogę, więc przyszedłem o nią prosić». Król pomyślał: «Jeszcze nikt nie zniósł majestatu mojego głosu. Skoro tak, ten chyba jest kimś wybornym» i rzekł: «Na tę noc ulokujcie go gdzieś. Jutro niech od rana do wieczora zabawi w pięknym ogrodzie rozkoszy, który jest tam na wschodzie. Poślijcie mu dobry posiłek».
Królewicza zaprowadzono do sypialni z pięciu klejnotów, w której spała Metok Sale Drolma. «Jutro o wschodzie słońca racz pójść z posiłkiem na przechadzkę do pięknego ogrodu rozkoszy, który tu jest» – powiedzieli mu. Przez cały dzień usługiwano mu wybornie.
Około północy przyjechała Metok Sale Drolma na Potężnym Łabędziu. «Co ci dziś powiedziano?» – zapytała. «Dziś mam tu zostać, a jutro o wschodzie słońca wziąć posiłek i pójść oglądać piękny ogród rozkoszy» – odpowiedział. «Byłam w tym ogrodzie – rzekła dziewczyna. – To Gaj Przemian na wschodzie. Wszystko się tam zmienia na oczach: jedni sieją, drudzy plewią, u innych już po młócce i nastała zima. Odmienia się tam umysł, a głowa marznie.i człowiek daje się omamić. Zanim zgaśnie czerwona smuga słońca, pamiętaj, co mówiła ci twoja dziewczyna, i wracaj prędko. Jeśli się zagapisz, trudno nam będzie się spotkać». I dziewczyna odjechała.
Nazajutrz o świcie minister podał mu herbatę, wziął klucz i rzekł: «Racz pójść obejrzeć ogród». I poszli razem. Gdy doszli do bramy ogrodu, minister otworzył ją, dał królewiczowi do rąk posiłek, rzekł: «Królewiczu, dotarłeś do ogrodu» i zbierał się do powrotu. «Nie popatrzysz dziś na te widoki?» – zapytał go królewicz. «Muszę usługiwać królowi» – odparł minister i wrócił.
Kiedy królewicz przestąpił próg ogrodu, wszystko odmieniło mu się w oczach.Królewiczowi wszystko odmieniło się w oczach. Na wschodzie siano, na południu plewiono, na zachodzie młócono, na północy ścinał mróz. I czerwona smuga słońca zgasła. Kiedy brama już miała się zamknąć, przybyła bogini. «Mówiłam ci rano, jak będzie. Teraz chodź szybko!» – i wyciągnęła go.
«Dziś widoki były wspaniałe. Poślij«Poślij z zapytaniem, co ci każą jutro. Każą ci oglądać ogród rozkoszy na południu. W południowym ogrodzie, gdy wejdziesz za bramę, jest Gaj Żywych Trupów na południu. Jedne trupy dosiadają drugich i poganiają je batem, inne pożerają inne. Trupów będzie bez liku. Wtedy rzuć moim zwierciadłem w twarze tych trupów. Zwierciadło zamieni się w wielkie jezioro. Jedne trupy będą obchodzić jezioro dookoła, inne popłyną za tobą wpław. Zanim słońce się zestarzeje, nie dosięgną cię. Potem zamyka się brama, więc nie zwlekaj». I odeszła.
Tego wieczoru, gdy mu powiedziano, żeby znów stawił się przed królem, królewicz rzekł: «Zostanę tutaj. Proszę, powiedzcie, co mam robić jutro». Minister poszedł do króla: «Przebywa tam u siebie. Jakie dasz polecenia?». «Niech znów weźmie posiłek i idzie do ogrodu rozkoszy» – rzekł król. Usługiwano królewiczowi wybornie i powiedziano mu: «Jutro racz pójść obejrzeć ogród rozkoszy na południu». Nazajutrz minister go poprowadził i zawrócił u bramy ogrodu.
Kiedy królewicz wszedł do środka, zobaczył, jak jedne trupy dosiadają drugich i poganiają je batem, a inne pożerają inne. Trupy dostrzegły królewicza i rzuciły się na niego. Królewicz cisnął zwierciadłem, a ono zamieniło się w wielkie jezioro. Patrzył, jak jedne trupy obchodzą jezioro dookoła, a inne płyną ku niemu wpław. Dopóki słońce nie zaszło, nie dosięgły go. «Ach, czy brama aby się nie zamyka?» – pomyślał i pobiegł. Bogini rzekła: «Chodź szybko! Czemu nie przyszedłeś trochę wcześniej?». I dodała: «Jutro jest ogród zwany Gajem Mieczowych Kół Sengma Nakha.
Gdy przestąpisz jego próg, odmieni ci się umysł i ujrzysz błękitną łąkę.Gdy przestąpisz jego próg, przez mgnienie umysłu będzie to zielona łąka. Potem zerwie się wiatr i łąka zamieni się w las, a las w mieczowe koła. Posiekają cię na kawałki mięsa i krwi. Wtedy wyciągnij szybko mój złoty nóż z rękojeścią z muszli, unieś go i powiedz: »Niech uciszy się wiatr żywiołów! Niech uciszy się koło wiatru żywiołów! Niech uciszą się wiatr i mieczowe koła!«. Wtedy wiatr i mieczowe koła się uciszą i znów będzie piękna łąka. Potem tygrysy, lamparty, niedźwiedzie i inne zwierzęta będą się bawić ze swoimi młodymi. Zanim zgaśnie czerwona smuga słońca, pamiętaj o mnie i wracaj». I odeszła.
Znów minister zapytał: «Pójdziesz przed oblicze króla?». «Pójdę do swojej kwatery – odparł królewicz. – Zapytaj, co mam jutro robić». Minister zapytał króla o polecenia na jutro. «Jutro niech idzie oglądać ogród rozkoszy na zachodzie» – rzekł król. Nazajutrz minister i królewicz zjedli coś gorącego i wyruszyli. Minister otworzył bramę zachodniego ogrodu, królewicz wszedł do środka, a minister zawrócił.
W środku była łąka niby turkusowa misa. Zerwał się niespodziewany wiatr i łąka zamieniła się w las, a las w mieczowe koła. Wszystkie odgłosy wiatru zamieniły się we wrzask: «Ha, ha! Bij, bij! Zabij, zabij!». Królewicz wyobraził sobie dziewczynę jaśniejącą przed oczami i uniósł nóż. Mieczowe koła okrążyły go po razie i wiatr ucichł. Na dawnej łące tygrysy, lamparty, niedźwiedzie, bawołyniedźwiedzie himalajskie, niedźwiedzie brunatne, bawoły i inne zwierzęta bawiły się ze swoimi młodymi. Królewicz zapatrzył się i czerwona smuga słońca zgasła. «Ach, czy brama się nie zamyka?» – pomyślał i rzucił się biegiem. Brama była już w połowie zamknięta. Bogini rzekła: «Mówiłam ci wczoraj. Nie myśl, że nie uciekniesz, tylko chodź za mną». Poszedł za nią i wydostał się.
Wtedy dziewczyna rzekła do królewicza: «Jutro przyjdą, żeby cię zaprowadzić przed króla. Proszę, pamiętaj o mnie. Muszę objąć rządy. Jutro w północnym ogrodzie będzie długa rozmowa. Potem ojciec chyba mnie odda». I bogini odeszła.
Nazajutrz przyszedł minister, żeby zaprowadzić królewicza. W klejnotowym pałacu wzniesiono piękny tron z berylu. Zasiadał na nim król ogrów, Rakszasa Dziewięcioszyi. Po jego prawej stronie wzniesiono mniejszy złoty tron. Po lewej siedziały wokół ogry ośmiogłowe, siedmiogłowe, sześciogłowe, dwugłowe i inne. Kiedy królewicz stanął przed ogrem i zabierał się do pokłonu, ogr spadł z tronu. Inne ogry nie zniosły blasku królewicza i pokłoniły się. Wtedy Dziewięcioszyi wydał ministrowi polecenie i wzniesiono tron z berylu równy jego własnemu. Zasiadł na nim królewicz, a sam Dziewięcioszyi zasiadł na swoim tronie.
A oto jak wyglądał ogr Dziewięcioszyi: pierwsza głowa była głową sępa, druga głową garudy, trzecia głową konia, czwarta głową tygrysa, piąta głową lwa, szósta głową makary, siódma była głową Jamy, ósma głową władcy ośmiorakich zastępów, dziewiąta głową z trąbą słonia. Gdy z każdej z dziewięciu szyj wypowiadał słowo, brzmiało to jak głos turkusowego smoka i mowa Brahmy.
Długo rozmawiali. «Królu – rzekł ogr – masz bardzo wielkie zasługi. Jesteś najwyższy wśród ludzi, pełen majestatu i siły. Kiedy poszedłeś do wschodniego ogrodu, czy brama się zamknęła?». «Kiedy szedłem do wschodniego ogrodu, medytowałem przez jedną sesję nad nietrwałością. Słońce prawie zaszło, a brama prawie się zamknęła.Zapadał już niemal zmrok, a gdy przyszedłem, brama prawie się zamknęła. Pomiędzy nimi leżały syte tygrys i lew».
«Kiedy szedłem do południowego ogrodu, trupy dosiadały jedne drugich i poganiały batem, a ja trwałem w medytacji bezmiernego współczucia. Kiedy zgasła czerwona smuga słońca, na szczycie bramy siedział dziewięciogłowy skorpion. Gdy nadszedłem, podniósł się i odszedł. Kiedy szedłem do zachodniego ogrodu, była tam łąka niby turkusowa misa, lecz zamieniła się w gęsty las. Zerwał się wiatr żywiołów i las zamienił się w mieczowe koła. Zanim skończyłem jedną sesję medytacji nad nietrwałością, słońce zaszło. Między mną a zamykającą się bramą stał wielki żelazny dzik. Gdy nadszedłem, podniósł się. Tak się wydostałem» – odpowiedział królewicz.
Król rzekł: «Potężny synu królewski, jesteś, jak się zdaje, małżonkiem mojej córki Sale Drolmy z wielu żywotów. Żałuję, że wcześniej nie wiedziałem, jaką masz moc. Od teraz oddaję ci Sale Drolmę. Porozmawiamy o wszystkim szczegółowo w ogrodzie północnym». Gdy upał zelżał, król i królewicz udali się do ogrodu rozkoszy na północy.
Kiedy dotarli do ogrodu, król i królewicz zasiedli na tronach z berylu, a wokoło usiadła świta ogrów. Wtedy król ogrów rzekł: «Dakini czterech stron świata ugoszczą cię wspaniale. Jeśli nie będziesz jadł powoli, następne będą cię usilnie częstować i możesz się rozchorować. Przeto od rana jedz z umiarem». Po chwili ze wschodu przyszła dziewczyna z muszli, piękna i promienna, przystrojona klejnotami pięciu rodzajów, a wszystkie jej naczynia były z muszli. Podała mu do syta boskiego jadła o stu smakach. W południe dziewczyna z turkusu, przystrojona klejnotami, przyniosła turkusowe naczynia i podała mu do syta jadła o stu smakach. Pod wieczór z zachodu przyszła dziewczyna z koralu, przystrojona klejnotami pięciu rodzajów, z koralowymi naczyniami w rękach, i podała mu do syta jadła o stu smakach. Wieczorem dziewczyna ze złota, przystrojona klejnotami, podała mu ze złotych naczyń boskiego jadła o stu smakach.
Wtedy ogr zapytał: «Od chwili, gdy przygotowano ci miejsce, aż do teraz nie musiałeś wstać. Czego to znak?». Królewicz odpowiedział: «Kiedy żyłem w krainie bogów, nauczyłem się siedzieć na miejscu, dopóki uczta się nie skończy. A gdzie teraz jest Sale Drolma? Sale Drolma to moja towarzyszka».». «A gdzie wtedy była Sale Drolma?» – zapytał ogr. «Wtedy Sale Drolma była moją towarzyszką» – odparł królewicz. Król ogrów rzekł: «Twój dawny żywot przewyższał obecny. Moja córka przebywa tam, gdzie kończą się niebiosa Trzydziestu Trzech, w gąszczu tęcz i światła».
Królewicz odpowiedział: «W krainie bogów nikt nie osiąga stanu buddy. Dawni buddowie stali się nimi w ludzkim ciele. Ja też pomyślałem, że może osiągnę owoc stanu buddy». Król ogrów, a za nim cała rzesza ogrów, nabrali wielkiej wiary w słowa królewicza. «Wielkie słowo syna Zwycięzcy! Potężny synu Zwycięzcy!» – wołali i kłaniali się raz po raz jak przed pałacem Buddy Medycyny. Złożyli ślub, że przez mniej więcej rok wyrzekną się mięsa i krwi. Wtedy król ogrów, zadowolony, zgodził się oddać córkę.
Nazajutrz osiodłano złotym siodłem i uzdą wierzchowca samego króla, ludożercę z lwią głową, turkusową grzywą i skrzydłami z muszli. Dziewięciogłowy ogr przytrzymał konia za uzdę i królewicz wsiadł. Król ogrów rzekł do królewicza: «Gdy stąd ujedziesz kilka mil, będzie tam sześćset sześćdziesiąt tysięcy dziewcząt z muszli. Jedne tkają tkaninę z muszli, inne przędą wełnę z muszli. Będą wołać:
»Dobrze, dobrze, dzielny mężu!
Zostań, zostań, mężu, zostań!«
A ty odpowiedz:
»Na nic mi wasze pochwały,
na nic mi tu zostawać«.
I dodaj: »Idę szukać Sale Drolmy«.
Gdy ujedziesz stamtąd kilka mil, będzie sześćset sześćdziesiąt tysięcy dziewcząt z turkusu. Jedne przędą turkusową wełnę, inne tkają turkusową tkaninę. Będą wołać:
»Dobrze, dobrze, dzielny mężu!
Zostań, zostań, mężu, zostań!«
»Na nic mi tu zostawać,
na nic mi wasze pochwały«.
I dodaj: »Idę szukać Sale Drolmy«.
Gdy ujedziesz stamtąd kilka mil, będzie sześćset sześćdziesiąt tysięcy dziewcząt z koralu. Jedne przędą koralową wełnę, inne tkają koralową tkaninę. Będą wołać:
»Dobrze, dobrze, dzielny mężu!
Zostań, zostań, mężu, zostań!«
»Na nic mi wasze pochwały,
na nic mi tu zostawać«.
I dodaj: »Idę szukać Sale Drolmy«.
Gdy ujedziesz stamtąd kilka mil, będzie sześćset sześćdziesiąt tysięcy dziewcząt ze złota. Jedne przędą złotą wełnę, inne tkają złotą tkaninę. Będą wołać:
»Dobrze, dobrze, dzielny mężu!
Zostań, zostań, mężu, zostań!«
»Na nic mi wasze pochwały,
na nic mi tu zostawać«.
I dodaj: »Idę szukać Sale Drolmy«.
Gdy ujedziesz stamtąd kilka mil, będzie szeroki i przestronny tron z berylu. Na niego wstąpi ten lew pośród mędrców. Potem w przestworzach, tak daleko, jak sięga wzrok, z gąszczu tęcz i światła ukaże się złoty kwiat, koło o tysiącu szprych, a w jego chłodnym cieniu przybędzie moja córka Sale Drolma. Pośrodku, otoczona sześciuset sześćdziesięcioma tysiącami dziewcząt z pereł i sześciuset sześćdziesięcioma tysiącami dziewcząt z berylu, będzie dziewczyna. Ponieważ jesteście, jak się zdaje, małżonkami z wielu żywotów, zstąpi do ciebie z tronu. Dalej już ja iść nie mogę». Królewicz pojechał i wszystko było tak, jak powiedział król ogrów.
Kiedy dotarł do tronu z klejnotów, dziewczyna ze świtą zstąpiła i pokłoniła się królewiczowi. «Wielki królu Dharmy, czy trudne zadania cię nie pokonały?czy nie zmęczyły cię trudne zadania? Czy przybyłeś tu, bo mnie kochasz?» – zapytała. Królewicz odpowiedział: «Wypełniłem dobrze rozkazy twojego ojca, króla. Przyszedłem, bo chciałem się z tobą spotkać, bogini. Teraz chodź szybko za mną». «Dziś pokażemy ci nasze pieśni, tańce i zabawy. Jutro jest pomyślny dzień, wtedy pójdziemy». Przez cały dzień śpiewano, tańczono i bawiono się, i długo rozmawiali. Nazajutrz oboje stanęli przed jej ojcem. W pałacu królewskim przez miesiąc trwała wspaniała uczta z pieśniami, tańcami i zabawami.
Wtedy królewicz rzekł do króla: «O wielki królu! Jestem jedynym synem, który ma objąć tron. Jeśli przyszedł czas, bym wrócił do swojej krainy, pozwól nam odejść». Król odpowiedział: «Ta Sale Drolma, droga mi jak oczy, jest cenniejsza nawet od klejnotu, bez którego nie sposób żyć. Ale skutki czynów z dawnych żywotów nie pozwalają jej się z tobą rozstać. Oddaję ci córkę, królu Dharmy. Rządź razem tym królestwem i tamtym, Czosangu Pustelniku. A wy, wszystkie zastępy ogrów, słuchajcie mnie! Ten król Dharmy przewyższa mnie. Czcijcie go na równi ze mną, wszystkie zastępy ogrów! Ta Sale Drolma, droga mi jak serce, jest więcej warta niż syn. Przeto tego wielkiego króla Dharmy, jej towarzysza z wielu żywotów, czcijcie nad swoimi głowami, wszystkie zastępy ogrów!».
Wtedy pewien możny minister ogrów rzekł do ogrów, ojca, matki i dzieci:
«Metok Sale Drolma,
klejnot na czubkach naszych głów,
urodziła się, by wieść bogów, nagów i osiem zastępów.
A szczególnie wszystkim zastępom ogrów
nadała śluby postu w pełnię, nów i ósmy dzień.
Dzięki zasługom twej osoby, królu Dharmy,
na starość staliście się parą.
Wszystkie zastępy ludzi i ogrów
chroń bez różnicy, wielki królu Dharmy, ty wiesz najlepiej».
Ogry z królem ojcem na czele odprowadziły parę kilka mil. Królewicz rzekł do zastępów ogrów: «Dzięki zasługom zgromadzonym w dawnych żywotach otrzymałem cenne ludzkie ciało. Ponieważ dawałem hojnie, bez wyboru, wszędzie mam wielkie bogactwa. Zdobyłem tę boginię, moją towarzyszkę z wielu żywotów. Dzięki modlitwom z dawnych żywotów ogry stały mi się bliskie. Obym spotykał cię, królu, raz po raz! A spotkawszy, obyśmy raz po raz rozmawiali!». Tak rzekł. Potem oboje ujęli ojca króla za ręce, a że nie mogli się rozstać, długo rozmawiali. Królewska para z zastępem dakini ruszyła w drogę, a zastępy króla ogrów zawróciły.
Kiedy królewska para z zastępem dakini była już blisko pałacu, Metok Sale Drolma i dakini rzekły: «Do wykonania trudnych zadań dobrze byłoby wziąć ze sobą córkę nagów, garudę». Królewicz odpowiedział: «Przy tym jeziorze król nagów dał mi pudełeczkoobiecał dać mi pudełeczko». «Garuda to właśnie to pudełeczko»«Córka Garuda to właśnie to pudełeczko» – odpowiedziała dziewczyna. Przywołali króla nagów, a ten zaprowadził królewicza, boginię i rzeszę dziewcząt do krainy nagów i przez kilka dni wyprawiał dla nich wspaniałą ucztę. Potem powiedzieli królowi nagów, że czas im iść. Król nagów owinął pudełeczko pięcioma rodzajami rzeczy i podarował im różne klejnoty. Wtedy królewicz i bogini udali się do pałacu.
Gdy byli już przy pałacu, dziewczyna Sale Drolma wzięła do ręki złoty kwiat o tysiącu płatków, wzorzysty pięcioma rodzajami klejnotów, na łodydze z muszli, wokół którego krążyły wszystkie kwiaty Dżambudwipy. Pudełeczko zawiesiła sobie na ramieniu.Pudełeczko przytroczyli u boku. Kiedy stanęli u bramy pałacu, ministrowie, poddani, dworzanie i słudzy z radością złożyli im pokłon. Potem weszli po schodach pałacu. Radość króla, ministrów, poddanych i dworzan wielce wzrosła. Królowa, która dotąd mu się nie kłaniała, nagle zerwała się z miejsca: «Przybył wielki król Dharmy!» – i pokłoniła się jak przed pałacem Buddy Medycyny.
Król rzekł: «Królewiczu Czosangu Pustelniku, póki się kłaniasz, niech ktoś potrzyma kwiat dziewczyny». «Nie trzeba go trzymać» – odpowiedział królewicz i rzucił kwiat, a ten wzniósł się przez świetlik w dachu i zawisł kilka mil w górze. Wtedy królewicz pokłonił się ojcu, okazał mu szacunek i rzekł: «Oto Metok Sale Drolma z krainy ogrów». «Czy w krainie ogrów jest wiele takich kwiatów?» – zapytał król. Królewicz odpowiedział ojcu: «Jest tam wiele kwiatów z pięciu klejnotów, które mienią się własnymi barwami, ale innego takiego, złotego, wzorzystego barwami pięciu klejnotów, na łodydze z muszli, tam nie ma. Długo trzeba, żeby taki przywykł do zapachu królewskiego ogrodu. Te, które nie przywykły, nie mają się gdzie podziać». Król rzekł: «Dobrze. My, ojciec i syn, mamy wiele bogactw, ale takiego klejnotu nie mamy. Dobrze, że wróciłeś po tylu trudach».
Wtedy królewicz udał się z kwiatem do swojego pałacu z pięciu klejnotów. Tej nocy demonica rzekła do króla: «Nasz królewicz Czosang Pustelnik mnie nie lubi. Teraz jest młody i słucha rozkazów króla, ale kiedy ma już żonę, nam, dwojgu starym, nie da spokojnie żyć. Przeto przesuń tę naszą zalesioną górę, podobną do rozgniewanej kobiety Mon, tam, na zachód. W jej miejsce postaw żelazny zamek o dziewięciu piętrach, z krągłymi blankami, wokół niego dziewięciopiętrowe żelazne mury, a tuż przy jego blankach dwa rzędy żelaznych murów, z wodą pomiędzy nimi. Na murach niech będą długie drabiny, a między murami a pałacem most, który można wciągnąć. Jeśli my dwoje nie zamieszkamy w środku, to – królewicz ma wielką moc czarodziejską – ta, co zwie się Metok Sale Drolma, jest w istocie człowiekiem. Ten kwiat, który teraz jest, to chyba jej przemiana. Najlepiej, żebyśmy we dwoje zamieszkali w tym zamku». «Czy coś takiego da się zrobić?» – zapytał król. «Jeśli król zdoła wydać rozkaz, zrobi się na pewno» – odpowiedziała.
Król wezwał królewicza przed siebie i rzekł: «Przenieś naszą wschodnią zalesioną górę, podobną do rozgniewanej kobiety Mon, tam, na zachód. W jej miejsce zbuduj pałac tak, jak cię ona pouczy». «Nigdy nie łamię rozkazów ojca, więc tak się stanie» – odpowiedział królewicz. Potem poszedł do dziewczyny i powtórzył jej słowa ojca. «Rozkazu ojca złamać nie można, więc trzeba to zrobić» – rzekła. Rozkazała sześciu dziewczętom z klejnotów: «Zbudujcie pałace tak, jak powiedział król». Wtedy przeniosły wschodnią górę na zachód i, zgodnie z rozkazem króla, stanął pałac wraz ze szczytem.
Metok Sale Drolma rzekła do królewicza: «Idź do ojca, króla. Ta pani to wielka demonica. Żeby się przekonać, czy jest demonicą, niech dziś w nocy pościele łoże pod świetlikiem. Teraz jest jasna połowa miesiąca. Gdy księżyc stanie w zenicie, niech uda, że zasypia, i się położy. Zobaczy żelazną lochę w białe jak muszla pręgi, z kłami na piędź, wciskającą kciuk w gardło ojca króla. Jutro jest pomyślny dzień. Idź, kiedy nikogo nie będzie, i powiedz to królowi» – pouczyła go.
Królewicz poszedł do ojca i pokłonił mu się. Kiedy tamta kobieta poszła po jedzenie, opowiedział mu wszystko tak, jak mówiła bogini. Gdy kobieta wróciła i podała królowi jedzenie, król go nie przyjął. Królewicz rzekł do króla: «Jutro jest pomyślny dzień. Racz się przenieść do zamku». Demonica pomyślała: «Kiedy zamieszkam w tym zamku, on nie zdoła mi zaszkodzić». Król położył się i leżał. To, co mówił królewicz, okazało się prawdą. Król przeraził się i chciał natychmiast wstać.
Nazajutrz o wschodzie słońca drogę króla wysadzono parasolami i chorągwiami z pięciu klejnotów. Całą ziemię uczczono muzyką, całemu niebu złożono w ofierze jedwabie. Kwiat zamienił się w jeszcze większy i piękniejszy niż poprzedniego dnia i osiadł na szczycie żelaznego zamku. Potem poproszono króla i królową, by raczyli przybyć. Kiedy przybył królewicz, król ucieszył się jego blaskiem, a demonica ucieszyła się, myśląc, że zastawiła pułapkę. Dziewczyna rzekła do króla: «Proszę, powiedz, czy w środku potrzebne będą jadło, napoje i sprzęty». «W środku jest jadła, napojów i sprzętów, że nie zabraknie» – odpowiedział królewicz.
Wtedy demonica otoczyła zamek żelaznymi murami. Myślała, że trzeba będzie wchodzić po drabinie, ale klejnotowy kwiat zamienił się w Sale Drolmę, która usiadła na drabinie i zagrodziła drogę. Kiedy nadeszli król i królowa z synem, Sale Drolma zapytała demonicę: «Kim jesteś?». «Jestem boginią» – odpowiedziała demonica.
«Sześćset sześćdziesiąt tysięcy córek bogów, przyjdźcie tu i zobaczcie, czy to córka bogów!» – zawołała Sale Drolma. «W krainie bogów nawet wśród służących służących nie ma takiej» – odpowiedziały. Demonica zadrżała, pokłoniła się i rzekła: «Jestem córką nagów». «Córko nagów, garudo, córko władcy wód Waruny, przyjdź tu! Zobaczcie, czy w krainie nagów jest taka!» Przyszło sześćset sześćdziesiąt tysięcy córek nagów: «W naszej krainie nagów nawet wśród służących służących nie ma takiej». Znów zadrżała, pokłoniła się i rzekła: «Jestem córką bogów-cenów».
«Córko Takzangri, przyjdź tu! Zobaczcie, czy w krainie bogów-cenów jest taka!» «W krainie bogów-cenów nie ma takiej» – odpowiedziały. Znów rzekła: «Jestem córką ośmiu zastępów». «Córko Władcy Zastępów o słoniowej trąbie, przyjdź tu! Zobaczcie, czy ta jest podobna do córki ośmiu zastępów!» «Choć Władca Zastępów ma dwadzieścia jeden tysięcy córek, w krainie ośmiu zastępów nawet wśród służących służących nie ma takiej» – odpowiedziały. Znów rzekła: «Jestem córką cenów».
«Córko cena Jawa Kjadüna, przyjdź tu! Zobaczcie, czy w krainie cenów jest taka!» «W naszej krainie cenów nawet wśród służących służących nie ma takiej» – odpowiedziały. Bogini rzekła: «W żadnej z tych krain cię nie ma. Pokażesz teraz swoją prawdziwą postać czy nie?». Demonica poczerniała, zjeżyła się i zamieniła się w żelazną lochę w białe jak muszla pręgi. «Demonico, dziś nadszedł czas, by cię poskromić!» – rzekła bogini. Z fosy pod żelaznym murem wyszedł czerwony byk z rogiem wyrosłym na czubku głowy. Uderzył lochę od spodu, aż róg wyszedł jej czubkiem głowy, i uniósł ją do wody.
Wtedy król i królewicz bardzo się ucieszyli. Ojciec, król, oddał się Dharmie i zamieszkał w żelaznym zamku. Królewicz Czosang Pustelnik i dziewczyna Sale Drolma objęli rządy. Pięć zastępów dakini postawili na straży w czterech stronach świata i dakini przyrzekły chronić kraj. Bogowie, nagowie, gandharwowie i osiem zastępów też przyrzekli dobrze chronić kraj. Król Czosang Pustelnik i Metok Sale Drolma rządzili krainą ogrów i poddanymi królestwa jak jednym krajem. Królestwo kwitło i rosło” – zakończył Truposz.
Królewiczowi Deczo Sangpo wyrwało się wtedy: „Ależ to cud, że król i królowa mocą modlitw byli parą we wszystkich żywotach!”. „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – po czym trzykroć smagnął go jak ogniem i zniknął z powrotem w tumanie kurzu.
Królewicz pomyślał: „Choć lama przykazał mi, że cokolwiek Truposz powie, nie wolno mi odpowiedzieć ani słowem, umysł mi się rozproszył i wyrwało mi się słowo, więc Truposz uciekł. Jeśli nie zdobędę Truposza, lama mnie zbeszta i będzie się mną brzydził”. Potem królewicz znów wrócił na cmentarzysko. Gdy tam doszedł, ruszył dalej, przestępując trupy, które wołały „ha-la”, i kopiąc te, które wołały „hu-lu”.