Złoty TruposzO tekście i metodzie

Rozdział siedemnasty

ལེའུ་བཅུ་བདུན་པ།མོ་སྟོན་པ་དབུ་གཙུག་གི་ཕག་མགོ་ཅན་གྱིས་རྒྱལ་རྒྱུད་ཆད་ལ་ཁད་པའི་སྲོག་བསླུས་ནས་སྲིན་པོ་བཟའ་མི་བཏུལ་བ།

O tym, jak wróżbita ze świńskim łbem na ciemieniu wykupił życie gasnącego rodu królewskiego i poskromił parę ogrów

002
དེ་ནས་ཤིང་སྡོང་དེའི་རྩར་ཕྱིན་ནས། རལ་གྲི་བཏོན་ཏེ་ཤིང་སྡོང་དེ་ལ་བརྒྱབ། བླ་མ་ཀླུ་སྒྲུབ་སྙིང་པོ་ཡིན། ང་རང་རྒྱལ་བུབདེ་སྤྱོད་བཟང་པོ་ཡིན། དྲ་བ་ལྕགས་ཀྱི་མིག་དགུ་ཡིན། ཏོག་མསེང་ལྡེང་སྨུག་པོ་ཡིན། ཞགས་པ་འཕྲུལ་གྱི་ཨ་ལོང་ཡིན། མར་ཟན་ཟོས་པས་འཛད་མེད་ཡིན། རོ་ཁོག་འབབ་བསམ་ཤིང་སྡོང་གཅོད་བྱས་

Potem królewicz podszedł do drzewa, dobył miecza, uderzył w drzewo i rzekł:

Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moja pałka jest z ciemnej akacji,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.
003
པས། རོ་དེ་སྡིག་ཟེར་བབས་བྱུང་ངོ་། ཏོག་མས་བརྡུངས། དྲ་བར་བཅུག ཞགས་པས་བསྡམས་ནས་ཁུར་ཡོང་བས་གོམ་པ་བདུན་བརྒྱད་ཙམ་འཕགས་པ་ན། རོ་ན་རེ། རྒྱལ་བུ་རྒྱལ་བུ། ཡང་ན་རྒྱལ་བུས་སྒྲུང་ཞིག་ཤོད། ཡང་ན་ངས་སྒྲུང་ཞིག་བཤད་ཀྱི་ཟེར་བས་རྒྱལ་བུས་མགོ་

Myśląc, że Truposz spadnie, zaczął rąbać drzewo. Truposz spadł z łoskotem, a królewicz zdzielił go pałką, wpakował do sieci, związał lassem i zarzucił na plecy. Gdy uszedł siedem czy osiem kroków, Truposz przemówił: „Królewiczu, królewiczu! Albo ty opowiedz jakąś opowieść, albo ja opowiem”.

ཕར་དྲིལ་ཚུལ་དྲིལ་བྱས་ནས་མ་ཉན་པ་དང་། རོ་ན་རེ། ལུང་པ་ཆེན་པོ་ཞིག་ན་རྒྱལ་པོ་སྤུན་བདུན་ཡོད་འདུག ས་སྟོང་གཞན་ཞིག་ཏུ་གྲོང་པ་གཅིག་གཉིས་ཤིག་ཡོད་འདུག དེ་ན་བུ་མོ་སྤུང་པོ་ཞིག་ལ་ཁྱོ་ བ ་ལབ་གང་ཡང་མི་ཟེར་བ། སྐེ་རགས་ཀྱང་མི་འཆིངས་བར་སྒོ་ཁ་རང་དུ་སྡོད་པ་ཞིག་ཡོད་འདུག ཁོ་ལན་གཅིག་ཕྱིར་དོན་པས་འབྲོག་པ་སྤྱས་བཏིག་པའི་ཤུལ་ནས་བྱ་རོག་གིས་ཐུད་དར་གཅིག་རྙེད་པ་ཁུར་ནས་འཕུར་ཡོང་སྐབས་ཁོའི་ཐད་དུ་ཟགས་པ་ཡིན་འདུག ཁོས་ཐུད་དར་དེ་

Królewicz pokręcił głową w tę i we w tę i nie słuchał. Truposz zaczął więc: „W pewnej wielkiej dolinie panowało, jak powiadają, siedmiu braci królów. A w innej, pustej krainie stała wioska, może dwie. Żyła tam pewna dziewczyna, a miała męża, który słowa nie powiedział, pasa nawet nie zawiązał, tylko siedział w progu. Raz wyszedł z domu. A na miejscu, skąd pasterze zwinęli obóz, wrona znalazła jedwabną chustę, poniosła ją i lecąc, upuściła tuż przy nim.

005
ཁུར་ནས་ཆུང་མ་ལ་སྨྲས་པ། སྐྱེས་པ་ཕོ་ཉལ་རྒྱུ་མེད་པ་ཡིན་འདུགམདོ་རུ་འཁྱམ་དུ་ཕྱིན་པས་ཐུད་དར་འདི་རྙེད་བྱུང་བྱས་པས། མོས་སྨྲས་པ། ཉལ་རྒྱུ་མེད། སྐྱེས་པ་ཉལ་ན་མདའ་མགོ་འཆོར། མདའ་མགོ་ཤོར་ན་དགྲ་མགོ་རེངས། བུད་མེད་ཉལ་ན་ཕང་མགོ་ཤོར། ཕང་མགོ་ཤོར་ན་གྱོན་གོས་ཧྲུལ། གྱོན་གོས་ཧྲུལ་ན་ཁྱི་རྒན་སྡང་ཟེར་བ་ཡིན་པས་སྐྱེས་པ་ཁྱོ་ཁ་འཆམ་འཆམ་འདྲ་བྱས་ན་བསོད་ནམས་འཕེལ་ཞིང་ནོམ་པ་ཡང་ཆེན་པོ་ཡོང་བྱས་པ་དང་། ཁོས་མོ་ལ་སྨྲས་པ། ང་ལ་ཁྱོད་རང་

Wziął chustę i rzekł do żony: «Nie przystoi chłopu się wylegiwać. Poszedłem się powłóczyć u wylotu doliny i oto znalazłem tę chustę». Żona odparła: «Wylegiwać się nie wolno». I przytoczyła porzekadło:

«Gdy mąż się wyleguje, gubi grot strzały,
gdy zgubi grot strzały, wróg podnosi głowę.
Gdy żona się wyleguje, gubi wrzeciono,
gdy zgubi wrzeciono, odzienie się drze,
gdy odzienie się drze, stary pies się złości».

I dodała: «Jeśli mąż z żoną będą żyli w zgodzie,Jeśli będziesz więc, mężu, chodził tu i tam, przybędzie zasług i zysk też będzie wielki».

006
གིས་རྟ་བཟང་པོ་གཅིག་དང་ཁྱི་བཟང་པོ་ཞིག་གྲབས་གྱིས་ཤིག་ཟེར་རོ།ཇི་ལྟར་ཟེར་བ་བཞིན་གྲབས་བྱས་ཟིན་པ་དང༌། ཁོས་ཆས་རྣམས་སྤྲས།ཁྱི་ཁྲིད། རྟ་བཞོན་ནས་ཕྱིན་ནོ། ལུང་སྟོང་ཞིག་ཏུ་སླེབས་པ་དང་ཝ་

Na to on rzekł: «Przygotuj mi dobrego konia i dobrego psa». Gdy wszystko było gotowe, jak kazał, przywdział swój strój, wziął psa, dosiadł konia i odjechał.

མོ་གཅིག་འགྲོ་བ་མཐོང་སྟེ། ནོམ་པ་བྱ་བ་ཞིབ་མོ་ནས་མ་བསགས་ན་མི་ཡོང་བསམ་ཁྱི་དེ་རྟ་གོང་དུ་བླངས་ནས་ཝ་མོ་ལ་བོད། ཁྱི་དེ་མགྱོཊ་དྲག་ནས་ཝ་མོ་དེ་ཞ་ཁུང་གཅིག་ཏུ་བཅུད་དོ། ཁོ་དེར་སླེབས་མ་ཐག་རྟ་ལས་བབས། ཁྱི་དེ་རྟ་ཐུར་ལ་བཏགས། ལུས་ཆས་རྣམས་ཕུད་རྟའི་སྔ་ཤ་ཕྱི་ཤ་ལ་བསྡམས། ཞྭ་དཀར་དེ་ཝ་ཚང་ལ་བཀབ། རྡོ་ཆེན་པོ་ཞིག་བླངས་ནས་ཝ་ཚང་བརྐོས་པ་ཡིན་འདུག དེར་ཝ་བྲོས་ཁྱི་རྒྱུགས་རྟ་ཡང་ཁྱི་ཡིས་ཁྲིད་ནས་ཁོ་གཅེར་བུར་ལུས། ཁོའི་བསམ་པ་ལ། གང་ཡང་མེད་པར་ཡུལ་དུ་ལོག་ཕྱིན་ན་ངོ་ཚ་བསམས་ནས་ལ་གཅིག་ལ་འཇེགས་ཕྱིན་ནོ། ལ་ཁ་དེར་སླེབས་ནས་བལྟ་དུས་རྒྱལ་པོའི་ཕོ་བྲང་

Gdy dotarł do pustej doliny, zobaczył biegnącego lisa. Pomyślał: „Zysku nie będzie, jeśli się go nie zbiera po kruszynie” – i puścił psa przed koniawziął psa na konia, i poszczuł go na lisa. Pies był chyży i wpędził lisa do nory. Ledwie tam dojechał, zsiadł z konia, przywiązał psa do rzemienia pod końskim ogonemdo uździenicy konia, zdjął z siebie odzienie i przytroczył je do siodła z przodu i z tyłu. Białą czapką nakrył lisią norę, wziął wielki kamień i zaczął rozkopywać norę. Wtedy lis uciekł, pies pognał za nim, pies pociągnął za sobą konia, a on został goły. Pomyślał: „Wstyd wracać do domu z niczym” – i poszedł przez przełęcz.

008
ཆེན་པོ་གཅིག་འདུག་པ་མཐོང་སྟེ། ལ་ནས་བབས་ཕྱིན་པ་དང་གནམ་ངན་གཅིག་བྱུང་བས་ཕྱི་རོལ་དུ་མི་མེད་ཅིང༌། ཁུག་ཀྱོག་ཅིག་ཏུ་སྐུས་ནས་ཉལ་བསྡད་དོ། རྒྱལ་པོའི་སྲས་མོ་གཅིག་དེར་འཆམ་སྐོར་ཞིག་བྱས་ནས་ལོག་འགྲོ་སྐབས་མོའི་སྐེ་ལ་བཏགས་པའི་རྒྱལ་པོའི་བླ་གཡུ་ཆེན་པོ་གཅིག་ཡོད་པ་དེ་ཐག་པ་ཟད་ནས་ཆད་དོ། དེར་ཁོས་མིག་བལྟ་གིན་བསྡད་པས་བ་གཅིག་གིས་གཡུའི་སྟེང་དུ་ལྕི་བ་ཞིག་བཏང༌། ཡང་ཉལ་ནས་བསྡད་པས་གཡོག་མོ་ཞིག་ཡོང་སྟེ་ལྕི་བ་བླངས་ནས་རྩིགས་པ་ལ་རྡབས་སོང་ངོ༌། སྔ་དྲོ་ཉི་མ་ཤར་བ་དང་རྒྱལ་པོའི་གྲོང་དེ་ན་ཡོད་

Na przełęczy spojrzał i zobaczył wielki pałac królewski. Zszedł z przełęczy, a wtedy przyszła niepogoda i nikogo nie było na dworze. Schował się w zakamarku i leżał. Królewska córka przechadzała się tam i gdy wracała, pękł przetarty sznurek, na którym nosiła na szyi wielki królewski turkus duszy. On patrzył, a krowa upuściła łajno prosto na turkus. Leżał dalej, a przyszła służąca, zebrała placek łajna i plasnęła nim o ścianę.

009
པའི་མི་རྣམས་བསྐོངས་ནས། མདང་རྒྱལ་པོའི་སྲས་མོའི་བླ་གཡུ་ཐག་པ་ཆད་ནས་ཐོར། དེ་མངའ་འོག་གི་སྐྱེས་པར་རྙེད་ན་བློན་པོའི་གོ་གནས་དྲག་ཤོས་སྤྲོད། བུད་མེད་ལ་རྙེད་ན་བཙུན་མོའི་གོ་གནས་དྲག་ཤོས་སྤྲོད་པ་ཡིན་ཟེར་བརྡའ་བསྒྲགས་སོ། ཁོ་དེར་ཕྱིན་ཏེ་མི་རྣམས་འདིར་

Rano, gdy wzeszło słońce, zwołano wszystkich ludzi z królewskiej osady i ogłoszono: «Wczoraj wieczorem pękł sznurek królewnie i turkus duszy przepadł. Jeśli znajdzie go mężczyzna z poddanych, dostanie najwyższy urząd ministra. Jeśli znajdzie go kobieta, dostanie najwyższą godność królowej».

བསྐོངས་ནས་གང་བྱེད་པ་ཡིན་ཟེར་བས། རྒྱལ་པོའི་བློན་པོ་གཅིག་ཁོའི་རྩར་ཕྱིན་ནས་མི་འདི་ལ་ཕལ་ཆེར་མངོན་ཤེས་ཡོད་ཀྱི་རེད་བསམས་ནས། རྒྱལ་པོའི་སྲས་མོའི་མགུལ་ནས་གཡུ་གཅིག་བོར་བ་དེ་རྩད་གཅོད་བྱེད་པ་ཡིན་ཞུས་པས། ང་ལ་དགོས་མཁོའི་རྫས་རྣམས་བཤམས་ན་ངས་མངོན་ཤེས་ཤེས་ཟེར། རྫས་ལ་ཅི་དགོས་དྲིས་པར་ཕག་པའི་མགོ་ལ་རྒྱུན་པ་བསྐར་བ་གཅིག གོས་གསར་པ་སྤུས་ལེགས་གཅིག དེ་བཞིན་ཞྭ་དང་ལྷམ་རྣམས་ཁྱེར་ཤོག་མངོན་ཤེས་ཆད་དོ་ཟེར་བས། བློན་པོ་དེ་

Poszedł tam i spytał: «Po co zwołano tu ludzi?». Jeden z królewskich ministrów podszedł do niego i pomyślał: „Ten człowiek ma pewnie jasnowidzenie”. Rzekł więc: «Szukamy turkusu, który zgubiła królewna z szyi». A on na to: «Jeśli przygotujecie mi, czego trzeba, przejrzę jasnowidzeniem». Spytano, czego trzeba. «Świńskiego łba przystrojonego ozdobami, nowej szaty dobrej roboty, a także czapki i butów. Przynieście to, a jasnowidzenie przyjdzie».

011
མགྱོགས་པར་རྒྱལ་པོའི་སར་རྒྱུགས་ཕྱིན་ནས་མི་སྨྱོན་པ་གོས་མེད་པ་གཅིག་གིས་བླ་གཡུའི་མངོན་ཤེས་ཡོང་བ་ཡོད་ཟེར། ཁོས་དགོས་ཟེར་བ་རྣམས་ཁུར་ཕྱིན། ཁོས་གོས་ལྷམ་རྣམས་གྱོན། ཕག་པའི་མགོ་དེ་ལག་ཏུ་ཁྱེར་ནས་མི་རྣམས་ཀྱི་ཁྲོད་དུ་རེ་རེ་བཞིན་ཕག་མགོ་འཛུགས་གིན་འཛུགས་གིན་འདི་ལ་ཡོད་དམ་འདི་ལ་ཡོད་དམ་ཟེར་བཞིན་ཡོང་བས་ཕག་མགོ་བཙུགས་མ་ཚར་བ་རྣམས་ཁག་སུ་ལ་ཡོང་བསམས་ནས་སྐྲག་གོ། མི་རྣམས་ལ་ཕག་མགོ་བཙུགས་ཟིན་པ་དང་གཡུ་དེ་ཡོད་པའི་ལྕི་བ་དེ་ལ་བཙུགས་ནས་འདིར་ཡོད་བྱས་པར་ལྕི་བ་བཀོག་པས་ གཡུ་རྙེད་དོ། ཁོ་རྒྱལ་པོའི་ཕོ་བྲང་དུ་གདན་དྲངས་ནས་བསྙེན་བཀུར་ཕུན་

Minister co prędzej pobiegł do króla: «Pewien goły szaleniec mówi, że przejrzy jasnowidzeniem, gdzie jest turkus duszy». Zaniesiono mu, czego żądał. Włożył szatę i buty, wziął świński łeb do ręki i chodził wśród ludzi, przykładając łeb do każdego po kolei, raz po raz, i pytał: «Czy ten ma? Czy ten ma?». A ci, których jeszcze nie dotknął łbem, bali się, na kogo spadnie wina. Gdy przyłożył łeb do wszystkich ludzi, przyłożył go do placka łajna, w którym był turkus, i rzekł: «Tutaj». Rozbito łajno i znaleziono turkus.

012
སུམ་ཚོགས་པ་ཞུས། ཁོ་ལ་བཟང་ལན་དུ་ཅི་དགོས་བྱས་པར། ཁོ་ན་རེ། ང་ལ་གནང་སྦྱིན་ཆེན་པོ་དགོས་པས་ཨེ་འགྲུབ་བྱས་པ་དང༌། ཁྱེད་ཀྱི་མངོན་ཤེས་ཀྱིས་ང་ཚོའི་བླ་གཡུ་རྙེད་ཐུབ་པས་ན་མི་འཚམས་པའི་རེ་བ་མིན་ཕྱིན་གཞན་ཁྱེད་རང་གི་སེམས་ལ་དགོས་པ་དེ་བྱེད་དང་བྱེད་བྱས་པས། འོ་ན་ཁྱེད་ཀྱིས་རྟ་སྒ་འགྲིག་མ་ཞིག་དང༌། དེའི་སྟེང་དུ་གྱོན་ཆས་ཆ་ཚང་དང་འཁོར་གསུམ་བཀལ་བ། རྟ་དེའི་ཐུར་མདའ་ལ་ཁྱི་བཏགས་པ། དེའི་ཁར་ཝ་མོའི་སོག་པའི་སྟེང་དུ་ཞྭ་དཀར་རྒྱང་དེ་སྔོན་ལ་འགྲོ་བ། དེའི་རྗེས་ལ་རྟ་དང་ཁྱི་གཉིས་འགྲོ་བ་གཅིག་དགོས་བྱས་པས་རྒྱལ་པོ་མཉེས་ཏེ་ཁོ་ལ་བཀུར་བསྟི་ཕུན་སུམ་ཚོགས་པ་བྱས། ཝ་མོ་འཛིན་

Zaproszono go do królewskiego pałacu i podjęto wspaniale. Spytano, czego chce w nagrodę. «Potrzebny mi wielki dar – rzekł. – Czy to się da zrobić?» «Twoje jasnowidzenie odnalazło nasz turkus duszy. Jeśli tylko życzenie nie będzie niestosowne, zrób, czego twoje serce pragniezrobimy wszystko, czego twoje serce pragnie». «Skoro tak, potrzebny mi koń w pełnym rzędzie, na nim cały mój strój i trzy przybory, do rzemienia pod ogonem przywiązany piesdo uździenicy przywiązany pies, a z przodu lis z białą czapką na grzbiecie. Lis ma iść przodem, a za nim koń i pies». Król był rad i uczcił go wspaniale. Posłano ludzi, by złapali lisa.

དུ་བཏང་། ཝ་མོའི་སྟེང་དུ་ཞྭ་དཀར་གྱོན་ཞིང་མགོ་སྐྲག་བསྡམས་ནས་སྔོན་དུ་འགྲོ་བ། རྟ་སྒ་ཆ་ཚང་འཁོར་གསུམ་དང་བཅས་པ་ཁོ་རང་གིས་ཟེར་བ་ལྟར་བསྒྲུབས་པས་ཁོ་དགའོ། ཁོ་ལ་རྒྱལ་པོས་མངོན་ཤེས་ཐོར་པ་མེད་པ་སྟོན་པ་དབུ་གཙུག་ཕག་མགོ་ཅན་དུ་མིང་བཏགས་སོ། དེ་

Lis z białą czapką przewiązaną na łbie szedł przodem, a za nim koń w pełnym rzędzie, z trzema przyborami. Wszystko zrobiono tak, jak powiedział, i był rad. Król nadał mu imię Nieomylny Jasnowidz, Wróżbita ze Świńskim Łbem na Ciemieniu.

014
ནས་ཁོ་ལ་མངོན་ཤེས་ཀྱི་གྲགས་པ་ཆེན་པོ་བྱུང་། བློན་པོ་ཞིག་དངོས་པོ་རྣམས་དང་སྦྲགས་ཁོའི་ཆུང་མའི་སར་སྐྱེལ་མར་བཏང་། སྒོ་གདོང་དུ་སླེབས་པ་དང་། ཁོ་རང་གི་རྟ་དང་ཁྱི་རྣམས་ཀྱང་སླེབས་འདུག་ཅིང་།ཆུང་མ་དེ་ཡང་རང་གི་བཟའ་ཟླ་ལོག་ཡོང་བའི་དགའ་ཚོར་གྱིས་ཁོ་ནང་དུ་གདན་དྲངས་པ་མ་ཟད། སྐྱེལ་མ་རྣམས་ལ་ཡང་ཟ་མ་ཕུན་སུམ་ཚོགསཔ་དྲངས། དེར་ཆུང་མ་ན་རེ། ཁྱེད་ལྷ་འདྲེས་ཁྲིད་པ་མིན་ནམ་

Odtąd wielka szła o nim sława jako o jasnowidzu. Pewien minister odprowadził go z darami do żony. Gdy stanęli u drzwi, jego koń i pies też już tam były. Żona, rada, że mąż wrócił, nie tylko wprowadziła go do domu, ale i odprowadzających podjęła sutym jadłem.

015
བསམས་ནས་རིམ་འགྲོ་དང་མོ་ཕྱྭ་ཡང་མང་པོ་བྱས། དངོས་པོ་དེ་རྣམས་གང་ནས་བྱུང་ཟེར་བར། ཁོས་སྔར་གྱི་ལོ་རྒྱུས་རྣམས་ཞིབ་ཏུ་སྨྲས་མཐར་འདི་ཚོ་ནི་རྒྱལ་པོའི་བླ་གཡུ་རྙེད་པའི་རྔན་པ་ཡིན། ནོམ་པ་ཆེན་པོ་ཡིན་ནམ་བྱས་པར། ཆུང་མ་ན་རེ། རང་རེའི་རྟ་ཁྱི་དང་དངོས་པོ་འདི་རྣམས་བྱུང་བའི་ཁར་ཁྱོད་ཀྱང་ལོག་ཐུབ་པས་ནོམ་པ་ཆེ་སྟེ། བླ་གཡུ་ཙམ་རྙེད་པའི་ནོམ་པ་ཆུང་དྲགས་འདུག་པས་ངས་ཞུ་ཡིག་གཏོང་

Potem żona rzekła: «Myślałam, że porwały cię bogi i demony, i odprawiałam obrzędy, i wiele wróżb kazałam rzucać. Skąd te wszystkie dobra?». Opowiedział jej szczegółowo, co mu się przydarzyło, i na koniec rzekł: «To nagroda za znalezienie królewskiego turkusu duszy. Czyż to nie wielki zysk?». Żona odparła: «Wróciły nasz koń i pies, przybyły te dobra, a i ty sam zdołałeś wrócić, więc zysk jest wielki. Ale jak na znalezienie turkusu duszy nagroda jest za mała. Muszę posłać prośbę».

དགོས་ཟེར་རོ། མོས་རྒྱལ་པོ་ལ་ཁོའི་ཞུ་ཡིག་ཡིན་པའི་ཁུལ་གྱིས་ཁ་སང་རྒྱལ་པོ་ལ་བར་ཆད་ཆེན་པོ་འདུག་པས་བླ་གཡུ་བོར། བླ་གཡུ་འཚོལ་བའི་དགོས་ཆ་དང་ནོམ་པ་འདི་རྣམས་ཞུས་པ་ཡིན། ད་བདག་ལ་བླ་གཡུ་ལ་གང་རི་བའི་དངོས་ཆས་ཐུགས་ལ་འདོགས་པ་ཞུ་ཟེར་བའི་ཞུ་ཡིག་ཅིག་ཕུལ་ལོ། དེར་རྒྱལ་བློན་རྣམས་གྲོས་བྱས་པའི་མཐར། ཁོ་བདེན། བླ་གཡུ་ཙམ་རྙེད་པའི་ནོམ་ལ་དེ་ཙམ་གྱིས་ག་ནས་ཆོག་གསུངས་ཏེ། གསེར་དངུལ་ཟངས་ལྕགས་ནོར་གནག་རྟ་ལུག་སོགས་ཁོ་རང་གཉིས་དབུལ་དང་བྲལ་བའི་གནང་སྦྱིན་སྐྱེལ་བར་བཏང་ངོ༌། དེར་

Posłała królowi prośbę, jak gdyby od niego: «Wczoraj król miał wielką przeszkodę i dlatego przepadł turkus duszy. Prosiłem tylko o to, co było potrzebne do szukania, i o tę nagrodę. Teraz proszę, byś łaskawie pomyślał o dobrach na miarę turkusu duszy». Król z ministrami naradzili się i rzekli: «On ma rację. Za samo znalezienie turkusu duszy, jakże miałoby wystarczyć tyle?». I nadali im obojgu złoto, srebro, miedź, żelazo, bydło, konie, owce i inne dary, by już nigdy nie zaznali biedy.

017
ཁོང་གཉིས་སྐྱིད་པར་ཡོད་ཙ་ན། མི་དེ་ལ་མངོན་ཤེས་པའི་གྲགས་པ་ཡང་ཆེ་བ་བྱུང་ངོ་། དེ་ནས་ལ་ལུང་མང་པོ་བརྒྱབ་པའི་ས་ན་སྐུ་མཆེད་

Gdy żyli sobie dostatnio, sława tego człowieka jako jasnowidza jeszcze urosła. Tymczasem w kraju wielu przełęczy i dolinw kraju za wieloma przełęczami i dolinami rządziło, jak powiadają, siedmiu braci królów.

018
བདུན་གྱིས་རྒྱལ་སྲིད་སྐྱོང་གིན་ཡོད་འདུག ཁོང་ཚོར་བཙུན་མོ་ལེན་རན་རང་རང་རང་མཉམ་པ་ཞིག་གང་དུ་བཙལ་ཀྱང་མ་རྙེད་པའི་སྐབས་དེར།སྲིན་ཡུལ་ནས་བོད་ཀྱི་ཡུལ་དུ་རྒྱལ་བུ་སྐུ་མཆེད་བདུན་པོ་དེས་རྒྱལ་སྲིད་དར་ཞིང་རྒྱས་པ་སྐྱོང་གིན་འདུག་པས། དེ་བས་དར་རྒྱས་སུ་ཕྱིན་ན་རང་རེ་ལའང་དམག་ཡོང་བས་འདུལ་དུ་འགྲོ་དགོས་ཟེར། དམག་དྲངས་ཀྱང་ཨེ་ཐུབ་མི་ཤེས་པས་ཐབས་ཀྱིས་འདུལ་བ་ལ་སུ་བཏང་ན་དྲག་ཟེར་བར། དེ་རྣམས་ཀྱི་ནང་ནས་སྲིན་པོ་ཆེ་བ་བཟའ་མི་གཉིས་འགྲོ་རྒྱུ་བྱས་

Szukali żon równych sobieGdy nadszedł dla nich czas brania żon, szukali równych sobie, ale nigdzie nie mogli znaleźć. A w krainie ogrów mówiono: «W krainie Tybetu siedmiu braci królewiczów rządzi królestwem, które kwitnie i rośnie. Jeśli rozkwitnie jeszcze bardziej, przyjdzie wojna i na nas. Trzeba iść i ich poskromić». «Choćbyśmy poprowadzili wojsko, nie wiadomo, czy zwyciężymy. Kogo posłać, żeby poskromił ich podstępem?» Postanowiono, że pójdzie spośród nich para starszych ogrów, mąż z żoną, i posłano ich, by poskromili Tybet.

ནས་བོད་འདུལ་བར་བཏང་ངོ་། སྲིན་པོས་གཡག་ཁམ་པ་ཡུ་བོ་ཞིག་ཏུ་སྤྲུལ་ནས་གསེར་གཡུ་ཟངས་ལྕགས་མང་པོ་བཀལ། སྲིན་མོ་དེས་བུད་མེད་མཚར་སྡུག་འོད་ཆགས་པ་གཅིག་ཏུ་སྤྲུལ་ནས་བོད་དུ་ཡོང་ངོ་། རྒྱལ་པོ་དེའི་སྒོ་དྲུང་དུ་སླེབས་པ་དང་། མོ་རྒྱལ་པོའི་སྐུ་མཁར་གྱི་འདབས་སུ་གསེར་དངུལ་ལ་སོགས་ཚོང་རྒྱག་གིན་བསྡད། ཟོག་འཛོམས་ལ་མཚར་སྡུག་ལྡན་པའི་བུད་མེད་གཅིག་རྒྱལ་པོའི་མཁར་འདབས་སུ་འདུག་ཟེར་བའི་གྲགས་པ་ཆེན་པོ་བྱུང་བ་རྒྱལ་པོའི་སྙན་དུ་གསན་ཏེ་རྒྱལ་པོས་ཕོ་བྲང་གི་རྩེ་མོ་ནས་གཟིགས་མོ་མཛད། མོས་ཀྱང་ཡིད་བཞིན་གྱི་ནོར་བུ་ལ་སོགས་པའི་རྒྱན་ཆ་ལུགས་སྤྲས་ཏེ་ཚོང་རྒྱག་གིན་བསྡད་པས་རྒྱལ་པོ་ཨོ་ལ་ཐུགས་ཤོར་ཏེ། རྒྱལ་པོས་མོའི་རིགས་རྒྱུད་བཟང་ངན་འདྲི་བར་བཏང་ངོ་། མོ་ན་རེ། ང་རྒྱ་གར་ཤར་ཕྱོགས་ཀྱི་རྒྱལ་པོ་ཞིག་གི་རྒྱུད་ཡིན། རང་ཡུལ་དང་བྲལ་ནས་ཚོང་རྒྱག་པར་ཡོང་བ་ཡིན། ད་ལོག་རྒྱུ་ཡིན་བྱས། རྒྱལ་པོ་ལ་ཞུས་པས་རྒྱལ་པོ་མཉེས་ནས་རྒྱལ་རྒྱུད་ཡིན་ན་རང་རེའི་ཁབ་ཏུ་བླངས་པས་ཆོག་ཡར་ཤོག་གསུང་ངོ་། ནང་དུ་བོས་ནས་མོ་རང་ཉིད་ཀྱི་བཙུན་མོར་མངའ་གསོལ་ལོ། ལོ་གཉིས་ཙམ་སོང་བའི་

Ogr zmienił się w bezrogiego jaka maści płowej i objuczył się złotem, turkusami, miedzią i żelazem. Ogrzyca zmieniła się w piękną, promienną kobietę, i przybyli do Tybetu. Gdy stanęli u bram króla, ona usiadła u stóp królewskiego zamku i handlowała złotem, srebrem i innymi rzeczami. Rozeszła się wielka wieść: «U stóp królewskiego zamku siedzi piękna kobieta i ma wszelkie towary». Wieść dotarła do uszu króla i król patrzył na nią ze szczytu pałacu. Ona zaś siedziała przystrojona w klejnoty spełniające życzenia i inne ozdoby i handlowała, a król oddał jej serce. Posłał, by spytać, z jakiego jest rodu. Ona rzekła: «Jestem z rodu pewnego króla wschodnich Indii. Rozstałam się z ojczyzną i przybyłam handlować. Teraz mam wracać». Gdy to doniesiono, król był rad i rzekł: «Jeśli jest z rodu królewskiego, wolno ją wziąć do naszego domu. Niech przyjdzie na górę». Wezwano ją do środka i król uczynił ją swoją królową.

020
རྗེས་སུ་རྒྱལ་པོར་སྙུང་གཞི་དྲག་པོ་ཞིག་ཕོག་ནས་གྲོངས། ཡང་སྐུ་མཆེད་གཞན་རྣམས་ཀྱི་བཙུན་མོ་བྱེད་པའི་རིང་ལ་ཆུང་ཤོས་དེ་མ་གཏོཊ་རྒྱལ་པོ་ཆེ་རིམ་གྱིས་གྲོངས། མོ་གཟུགས་མཚར་ཞིང་ཟས་ཆང་ཞིམ་ལ་ཞབས་ཞུ་མཁས་པའི་སྟབས་ཀྱིས་བློས་མ་ཐོངས། མོ་ཕྲྭ་བྱས་པ་དང་མི་རྣམས་ཀྱིས་བཙུན་མོ་དེ་རྒྱལ་པོར་འཕྲོད་ཀྱི་མེད་པ་འདྲ་ཟེར་ནས་སྐུ་མཁར་གྱི་ཟུར་དུ་གཟིམ་ཆུང་ཞིག་བརྩིགས། མོས་སྙུང་གཡོག་རྒྱུགས་

Po jakichś dwóch latach króla złożyłaPotem króla złożyła ciężka choroba i umarł. Potem była królową pozostałych braci, a za jej czasów starsi królowie umierali jeden po drugim, i został tylko najmłodszy. Była piękna, jej jadło i piwo smaczne, w posługach biegła, więc nie mogli się z nią rozstać. Gdy rzucono wróżbę, ludzie mówili: «Ta królowa, zdaje się, nie służy królowi». Zbudowano więc małą komnatę w rogu zamku.

ནས་སྡོད་པའི་སྐབས་དེར་རྒྱལ་པོའི་ནད་དོད་དྲག་ཏུ་ཕྱིན་པས་མངའ་འོག་བློན་པོ་རྣམས་གྲོས་བྱས་མཐར་འདི་ནས་ཉིན་ཁ་ཤས་ཀྱི་ས་ན་མོ་སྟོན་པ་མངོན་ཤེས་ཐོགས་པ་མེད་པ་དབུ་གཙུག་ཕག་མགོ་ཅན་ཞེས་པ་གཅིག་ཡོད་འདུག་པ་དེ་གདན་འདྲེན་པར་ཕྱིན་ན་དྲག་ཟེར། བློན་པོ་དྲག་པ་གསུམ་དང་མི་རྐྱང་མང་པོ་ཁོང་རྩད་གཅོད་གདན་འདྲེན་ལ་ཕྱིན་ནོ། ཁོའི་ཁང་པའི་སྒོ་ཁར་སླེབས་པ་དང་ཁོ་ན་རེ། ཁྱེད་རྣམས་འདིར་ཕེབས་དོན་ཅི་ཡིན་བྱས་པར། ཁོང་ཚོས་ལོ་རྒྱུས་རྣམས་ཞིབ་ཏུ་སྨྲས་ནས་མོ་སྟོན་ཆེན་པོ་ཁྱེད་གདན་འདྲེན་དུ་ཡོང་ལགས་བྱས་པས། ཆུང་མའི་རྩར་ཕྱིན་ནས་ན་ནིང་སྟབས་ལེགས་ཀྱིས་དོན་གྲུབ་པ་ཡིན་ཏེ། ད་རེས་སྔོ་ལོ་འཕྱར་རྒྱུ་རེད་བྱས་པར། མོ་ན་རེ། ད་རེས་མ་ཕྱིན་ན་མི་རྟ་འདི་ག་ཙམ་ལྷགས་ནས་སྔོ་ལོ་དེ་བས་ཀྱང་ཆེ་བ་འཕྱར་རྒྱུ་ཡིན་པས་ཕྱིན་པ་དྲག སྔར་བཞིན་སྟབས་ལེགས་ཡོང་ཤས་ཆེ་བས་དངངས་སྐྲག་གིས་འདར་བ་སོགས་མ་མཛད་པར་བློ་བརྟན་པོར་འཇོག གལ་ཏེ་རྒྱལ་པོ་སྙུང་དྭངས་ན། རང་རེ་གྲོང་གཅིག་མ་སོང་བས་ཐགས་ཆ་གཡར་མཁན་ཡང་མི་རྙེད་པ་འདུག་པས་ན་ཞོར་ལ་ཐགས་ཆ་གཅིག་བསྒྲུབས་ནས་ལོག་ཤོག་ཟེར་ཁོང་རྣམས་དང་ལྷན་གཅིག་ཏུ་བརྫངས་སོ། རྒྱལ་པོའི་ཕོ་བྲང་

Ona krzątała się przy chorym, a tymczasem choroba króla się pogorszyła. Ministrowie naradzili się i rzekli: «Kilka dni drogi stąd żyje, jak powiadają, wróżbita, nieomylny jasnowidz, zwany Świńskim Łbem na Ciemieniu. Najlepiej pojechać i go zaprosić». Trzech wysokich ministrów i wielu prostych ludzi pojechało go szukać i zaprosić. Gdy stanęli u drzwi jego domu, spytał: «Z czym przybywacie?». Opowiedzieli mu wszystko szczegółowo i rzekli: «Wielki wróżbito, przybyliśmy cię zaprosić». Poszedł do żony i rzekł: «Zeszłego roku udało się przez szczęśliwy traf, ale tym razem wszystko się wyda». Żona odparła: «Jeśli teraz nie pojedziesz, przyjdzie tu jeszcze więcej ludzi i koni i wyda się tym gorzej.zjawią się tu ci wszyscy ludzie i konie, i wyda się jeszcze gorzej niż wtedy. Lepiej jedź. Pewnie i tym razem będzie szczęśliwy traf, więc nie drżyj ze strachu, tylko trzymaj się mocno. A jeśli król wyzdrowieje, przywieź przy okazji część do krosna, bo w naszej wsi nie ma nikogo, od kogo by ją pożyczyćbo mieszkamy na odludziu i nie ma nawet od kogo jej pożyczyć». I wysłała go razem z nimi.

022
དུ་སླེབས་པ་དང་གཟིམ་ཆུང་དུ་རྒྱལ་པོའི་སྔས་འགོར་བསྡད་ནས་གཏོར་བཅོས་སོགས་གང་རྒྱས་བྱས། སྔར་གྱི་ཕག་མགོ་དེ་གཏོར་མ་ དེ་ལ་བཙུགས། དབུ་སྔས་འགོར་བཞག་ནས་རག་ཤའི་ཕྲེང་བ་གཅིག་ཧབ་ཉིད་བྱེད་ཀྱིན་བསྡད་དོ། སྐབས་དེར་བཙུན་མོ་དེ་ནང་དུ་འཛུལ་ཡོང་ནས་མངོན་ཤེས་མཁན་མཐོང་འཕྲལ་སྐྲག་སྣང་སྐྱེས་ཤིང་ཆང་ཡང་ལ་ཡང་བསིངས་བྱས་པ་གང་དྲངས་ནས་རྒྱལ་པོ་ཆེན་པོ་སྙུང་གཞི་དྭངས་པ་ཞིག་ཁྱེད་ཀྱིས་མཁྱེན་ཟེར་ཕྱིར་ཐོན། དེའི་ནུབ་མོ་རྒྱལ་པོ་ཡང་བཟོད་

Gdy przybyli do królewskiego pałacu, usiadł w komnacie u wezgłowia króla i odprawił, co mógł: ofiarne torma i inne obrzędy. Swój dawny świński łeb zatknął na torma, postawił u wezgłowia i siedział, mamrocząc nad różańcem z rudrakszy. Wtedy weszła królowa. Ledwie ujrzała jasnowidza, zlękła się. Nalała mu czarkę piwa, przecedzonego raz i drugi, rzekła: «Racz uzdrowić wielkiego króla» – i wyszła.

བདེ་བ་ཞིག་བྱུང་ངོ་། རྒྱལ་པོས་མངོན་ཤེས་མཁན་ཕེབས་ནས་ང་ན་བ་འདི་བདེ་འབོལ་བ་ཞིག་བྱུང་གསུང་བས་མོ་སྟོན་པའི་བསམ་པར་དྭངས་བའི་ཚུལ་སྟོན་པ་དེ་ནི་འཆི་ཁར་སླེབས་པ་འདྲ་བསམ། མོ་སྟོན་འཇིཊ་སྣང་སྐྱེས་ནས་ནམ་ཕྱེད་ཙམ་ནས་བྲོས་འགྲོ་དགོས་བསམས་གཏོར་མར་བཙུགས་པའི་ཕག་མགོ་དེ་བཏོན་ཏེ་རྒྱལ་པོའི་ཆིབས་རའི་རྩར་སླེབས་པ་དང༌། རྟ་རྫི་བས་ཤུ་སྒྲ་སྒྲོག་ནས་བྲོས་འགྲོ་ས་མ་བྱུང་ངོ་། ལུག་རའི་ཕྱོགས་སུ་ཕྱིན་ཀྱང་ཕྱིར་དོན་མ་ཐུབ། ཕྱུགས་ར་ཆེན་པོ་ཞིག་འདུག་པ་དེར་ཕྱིན་པས་ཕྱུགས་རྣམས་ཉལ་འདུག་ཅིང༌། སྒོ་འགག་དེ་ན་གཡག་གུ་ཁམ་པ་ཞིག་ཉལ་འདུག་པས་དེ་ལ་བསྐོར་ནས་འགྲོ་ས་ནི་མེད།འགམས་ནས་ཕྱིན་པས་ཁོ་ཧར་དེ་ལངས་ནས་མོ་སྟོན་པ་འགྱེལ་ལོ། མོ་སྟོན་པ་ཚིག་པ་ཟོས་ནས་གཡག་དེ་བརྡུངས་པས་ཁོ་སྟབ་སྟོབ་ལ་སྒོ་ཕྱེ་ནས་བྲོས་ཕྱིན། དུད་འགྲོས་སྒོ་ཕྱེ་ཤེས་པ་གང་ཡིན་བསམས་ནས་མགྱོཊ་པར་བལྟ་བར་ཕྱིན་པས་སྒོ་ཕྱེ་མཁན་བཙུན་མོ་དེ་ཡིན་པས་སྐས་ལ་འཛེགས་ནས་ཕྱིན་སོང་ངོ༌། མོ་སྟོན་པས་ལྐོག་ཉན་བྱས་པས། མོ་ན་

Tej nocy królowi zrobiło się lżej. Król rzekł: «Odkąd przybył jasnowidz, moja choroba zelżała». A wróżbita pomyślał: „Skoro on pokazuje, że zdrowieje, to pewnie zaraz umrze”. Zląkł się i postanowił uciec o północy. Wyjął świński łeb z torma i doszedł do królewskiej stajni, ale stajenny gwizdnął i nie było jak uciec. Poszedł w stronę owczarni, ale i tam nie mógł się wydostać. Była tam wielka zagroda dla bydła. Gdy tam poszedł, bydło leżało, a w samej bramie leżał płowy jak i nie było jak go obejść. Chciał go przestąpić, a wtedy zwierzę nagle wstało i wróżbita się przewrócił. Rozzłoszczony zbił jaka, a ten w pośpiechu otworzył bramę i uciekł. „Jakże to bydlę umie otwierać drzwi?” – pomyślał i szybko poszedł popatrzeć. Okazało się, że drzwi otworzyła mu sama królowa, a bydlę wspięło się po drabinie na górę.

རེ། ཁྱོད་ལ་ཅི་བྱུང་ཟེར་བ་དང༌། གཡག་ན་རེ། མངོན་ཤེས་མཁན་གྱིས་རིག་ནས་ང་འཚོལ་དུ་སླེབས་བྱུང༌། གཉའ་བ་ནས་བཟུང་གང་དུ་ཡིབས་ཀྱང་རྡོ་རྡུང་བཏང༌། བྲོས་ས་མ་རྙེད་པར་གསོད་གྲབས་བྱས་བྱུང་ཟེར་བས། བཙུན་མོ་སྐྲག་ནས་ད་ཇི་ལྟར་བྱས་པ་དྲག་ཟེར། ཁོ་ན་རེ། ད་རང་རེ་གཉིས་འཆི་ལུགས་ལེགས་པོ་ཞིག་ཡོང་བཟོ་མི་འདུག་པས་བྲོས་ཕྱིན་ན་མི་དྲག་གམ་ཟེར། མངོན་ཤེས་མཁན་དེ་ཆོ་འཕྲུལ་ཅན་ཞིག་འདུག་པས་བྲོས་པས་ཐར་ས་ནི་མེད། ད་འཆི་ལུགས་འདི་འདྲ་ཡོང༌། སང་ཉི་མ་ཤར་བ་དང་མངའ་འོག་གི་མི་རྣམས་ལ་ལག་ཆ་བསྐུར་ནས་ཕུ་ལ་ཤིང་གཅོད་དུ་གཏོང༌། གཡག་གུ་འདི་ལ་སྒ་རྒྱོབ་ཟེར་ཞིང་མངོན་ཤེས་མཁན་པོས་བཞོན་ནས་བཅག་བརྡུངས་གིན་ལུང་པའི་ཕུ་མདའ་མེད་པར་དེད་ཡོང༌། ཤིང་ལས་བྱེད་དུ་བཅུག་ནས་ཐང་ཆད་མར་སླེབས་པ་དང་སྦྱིན་སྲེག་བྱེད་ཟེར། ཕྱི་མ་གིར་ཤིང་རྣམས་བརྩིགས་ནས་རང་རེ་གཉིས་བསྒྲིགས་ཏེ་མེ་སྲེག་གཏོང་ཟེར། གཅིག་ལ་གཅིག་འཆང་ནས་རང་རེ་གཉིས་སྲིན་པོའི་རྒྱལ་པོས་འདིར་བཏང་བ་ཐབས་སྡུག་ལ་ཟེར་ཁ་སྦྱར་ནས་ངུ་གིན་བསྡད་དོ། མོ་སྟོན་ཁོ་དགའ་ནས་གཟིམ་ཆུང་

Wróżbita podsłuchiwał. Ona spytała: «Co ci się stało?». Odparł jak: «Jasnowidz się dowiedział i przyszedł mnie szukać. Złapał mnie za kark i gdziekolwiek się skryłem, walił mnie kamieniem. Nie znalazłem, gdzie uciec. Chciał mnie zabić». Królowa zlękła się i spytała: «Co teraz robić?». A on: «Nie czeka nas dwoje dobra śmierć. Może lepiej uciec?». «Ten jasnowidz jest czarownikiem i ucieczką się nie wywiniemy. Taka nas czeka śmierć: jutro o wschodzie słońca rozda poddanym narzędzia i pośle ich w górę doliny ciąć drzewo. Powie: „Osiodłajcie tego jaka”, sam go dosiądzie i będzie go tłukł i gnał w górę i w dół doliny bez końca. Każe mu pracować przy drzewie do upadłego, a potem powie: „Odprawcie ofiarę ogniową”. Potem ułożą stos z drewna, zwiążą nas dwoje i spalą». Objęli się i płakali razem:Objęli się i przylgnąwszy ustami do ust, płakali: «Ale nam dola, że król ogrów nas tu posłał».

025
དུ་ལོག མོ་སྟོན་པས་རག་ཤའི་ཕྲེང་བ་དེ་རྒྱལ་པོའི་དབུ་ལ་བཅག་པ་ཞིག་བྱས་ནས། རྒྱལ་པོ་སྐུ་དྭངས་སྐྱེད་ཅི་འདྲ་བྱུང་འདུག་ཞུས་པས།བླ་མ་ཕེབས་ནས་ཟུག་རྣམས་ཆག ལུས་ཁམས་ཀྱང་བདེ་འབོལ་བྱུང་གསུངས། ནམ་ཐོ་རེངས་དུས་སུ་བཙུན་མོ་དེས་ཆང་ཡང་ལ་ཡང་བསིངས་དམ་བི་གང་དྲངས། མོ་སྟོན་པར་ཕྱག་གཅིག་ཕུལ། རྒྱལ་པོ་སྐུ་དྭངས་སྐྱེད་གང་འདྲ་བྱུང་ཡོད་ཞུས་པར། མོ་སྟོན་པས། རྒྱལ་པོ་སྙུང་བ་གདོན་ཚབས་ཆེན་ཞིག་གིས་ཟིན་འདུག་པས་སྦྱིན་སྲེག་བྱེད་དགོས་པ་འདུག མར་སྣུམ་ཟས་སྣ་སོགས་ཐམས་ཅད་གྲབས་ཡག་པོ་མཛོད་ཟེར།

Wróżbita ucieszył się i wrócił do komnaty. Przyłożył różaniec z rudrakszy do królewskiej głowy i spytał: «Jak tam zdrowie króla?». «Odkąd przybył lama, bóle ustąpiły i ciału jest lżej» – odparł król. O świcie królowa nalała czarkę piwa, przecedzonego raz i drugi, złożyła wróżbicie pokłon i spytała, jak zdrowie króla. Wróżbita rzekł: «Króla opętał groźny demon, przeto ofiarę ogniową odprawić trzeba. Przygotuj dobrze masło, olej, jadło i całą resztę».

026
དེ་ནས་མོ་རྒྱལ་པོའི་རྩར་ཕྱིན་ནས་མདང་སྐུ་ཁམས་བདེ་བ་ཨེ་བྱུང་ཞུས་པར། བླ་མ་ཕེབས་པ་དེ་ནས་བདེ་འབོལ་སོང༌། བླ་མས་གང་གསུང་གི་རྫས་རྣམས་མགྱོགས་པོ་སྒྲུབས་ཤིག་ཟེར་ཞལ་ཏ་གནང༌། མོ་སྐྲག་སྣང་སྐྱེ་བཞིན་པར་ཕྱིར་དོན། ནམ་ལངས་ནས་བློན་པོ་དྲག་པ་རྣམས་

Potem poszła do króla i spytała: «Czy wczoraj w nocy było ci lżej?». «Odkąd przybył lama, zelżało. Co lama każe, przygotuj szybko» – rozkazał król. Wyszła, a strach w niej rósł.

དང༌། ཡུལ་གྱི་གཙོ་བོ་རྒན་རིམ་རྣམས་དེར་འདུས་ནས་སྟོན་པ་ཕག་མགོ་ཅན་ཕེབས་ནས་རྒྱལ་པོ་སྐུ་ཁམས་དྭངས་སྐྱེད་ཅི་འདྲ་བྱུང་ཡོད་བསམས་ནས་ཐམས་ཅད་དེར་འཛོམས་ཏེ་གླེང་མོ་བྱེད་ཅིང༌། ཁོང་ཚོས་གཟིམ་དཔོན་གཅིག་ལ་ཞུ་བ་བསྐུར་ནས་ཞལ་མཇལ་ཨེ་ཡོང་ཟེར། རྒྱལ་པོས་ང་དྲག་སྐྱེད་ཆེན་པོ་བྱུང་། ཡོང་ཆོག་མིན་མོ་སྟོན་པར་བཀའ་འདྲི་ཞུས་ཟེར་བས། བླ་མས་གདོན་གྲོལ་བྱས་ཚར་བས་སྐུ་ཁམས་དྭངས་སྐྱེད་བྱུང་། ཁོ་རང་ཚོ་ནང་དུ་བོས་ཤོག་གསུངས་པས་ཁོང་རྣམས་ནང་དུ་བོས། སྐབས་དེར་གཟིམ་ཆུང་གི་སྒོ་བསྡམས་ཏེ་བླ་མའི་ཞལ་ནས།

Gdy nastał dzień, zebrali się tam wysocy ministrowie i starsi ziemi. Ciekawi, jak zdrowie króla, odkąd przybył wróżbita ze świńskim łbem, zeszli się wszyscy i rozprawiali. Posłali przez szambelana prośbę, czy mogą stanąć przed królem. Król rzekł: «Jest mi o wiele lepiej. Zapytaj wróżbitę, czy mogą wejść». Lama odparł: «Demona przepędziłem i król wyzdrowiał. Zawołaj ich do środka». I zawołano ich.

028
རྒྱལ་པོ་རྩ་བ་ནས་སྙུང་གཞི་དྭངས་འདོད་དམ་མི་འདོད་བྱས་པར། རྒྱལ་པོས་ལོས་ཀྱང་འདོད་ཟེར། འོ་ན་རང་རེའི་བཙུན་མོ་འདི་དང་མོའི་བཟའ་ཟླ་གཉིས་སྲིན་ཡུལ་ནས་རྒྱལ་རབས་གཅོད་པ་ལ་བཏང་བ་ཡིན་འདུག་པས་འདི་གཉིས་མེ་ལ་བསྲེག་ན་རྒྱལ་རབས་ཀྱང་མི་ཆད་པར་རྒྱལ་སྲིད་དར་ཞིང་རྒྱས་པ་ཡོང་། རྒྱལ་པོ་ཁྱོད་ཀྱིས་གསོད་ཨེ་ནུས་གསུངས་པར། རྒྱལ་པོས། བཙུན་མོ་འདིས་ངེད་སྤུན་རྣམས་ཀྱི་ཆུང་མ་བྱས་པས་བསྲེགས་ན་སྙིང་རྗེ། འདིའི་ཁྱོ་བོ་བསྲེག་ན་ཁྱད་མེད་ལས་ཆེ་བས་ཁྱོ་བོ་དེ་ག་ན་ཡོད་པ་ཡིན་ཞུས་པས། ཁྱོ་བོ་མོ་རང་དང་སྡེབས་ནས་ཡོང་བའི་གཡག་ཡུ་བོ་དེ་ཡིན། ང་ལ་ཉན་ན་གཉིས་ཀ་བསྲེག་དགོས་

Wtedy zamknięto drzwi komnaty i lama rzekł: «Królu, chcesz wyzdrowieć do szczętu czy nie?». «Ma się rozumieć, że chcę» – odparł król. «Skoro tak, to ta twoja królowa i jej mąż zostali przysłani z krainy ogrów, by przeciąć ród królewski. Jeśli spalisz ich oboje w ogniu, ród się nie przerwie, a królestwo będzie kwitło i rosło. Czy zdołasz ich zabić, królu?». Król odparł: «Ta królowa była żoną moich braci, żal ją palić. Jej męża spalić to co innego, to dobry uczynek. Gdzie jest ten mąż?Jej męża spalić to nic takiego; cóż to jednak za sprawa, gdzie ten mąż jest?». «Jej mąż to bezrogi jak, który przyszedł razem z nią. Jeśli mnie posłuchasz, trzeba spalić oboje».

བྱས་པས། དེར་བློན་པོ་རྣམས་ཀྱིས། བླ་མ་མངོན་ཤེས་མངའ་བ་ལགས་པས། བླ་མས་གང་གསུང་ལ་ཉན་ནས་གཉིས་ཀ་བསྲེག་པ་དྲག་ཟེར་བས། རྒྱལ་པོས་ཀྱང་བླ་མའི་བཀའ་མ་ཆོག་པར་དེ་ལྟར་བྱེད་རྒྱུ་དང་དུ་བླངས། དེར་ཁོང་རྣམས་སུས་ཀྱང་ཕྱིར་ལབ་རྒྱུ་མེད་པའི་མནའ་བསྒག། དེའི་ཕྱི་ཉིན་མངའ་འོག་གི་འབངས་འཁོར་གཡོག་ཁལ་མ་དང་བཅས་པ་རྣམས་སྲིན་བསྲེག་ལ་མཁོ་བའི་ཤིང་གཅོད་དུ་ལུང་པའི་ཕུར་ཕྱིན། བླ་མས་ཀྱང་སྒ་གཡག་གུ་ལ་རྒྱོབ་ཅིག་ང་ཡང་འགྲོ་གསུངས་ནས་ཕག་མགོ་ཏོག་ཡུ་བྱས་པ་ཕྱག་ཏུ་བླངས། རག་ཤའི་ཕྲེང་བ་བསྣམས།གཡག་གུར་ཆིབས་ནས་བྱོན། ཚང་མ་སྒྲིལ་ཟིང་ངང་ཤིང་གཅོད་ཀྱི་ཡོད་

Ministrowie rzekli: «Lama ma jasnowidzenie. Najlepiej posłuchać lamy i spalić oboje». I król, nie śmiąc sprzeciwić się słowu lamy, zgodził się tak zrobić. Wtedy wszyscy przysięgli, że nikt nie piśnie ani słowa. Nazajutrz poddani, czeladź i tragarzezwierzęta juczne poszli w górę doliny ciąć drzewo na spalenie ogrów. Lama rzekł: «Osiodłajcie jaka. Ja też pojadę». Wziął do ręki świński łeb, zatknięty na drzewcu jak proporzec, wziął różaniec z rudrakszy, dosiadł jaka i pojechał.

030
ཙ་ བླ་མ་མངོན་ཤེས་མཁན་གྱིས་ཁྱོད་རང་རྣམ་པ་འོ་རྒྱལ། གཡག་ཡུ་བོའི་སྒ་བཤུས། ཁོའི་ལག་ཏུ་སྟ་གྲི་གཏོད་ལ་ཤིང་གཅོད་དུ་ཆུག་ཁོས་སྒོ་འབྱེད་པ་དང་སྐས་འཛེགས་པ་བྱུང་བས་ཤིང་གཅོད་པ་ལོས་ཡོང་གསུངས། སྟ་གྲི་ལག་ཏུ་སྤྲད་ནས་ཤིང་གཅོད་དུ་བཅུག་པས་མི་རྣམས་ཡིད་ཆེས་སོ། ཤིང་རྣམས་ཆོད་རྗེས་གཡག་གུ་ལ་བཀལ་ནས་ཕོ་བྲང་དུ་

Gdy wszyscy razem w pocie czoła cięli drzewo, lama jasnowidz rzekł: «Zmęczyliście się. Zdejmijcie siodło z bezrogiego jaka, dajcie mu topór do ręki i niech tnie drzewo. Umie otwierać drzwi i wchodzić po drabinie, to i drzewo ciąć umie». Dano mu topór do ręki i kazano ciąć drzewo, i ludzie uwierzyli.

031
སླེབས། བློན་པོ་མངའ་འོག་རྣམས་ལ་བཀའ་གནང་ནས་ཤིང་གི་ཁང་པ་གྲུ་བཞི་གཅིག་བརྩིག་ཏུ་བཅུག་སྟེ། སྟོན་པ་རྒྱལ་པོའི་དྲུང་དུ་ཕྱིན་པས། བཙུན་མོ་དེ་རྒྱལ་པོས་བསླུ་བར་རེ་ནས་དེ་ན་སླེབས་འདུག་ཅིང་།དེར་མོ་སྟོན་པས་ལིང་ཀ་ཧོམ་ཁུང་གྲབས་བྱས་ཚར་ཡོད་པས། བཙུན་མོས་སྣུམ་དང་ཁ་ཟས་རྣམས་གྲ་སྒྲིག་བྱས་ཚར་ཡོད་ཤས་ཆེ། ད་ལྟ་མགྱོགས་པར་ཁྱེར་ཤོག་བྱས་པས་དེར་བཙུན་མོ་ཕྱག་མཛོད་དུ་ཕྱིན་ནས་སྣུམ་དང་བཟའ་ཆ་རྣམས་ཁྱེར་བྱུང་ངོ་། དེར་རྒྱལ་པོས་སྟོན་པ་ལ།

Gdy drzewo było ścięte, objuczono nim jaka i przybyli do pałacu. Lama kazał ministrom i poddanym zbudować czworokątny dom z drewna, a sam poszedł do króla. Królowa była już tam, w nadziei, że zwiedzie króla.Królowa również już tam była, w nadziei, że król ją uratuje. Wróżbita rzekł: «Ofiarna figurka i jama ogniowa są już gotowe. Królowa pewnie przygotowała już olej i jadło. Niech je szybko przyniesie». Królowa poszła do skarbca i przyniosła olej i jadło.

032
ཐབས་དང་བསྲུང་བ་བཞིན་བྱས་ན་ཇོ་མོ་དེ་འཇོག་ཨེ་ཐུབ་བྱས་པས།མོ་སྟོན་པས། ཕྱིའི་ཡི་དམ་ལྷ་སྲུང་གི་ཁ་གནོན་མོའི་ཁྱོ་བོ་འདིས་བྱེད་པ་ཡིན། ཁྱོད་ཀྱི་སྤུན་མཆེད་རྣམས་མོས་ཟོས་པ་ཡིན། ཁྱེད་རང་ཡང་ང་མ་སླེབས་ན་བཟའ་བ་ཡོད། རྒྱལ་པོ་ཁྱོད་རང་ཁང་ཐོག་ནས་གཟིཊ་པ་ཞུ་ཞུས་ནས་སྟོན་པ་མར་བྱོན་ནོ། མི་རྣམས་ཀྱི་ནང་ནས་ཕོ་དཔའ་

Wtedy król rzekł do wróżbity: «Gdyby użyć sposobu i ochrony, czy dałoby się tę panią zostawić przy życiu?». Wróżbita odparł: «To jej mąż przygniata i bóstwa opiekuńcze, i strażników. Twoich braci zjadła ona. I ciebie by zjadła, gdybym nie przybył. Królu, racz popatrzeć z dachu» – i zszedł na dół.

རྩལ་ཆེ་བ་རྣམས་ཀྱིས་སྲིན་པོ་བཟའ་མི་གཉིས་བཟུངས་ནས་དམ་པོར་བཀྱིག་སྟེ་ཁྱོད་གཉིས་ཀྱི་རང་གཟུགས་སྟོན་མི་སྟོན་ཟེར་མགོ་ནས་མཇུག་བར་ཏོག་མས་བརྡུངས་པས། མོ་ན་རེ་ངོ་ཚ་ཡང་རང་གཟུགས་བསྟན་པ་དྲག སྡུག་ཐག་ཐུང་ན་དགའ་ཟེར། དེར་གཡག་ཁམ་པ་དེ་སྲིན་པོ་མགོ་གཉིས་པ་མཆེ་བ་ལནེ་ཕུར་ཙམ་བྱས་པ་ཞིག་ཏུ་གྱུར། ཐག་པས་ཡང་བཀྱིག་བྱས་པ་དང་། མོ་ཡང་མཆེ་བ་ལན་ཕུར་ཙམ་རྩིག་པ། ནུ་མ་ཕྲག་ལ་བཀལ་བ་ཞིག་ཏུ་གྱུར་རོ། ཤིང་ཁང་དེར་མེ་སྤར་ཏེ་ཁོང་

Najdzielniejsi mężowie spośród ludzi pochwycili parę ogrów, związali mocno i okładali pałkami od głowy po ogon: «Pokażecie swoje prawdziwe postacie czy nie?». Ona rzekła: «Choć to wstyd, lepiej pokazać prawdziwą postać. Lepsza krótka męka». Wtedy płowy jak zmienił się w dwugłowego ogra o kłach jak kołki. Związano go jeszcze raz, a ona też zmieniła się w ogrzycę o kłach jak kołki, z piersiamiszczerzącą kły jak kołki, z piersiami przerzuconymi przez ramiona.

034
གཉིས་བསྐྱུར་བས་སྲིན་མོ་ན་རེ། སྲིན་པོའི་རྒྱལ་པོས་རང་རེ་གཉིས་ལ་འདི་ལྟ་བུའི་སྡུག་བསྔལ་སྦྱར་བྱུང་ཟེར་ནས་ཆོ་ངེ་ཆེན་པོ་བཏོན་ནོ།རང་གཟུགས་འཇིན་པར་ཐོན་པས་མི་རྣམས་ཀྱང་ཡིད་ཆེས་སོ། མར་སྦུམ་རྣམས་ཁོ་གཉིས་ཀྱི་མགོ་ལ་བླུགས་པས་སྐད་ཅིག་ཉིད་དུ་ཚིག་གོ།

Podpalono drewniany dom i wrzucono ich oboje do środka. Ogrzyca zawołała: «Król ogrów sprowadził na nas taką mękę!» – i podniosła wielki lament. Gdy ukazali się w prawdziwych postaciach, ludzie uwierzyli. Polano im głowy masłem i tłuszczem i w jednej chwili spłonęli.

རྒྱལ་བློན་ཐམས་ཅད་ཀྱིས་བླ་མ་ལ་ཕྱག་ཕུལ། རྒྱལ་པོས་བླ་མ་ཁྱེད་ལ་འབུལ་བ་ཅི་དགོས་ཐུགས་ལ་འཇོག་པ་ཞུ། ཁྱེད་ལས་སྐུ་དྲིན་ཆེ་བ་མེད་པས་རང་རེའི་མངའ་འོག་ན་འདུག་པ་དང་། ཕྱག་མཛོད་དུ་ཡོད་པ་གང་དགོས་འབུལ་ཞུས་སོ། དེར་སྟོན་པས་ང་ལ་ཐགས་ཆ་མ་མད་བཅུ་གཉིས་དང་སྣ་འཇུ་དང་བཅས་བཅུ་གསུམ་དགོས་ཟེར་བས། དེ་རྣམས་ལས་སླ་ཟེར་ཐགས་ཆ་ཕུལ་ལོ། དེ་མིན་བེར་ཐུལ་རིང་ཐུང་ཞྭ་མོ་ལ་སོཊ་པ་དང་། གོས་ཆེན་ར་ཧུན་ལས་བྱས་པའི་རིང་འགགས་སོགས་དངོས་རྫས་ཁལ་རྒྱབ་ཁ་ཤས་ཕུལ། དེར་བླ་མ་ལ་སྐྱེལ་མ་དང་བཅས་བརྫངས།དེར་རྒྱལ་བློན་རྣམས་ཀྱང་དཔག་ཚད་གསུམ་བཞིའི་མཚམས་སུ་སྐྱེལ་མ་མཛད་དོ། སྟོན་པ་ཁོ་རང་གི་ཆུང་མའི་སར་སླེབས་སྐབས་ཆུང་མས་བསུ་

Król i wszyscy ministrowie pokłonili się lamie. Król rzekł: «Lamo, racz pomyśleć, jakiego daru ci trzeba. Nikt nie okazał nam większej dobroci niż ty, więc ofiarujemy ci, czego zechcesz, z całego naszego królestwa i ze skarbca». Wtedy wróżbita rzekł: «Potrzeba mi dwunastu części do krosna, większych i mniejszych, a z czółenkiem trzynastu». «To łatwe» – odparli i dali mu części do krosna. Prócz tego ofiarowali mu kilka juków dobra: płaszcze i kożuchy długie i krótkie, czapki, długie szaty z brokatu i z sukna i inne rzeczy. Potem wyprawili lamę z orszakiem. Król i ministrowie odprowadzili go trzy czy cztery mile.

036
བ་བྱས། རྒྱལ་པོ་སྙུང་གཞི་དྭངས་ལགས་བྱས་པས། རྒྱལ་པོའི་སྙུང་གཞི་དྭངས་སོང༌། ཁྱོད་རང་གི་དོན་ཡང་སྒྲུབ་ཡོད་ཟེར། དེའི་ནུབ་མོར་སྐྱེལ་མི་རྣམས་ལ་བཟའ་བཏུང་གི་སྣེ་ལེན་གཟབ་པ་དང་སྦྲགས།ཐགས་ཆ་མ་མད་བཅུ་གཉིས་པོ་འདི་ནི་རྒྱལ་རྒྱུད་བཅུ་གཉིས་ཀྱི་བར་དུ་དར་ཞིང་རྒྱས་པ་ཡོང་བའི་རྟགས་ཡིན། སྣ་འཇུ་དང་བཅས་བཅུ་གསུམ་ཡོང་བ་ནི་ཁྱེད་རང་དང་བཅུ་གསུམ་ཡོང་བའི་རྟགས་ཡིན། རྒྱལ་པོས་ཐུགས་ལས་བཅད་པའི་གནང་སྦྱིན་གང་གནང་རྒྱལ་པོ་རང་གིས་མཁྱེན་ཟེར་བའི་ཞུ་ཡིག་གཅིག་སྐྱེལ་མི་རྣམས་ལ་བསྐུར་རོ། སྐྱེལ་མི་རྣམས་

Gdy wróżbita dotarł do żony, żona wyszła mu na spotkanie. «Czy król wyzdrowiał?» – spytała. «Choroba króla przeszła, a i twoją sprawę załatwiłem» – odparł. Tej nocy ugościła starannie odprowadzających jadłem i napitkiem, a do tego posłała przez nich pismo: «Te dwanaście części do krosna, większych i mniejszych, to znak, że ród królewski będzie kwitł i rósł przez dwanaście pokoleń. A że z czółenkiem jest ich trzynaście, to znak, że z tobą samym będzie ich trzynaście. Jaki dar król postanowi, to już król sam wie najlepiej».

037
ཡར་སླེབས་ནས་རྒྱལ་པོ་ལ་བླ་མའི་གསུང་ཤོག་ཕུལ་བ་དང༌། རྒྱལ་བློན་ཐམས་ཅད་ཀྱིས་དེ་བདེན་པར་འདུག་ཟེར་བཀའ་གྲོས་མཛད་ནས་ནོར་བུ་རིན་པོ་ཆེས་འགོ་བྱས་པའི་སྤྱི་ནོར་གསེར་དངུལ་ཟངས་ལྕགས་རྟ་དང་གླང་པོ་མ་ཧེ་ལ་སོགས་པ་དང་ས་གཞིས་གོས་དང་བཅས་པ་གནང་ངོ་བྱས་པས། རྒྱལ་པོའི་ཁ་ནས་མི་དེ་ལམ་འགྲོ་རྒྱུགས་པའི་ཐོག་ལ་ཆུང་

Odprowadzający wrócili i złożyli królowi pismo lamy. Król i wszyscy ministrowie rzekli: «To prawda» i po naradzie nadali mu wspólne dobra, z drogimi klejnotami na czele: złoto, srebro, miedź, żelazo, konie, słonie, bawoły i inne, a do tego ziemię i odzienie. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.

038
མ་དེས་ཁོའི་འགོ་བཏོན་འདུག་ཟེར་བ་ཁ་ནས་ཤོར་བས། རོ་ལ་གཏམ་ཟེར་བྱ་ཁྲ་ཧུར་ཟེར་ནས་རྫུལ་འཕྲུར་རེ་ཤོར་རོ། རྒྱལ་པོའི་བསམ་པ་

Królewiczowi wyrwało się wtedy: „Temu człowiekowi szczęście sprzyjało, a do tego żona pchała go naprzód!”. Truposz rzekł: „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – i uleciał w tumanie kurzu.

039
ལ། ཁོའི་ལབ་ལབ་དེ་མང་བས་སེམས་ཡེངས་ཏེ་གཏམ་ཤོར། རོ་དེ་མེད་པར་ཕྱིན་ན་ནི་བཀའ་བཀྱོན་ཕོག་ཡོང་བསམས་ཏེ་ཡང་དུར་ཁྲོད་དེར་ཁ་བལྟས་ནས་ཕྱིན་ནོ། རོ་ཧ་ལ་ཟེར་བ་རྣམས་ལ་འགམས་ནས་ཕྱིན།ཧུ་ལུ་ཟེར་བ་རྣམས་རྡོག་པས་བརྡུངས། ཤིང་སྡོང་དེའི་རྩར་སླེབས་སོ།

Królewicz pomyślał: „Tyle gadał, że umysł mi się rozproszył i słowo mi się wymknęło. Jeśli wrócę bez Truposza, dostanę burę”. I znów skierował się na cmentarzysko. Ruszył, przestępując trupy, które wołały „ha-la”, i kopiąc te, które wołały „hu-lu”, i doszedł do drzewa.