Rozdział dziesiąty
O tym, jak dziewczynę Sokha Dilimen koń, co wszystko rozumie, wyrwał z rąk ogra i jak znalazła królestwo
Potem królewicz znów poszedł pod drzewo i rzekł:
Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Mój miecz ma ostrze, co przecina kamień,
moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moja pałka jest z ciemnej akacji,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.
Myśląc, że Truposz spadnie, zaczął rąbać drzewo. Truposz spadł, a królewicz zdzielił go pałką, wpakował do sieci, związał lassem i poniósł na plecach. Gdy uszedł jakieś siedem kroków, Truposz rzekł: „Z ust nędznika takiego jak ty, królewiczu, słowa się nie doczekam. Opowiem więc ja, a ty słuchaj!”.
I zaczął opowieść: „W pewnej wielkiej dolinie żyło, jak powiadają, dwoje staruszków, którzy mieli niezwykłą córkę, noszącą znamiona dakini. Dziewczyna kochała ojca i matkę i ludzie ją lubili. Pewnego razu jakiś ogr przemienił się w młodzieńca. Włożył biały kożuch z jagnięcej skóry,Włożył szatę z białego sukna, wziął łuk i strzały i przyszedł do staruszków. «Dajcie mi, proszę, waszą córkę» – rzekł. Staruszkowie odpowiedzieli: «Jeśli znasz imię naszej córki, możemy ci ją dać. Jeśli nie znasz imienia, nie damy». I odszedł.
Pewnego dnia szedł, kołysząc się, z końskim trupem na prawym ramieniu, z ludzkim trupem na lewym i z trupem dziecka w pysku, które przeżuwał. Przybiegł truchtem lis: «Dziadku ogrze, daj mi trochę mięsa». «Mięsa mogę ci dać. Idź i dowiedz się, jak ma na imię córka staruszków u wylotu doliny, a dostaniesz jeszcze więcej». Lis zaszył się w otworze na rygiel drzwi domu staruszków u wylotu doliny i leżał tam. Wieczorem nikt nic nie mówił.
Nazajutrz o wschodzie słońca matka zawołała: «Dziewczyno Sokha Dilimen, wstawaj i chodź na gorące śniadanie, napij się!». Lis rzekł: «Usłyszałem, zrozumiałem, usłyszałem!» i pobiegł. Gdy był już blisko ogra, przeskoczył przez wąwóz i zapomniał jej imię. Lis siedział i skakał przez ten wąwóz tam i z powrotem. «Chodź tu! Co ty robisz?» – zawołał ogr. «Przed chwilą znałem imię, ale kiedy przeskakiwałem ten wąwóz, zapomniałem» – odparł lis. «Zjedz jeszcze to mięso i idź posłuchać» – rzekł ogr. Lis zjadł mięso i znów poszedł podsłuchiwać. Leżał jak przedtem w drewnianej ścianie i nasłuchiwał,
ale nocą nie usłyszał żadnej rozmowy. Rano, gdy wzeszło słońce, znów zawołano: «Dziewczyno Sokha Dilimen, wstawaj i chodź na gorące śniadanie, napij się!». Lis rzekł: «Usłyszałem, zrozumiałem, usłyszałem!», a bojąc się, że zapomni, biegł, powtarzając: «Dziewczyna Sokha Dilimen». Ogr przyszedł już na tę stronę wąwozu, a lis przybiegł do niego, powtarzając: «Dziewczyna Sokha Dilimen».
Ogr wziął dużo złota i turkusów i poszedł prosić o dziewczynę. Dał staruszkom dużo złota i turkusów i rzekł: «Dajcie mi, proszę, waszą córkę». Staruszkowie ucieszyli się z zapłaty w złocie i turkusach i rzekli: «Mówiliśmy już, że jeśli znasz imię córki, damy ją, a jeśli nie znasz, nie damy». «Na imię jej dziewczyna Sokha Dilimen» – odpowiedział. Twarze staruszków pociemniały. «Teraz nie możemy jej nie dać. Przyjdź po nią pojutrze» – rzekli. I pojutrze przyszedł po nią.
Staruszkowie zapytali: «Czemu nie przyprowadziłeś konia, żeby zabrać dziewczynę?». On odparł: «Nikt mi wtedy nie mówił, żebym przyprowadził konia». Staruszkowie rzekli: «Dziewczyna nie może iść pieszo, posadzimy ją więc na naszym koniu i tak wyślemy». Dziewczyna rzekła: «Staruszkowie mają tylko jedną córkę i nawet ją oddają ogrowi? Zeszłej nocy miałam zły sen. Teraz trudno mi będzie zobaczyć jeszcze ojca i matkę.Teraz trudno mi rozstać się z ojcem i matką. Ale łamać słowo rodziców nie godzi się». Nie mogąc się oprzeć naleganiom staruszków, zaczęła się szykować do drogi.
Wtedy poszła do dobrego konia, co wszystko rozumie. Ogier rzekł: «Dziewczyno, jeśli teraz nie pójdziesz, nic innego cię nie czeka, tylko to, że on cię zje. Lepiej więc idź. Zawiń te siedem ziaren w zawiniątko i noś na szyi. Przyjdzie czas, kiedy będą potrzebne. Wtedy rozrzuć te siedem ziaren na cztery strony świata, a ocalejesz. Teraz biegnij».
Dziewczyna poszła z ogrem. Gdy doszli do wylotu doliny, on dosiadł barana i rzekł: «Dziewczyno, siadaj za mną». Nie mogła odmówić, więc usiadła. Gdy przybyli na rozstaje trzech dróg, była tam pstra, mieniąca się droga. Weszli na nią i doszli do żelaznego zamku o dziewięciu piętrach, sięgającego niemal nieba. Weszli do środka, a było tam wszystkiego w obfitości: jadła, napoju i bogactw.
On musiał codziennie gdzieś chodzić. «Jeśli musisz chodzić codziennie, smutno mi samej» – rzekła. Pewnego dnia zostawił jej szczeniaka i bryłę ciasta z tsampy. Rano szczeniak zjadł ciasto. Wieczorem ciasto zjadło szczeniaka. Innego dnia zostawił źrebaka i wiązkę trawy. Rano źrebak zjadł trawę. Wieczorem trawa zjadła źrebaka.Innego dnia zostawił koźlę i wiązkę trawy. Rano koźlę zjadło trawę. Wieczorem trawa zjadła koźlę.
Po kilku dniach zostawił jej złamany klucz. Otwierała drzwi i jej oczy padały ofiarą złudzeń. Za jednymi była zima i zamarznięta woda, za innymi siano zboże, za innymi plony zniszczył grad, za innymi, gdy spojrzała, trwały żniwa, za innymi, gdy spojrzała, toczono bitwę. W jednej chwili ujrzała wiele złudzeń. Były tam czarne drzwi pokryte brudem, których nie mógł otworzyć żaden klucz. Wypiła trochę cienkiego piwa i położyła się na wznak, a wtedy zobaczyła w szparze belki klucz. Wzięła klucz i otworzyła drzwi. W środku po prawej leżała jakaś staruszka, a po lewej wiele postaci rzęziło oddechem.
Gdy tak patrzyła, staruszka rzekła: «Przyszła tu taka nieszczęsna sucha chudzina jak ty?». «Co masz na myśli?» – spytała dziewczyna. «My zrobiłyśmy już więcej niż ty. Widzisz te trupy starych tam na końcu? Póki byłyśmy młode, byłyśmy jego żonami, a kiedy się zestarzałyśmy, skończyłyśmy tak jak my teraz» – odparła. Dziewczyna przelękła się i zapytała staruszkę, czy jest jakiś sposób. «Teraz dostałaś klucz, więc masz szczęście. Nam klucza nie zostawiał. Ściągnij skórę od czubka głowy z tamtej staruszki. Jest tam dużo ozdób ze złota i turkusów, weź je. Włóż skórę tej staruszki, a na wierzch łachmany. Tam, u wylotu doliny, jest pewien król. Biegnij w tamtą stronę».
Dziewczyna zrobiła, jak mówiła staruszka. Przypięła ozdoby ze złota i turkusów, włożyła skórę staruszki, na wierzch łachmany, wzięła trochę prowiantu i poszła ku wylotowi doliny. Niedługo po jej odejściu ogr wrócił do domu. Szukał wszędzie, ale dziewczyny nie znalazł. Dosiadł więc baranaDosiadł więc baraniego łba i pognał za nią. Kiedy ją dogonił, nie widział nikogo prócz jakiejś staruszki, więc zapytał: «Staruszko, czy widziałaś, jak szła tędy dziewczyna?». Dziewczyna przebrana za staruszkę odpowiedziała: «Nie widziałam». Wtedy on ją pchnął i upadła. Gdy upadła, rozległ się chrobot. «Co to tak u ciebie chrobocze?» – spytał. «To chyba stare, puste kości starej baby» – odpowiedziała, i odszedł.
Tak spotkali się trzy razy, a w końcu dziewczyna ukryła się w bruździe na polu króla u wylotu doliny. Stróż pól z królewskiego zamku zawołał na nią, ale nie usłyszała, więc podszedł do niej. Była to staruszka, stara i wsparta na kijustara, przygarbiona i wsparta na kiju. «Staruszko, skąd przychodzisz?» – zapytał. «Przyszłam stamtąd, z górnej doliny. Czy potrzeba tu kogoś do prażenia ziarna i noszenia wody?» – odpowiedziała. «A dasz radę prażyć ziarno i nosić wodę?» – spytał. «Dam radę, jeśli głód i zimno mnie nie zamęczą» – odparła. «Jeśli dasz radę, to są tacy, którym potrzeba. Chodź» – rzekł i zabrał ją ze sobą.pewnie znajdą się tacy, którym potrzeba» – rzekł i zabrał ją ze sobą. Gdy przyszli do domu,
kazano dziewczynie nosić wodę i wymiatać popiół. Pewnego dnia, gdy poszła po wodę, zdjęła nad wodą skórę i kąpała się. Wtedy natknął się na nią pewien koniuch, który przyszedł poić konie. Zobaczył, że dziewczyna jest piękna i przystrojona w ozdoby ze złota i turkusów. Pobiegł szybko przed oblicze króla i opowiedział, jak było. Król rzekł: «Zawołajcie tu tę dziewczynę. Zedrzemy z niej, pan i słudzy, to przebranie».
Gdy weszła do środka, koniuch i jedna czy dwie służące zaczęli z niej drwić i szarpać staruszkę tam i z powrotem. Wtedy jej skóra i łachmany rozleciały się na strzępy. Gdy przyszedł król, ujrzał piękną i promienną dziewczynę. «Dziewczyno, czemu się przebierasz?» – zapytał król. Dziewczyna opowiedziała mu wszystko, co ją wcześniej spotkało. «Gdyby moją skórę zdarto dopiero za dwa dni, byłoby dobrze» – rzekła. Król odparł: «Dziewczyno, jeśli zostaniesz w moim domu, ten ogr z górnej doliny w niczym ci nie zaszkodzi». «Jeśli nie zdoła mi zaszkodzić, to dobrze» – odpowiedziała.
Potem król pojął dziewczynę za żonę. Po jakimś czasie dziewczyna stała się brzemienna. Zanim urodziło się dziecko, wielki król wyruszył z dworem w podróż kupiecką. Gdy go nie było, urodził się syn: górną połowę ciała miał ze złota, dolną z turkusu, a oczy z pstrego kamienia zi. Ministrowie i poddani bardzo się ucieszyli i posłali do króla z wiadomością: «Naszej królowej urodził się niezwykły syn: górna połowa ciała żółta, ze złota, dolna niebieska, z turkusu, pas biały, z muszli, oczy pstre, z kamienia zi. Prosimy, przybywaj szybko». Wysłali gońca z tym listem.
Goniec wspinał się na wielką przełęcz, a na szczycie przełęczy siedział, kołysząc się, tamten ogr. «Przybyłeś?» – zapytał. «Tak, panie. Czy zdrów jesteś?» – odpowiedział goniec. «Dokąd idziesz?» – spytał ogr. «Naszej pani, Sokha Dilimen, urodził się niezwykły syn, więc idę zanieść wiadomość królowi» – odparł goniec. «Pewnie jesteś głodny. Posiedź tu trochę i najedz się do syta» – rzekł ogr i dał gońcowi pszenicy. Gdy goniec jadł, ogr podrobił list do króla i napisał w nim tak: «Do króla, od nas, dworzan: Naszej królowej urodził się zły omen, górną połową ciała dziewczyna, ale z małpią głową. Co z tym zrobić?».
Goniec poszedł i złożył list przed obliczem króla. Król napisał odpowiedź do swoich ministrów i poddanych: «Jakiekolwiek dziecko urodziła ta moja dziewczyna, jest moje. Do mojego powrotu zostawcie je w spokoju». Gdy goniec wracał, na przełęczy był znów tamten ogr. «Pewnie jesteś głodny» – rzekł i dał mu jeść i pić. Gdy goniec jadł, podrobił list: «Niech nasi mężczyźni wezmą broń, a kobiety ochrę i popiół, i niech wypędzą matkę z dzieckiem, i niech ich nie będzie, zanim wrócę». I posłał to przez niego.
Gdy goniec dotarł do kraju, w liście króla było napisane, żeby wypędzić matkę z dzieckiem. Poddani byli niezadowoleni, ale królewskiego rozkazu nie można było złamać. Posadzili więc matkę z dzieckiem na osła z czerwonym pyskiem i ludzie z doliny odprowadzili ich do podnóża przełęczy. Gdy dziewczyna doszła na przełęcz, był tam już ogr. «O, dziewczyno, przyszłaś?» – rzekł. «Przyszłam» – odpowiedziała dziewczyna. «Pokaż mi, gdzie jest to dziecko» – rzekł. Dziewczyna wyjęła dziecko zza pazuchy, a on rzekł: «Nigdy jeszcze czegoś takiego nie jadłem» i połknął je jednym haustem. «Dziewczyno, pewnie jesteś głodna» – rzekł i dał jej jedzenia do syta.
Potem ogr rzekł do dziewczyny: «Dziewczyno, górna połowa ciała była ze złota, bo zabrałaś moje złoto. Dolna była z turkusu, bo zabrałaś moje turkusy. Pas był z muszli, bo byłem dla ciebie dobrego serca. Brwi były z kamienia zi, bo wypatrywałem, gdzie jesteś. Teraz cię zjem, ale najpierw poiskaj mi, proszę, głowę». Kiedy iskała mu głowę,najpierw powybieraj mi, proszę, gnidy z głowy». Kiedy wybierała mu gnidy z głowy, dziewczyna pomyślała: „Nic gorszego ani nędzniejszego już mnie nie spotka”. Obróciła na szyi siedem ziarenObróciła na szyi siedem robaków i zawołała: «Mój koń, co wszystko rozumie!». Wtedy przybiegł chudy koń. Dziewczyna podłożyła ogrowi ostrożnie pod głowę swoją wierzchnią szatę, dosiadła konia i uciekła.
Ogr poszedł do środka po konia, a tymczasem oboje, koń i dziewczyna, znikli mu z oczu. Dziewczyna dotarła do rozległej, pustej krainy, jakiej nigdy przedtem nie widziała, i tam koń padł.
Dziewczyna zasmuciła się i zapłakała, a wtedy zerwała się śnieżna zamieć. Koń przemówił do dziewczyny: «Dziewczyno, nie płacz. Jeśli będziesz płakać, zamarzniesz na śmierć. Posłuchaj moich słów, a teraz będzie ci dobrze. Jeśli zedrzesz skórę z mojego trupa, wołając „he, he”, wyjdzie ciepłe słońce. Zedrzyj tę skórę i rozłóż ją na równinie na cztery strony. Wyjmij mózg i usyp go w kopiec na wierzchołku tamtej skały. Weź sierść i rozrzuć ją po zboczach gór. Głowę połóż pośrodku skóry. Serce i obie nerki połóż przy głowie. Cztery kopyta postaw na czterech rogach skóry. Brzeg skóry obłóż wnętrznościamijelitami. Oboje oczu włóż w zakątek skóry. Płuca i serce, wszystko połóż w środku».
Dziewczyna znów zapłakała i spadł deszczi spadł śnieg z deszczem. Płacząc, zdzierała skóręPrzerwawszy płacz, zdzierała skórę, wołając „ha, ha”, i wyszło ciepłe słońce. Zrobiła wszystko, co powiedział koń. Wyczerpana, zasnęła. Po chwili, gdy była między snem a jawą, usłyszała szczekanie psa. Zerwała się i spojrzała: w górze tej doliny wznosiła się śnieżna góra i spływała z niej woda, w dole były pola w kotlinie, a pośrodku trawa jak turkusowa misa. Stał tam zamek, któremu łokcia brakowało, by dotknąć nieba, i łokcia, by dotknąć ziemi. Wokół niego był żelazny mur,
a po czterech stronach cztery wieże. Weszła do środka, a było tam mnóstwo ludzi i wszyscy mówili: «Witaj, pani!». Ci ludzie, jak się zdaje, wzięli się z mocy płuc. Środkowy pałac powstał, jak się zdaje, z głowy, a dwa psy z nerek. Przed bramą stał koń, młodszy niż tamten dawny; ten powstał, jak się zdaje, z mocy serca. Na obu krańcach miasta było po źródle, które powstały, jak się zdaje, z mocy oczu. Z płuc i wątroby w środku były, jak powiadają, mury z mięsa i masła, każdy wielki jak góra Meru. Mocą żółci, która była w środku, było tam wiele rozmaitych niezwykłych bogactw: złota, turkusów i innych. Z żołądka rozłożonego na równinie powstała, jak się zdaje, łąka jak turkusowa misa. Z mózgu umieszczonego w górze powstała, jak się zdaje, śnieżna góra niczym wzniesiony słup. Z sierści rozrzuconej po górach powstały, jak się zdaje, wszelkie drzewa, jakich trzeba. Dziewczyna została tam panią.
Żyła w szczęściu i dostatku. Minął rok i jej mąż, król, przyjechał jej szukać. Pewnego dnia dziewczyna weszła na szczyt pałacu na przechadzkę. Drogą przed pałacem nadjechało mnóstwo jeźdźców, jakich przedtem nie bywało. Dziewczyna przyjrzała się dobrze i poznała tamtego króla. Zbiegła po długich drabinach, z krótkich zeskakiwała, a gdy król zsiadał z konia, dziewczyna już tam była i spotkali się. Ogarnęła ich bezmierna radość.
Objęła króla i płakała. Król również objął dziewczynę i polały mu się łzy. Wtedy opowiedziała królowi wszystko, co zdarzyło się wcześniej. Król rzekł: «Mówisz prawdę. Jakże ja mógłbym zrobić coś takiego?». Minister rzekł: «Widać, że zawinili posłańcy. Masz rację, pani». Wtedy ona zaprosiła króla i ministrów do środka i ugościła ich wspaniale. Król zapytał: «Czy to kraj ojca dziewczyny?Czy to ojciec i bracia dziewczyny?». Odpowiedziała: «Nie mnie przypadło szczęście spotkać ojca i matkę. Wszystko to stało się dzięki dobroci ogiera, co wszystko rozumie, który był moim koniem». «Gdy przyszłaś do mojego domu, nie miałaś konia. Skąd się wziął?» – zapytał. Opowiedziała królowi szczegółowo całą wcześniejszą historię i król bardzo się ucieszył. «Ten koń, co wszystko rozumie, okazał ci więcej dobroci niż ojciec i matka» – rzekł. Potem król i królowa rządzili oboma królestwami bez różnicy, a poddani mieli się jeszcze lepiej niż przedtem. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.
Królewiczowi Deczo Sangpo wyrwało się wtedy: „Ależ ten koń był dobry dla tej dziewczyny!”. Truposz rzekł: „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – i uleciał.
Królewicz pomyślał: „Lama przykazał mi, że cokolwiek Truposz powie, nie wolno mi odpowiedzieć ani słowem, a umysł mi się rozproszył i wymknęło mi się słowo. Wracać bez Truposza nic nie da, muszę iść po niego”. I znów udał się na owo cmentarzysko. Szedł, przestępując trupy, które wołały „ha-la”, i okładając pałką te, które wołały „hu-lu”.