Złoty TruposzO tekście i metodzie

Rozdział trzynasty

ལེའུ་བཅུ་གསུམ་པ།ཀླུ་བདུད་ཀྱི་ཁ་ནས་ཐར་ཏེ་རྒྱལ་ས་ཐོབ་པ།

O tym, jak wyrwał się z paszczy demonów-nagów i zdobył królestwo

002
ཡང་ཤིང་སྡོང་གི་རྩར་ཕྱིན་ནས་རལ་གྲི་དེ་བརྐྱབ། བླ་མ་ཀླུ་སྒྲུབ་སྙིང་པོ་ཡིན། ང་རང་རྒྱལ་བུ་བདེ་སྤྱོད་བཟང་པོ་ཡིན། དྲ་བ་ལྕགས་ཀྱི་མིག་དགུ་ཡིན། ཞགས་པ་འཕྲུལ་གྱི་ཨ་ལོང་ཡིན། རལ་གྲི་ངར་མ་རྡོ་ཆོད་ཡིན། མར་ཟན་ཟོས་པས་འཛད་མེད་ཡིན། རོ་ཁོག་འབབ་བསམ་ཤིང་སྡོང་གཅོད་བྱས་པས་རོ་དེ་བབས་བྱུང་སྟེ་ཏོག་མས་བརྡུངས།དྲ་བའི་ནང་དུ་བརྫངས། ཞགས་པས་བསྡམས་ནས་རྒྱབ་ཏུ་ཁུར།གོམ་པ་བདུན་ཙམ་སླེབས་པ་དང༌། རྒྱལ་བུ་ལམ་ཐག་རིང་བས་ཁྱོད་ཀྱིས་སྒྲུང་ཞིག་ཤོད། ཡང་ན་ངས་སྒྲུང་ཞིག་བཤད་ཀྱི་ཟེར་བར། རྒྱུས་ཡོད་བསམས་ནས་ཁ་རོག་ཡོང་བས། རྒྱལ་བུ་ཁྱོད་འདྲའི་ཁ་ནས་གཏམ་ཡོང་བཟོ་མི་འདུག ངས་སྒྲུང་ཞིག་བཤད་ཀྱི་ཉོན་ཨང་ཟེར། ལུང་པ་

Królewicz znów poszedł pod drzewo i ciął mieczem w drzewo:

Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
mój miecz ma ostrze, co przecina kamień,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.

Myśląc, że Truposz spadnie, zaczął rąbać drzewo. Truposz spadł, a królewicz zdzielił go pałką, wpakował do sieci, związał lassem i poniósł na plecach. Gdy uszedł jakieś siedem kroków, Truposz przemówił: „Królewiczu, droga daleka, więc albo ty opowiedz jakąś opowieść, albo ja opowiem”. Królewicz pomyślał, że wie, co się święci, i milczał. Truposz rzekł na to: „Z ust takiego jak ty, królewiczu, słowa się nie doczekam. Opowiem więc ja, a ty słuchaj!”. I zaczął:

ཆེན་པོ་ཞིག་ན་རྒྱལ་པོ་ཆེན་པོ་ཞིག་ཡོད་འདུག དེ་ན་གཤོང་ཞིང་ལ་ཆུ་གཏོང་བྱེད་ཀྱི་རྫིང་ཆེན་པོ་ཞིག་ཡོད་ཅིང༌། ཀླུ་བདུད་ཆེན་པོ་གཉིས་ཀྱིས་རྫིང་དེའི་ཆུ་སྲུང་གི་ཡོད་པར་གདའ། རྫིང་གཏོང་མཁན་གྱི་མི་དེ་ཀླུ་བདུད་ཀྱིས་ཟ་ཡི་ཡོད་པས། རྫིང་ཆུ་གཏོང་དུ་འགྲོ་དགོས་པའི་ཚེ་དྲག་ཞན་དང་དབང་ཆེ་ཆུང་མེད་པར་ཤོ་བརྒྱབ་ནས་ཤོ་ཤོར་བ་དེ་འགྲོ་དགོས་ཀྱི་ཡོད་འདུག ནམ་ཞིག་རྒྱལ་པོའི་བུ་ཤོ་ཤོར་བ་ཡིན་པར་འདུག

„W pewnej wielkiej dolinie żył wielki król. Był tam wielki zbiornik wody, z którego nawadniano pola w dolinie, a wody w zbiorniku strzegły, jak powiadają, dwa wielkie demony-nagi. Człowieka, który otwierał zbiornik, demony-nagi pożerały. Dlatego ilekroć trzeba było iść spuścić wodę ze zbiornika, rzucano kości, nie patrząc, kto silny, a kto słaby, kto ma władzę, a kto nie, i szedł ten, kto przegrał. Pewnego razu, jak się zdaje, przegrał królewski syn.

004
ཡུལ་དེ་ན་དབུལ་ཞིང་ཕོངས་པའི་རྒན་རྒོན་གཉིས་ལ་བུ་གཅིག་ཡོད་པར་འདུག བུ་དེའི་བསམ་པར་ད་རེས་ངས་རྒྱལ་པོའི་བུ་དེའི་ཚབ་ཏུ་ཕྱིན་ནས་ཀླུ་བདུད་ཀྱིས་བཟའ་མི་ཐུབ་པའི་ཐབས་ཤིག་བྱས་ན་རྒྱལ་པོས་ཕ་མ་རྒན་རྒོན་གཉིས་ལ་ནོར་གྱིས་ཚིམ་པ་བྱེད་ཐུབ་པ་དང་། གཞན་ལ་ཡང་ཕན་ཐོགས་པ་ཞིག་ཡོང་བར་གདའ་བསམས་ནས་རྒན་རྒོན་གཉིས་ཀྱི་བུས་རྒྱལ་པོའི་སྲས་ཀྱི་དྲུང་དུ་ཕྱིན་ནས་རྒྱལ་པོ་ཡབ་ཡུམ་ལ་ཞུས་པ།རྒྱལ་པོ་ཡབ་ཡུམ་ཐུགས་ཁྲལ་མི་མཛད་པ་ཞུ། རྒྱལ་བུ་བྱོན་ན་རྒྱལ་རྒྱུད་ཀྱང་ཆད་འགྲོ་བ་འདུག ཡབ་ཡུམ་ཀྱང་ཐུགས་ཁྲལ་གྱིས་གྲོངས་པའི་ཉེན་འདུག་པས་ད་ང་ལ་དགེ་བ་ལུང་པའི་མི་ཞེ་མི་ཁྲེལ་བ་ཞིག་ཐུགས་ལ་འདོགས་པ་ཞུ། བདག་གི་ཕ་མ་རྒན་རྒོན་གཉིས་ལ་བཟའ་བཏུང་དང་།ཤི་བའི་རྗེས་སུ་དགེ་རྩ་མི་ཞན་པ་ཞིག་ཐུགས་རྗེས་འཛིན་པ་ཞུ། ང་འཆི་བ་ལ་མི་འཚེར་བས་ངས་འགྲོ་ཞུས་པས། རྒྱལ་པོ་ཡབ་ཡུམ་མཉེས་ཏེ་རྒན་རྒོན་གཉིས་ཆ་དོན་བཞིན་ལེགས་པར་སྐྱོང་རྒྱུའི་འབའ་གན་བཞགརྒན་རྒོན་གཉིས་ཀྱི་བུ་དེས་ལྟོ་ཕྱེ་ཁུར། སྦུག་མ་གཅིག་ཁྱེར་ནས་ཕྱིན།

W tym kraju żyło dwoje biednych, ubogich staruszków, którzy mieli jednego syna. Syn pomyślał: „Jeśli pójdę teraz zamiast królewskiego syna i znajdę sposób, żeby demony-nagi nie mogły mnie zjeść, król obdarzy moich starych rodziców majątkiem do syta, a i innym przyniesie to pożytek”. Syn staruszków poszedł więc do królewskiego syna i rzekł z szacunkiem do króla i królowej: «Niech król i królowa się nie trapią. Jeśli pójdzie królewicz, ród królewski wygaśnie, a i wy możecie umrzeć ze zgryzoty. Zapamiętajcie mi więc, proszę, ten dobry uczynek, którego nikt w dolinie nie weźmie mi za złe. Zaopiekujcie się, proszę, moimi starymi rodzicami: dajcie im jeść i pić, a po śmierci niech nie zabraknie im dobrych uczynków w ich intencji. Nie boję się śmierci. Ja pójdę». Król i królowa uradowali się i złożyli przysięgę, że należycie zaopiekują się staruszkami.że zgodnie z umową należycie zaopiekują się staruszkami. Syn staruszków wziął worek z jedzeniem, zabrał bambusowy kij i poszedł.

ཁོས་རྫིང་དེ་བཏང་ནས་རྫིང་ཁ་དེའི་ཁུག་ཅིག་ཏུ་ཉལ་བསྡད་པས་དེའི་ནུབ་མོ་བཟའ་མཁན་སུ་ཡང་མ་བྱུང་། སང་ཉི་མ་ཤར་ནས་བལྟ་དུས།ལྕང་སྐྱ་ཞིག་གི་ཁོག་ན་སྦྲུལ་ནག་པོ་ཆེན་པོ་གཅིག་དང་རུས་སྦལ་གཅིག་སྐད་ཅོར་དིར་དིར་བསྡད་འདུག་པས། རུས་སྦལ་གྱིས་སྦྲུལ་ལ་སྨྲས་པ།མདང་འདི་ན་ཉལ་ཡོད་པ་ཡིན་པས་ཁྱོད་ཀྱིས་ལན་པ་ཡིན་ཟེར། སྦྲུལ་གྱིས་ནི་རུས་སྦལ་ཁྱོད་ཀྱིས་ལན་ཟེར། ཁྱོད་དེ་ལས་སྔ་ཙམ་ཡོང་ན་ཁོ་ད་ལྟ་རང་འདིར་འདུག་པས་ཁྱོད་ཀྱིས་ལན་ཟེར། མདང་ནུབ་ཟོས་ན་དེ་ཀས་འཐུས་པ་ཡོད་ཟེར། རུས་སྦལ་ན་རེ། སྦྲང་སྦྲུལ་ཁྱོད་ཀྱིས་དོ་སྣང་མ་བྱས་ན་ཁྱོད་བསད་དེ་བཀྲུས་ནས་ཟོས་ན་ལུད་པ་རྣམས་གསེར་དུ་འགྲོ་ཟེར། སྦྲུལ་ན་རེ། ཁྱོད་རང་རུས་སྦལ་བསད་ནས་རོ་དར་མཚོན་སྣ་ལྔས་བསྒྲིལ་ཏེ་རྒྱལ་པོའི་ཕྱག་མཛོད་དུ་བཞག་ན་ནོར་བུར་འགྱུར་ཟེར། ཁོ་གཉིས་ང་ལན་ཁྱོད་ལན་མ་འཆམ་པར་འཛིངས་སོ། དེར་ཁོ་གཉིས་ཉི་མ་དགོང་དྲོར་མ་སླེབས་བར་འཛིངས་ཏེ་ཐང་ཆད་ནས་ཤི་མིན་རོ་མིན་དུ་གྱུར། དེར་ཁོས་སྦྲུལ་དང་རུས་སྦལ་གྱི་མགོ་ལ་སྨྱུག་མ་རེ་བརྒྱབ་ནས་བསད་དོ། ཁོང་གཉིས་ཀྱི་གཏམ་དེ་རྣམས་ཨེ་བདེན་བསམས་སྦྲུལ་དེ་ཆུ་ལ་བཤལ་ནས་ཁྱུར་མིད་བཏང༌། ཁ་ནས་ཏག་བྱས་པས་ལུད་པ་གསེར་དུ་སོང་བ་ཡིན་པར་འདུག ཁོས་རུས་སྦལ་གྱི་རོ་ཁུར་ནས་རྒྱལ་

Otworzył zbiornik i położył się spać w jakimś zakątku nad jego brzegiem, ale tej nocy nikt nie przyszedł go zjeść. Nazajutrz o wschodzie słońca rozejrzał się i zobaczył, że w dziupli wierzby siedzą wielki czarny wąż i żółw i kłócą się zawzięcie. Żółw mówił do węża: «Tej nocy on tu spał, więc to twoja wina». A wąż: «To twoja wina, żółwiu. Gdybyś przyszedł trochę wcześniej… On wciąż tu jest, więc to twoja wina. Gdybyśmy go zjedli tej nocy, starczyłoby nam». Żółw na to: «Ty żebraczy wężu, nie uważasz. Gdyby cię zabić, obmyć i połknąć, plwocina tego, kto cię połknął, zmieniałaby się w złoto». Wąż odparł: «A gdyby ciebie, żółwiu, zabić, owinąć trupa w jedwab pięciu barw i złożyć w królewskim skarbcu, zmieniłby się w klejnot». Tak się sprzeczali, czyja to wina, i nie mogli się zgodzić, aż się pobili. Bili się do wieczora, aż opadli z sił i leżeli ni żywi, ni martwi. Wtedy on zdzielił węża i żółwia bambusowym kijem po głowach i zabił je. „Czy to, co mówili, jest prawdą?” – pomyślał. Obmył węża w wodzie i połknął go w całości. Odchrząknął i splunął, a plwocina, jak się zdaje, zamieniła się w złoto.

006
པོའི་ཕོ་བྲང་དུ་ཕྱིན། ཁོ་ཡུལ་དུ་སླེབས་པ་དང་ཡུལ་མི་རྣམས་ཀྱིས་ཁོ་མཐོང་འཕྲལ་ཁྱོད་ལོག་རྒྱུ་བྱུང་བ་ཅི་ཡིན། ཀ་ཆུ་ད་ལོ་ལས་བཟང་བ་མ་བྱུང་ཟེར་དགའ་ཚོར་ཆེན་པོ་བྱས། ཕ་མ་རྒན་རྒོན་གཉིས་ནི་རང་གི་བུ་མ་ཤི་གསོན་འཕྲད་བྱུང་བས་དགའ་ཚོར་དཔག་མེད་སྐྱེས། དེ་ནས་ཁོ་རྒྱལ་པོ་ཡུམ་སྲས་ཀྱི་སྐུ་མདུན་དུ་ཕྱིན་ནོ། རྒྱལ་པོ་ཡུམ་སྲས་བཅས་ཀྱིས་ཁོ་ལ་འཐམས་ནས་ཁྱོད་ལོག་ཐུབ་པ་ཅི་འདྲ་ཡིན། ཆུ་ད་ལོ་ལས་ཆེ་བ་མ་བྱུང་གསུངས་པ་དང༌། ཁོས་ང་འཆི་སྐལ་མེད་པ་ཡིན་འདུག

Wziął trupa żółwia i poszedł do królewskiego pałacu. Gdy przyszedł w rodzinne strony, ludzie, ledwie go ujrzeli, pytali: «Jakim cudem wróciłeś? Lepszej wody niż w tym roku nie było nigdy!» – i bardzo się cieszyli. Starzy rodzice spotkali syna żywego i radość ich nie miała granic. Potem poszedł przed oblicze króla, królowej i królewicza. Król, królowa i królewicz uściskali go: «Jakim cudem zdołałeś wrócić? Tyle wody co w tym roku nie było nigdy!».

ངས་རྫིང་བཏང་ནས་བསྡད་པས་ཟ་མཁན་ནི་མ་བྱུང༌། དེའི་སང་ཉིན་སྦྲུལ་གཅིག་དང་རུས་སྦལ་གཅིག་ན་རེ། མདང་ནུབ་ཁོ་བཟའ་རྒྱུ་མ་བྱུང༌། ང་ལན་ཁྱོད་ལན་གྱིས་ཕན་ཚུན་འཁྲུག་སོང༌། སྦྲུལ་གྱིས་རུས་སྦལ་ལ་ཁྱོད་བསད་ནས་རོ་དར་མཚོན་སྣ་ལྔས་བསྒྲིལ་ནས་གན་མཛོད་དུ་བཞག་ན་ནོར་བུ་དང་འདྲ་ཟེར། རུས་སྦལ་གྱིས་སྦྲུལ་ལ་ཁྱོད་བསད་དེ་ཆུ་ལ་བཀྲུས་ཁྱུར་མིད་བཏང་ནས་ཧག་བྱས་ན་ལུང་པ་གསེར་དུ་འགྲོ་ཟེར་ནས་ཁོ་གཉིས་ཉི་མ་དགོང་དྲོ་བར་འཛིང་རེས་བྱས། མཐར་གཉིས་ཀ་ར་མ་རོར་སོང་བའི་སྐབས་སུ་ངས་མགོ་ལ་སྨྱུག་མ་བརྒྱབ་ནས་བསད་པ་ཡིན། སླད་ཕྱིན་རྫིང་གཏོང་བར་ཤོ་རྒྱག་དགོས་མེད། ཡིད་བཞིན་ནོར་བུ་འདི་རྒྱལ་པོ་ལ་འབུལ་ཟེར་ནས་གསེར་གྱི་རུས་སྦལ་དེ་ཕུལ་ལོ།རྒྱལ་པོས་ཀྱང་ཁོ་ལ་རང་གི་སྐུ་མཆེད་དང་ཁྱད་མེད་པར་མཛད། ནམ་

On odpowiedział: «Widać nie było mi pisane umrzeć. Otworzyłem zbiornik i siedziałem, ale nikt nie przyszedł mnie zjeść. Nazajutrz wąż i żółw mówili: „Tej nocy nie udało się go zjeść. Twoja wina, moja wina” i pokłócili się. Wąż mówił do żółwia: „Gdyby cię zabić, owinąć trupa w jedwab pięciu barw i złożyć w skarbcu, byłby jak klejnot”. Żółw mówił do węża: „Gdyby cię zabić, obmyć w wodzie, połknąć w całości i splunąć, plwocina zmieniałaby się w złotocała kraina zamieniłaby się w złoto”. Bili się tak do wieczora, a gdy w końcu obaj leżeli bez czucia, zdzieliłem ich kijem po głowach i zabiłem. Odtąd nie trzeba już rzucać kości o to, kto otworzy zbiornik. Ten klejnot spełniający życzenia ofiarowuję królowi». I ofiarował mu złotego żółwia. Król zaś traktował go jak własnego brata.

ཞིག་ནས་རྒྱལ་པོ་ཡབ་ཡུམ་སྐུ་གཤེགས། ཁོ་རང་གི་ཕ་མ་རྒན་རྒོན་གཉིས་ཀྱང་འདས། དེ་ནས་ཉིན་གཅིག་རྒྱལ་བུས། རང་རེ་གཉིས་དེ་རིང་སྐྱོ་བསང་ལ་འགྲོ་འོ་གསུངས་ནས། གྲོ་ཟན་མདའ་གཞུ་རྣམས་ཁུར་ནས་ལུང་པའི་ཕུ་ལ་བྱོན་པ་ཡིན་འདུག ལ་ལུང་མང་པོ་བརྒལ་ཏེ་རི་རྩེ་འགྲིམས་ནས་ཕྱིན་པ་དང༌། ལུང་པ་ཆེན་པོ་ཞིག་ན་མི་མང་པོ་ཕུང་ཕུང་འདུག་པ་མཐོང་སྟེ། ལུང་པ་དེར་མར་བབས་ཕྱིན། དེར་མིས་ལུང་པ་ཁེངས་ཤིང་བློན་པོ་མང་པོས་རྒྱན་ཆ་ལུགས་སྤྲས་ནས་གླང་པོ་ཆེའི་སྣ་ལ་ཚེ་བུམ་བཏགས་ནས་ཁྲོམ་ཡུལ་བྱེད་ཀྱི་འདུག་སྟེ། གླང་པོ་ཆེས་སྣ་གཡུགས་བློན་པོ་རྣམས་འགྱེལ། ཁོང་དཔོན་གཡོག་གཉིས་ཀྱི་སྟེང་དུ་ཤོར་བྱུང་། གླང་པོ་དེས་རྒྱལ་བུའི་དབུ་ཐོག་ཏུ་བུམ་པ་བཞག་བྱུང་སྟེ།བུམ་པ་བཞག་མ་ཐག་བློན་པོ་རྣམས་ཀྱིས་རོལ་མོའི་སྒྲ་དང་བཅས་ཏེ་མཐའ་བསྐོར་ནས་གར་ཁྱེར་འདིར་ཁྱེར་མིག་གིས་མ་མཐོང་ངོ་། དེར་

Po jakimś czasie król i królowa odeszli z tego świata. Zmarli też jego starzy rodzice. Pewnego dnia królewicz rzekł: «Chodźmy dziś we dwóch rozproszyć smutek». Wzięli na drogę placki z mąki pszennej, łuki i strzały i poszli, jak się zdaje, w górę doliny. Przeszli przez wiele przełęczy, szli grzbietami gór, aż ujrzeli w wielkiej dolinie mnóstwo stłoczonych ludzi, i zeszli w tę dolinę. Dolina była pełna ludzi, a wielu ministrów, pięknie przystrojonych, przywiązało słoniowi do trąby wazę długiego życia i obchodziło z nim targowisko. Słoń machnął trąbą, ministrowie się poprzewracali, a słoń ruszył prosto na pana i sługę. Słoń postawił wazę na głowie królewicza, a ledwie ją postawił, ministrowie z muzyką otoczyli królewicza i uprowadzili go nie wiadomo dokąd, tak że stracił go z oczu.

009
ཁོ་མགོ་འཐོམས་ཤིང་། ས་མུན་ལ་ཐུག་པས་འགྲོ་བ་ལ་ནི་ལམ་མ་རྙེད་པར་མ་མད་གཉིས་ཡོད་པ་ཞིག་ཏུ་ཞག་ས་གཡར་ནས་བསྡད་དོ། དེར་ཁོ་སྐོམ་ནས་མ་མད་གཉིས་ལ་ཆང་ཨེ་ཡོད་དྲིས་པས་ཆང་རིན་ཅི་ཡོད་ཟེར། གསེར་ཡོད་བྱས་པས་ཁོ་ལ་ཆང་ཡོད་ཚད་སྤབས་ནས་དྲངས་སོ།དེའི་ནུབ་མོར་ཁོ་ཆང་གིས་བཟི་ནས་ར་མ་རོར་སོང་ངོ་། ནམ་ཕྱེད་སོང་བ་དང་ཆང་སྨིན་ནས་སྐྱུག་པ་ཤོར། བུ་མོའི་ཨ་མས་མར་མེ་ཁྱེར་ནས་བལྟ་དུས་སྐྱུག་པ་ཐམས་ཅད་གསེར་དུ་འདུག་པ་མཐོང་སྟེ། ད་དུང་ཡང་གསེར་མང་ཙམ་སྐྱུགས་ན་བསམས་ནས་ཁ་ལ་ཆང་སྦྱར་ནས་བླུགས་སོ།

Nie wiedział, co począć. Zapadł zmrok, a on nie mógł znaleźć drogi, więc poprosił o nocleg u pewnej matki z córką. Chciało mu się pić, spytał więc matkę z córką, czy mają piwo. «A czym zapłacisz za piwo?» – spytały. «Mam złoto» – odparł. Wtedy podały mu hojnie całe piwo, jakie miały. Tej nocy upił się i padł bez czucia. Po północy piwo zaczęło w nim działać i zwymiotował. Matka dziewczyny przyszła z lampką i zobaczyła, że wszystkie wymiociny są złotem. Pomyślała: „A gdyby tak zwymiotował jeszcze więcej złota?” i wlała mu piwa do ust.

010
དེའི་ང་རྒྱལ་གྱིས་མུ་མཐུད་སྐྱུགས་པས་སྦྲུལ་དོན་བྱུང་ངོ་། སྦྲུལ་དོན་པ་དང་སྐྱུགས་མཚམས་ཀྱང་ཆད། དེར་གསེར་གྱི་ཡོན་ཏན་སྦྲུལ་འདི་ཡིན་འདུག་བསམ་ཞིང་བཀྲུས་ནས་མོ་རང་གི་བུ་མོར་མིད་བཅུག དེར་བུ་མོས་ཧག་བྱས་པས་ལུད་པ་གསེར་དུ་བྱུང་ངོ་། ཕྱི་ཉིན་ཡར་ལངས་ཏེ་ཆང་རིན་སྤྲོད་རྩིས་ཀྱིས་ལུད་པ་ཧག་བྱས་པས་གང་ཡང་མ་བྱུང་བ་དང་།

Wymiotował przez to bez przerwy, aż wyszedł z niego wąż. Gdy wyszedł wąż, wymioty ustały. „Moc dawania złota to, widać, ten wąż” – pomyślała. Obmyła go i kazała połknąć swojej córce. Dziewczyna odchrząknęła i plwocina zamieniła się w złoto. Nazajutrz wstał i chciał zapłacić za piwo. Odchrząknął i splunął, ale nic się nie stało.

ཁོས་རྒན་མོ་ལ་སྨྲས་པ། མདང་གི་སྐྱུགས་པ་གསེར་དུ་བྱུང་བ་རྣམས་ཁྱེད་རང་གི་གྱིས་ལ་ངའི་སྦྲུལ་གཏོང་བྱས་པ་དང་། ག་ནས་ཡོང་དང་འདི་ནས་ཡིན་མེད་པའི་སྤྲང་འཁྱམས་ཁྱོད་ལ་མདང་ལྟོ་བྱིན་མལ་བཅོས།ཆང་རིན་ལ་གསེར་ཡོང་ཟེར་ཆང་སྤྲད་པས། ཆང་རིན་མེད་པའི་ཁར་རྐུན་ཁག་ཅི་ལ་འཛུགས་ཟེར་རྒན་མོས་ལག་ནས་བཟུང་སྟེ་མདོར་བཏོན་

Rzekł do staruszki: «Złoto, które zrobiło się z nocnych wymiocin, zatrzymaj sobie, ale oddaj mi mojego węża». «Włóczęgo, żebraku znikąd, wczoraj cię nakarmiłam i posłałam ci łóżko. Powiedziałeś, że za piwo zapłacisz złotem, więc ci go nalałam. Nie dość, że nie zapłaciłeś, to jeszcze oskarżasz mnie o kradzież?» – rzekła staruszka, chwyciła go za rękę i wyrzuciła za próg.

012
ནོ། ཁོའི་སེམས་ལ། ང་རླུང་རྟ་མཐོ་བ་ཞིག་ལ་ཀླུ་བདུད་ཀྱིས་ཟ་མ་ཐུབ། ཡུལ་གྱི་རྒྱལ་པོ་དང་ཟས་ནོར་མཉམ་པོར་སྤྱད་ཆོག་པ་བྱུང་།ཡིད་བཞིན་གྱི་ནོར་བུ་འདི་འདྲ་ཡང་ཐོབ། རླུང་རྟ་ཆག་པ་ཞིག་ལ་རྒྱལ་པོ་གར་གཤེགས་ནི་རྩད་མ་ཆོད། གསེར་སྐྱུགས་པའི་སྦྲུལ་དེ་ཡང་བོར།ད་ཡུལ་དུ་ལོག་ཀྱང་ངོ་ཚ་བ་འདུག ལུང་པ་འདིའི་ཕུར་ལྕེབ་དགོས་བསམས་ནས་ཕྱིན་ནོ། དེར་ཁོས་ལུང་པའི་ཕུ་ན་ཡར་ཕྱིན་པས་བུ་ཚ་

Pomyślał: „Póki mój wiatrowy koń stał wysoko, demony-nagi nie zdołały mnie zjeść, mogłem dzielić jadło i majątek z królem naszego kraju i zdobyłem taki klejnot spełniający życzenia. A teraz, gdy mój wiatrowy koń upadł, nie mogę odnaleźć, dokąd się podział król, a i węża, co dawał złotoco wymiotował złotem, straciłem. Wstyd mi wracać do domu. Muszę się rzucić w przepaść w górze tej doliny”. I poszedł.

013
གསུམ་ཅ་དངོས་བགོ་བཤའི་དོན་ལ་མ་འཆམ་པར་འཁྲུག་རྩོད་བྱེད་པ་མཐོང་། དེར་ཁོ་བུ་ཚོའི་རྩར་ཕྱིན་བལྟས་པས། བུ་ཚ་གསུམ་པོ་ཁུར་སྐྱེ་གཅིག་དང་། ལྷམ་གཅིག ཞྭ་མོ་གཅིག་ལ་མ་འཆམ་པར་འདུག་པས། དེར་ཁྱོད་གསུམ་ག་ལ་མ་འཆམ་བྱས་པར། ངེད་གསུམ་འདི་རྣམས་ལ་མ་འཆམ་ཟེར། འདི་གསུམ་པོས་ཅི་ཕན་བྱས་པར།ལྷམ་འདི་གྱོན་ན་རང་གང་མོས་སར་སླེབས་ཐུབ་ཀྱང་འདི་ཅུང་ལོད། ཞྭ་འདི་གྱོན་ན་སུས་ཀྱང་མི་མཐོང་སྟེ་ལྷམ་འདི་ལས་ཅུང་དགའ། ཁུར་སྐྱེ་འདི་ཤ་ཤོག་བྱས་ན་ཤ་ཡོང་། མར་ཤོག་བྱས་ན་མར་ཡོང་། གང་དགོས་ཀྱང་ཤོག་བྱས་པས་ཡོང་བ་འདིར་མ་འཆམ་པ་ཡིན་བྱས་པས།དེར་ཁོས་ཁྱེད་རང་གསུམ་བང་སྔོན་ལ་སུ་མགྱོགས་པ་དེས་ཁུར་སྐྱེ་འདི་ཁྱེར། དེ་ནས་སུ་མགྱོགས་པ་དེས་ཞྭ་མོ་འདི་ཁྱེར། རྟིང་མ་དེས་ལྷམ་འདི་ཁྱེར་བྱས་པ་དང་། ཁོང་གསུམ་པོ་ན་རེ། མི་བཟང་པོ་ཁྱོད་འདྲ་བ་བཙལ་ཀྱང་མི་རྙེད་ཟེར་སོང་ངོ་། དེར་ཁོས་མགོ་ལ་ཞྭ་མོ་དེ་

Gdy szedł w górę doliny, zobaczył trzech chłopców, którzy kłócili się i nie mogli się zgodzić, jak podzielić dobytek. Podszedł do chłopców i przyjrzał się: trzej chłopcy nie mogli się zgodzić o jeden worek, jedną parę butów i jedną czapkę. «O co się kłócicie?» – spytał. «My trzej nie możemy się zgodzić o te rzeczy» – odparli. «A na co one?» – spytał. «Kto włoży te buty, dojdzie, dokąd zechce, ale to rzecz pośledniejsza. Kto włoży tę czapkę, tego nikt nie zobaczy, i ta jest nieco lepsza od butów. A kiedy do tego worka powiesz: „Mięso, przyjdź”, przychodzi mięso, kiedy powiesz: „Masło, przyjdź”, przychodzi masło. Czegokolwiek trzeba, wystarczy zawołać, i przychodzi. O niego się nie możemy zgodzić» – odpowiedzieli. On rzekł: «Ścigajcie się we trzech. Kto będzie najszybszy, weźmie worek. Kto będzie drugi, weźmie czapkę, a ostatni weźmie buty». Trzej chłopcy rzekli: «Takiego dobrego człowieka jak ty choćby szukać, nie znajdzie się». I odeszli.

གྱོན། ལག་ཏུ་ཁུར་སྒྱེ་བཟུང༌། སྔོན་ལ་སུ་མགྱོགས་པ་དེ་ལ་སྟེར་དགོས་བསམས་བསྡད་པ་དང༌། བུ་ཚ་གསུམ་པོས་བང་བཏང་བས་ཁོ་གར་སོང་ཟེར་གཅིག་མིག་གཅིག་ལ་ཧུར་ཧུར་བལྟ་བཞིན་འདུག་གོ།དེའི་ཁྲོད་ནས་བུ་ཚ་ཆུང་བ་དེས་ངས་ད་གིན་ནས་ཁྱེད་རང་གཉིས་གང་དགའ་བ་ཁྱེར་བྱས་པ་ཡིན་ཏེ་དོན་མེད་ཀྱི་རྩོད་པ་བརྒྱབ། སྙིང་ཚིམས་སོང་ངམ་ཟེར་བུ་ཚ་དེ་ལོག་སོང་ངོ༌། བུ་ཚ་གསུམ་ལོག་རྗེས་ཁོས་བྲག་

Wtedy on włożył czapkę na głowę, wziął worek do ręki i usiadł, jakby czekał, by dać go najszybszemumyśląc, że da go temu, kto pierwszy przybiegnie. Trzej chłopcy pobiegli, a gdy wrócili, rozglądali się: «Gdzie on się podział?» i patrzyli jeden na drugiego wytrzeszczonymi oczami. Najmłodszy z nich rzekł: «Przed chwilą mówiłem wam: „Bierzcie, co chcecie”, a wyście się kłócili po próżnicy. Zadowoleni?». I chłopcy wrócili do domu.I ten chłopiec wrócił do domu.

015
ཁ་གཅིག་ལ་འཇོགས་ནས་ཤིང་སྡོང་ཆེན་པོ་ཞིག་འདུག་པའི་རྩར་ཕྱིན་པས་ཕར་ཕྱོགས་ནས་སྲིན་པོ་མགོ་དགུ་པ་ཞིག་ཡོང་གི་འདུག་སྟེ། ཁོས་ཞྭ་མོ་དེ་གྱོན་ནས་དེར་བསྡད་པ་དང༌། སྲིན་པོས་ཁོ་མ་མཐོང་བར་སྲིན་པོ་དེས་མེ་ཏོག་སྔོན་པོ་གཅིག་བཏོགས་ནས་ཁོ་རེ་བྱད་ལ་ཡུལ་བྱས་པ་དང་སྦྲུལ་རྒན་ཆེན་པོ་ཞིག་ཏུ་གྱུར་ནས་ཤིང་སྡོང་དེ་ལ་འཇོགས་སོང་ངོ༌།དེའི་ཕྱི་ཉིན་ཉི་མ་ཤར་བ་དང་ཤིང་སྡོང་གི་རྩེ་ནས་མར་བབས། མེ་ཏོག་སེར་པོ་གཅིག་བཏོགས་ནས་ཁོ་རེ་བྱད་ལ་ཡུལ་བྱས་པ་དང་སྔར་བཞིན་སྲིན་པོར་གྱུར། ཁོས་ཀྱང་མེ་ཏོག་སེར་པོ་ཞིག་དང་སྔོན་པོ་ཞིག་བཏོཊ་ནས་ལྷམ་དེ་གྱོན། རྒན་མོ་མ་བུ་གཉིས་ཀྱི་སྒོ་འགྲམ་དུ་སླེབས་ན་

Gdy trzej chłopcy odeszli, on wspiął się na skałę i podszedł do wielkiego drzewa. Wtedy z drugiej strony nadszedł dziewięciogłowy ogr. Włożył czapkę i siedział tam, a ogr go nie zobaczył. Ogr zerwał niebieski kwiat, potarł nim sobie twarz, zamienił się w wielkiego starego węża i wpełzł na drzewo. Nazajutrz o wschodzie słońca zszedł z wierzchołka drzewa, zerwał żółty kwiat, potarł nim sobie twarz i znów stał się ogrem. On także zerwał jeden żółty i jeden niebieski kwiat i włożył buty.

བསམས་བསྡད་པས་རྒན་མོ་མ་བུའི་སྒོ་དྲུང་དུ་སླེབས། དེར་ཁོས་རྒན་མོ་མ་མད་བོས་པ་དང༌། བུ་མོ་དེས་སྒེ་ཁུང་ནས་རྐྱང་དེ་བལྟས་བྱུང་བས། བུ་མོའི་བྱད་ལ་མེ་ཏོག་སྔོན་པོ་དེ་ཡུལ་བྱས་པ་དང༌། བུ་མོ་དེ་སྦྲུལ་རྒན་འཇིགས་སུ་རུང་བ་ཞིག་ཏུ་གྱུར་སོང་ངོ༌། ཁོས་ཞྭ་ཆུང་གྱོན་པས་མི་སུས་ཀྱང་མ་མཐོང༌། བུ་མོ་དེས་མི་སུ་ཡང་མི་འདུག་ཟེར་ནང་དུ་ལོག་ཡོང་དུས་བུ་མོ་སྤྲེའུར་སོང་བ་མཐོང་བས་ཨ་མ་སྐྲག་ཏེ། ཁ་སང་གི་མི་དེའི་ཆོ་འཕྲུལ་མིན་ནམ་བསམས་ནས་རྒྱལ་པོའི་ཕོ་བྲང་གི་སྒོ་ཞབས་མེད་པར་བཙལ་བས་མ་རྙེད་དོ། ཁོས་ཁུར་སྐྱེའི་ནང་དུ་ཞྭ་མོ་

Pomyślał: „Obym stanął pod drzwiami staruszki i jej córki” – i stanął przed drzwiami staruszki i jej córki. Zawołał staruszkę z córką. Dziewczyna wyjrzała przez okienko, a on potarł jej twarz niebieskim kwiatem i dziewczyna zamieniła się w strasznego starego węża. Miał na sobie czapkę, więc nikt go nie widział. «Nikogo nie ma» – rzekła dziewczyna i wróciła do środka. Matka zobaczyła, że córka zmieniła się w małpę, i przeraziła się. „Czy to nie czary tamtego wczorajszego człowieka?” – pomyślała i szukała go wszędzie aż do bramy królewskiego pałacu, ale nie znalazła.

017
བརྫངས། ལྷམ་དེ་སྐེད་པ་གཡས་གཡོན་ལ་གཟེར། རྒན་མོ་མ་མད་ཀྱི་ནང་དུ་ཡོང་། རྒན་མོས་ཁོ་མཐོང་བ་དང་ཁྱེད་ཀྱི་གསེར་དང་སྦྲུལ་གཏོད་ཟེར་ཕྱག་འཚལ་ལོ། དེར་རྒན་མོ་ལ་སྨྲས་པ། འོ་གོ་བཅད།གཏམ་དྲིས་ནས་མ་བྱུང་དགོས་ཁར་བྱུང་ཟེར་བ་བདེན་པར་འདུག ངའི་སྦྲུལ་དང་གསེར་ཁྱེར་ཤོག་བྱས་པ་དང་། རྒན་མོའི་བུ་མོ་དེ་ལུས་སྤྲེའུར་གྱུར་ཀྱང་སེམས་ལ་འཕོ་འགྱུར་མེད་པས་མ་བུ་གཉིས་ཀས་ཕྱག་འཚལ་ལོ། དེར་བུ་མོས་སྐྱུགས་བཏང་བས་སྦྲུལ་དོན། སྦྲུལ་དེ་ཆུ་ལ་བཤལ་ནས་ཁོ་རང་གིས་མིད་དོ། བུ་མོ་དེ་ཁང་ཆུང་དུ་ཁྲིད་ནས་ཨ་མ་འདི་ལ་ཐོབ་ཐང་ཞིག་ཡོད་དེ། བུ་མོ་ཁྱོད་སྙིང་རྗེ་ཟེར་ནས་མེ་ཏོག་སེར་པོ་དེར་བྱད་ལ་ཡུལ་བྱས་པས་བུ་མོ་སྔར་ལྟར་སོང་ངོ་། མ་བུ་གཉིས་པོས་གསེར་གང་བྱུང་བ་རྣམས་ཁོའི་མདུན་དུ་སྤུངས་ནས་ཕྱག་འཚལ། མི་དེ་བསམ་པ་རྣམ་པར་དག་པས་གསེར་དེ་ནས་ཁོ་རང་མ་བུ་གཉིས་འཚོ་ངེས་ཤིག་སྦྱིན། ལྷམ་དེ་གྱོན་ཁུར་སྒྱེའི་ནང་གསེར་དེ་བླུགས། ཞྭ་མོ་གྱོན། ཁོ་

On schował czapkę do worka, buty zatknął za pas, z prawej i z lewej, i wszedł do domu staruszki z córką. Staruszka, gdy go ujrzała, pokłoniła się: «Oddam ci twoje złoto i węża!». Rzekł do niej: «Dobrze. Prawdę mówi przysłowie: o co prosiłeś, nie przyszło, a przyszło, kiedy było trzeba. Przynieś mojego węża i złoto». Córka staruszki, choć ciałem zmieniła się w małpę, umysłem się nie zmieniła, i obie, matka i córka, pokłoniły się. Dziewczyna zwymiotowała i wyszedł wąż. On obmył węża w wodzie i połknął. Zaprowadził dziewczynę do małej izdebki: «Twoja matka dostała, na co zasłużyła, ale ciebie, dziewczyno, mi żal» – rzekł i potarł jej twarz żółtym kwiatem, a dziewczyna stała się taka jak dawniej. Matka z córką usypały przed nim całe złoto, jakie się zebrało, i pokłoniły się. Człowiek ten miał czyste zamiary, więc z tego złota dał matce i córce tyle, ile trzeba na pewne utrzymanie.

རང་གི་རྒྱལ་པོའི་རྩར་སླེབས་ན་བསམས་པ་ཡིད་ལ་འཁོར་བ་དང་རྒྱལ་པོའི་སྐུ་མདུན་དུ་སླེབས། རྒྱལ་པོས་ཁོ་མཐོང་བ་དང་བཞེངས་ཏེ་གཅིག་གིས་གཅིག་ལ་འཆང་ནས་འབྲལ་མི་ཕོད་པར་བྱུང་། སྔར་གྱི་རྒྱལ་ས་དེར་མི་བསོད་ནམས་ཅན་དེ་རྒྱལ་པོར་བསྐོས་ནས་རྒྱལ་སྲིད་ཕན་ཚུན་གཉིས་ཀ་ཁྱད་མེད་བྱས་སོ། ཚུར་ངོས་ལ་ཡིད་བཞིན་གྱི་ནོར་ལ་མཧཱ་གསེར་གྱི་རུས་སྦལ་དེ་ཡོད་པ་ཡིན་འདུག ཕར་ངོས་ན་ནོར་བུ་ཤ་ཤོག་མར་ཤོག་གི་ཁུར་སྐྱེ་དེ་ཡོད་པར་འདུག མི་བསོད་ནམས་ཅན་དེ་རྒྱལ་སར་སླེབས་ནས་རྒྱལ་སྲིད་དར་ཞིང་རྒྱས་པ་དང་འབངས་འཁོར་གཡོག་བདེ་ཞིང་སྐྱིད་པ་བྱུང་བ་ཡིན་པར་འདུག་ཟེར་བ་རོས་སྨྲས་པ་དང་། རྒྱལ་

Włożył buty, wsypał złoto do worka, włożył czapkę i pomyślał: „Obym stanął przed moim królem”, i stanął przed obliczem króla. Król, gdy go ujrzał, wstał i uściskali się, i nie mogli się od siebie oderwać. W dawnym królestwie królem ustanowiono owego szczęśliwca, a oba królestwa zrównano ze sobą. Po tej stronie był wielki złoty żółw spełniający życzenia, a po tamtej, jak się zdaje, klejnot – worek „mięso, przyjdź; masło, przyjdź”. Szczęśliwiec zasiadł na tronie, królestwo kwitło i rosło, a poddani, dwór i służba żyli w dostatku i szczęściu. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.

019
པོའི་ཞལ་ནས། མི་དེ་བསོད་ནམས་ཆེ་བ་ལ་ཨང་ཟེར་བ་གཏམ་ཤོར་བས། རོ་ལ་གཏམ་ཟེར་བྱ་ཁྲ་ཧུར་ཟེར་རོ་དེ་ཤོར་སོང་ངོ་། རྒྱལ་

Królewiczowi wyrwało się wtedy: „Ależ ten człowiek miał szczęście!”. Truposz rzekł: „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – i uleciał.

020
པོའི་བསམ་པ་ལ་ཁོའི་ལབ་ལབ་དེ་ནི་མང་། ང་རང་ནི་སེམས་ཡེངས་པས་ལན། རོ་མེད་པར་ལོག་ན་བླ་མའི་བཀའ་དང་འགལ་བསམས་ནས་ཡང་དུར་ཁྲོད་དེར་ཕྱིན། རོ་ཧ་ལ་ཟེར་བ་རྣམས་རྡོག་པས་བརྡུངས་། ཡང་ཤིང་སྡོང་དེའི་རྩར་སླེབས།

Królewicz pomyślał: „Tyle gadał, że umysł mi się rozproszył i odpowiedziałem. Jeśli wrócę bez Truposza, sprzeniewierzę się słowom lamy”. I znów poszedł na owo cmentarzysko. Trupy, które wołały „ha-la”, skopał i doszedł do drzewa.