Złoty TruposzO tekście i metodzie

Rozdział dziesiąty

ལེའུ་བཅུ་པ།བུ་མོ་སོ་ཁ་འདི་ལི་སྨན་ཅང་ཤེས་རྟས་སྲིན་པོའི་ལག་ནས་ཁ་འཕྲལ་ཏེ་རྒྱལ་སྲིད་དང་ཕྲད་པ།

O tym, jak dziewczynę Sokha Dilimen koń, co wszystko rozumie, wyrwał z rąk ogra i jak znalazła królestwo

002
ཡང་རྒྱལ་བུས་ཤིང་སྡོང་གི་རྩར་ཕྱིན་ནས། བླ་མ་ཀླུ་གྲུབ་སྙིང་པོ་ཡིན། ང་རང་རྒྱལ་བུ་བདེ་སྤྱོད་བཟང་པོ་ཡིན། རལ་གྲི་ངར་མ་རྡོ་ཆོད་ཡིན། དྲ་བ་ལྕགས་ཀྱི་མིག་དགུ་ཡིན། ཏོག་མ་སེང་ལྡེང་སྨུག་པོ་ཡིན། ཞགས་པ་འཕྲུལ་ཀྱི་ཨ་ལོང་ཡིན། མར་ཟན་ཟོས་

Potem królewicz znów poszedł pod drzewo i rzekł:

Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Mój miecz ma ostrze, co przecina kamień,
moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moja pałka jest z ciemnej akacji,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.
003
པས་འཛད་མེད་ཡིན། རོ་ཁོག་འབབ་བསམ་ཤིང་སྡོང་གཅོད། བྱས་པས་རོ་དེ་བབས་བྱུང་སྟེ་ཏོག་མས་བརྡུངས། དྲ་བའི་ནང་དུ་བརྫངས།ཞགས་པས་བསྡམས་ནས་ཁུར་ཡོང་ངོ་། ཡང་གོམ་པ་བདུན་ཙམ་སླེབས་པའི་སར། རྒྱལ་པོ་ལས་ཟད་ཁྱོད་ཀྱི་ཁ་ནས་གཏམ་ནི་ཡོང་བ་མིན།

Myśląc, że Truposz spadnie, zaczął rąbać drzewo. Truposz spadł, a królewicz zdzielił go pałką, wpakował do sieci, związał lassem i poniósł na plecach. Gdy uszedł jakieś siedem kroków, Truposz rzekł: „Z ust nędznika takiego jak ty, królewiczu, słowa się nie doczekam. Opowiem więc ja, a ty słuchaj!”.

ངས་རོ་སྒྲུང་ཞིག་བཤད་ཀྱི་ཉོན་ཨང་ཟེར་ནས་སྒྲུང་བཤད་དོ། ལུང་པ་ཆེན་པོ་ཞིག་ན་རྒན་རྒོན་གཉིས་ལ་བུ་མོ་མཁའ་འགྲོ་མའི་མཚན་དང་ལྡན་པ་ཁྱད་འཕགས་ཤིག་ཡོད་པར་གདའ། བུ་མོ་དེ་ནི་ཕ་མར་བརྩེ་ཞིང་མི་སྣང་དང་མཐུན་པ་ཞིག་ཡོད། ནམ་ཞིག་ནས་སྲིན་པོ་ཞིག་ཕོ་གསར་གཅིག་ཏུ་སྤྲུལ། སྤུ་ཕྲུག་དཀར་པོའི་གོས་ཤིག་གྱོན། ལག་ཏུ་མདའ་གཞུ་ཁྱེར་ནས་རྒན་རྒོན་གཉིས་ཀྱི་རྩར་ཡོང་། ཁྱོད་གཉིས་ཀྱི་བུ་མོ་དེ་ང་ལ་སྟེར་རོགས་བྱས་པར། རྒན་རྒོན་གཉིས་ནས་ངེད་རང་གི་བུ་མོ་འདིའི་མིང་ཤེས་ན་སྦྱིན་པས་ཆོག མིང་མི་ཤེས་ན་མི་སྟེར་བྱས་

I zaczął opowieść: „W pewnej wielkiej dolinie żyło, jak powiadają, dwoje staruszków, którzy mieli niezwykłą córkę, noszącą znamiona dakini. Dziewczyna kochała ojca i matkę i ludzie ją lubili. Pewnego razu jakiś ogr przemienił się w młodzieńca. Włożył biały kożuch z jagnięcej skóry,Włożył szatę z białego sukna, wziął łuk i strzały i przyszedł do staruszków. «Dajcie mi, proszę, waszą córkę» – rzekł. Staruszkowie odpowiedzieli: «Jeśli znasz imię naszej córki, możemy ci ją dać. Jeśli nie znasz imienia, nie damy». I odszedł.

005
པས་ཁོ་ལོག་སོང་ངོ་། དེ་ནས་ཉིན་གཅིག་ཁོས་ཕྲག་པ་གཡས་ལ་རྟ་རོ་གཅིག་བཀལ། གཡོན་ལ་མི་རོ་ཞིག་བཀལ། བྱིས་པའི་རོ་ཞིག་ཁར་མུར་མུར་བྱེད་ཅིང་ཡོ་ག་ཡོག་གིན་ཡོང་བ་དང་། ཝ་མོ་གཅིག་འདུར་འདུར་རྒྱུགས་ཡོང་སྟེ། ཨ་ཕོ་སྲིན་པོ་ང་ལ་ཤ་ཞིག་བྱིན་དང་བྱས་པས།ཤ་སྦྱིན་པས་ཆོག ཁྱོད་ཀྱིས་ལུང་པའི་མདའི་རྒན་རྒོན་གཉིས་ཀྱི་བུ་མོའི་མིང་ཤེས་པ་གྱིས་ཤོག་དང་། ད་དུང་ཁྱོད་ལ་ཤ་སྟེར་ཆོག་བྱས་པས།ཝ་མོ་དེ་ལུང་པའི་མདའི་རྒན་རྒོན་གཉིས་ཀྱི་གཡའ་ཤིང་བུག་གུར་གབས་ནས་ཉལ་བསྡད་པ་དང་། དགོང་མོའི་ཆ་ལ་གླིང་མོ་ཅི་ཡང་མ་

Pewnego dnia szedł, kołysząc się, z końskim trupem na prawym ramieniu, z ludzkim trupem na lewym i z trupem dziecka w pysku, które przeżuwał. Przybiegł truchtem lis: «Dziadku ogrze, daj mi trochę mięsa». «Mięsa mogę ci dać. Idź i dowiedz się, jak ma na imię córka staruszków u wylotu doliny, a dostaniesz jeszcze więcej». Lis zaszył się w otworze na rygiel drzwi domu staruszków u wylotu doliny i leżał tam. Wieczorem nikt nic nie mówił.

006
བྱུང་། ཕྱི་ཉིན་ཉི་མ་ཤར་བའི་དུས་སུ་ཨ་མ་དེས་བུ་མོ་སོ་ཁ་འདི་ལི་སྨན་བཞེངས་ལ་ཚ་ཚ་འཐུང་བར་བྱོན་བྱས་པ་དང་། ཝ་མོ་དེས་གོ་སོ་རིག་སོ་ཐོས་སོ་ཟེར་ཕྱིན་ནོ། ཝ་མོ་དེ་ཁོའི་རྩར་སླེབས་ལ་ཁད་དུ་གྲོག་རོང་ཞིག་ལ་རྒྱངས་ཏེ་མཆོངས་པ་དང་། མོའི་མིང་བརྗེད་དོ། ཝ་མོ་དེ་གྲོག་རོང་དེ་ལ་ཕར་མཆོང་ཚུར་མཆོང་བྱེད་གིན་བསྡད་པས། ཡར་ཤོག་ཁྱོད་གང་བྱེད་ཀྱི་ཡོད་བྱས་པ་དང་། ད་གིན་མིང་ཤེས་ཀྱི་ཡོད་དེ་མིང་དེ་གྲོག་རོང་འདིར་མཆོང་དུས་བརྗེད་སོང་བྱས་པས། ད་དུང་ཤ་འདི་བཟས་ནས་ཉོན་ཤོག་ཟེར། ཡང་ཝ་མོས་ཤ་བཟས་ནས་ཉན་དུ་ཕྱིན་པ་དང་། སྔར་བཞིན་གཡའ་ཤིང་དུ་ཉལ་ནས་ཉན་བསྡད་པས།

Nazajutrz o wschodzie słońca matka zawołała: «Dziewczyno Sokha Dilimen, wstawaj i chodź na gorące śniadanie, napij się!». Lis rzekł: «Usłyszałem, zrozumiałem, usłyszałem!» i pobiegł. Gdy był już blisko ogra, przeskoczył przez wąwóz i zapomniał jej imię. Lis siedział i skakał przez ten wąwóz tam i z powrotem. «Chodź tu! Co ty robisz?» – zawołał ogr. «Przed chwilą znałem imię, ale kiedy przeskakiwałem ten wąwóz, zapomniałem» – odparł lis. «Zjedz jeszcze to mięso i idź posłuchać» – rzekł ogr. Lis zjadł mięso i znów poszedł podsłuchiwać. Leżał jak przedtem w drewnianej ścianie i nasłuchiwał,

མཚན་ལ་གླིང་མོ་བྱེད་པ་མ་ཐོས། སྔ་དྲོ་ཉི་མ་ཤར་བ་དང་། བུ་མོ་སོ་ཁ་འདི་ལི་སྨན་བཞེངས་ལ་ཆ་ཚ་འཐུང་བར་བྱོན་བྱས་པ་དང་། ཡང་ཝ་མོ་དེས་གོ་སོ་རིག་སོ་ཐོས་སོ་བྱས་བརྗེད་ཀྱིས་དོགས་ནས་བུ་མོ་སོ་ཁ་་འདི་ལི་སྨན་ཟེར་བཞིན་ཕྱིན། སྲིན་པོ་ཁོ་གྲོག་པོའི་ཚུར་ངོས་ན་སླེབས་

ale nocą nie usłyszał żadnej rozmowy. Rano, gdy wzeszło słońce, znów zawołano: «Dziewczyno Sokha Dilimen, wstawaj i chodź na gorące śniadanie, napij się!». Lis rzekł: «Usłyszałem, zrozumiałem, usłyszałem!», a bojąc się, że zapomni, biegł, powtarzając: «Dziewczyna Sokha Dilimen». Ogr przyszedł już na tę stronę wąwozu, a lis przybiegł do niego, powtarzając: «Dziewczyna Sokha Dilimen».

008
ཡོད་ཅིང་བུ་མོ་སོ་ཁ་འདི་ལི་སྨན་ཟེར་བཞིན་རྩར་སླེབས། སྲིན་པོ་ཁོས་གསེར་གཡུ་མང་པོ་ཁྱེར་ཏེ་བུ་མོ་སློང་དུ་ཕྱིན། རྒན་རྒོན་གཉིས་ལ་གསེར་གཡུ་མང་པོ་བྱིན་ནས་ཁྱོད་ཀྱི་བུ་མོ་འདི་ང་ལ་སྟེར་རོགས་བྱས་པར། རྒན་རྒོན་གཉིས་ཀྱིས་རིན་གསེར་གཡུ་བྱུང་ན་དགའ་སྟེ། ཁ་སང་ནས་བུ་མོའི་མིང་ཤེས་ན་སྟེར་བྱས་པ་ཡིན་པས་མིང་མི་ཤེས་ན་མི་སྟེར་བྱས་པར། མིང་ལ་བུ་མོ་སོ་ཁ་འདི་ལི་སྨན་ཟེར་བྱས་པར། རྒན་རྒོན་གཉིས་ངོ་ནག་པོར་གྱུར་ནས་ད་ནི་མ་སྟེར་ཐབས་མེད་ཡིན་པས་ཁྱོད་གནངས་ཉིན་བསུ་བར་ཤོག་ཟེར་བས་ཁོ་གནངས་ཉིན་དེར་བསུ་བར་

Ogr wziął dużo złota i turkusów i poszedł prosić o dziewczynę. Dał staruszkom dużo złota i turkusów i rzekł: «Dajcie mi, proszę, waszą córkę». Staruszkowie ucieszyli się z zapłaty w złocie i turkusach i rzekli: «Mówiliśmy już, że jeśli znasz imię córki, damy ją, a jeśli nie znasz, nie damy». «Na imię jej dziewczyna Sokha Dilimen» – odpowiedział. Twarze staruszków pociemniały. «Teraz nie możemy jej nie dać. Przyjdź po nią pojutrze» – rzekli. I pojutrze przyszedł po nią.

009
ཡོང་ངོ་། རྒན་རྒོན་གཉིས་ཀྱིས་བུ་མོ་བསུ་བར་རྟ་ཁྲིད་མི་ཡོང་བ་གང་ཡིན་བྱས་པར། ཁོས་ཁ་སང་རྟ་ཁྲིད་ཤོག་ཟེར་མཁན་ནི་མི་འདུག་བྱས་པ་དང་། རྒན་རྒོན་གཉིས་ཀྱིས་བུ་མོ་རྐང་ཐང་ལ་འགྲོ་དགོས་པས་ངེད་རང་གི་རྟ་ལ་བུ་མོ་བསྐྱོན་ནས་གཏོང་རྒྱུ་ཡིན་ཟེར། བུ་མོ་ན་རེ།རྒན་རྒོན་གཉིས་ལ་བུ་མོ་གཅིག་ལས་མེད་པ་དེ་ཡང་སྲིན་པོ་ལ་སྟེར་བ་ཡིན་ནམ། མདང་གི་རྨི་ལམ་ནི་ལོག ད་ཕ་མ་གཉིས་དང་འབྲད་པ་དཀའ། ཕ་མའི་བཀའ་བཅག་ན་ནི་མི་འཐུས་བྱས་པ་དང་། རྒན་

Staruszkowie zapytali: «Czemu nie przyprowadziłeś konia, żeby zabrać dziewczynę?». On odparł: «Nikt mi wtedy nie mówił, żebym przyprowadził konia». Staruszkowie rzekli: «Dziewczyna nie może iść pieszo, posadzimy ją więc na naszym koniu i tak wyślemy». Dziewczyna rzekła: «Staruszkowie mają tylko jedną córkę i nawet ją oddają ogrowi? Zeszłej nocy miałam zły sen. Teraz trudno mi będzie zobaczyć jeszcze ojca i matkę.Teraz trudno mi rozstać się z ojcem i matką. Ale łamać słowo rodziców nie godzi się». Nie mogąc się oprzeć naleganiom staruszków, zaczęła się szykować do drogi.

རྒོན་གཉིས་ཀྱི་ནན་མ་ཐེག་པར་འགྲོ་བའི་གྲབས་བྱས། དེར་ཅང་ཤེས་87ཀྱི་རྟ་ལེགས་པོ་ཞིག་ཡོད་པའི་རྩར་ཕྱིན་པ་དང་། རྟ་ཕོ་ན་རེ། བུ་མོ་ཁྱོད་ད་རེས་མ་ཕྱིན་ན་ཁོས་ཟ་བ་ལས་མེད་པས། ཕྱིན་པ་དྲག འབྲུ་རྡོག་བདུན་པོ་འདི་ཐུམ་བུ་གྱིས་ལས་སྐེ་ལ་ཐོགས། མི་དགོས་དགོས་པའི་དུས་ཤིག་ཡོང་། དེ་དུས་འབྲུ་རྡོག་བདུན་པོ་འདི་ཕྱོགས་བཞིར་

Wtedy poszła do dobrego konia, co wszystko rozumie. Ogier rzekł: «Dziewczyno, jeśli teraz nie pójdziesz, nic innego cię nie czeka, tylko to, że on cię zje. Lepiej więc idź. Zawiń te siedem ziaren w zawiniątko i noś na szyi. Przyjdzie czas, kiedy będą potrzebne. Wtedy rozrzuć te siedem ziaren na cztery strony świata, a ocalejesz. Teraz biegnij».

011
སྟོར་བས་ཁྱེད་རང་ཐར་བ་ཡོད་པས་ད་རེས་རྒྱུགས་ཟེར། བུ་མོ་དེ་ཁོ་དང་མཉམ་དུ་ཕྱིན་ནོ། ལུང་པའི་མདའ་རུ་སླེབས་པ་དང་ཁོ་ལུག་མགོ་ཞིག་ལ་བཞོན་སྟེ། བུ་མོ་ཁྱོད་རང་ངའི་རྒྱབ་ཏུ་ཞོན་ཅིག་ཟེར་བས། མོ་མི་བཞོན་ཀ་མེད་བྱུང་ནས་བཞོན་ནོ། ལམ་གསུམ་མདོ་ཁ་ཞིག་ཏུ་སླེབས་པ་དང་ལམ་ཁྲ་ཟི་རི་བ་ཞིག་འདུག་པ་དེར་ཞུགས་ཕྱིན་པས་ལྕགས་མཁར་དགུ་ཐོག་གནམ་ལ་རེག་པ་ཙམ་ཞིག་འདུག་པ་དེའི་ནང་ཕྱིན་པ་དང་། ཟ་བཏུང་ལོངས་སྤྱོད་ཕུན་སུམ་ཚོགས་པ་འདུག་

Dziewczyna poszła z ogrem. Gdy doszli do wylotu doliny, on dosiadł barana i rzekł: «Dziewczyno, siadaj za mną». Nie mogła odmówić, więc usiadła. Gdy przybyli na rozstaje trzech dróg, była tam pstra, mieniąca się droga. Weszli na nią i doszli do żelaznego zamku o dziewięciu piętrach, sięgającego niemal nieba. Weszli do środka, a było tam wszystkiego w obfitości: jadła, napoju i bogactw.

012
པས་དེར་ཁོ་ནི་ཉིན་རེ་བཞིན་འགྲོ་དགོས་པ་དང་། ཁྱོད་ཉིན་རེ་བཞིན་འགྲོ་དགོས་ན་ང་གཅིག་པོར་སྐྱོ་བ་འདུག་བྱས་པས། ཉིན་གཅིག་ཁྱི་གུ་དང་ཟན་སྐོང་གཅིག་བཞག་གོ། སྔ་དྲོ་ཟན་སྐོང་ཁྱི་གུས་ཟོས།ཕྱི་དྲོ་ཟན་སྐོང་གིས་ཁྱི་གུ་ཟོས་སོ། ཉིན་གཅིག་རིའུ་གཅིག་དང་རྩྭ་ཆུན་གཅིག་བཞག་གོ། སྔ་དྲོ་རིའུས་རྩྭ་ཆུན་བཟས། དགོང་མོ་རྩྭ་ཆུན་

On musiał codziennie gdzieś chodzić. «Jeśli musisz chodzić codziennie, smutno mi samej» – rzekła. Pewnego dnia zostawił jej szczeniaka i bryłę ciasta z tsampy. Rano szczeniak zjadł ciasto. Wieczorem ciasto zjadło szczeniaka. Innego dnia zostawił źrebaka i wiązkę trawy. Rano źrebak zjadł trawę. Wieczorem trawa zjadła źrebaka.Innego dnia zostawił koźlę i wiązkę trawy. Rano koźlę zjadło trawę. Wieczorem trawa zjadła koźlę.

གྱིས་རིའུ་བཟས། དེ་ནས་ཉིན་ཤས་སོང་བ་དང་། ལྡེ་མིག་ཆག་པ་གཅིག་མོ་ལ་བཞག སྒོ་རྣམས་ཕྱེ་བ་དང་བུ་མོ་མིག་འཁྲུལ་ནས། ལ་ལར་དགུན་ཁ་ཆུ་འཁྱགས་པ་དང་། ལ་ལར་ཞིང་འདེབས་པ། ལ་ལར་ལོ་ཐོག་སེར་བས་བཅོམ་པ། ལ་ལར་བལྟས་ན་བཙས་མ་བརྔ་བ།ལ་ལར་བལྟས་ན་གཡུལ་ལས་བྱེད་པ་སོགས་སྐད་ཅིག་ཉིད་ལ་མིག་འཁྲུལ་མང་པོ་མཐོང་། སྒོ་ནག་པོ་དྲེག་པ་ཆགས་པ་ཞིག་འདུག་པ་དེ་ལྡེ་མིག་གང་གིས་ཀྱང་ཕྱེ་མི་ཐུབ་ཅིང་། སིང་པོ་ཞིག་བཏུངས་ནས་གན་རྐྱལ་ཉལ་བསྡད་པས་གདུང་སྲུབ་ན་ལྡེ་མིག་གཅིག་འདུག ལྡེ་མིག་དེ་བླངས་ནས་སྒོ་ཕྱེ་བ་དང་། དེའི་ནང་དུ་གཡས་ན་རྒན་མོ་ཞིག་སྙེས་ནས་བསྡད།གཡོན་ན་དབུགས་ཀྱི་སོར་སྒྲ་སྒྲོག་པ་མང་པོ་འདུག་པ་ལ་བལྟས་པས།

Po kilku dniach zostawił jej złamany klucz. Otwierała drzwi i jej oczy padały ofiarą złudzeń. Za jednymi była zima i zamarznięta woda, za innymi siano zboże, za innymi plony zniszczył grad, za innymi, gdy spojrzała, trwały żniwa, za innymi, gdy spojrzała, toczono bitwę. W jednej chwili ujrzała wiele złudzeń. Były tam czarne drzwi pokryte brudem, których nie mógł otworzyć żaden klucz. Wypiła trochę cienkiego piwa i położyła się na wznak, a wtedy zobaczyła w szparze belki klucz. Wzięła klucz i otworzyła drzwi. W środku po prawej leżała jakaś staruszka, a po lewej wiele postaci rzęziło oddechem.

014
རྒན་མོ་ན་རེ། རླག་མོ་བསོད་དེ་སྐམ་པོ་ཁྱོད་འདྲ་སླེབས་སམ་ཟེར།བུ་མོ་དེས་གང་ལ་ཟེར་བྱས་པ་དང་། ཁྱོད་ལས་ལྷག་པ་ངེད་ཚོས་ཀྱང་བྱས་ཟིན། རྒས པའི་མཐའ་མའི་རོ་དེ་ཚོ་ཨ་མཐོང་། གཞོན་དུས་ཁོ་ཡི་ཆུང་མ་བྱེད་ཅིང་། རྒས་པའི་རྗེས་སུ་ངེད་ཚོ་དང་འདྲ་ཟེར་བར། བུ་མོ་དེ་སྐྲག་ནས་རྒན་མོར་ཐབས་ཤེས་གང་ཡོད་དམ་སློབས་བྱས་པས།ཁྱོད་ལ་ད་རེས་ལྡེ་མིག་རག་འདུག་པས་བསོད་ནམས་ཆེ། ངེད་ཚོ་ལ་ལྡེ་མིག་འཇོག་གི་མེད། ད་ཁྱོད་རང་རྒན་མོ་ཕ་གིའི་སྤྱི་གཙུག་ནས་འཐེན་དང་། དེར་གསེར་གཡུའི་རྒྱན་ཆ་མང་པོ་ཡོད་པས་དེ་རྣམས་ཐོགས་ལ། རྒན་མོ་དེའི་པགས་པ་གྱོན། སྟེང་དུ་གོས་ཧྲུལ་རྣམས་གྱོན་ནས་ལུང་པའི་མདའ་མ་གི་ན་རྒྱལ་པོ་ཞིག་ཡོད་པས་དེར་ཁ་བལྟས་

Gdy tak patrzyła, staruszka rzekła: «Przyszła tu taka nieszczęsna sucha chudzina jak ty?». «Co masz na myśli?» – spytała dziewczyna. «My zrobiłyśmy już więcej niż ty. Widzisz te trupy starych tam na końcu? Póki byłyśmy młode, byłyśmy jego żonami, a kiedy się zestarzałyśmy, skończyłyśmy tak jak my teraz» – odparła. Dziewczyna przelękła się i zapytała staruszkę, czy jest jakiś sposób. «Teraz dostałaś klucz, więc masz szczęście. Nam klucza nie zostawiał. Ściągnij skórę od czubka głowy z tamtej staruszki. Jest tam dużo ozdób ze złota i turkusów, weź je. Włóż skórę tej staruszki, a na wierzch łachmany. Tam, u wylotu doliny, jest pewien król. Biegnij w tamtą stronę».

ནས་རྒྱུགས་ཟེར། བུ་མོ་དེས་རྒན་མོས་བཤད་པ་བཞིན་གསེར་གཡུའི་རྒྱན་རྣམས་བཏགས། རྒན་མོའི་པགས་པ་གྱོན། དེའི་སྟེང་གོས་ཧྲུལ་རྣམས་གྱོན། འཇའ་ར་ཕྲན་བུ་ཞིག་ཁྱེར་ནས་ལུང་པའི་མདར་ཕྱིན་ནོ། བུ་མོ་དེ་ཕྱིན་ནས་ཡུན་རིང་མ་སོང་བར་སྲིན་པོ་དེ་ནང་དུ་སླེབས།གང་སར་ཉུལ་ཡང་བུ་མོ་དེ་མ་བརྙེད་པ་དང་། ཁོས་ལུག་མགོ་དེ་ལ་བཞོན་ནས་མོའི་རྗེས་ལ་རྒྱུགས་སོ། ཁོ་མོའི་རྩར་སླེབས་པ་དང་།རྒན་མོ་ཞིག་ལས་བུ་མོ་དེ་མཐོང་རྒྱུ་མེད་པས་ཁོ་ན་རེ། རྒན་མོ། བུ་མོ་གཅིག་སོང་བ་ཨེ་མཐོང་ཟེར་བར། རྒན་མོར་བརྫུས་པའི་བུ་མོ་དེས་མཐོང་མ་བྱུང་བྱས་པས། ཁོས་འབུད་རྒྱག་བརྒྱབ་པས་མོ་འགྱེལ་ལོ། མོ་འགྱེལ་བ་དང་ཁྲོབ་ཟེར་བའི་སྒྲ་ཞིག་བྱུང་བས། ཁྱོད་ཀྱི་ཁྲོབ་ཁྲོབ་ཟེར་བ་དེ་གང་ཡིན་བྱས་པར། རྒན་གོག་རུས་པ་ཁྲོག་པ་

Dziewczyna zrobiła, jak mówiła staruszka. Przypięła ozdoby ze złota i turkusów, włożyła skórę staruszki, na wierzch łachmany, wzięła trochę prowiantu i poszła ku wylotowi doliny. Niedługo po jej odejściu ogr wrócił do domu. Szukał wszędzie, ale dziewczyny nie znalazł. Dosiadł więc baranaDosiadł więc baraniego łba i pognał za nią. Kiedy ją dogonił, nie widział nikogo prócz jakiejś staruszki, więc zapytał: «Staruszko, czy widziałaś, jak szła tędy dziewczyna?». Dziewczyna przebrana za staruszkę odpowiedziała: «Nie widziałam». Wtedy on ją pchnął i upadła. Gdy upadła, rozległ się chrobot. «Co to tak u ciebie chrobocze?» – spytał. «To chyba stare, puste kości starej baby» – odpowiedziała, i odszedł.

016
ཡིན་པར་འདུག་བྱས་པ་དང་ཁོ་སོང་ཞིང་། དེ་ལྟར་ལན་གསུམ་འཕྲད་པའི་རྟིང་མ་བུ་མོ་དེས་ལུང་པའི་མདའི་རྒྱལ་པོ་དེའི་ཞིང་ཁའི་སྲུབ་ཏུ་ཡིབས་བསྡད། རྒྱལ་པོའི་མཁར་གྱི་སྟེང་ནས་འོང་སྲུང་བས་འོ་འབོད་བྱས་རུང་མོས་མ་ཐོས་པས་མོའི་རྩར་ཡོང་བ་དང་། རྒན་མོ་རྒས་ཤིང་ཁོག་པ་མཁར་བ་ལ་བརྟེན་པ་ཞིག་འདུག་སྟེ་རྒན་མོ་ཁྱོད་གང་ནས་འོང་བ་ཡིན་བྱས་པ་དང་། ངེད་ཕུ་ཡ་གི་ནས་ཡོངས་པ་ཡིན་ལགས།འདིར་ཡོས་རྔོ་མཁན་དང་ཆུ་ལེན་མཁན་འདྲ་དགོས་ཀྱི་ཨེ་ཡོད་ལགས་བྱས་པ་དང་། ཁྱོད་ཀྱིས་ཡོས་རྔོ་རྒྱུ་དང་ཆུ་ལེན་རྒྱུ་ཨ་འཕེར་ཟེར་བས།ལྟོགས་འཁྱགས་ཀྱིས་མ་མནར་ན་ཐུབ་ལགས་བྱས་པ་དང་། ཁྱོད་ཀྱིས་ཐུབ་ན་དགོས་མཁན་ཡོད་འགྲོ་ཟེར་ཁྲིད་དོ། ནང་དུ་སླེབས་པ་དང་།

Tak spotkali się trzy razy, a w końcu dziewczyna ukryła się w bruździe na polu króla u wylotu doliny. Stróż pól z królewskiego zamku zawołał na nią, ale nie usłyszała, więc podszedł do niej. Była to staruszka, stara i wsparta na kijustara, przygarbiona i wsparta na kiju. «Staruszko, skąd przychodzisz?» – zapytał. «Przyszłam stamtąd, z górnej doliny. Czy potrzeba tu kogoś do prażenia ziarna i noszenia wody?» – odpowiedziała. «A dasz radę prażyć ziarno i nosić wodę?» – spytał. «Dam radę, jeśli głód i zimno mnie nie zamęczą» – odparła. «Jeśli dasz radę, to są tacy, którym potrzeba. Chodź» – rzekł i zabrał ją ze sobą.pewnie znajdą się tacy, którym potrzeba» – rzekł i zabrał ją ze sobą. Gdy przyszli do domu,

བུ་མོ་ཆུ་ལེན་ཐལ་ཕྱགས་བྱེད་དུ་བཅུག ཉིན་གཅིག་མོ་ཆུ་ལེན་པར་འགྲོ་དུས་ཆུ་ཁར་པགས་པ་ཕུད་ནས་ཁྲུས་རྒྱག་པའི་སྐབས་སུ་རྟ་རྫི་བ་ཞིག་གིས་རྟ་ཆུ་ལྡུར་བར་ཡོང་བ་དང་ཐུག ཁོས་བུ་མོ་མཚར་སྡུག་ལྡན་པ་གསེར་གཡུའི་རྒྱན་གྱིས་སྤྲས་པ་ཞིག་ཡོད་པ་མཐོང་སྟེ་ཁོ་མགྱོགས་པར་རྒྱུགས་ཏེ་རྒྱལ་པོའི་མདུན་དུ་ཕྱིན་ནས་གནས་ཚུལ་ཇི་བཞིན་ཞུས་པ་དང་། རྒྱལ་པོས་བུ་མོ་དེ་ཚུར་བོས་ཤོག རང་རེ་དཔོན་གཡོག་ཚོས་མོའི་

kazano dziewczynie nosić wodę i wymiatać popiół. Pewnego dnia, gdy poszła po wodę, zdjęła nad wodą skórę i kąpała się. Wtedy natknął się na nią pewien koniuch, który przyszedł poić konie. Zobaczył, że dziewczyna jest piękna i przystrojona w ozdoby ze złota i turkusów. Pobiegł szybko przed oblicze króla i opowiedział, jak było. Król rzekł: «Zawołajcie tu tę dziewczynę. Zedrzemy z niej, pan i słudzy, to przebranie».

018
རྫུན་རྟོགས་ཚོ་དབྲལ་ཤིག་གསུངས། མོ་ནང་དུ་སླེབས་པ་དང་། རྟ་རྫི་དང་གཡོག་མོ་གཅིག་གཉིས་ཀྱིས་ཀུ་རེ་ལ་བརྙས་ནས་རྒན་མོ་དེ་ཕར་འཐེན་ཚུར་འཐེན་བྱས་པས། དེར་མོའི་པགས་པ་དང་གོས་ཧྲུལ་རྣམས་ཐེར་ཐོར་དགུ་ཐོར་དུ་ཕྱིན། དེར་རྒྱལ་པོ་ཕེབས་དུས་མཚར་སྡུག་འོད་ཆགས་པ་ཞིག་འདུག་པ་མཐོང་། རྒྱལ་པོས་བུ་མོ་ཁྱོད་རྫུས་རྟགས་བྱེད་པ་ཅི་ཡིན་གསུངས་པས། བུ་མོས་སྔོན་གྱི་ལོ་རྒྱུས་རྣམས་ཞུས།ངའི་པགས་པ་དེ་ཞག་གཉིས་མ་དབྲལ་ན་ཡོང་བ་ཡོད་ཞུས་པས། རྒྱལ་པོ་ན་རེ། བུ་མོ་ཁྱོད་ངའི་ནང་དུ་བསྡད་ཕྱིན་ལུང་པའི་ཕུའི་སྲིན་པོ་དེས་ཅང་གནོད་མི་ཡོང་ཟེར་རོ། གནོད་འཚེ་བྱེད་མི་ཐུབ་ན་གོ་ཆོད་

Gdy weszła do środka, koniuch i jedna czy dwie służące zaczęli z niej drwić i szarpać staruszkę tam i z powrotem. Wtedy jej skóra i łachmany rozleciały się na strzępy. Gdy przyszedł król, ujrzał piękną i promienną dziewczynę. «Dziewczyno, czemu się przebierasz?» – zapytał król. Dziewczyna opowiedziała mu wszystko, co ją wcześniej spotkało. «Gdyby moją skórę zdarto dopiero za dwa dni, byłoby dobrze» – rzekła. Król odparł: «Dziewczyno, jeśli zostaniesz w moim domu, ten ogr z górnej doliny w niczym ci nie zaszkodzi». «Jeśli nie zdoła mi zaszkodzić, to dobrze» – odpowiedziała.

ལགས་ཟེར་རོ། དེ་ནས་བུ་མོ་དེ་རྒྱལ་པོའི་ཇོ་མོ་བྱས་སོ། དུས་ཚོད་འགའ་ཞིག་སོང་བ་དང་བུ་མོ་དེ་ལ་གཟུགས་པོ་འཁོར་རོ། ཕྲུ་གུ་མ་སྐྱེས་ཙམ་ལ་རྒྱལ་པོ་ཆེན་པོ་དཔོན་གཡོག་དང་བཅས་པ་ཚོང་བསྐོར་ལ་བྱོན་ནོ། རྒྱལ་པོ་བྱོན་པའི་རིང་བུ་ལུས་སྟོད་གསེར་ལ་བྱས་པ། ལུས་སྨད་གཡུ་ལ་བྱས་པ། སྤྱན་མིག་ཁྲ་བོ་གཟི་ལ་བྱས་པ་ཞིག་སྐྱེས་སོ།དེར་བློན་འབངས་རྣམས་ཤིན་ཏུ་དགའ་ནས་རྒྱལ་པོ་ལ་ཞུ་བར་བཏང་།རང་རེའི་བཙུན་མོ་འདི་ལ་བུ་ལུས་སྟོད་སེར་པོ་གསེར་ལ་བྱས་པ། ལུས་སྨད་སྔོན་པོ་གཡུ་ལ་བྱས་པ། སྐེད་པ་དཀར་ངོ་དུང་ལ་བྱས་པ། སྤྱན་མིག་ཁྲ་བོ་གཟི་ལ་བྱས་པའི་སྲས་ཁྱད་འཕགས་ཤིག་འཁྲུངས་བྱུང་བས་མགྱོགས་པར་ཕེབས་པ་ཞུ་ཟེར་བའི་བང་ཆེན་བཏང་ནས་ཞུ་ཐོ་བསྐུར་

Potem król pojął dziewczynę za żonę. Po jakimś czasie dziewczyna stała się brzemienna. Zanim urodziło się dziecko, wielki król wyruszył z dworem w podróż kupiecką. Gdy go nie było, urodził się syn: górną połowę ciała miał ze złota, dolną z turkusu, a oczy z pstrego kamienia zi. Ministrowie i poddani bardzo się ucieszyli i posłali do króla z wiadomością: «Naszej królowej urodził się niezwykły syn: górna połowa ciała żółta, ze złota, dolna niebieska, z turkusu, pas biały, z muszli, oczy pstre, z kamienia zi. Prosimy, przybywaj szybko». Wysłali gońca z tym listem.

020
རོ། བང་ཆེན་དེ་ལ་ཆེན་པོ་ཞིག་འཇེགས་ཕྱིན་པ་དང་ལ་རྩེ་ན་སྲིན་པོ་དེ་ཡོ་ག་ཡོག་གིན་བསྡད་འདུག་སྟེ་ཁོས་ཁྱེད་བྱོན་པ་ལགས་སམ་ཟེར།འོ་ལགས་སོ་སྐུ་ཁམས་བདེ་འམ་བྱས་པས། ཁྱེད་གང་དུ་འགྲོ་མཁན་ཡིན་ཟེར། ངེད་ཀྱི་དཔོན་མོ་སོ་ཁ་འདི་ལི་སྨན་ལ་སྲས་ཁྱད་འཕགས་ཤིག་འཁྲུངས་བྱུང་བས་ངེད་རྒྱལ་པོ་ལ་ཞུ་བར་འགྲོ་བ་ཡིན་བྱས་པས།ཁྱོད་ལྟོགས་ཡོད་འགྲོ། འདིར་ཏོག་ཙམ་སྡོད་ལ་ལྟོ་བགྲངས་ངོམས་ཤིག་ཟོ་ཟེར་ནས་བང་ཆེན་ལ་གྲོ་ཞིག་སྦྱིན། གྲོ་ཟ་བའི་རིང་ལ་རྒྱལ་པོར་འབུལ་རྒྱུའི་ཡི་གེ་དེར་སྲིན་པོས་བཟོ་བཅོས་བརྒྱབ་དོན་དུ། རྒྱལ་པོའི་དྲུང་དུ་ངེད་འཁོར་རྣམས་ཀྱིས་ཞུ་བར། རང་རེའི་བཙུན་མོ་འདི་ལ་ལུས་སྟོད་བུ་མོའི་གཟུགས་ལ་སྤྲེའུའི་མགོ་ཡོད་པའི་ལྟས་ངན་ཞིག་

Goniec wspinał się na wielką przełęcz, a na szczycie przełęczy siedział, kołysząc się, tamten ogr. «Przybyłeś?» – zapytał. «Tak, panie. Czy zdrów jesteś?» – odpowiedział goniec. «Dokąd idziesz?» – spytał ogr. «Naszej pani, Sokha Dilimen, urodził się niezwykły syn, więc idę zanieść wiadomość królowi» – odparł goniec. «Pewnie jesteś głodny. Posiedź tu trochę i najedz się do syta» – rzekł ogr i dał gońcowi pszenicy. Gdy goniec jadł, ogr podrobił list do króla i napisał w nim tak: «Do króla, od nas, dworzan: Naszej królowej urodził się zły omen, górną połową ciała dziewczyna, ale z małpią głową. Co z tym zrobić?».

སྐྱེས་བྱུང་བ་འདི་གང་འདྲ་བྱེད་རྒྱུ་ཡིན་ཟེར་བ་བྲིས་སོ། དེར་བང་ཆེན་དེ་ཕྱིན་ནས་རྒྱལ་པོའི་སྤྱན་སྔར་ཡི་གེ་ཕུལ་བ་དང་། རྒྱལ་པོས་ཡིག་ལན་མཛད་དོན། རང་རེའི་བློན་འབངས་རྣམས་ལ་སྤྲིངས་པ། ངེད་རང་གི་བུ་མོ་དེ་ལ་ཕྲུ་གུ་གང་སྐྱེས་ཀྱང་ང་རང་གི་ཡིན་པས་ང་རང་མ་སླེབས་བར་ལ་རང་སོར་ཞོག་ཟེར་བ་བྲིས། བང་ཆེན་དེ་ཚུར་ལོག་ཡོང་དུས་ཁ་སང་གི་སྲིན་པོ་དེ་ལ་ཁར་ཡོད་ཅིང་། ཁོས་ཁྱོད་ལྟོགས་ཡོད་འགྲོཟེར་ནས་ལྟོ་སྐོམ་བྱིན། ལྟོ་ཟ་བའི་བར་ལ་ཁོས་ཡི་གེར་བཅོས་བརྒྱབ།རང་རེའི་སྐྱེས་པ་རྣམས་ཀྱིས་གོ་མཚོན་ཐོགས། བུ་མོ་རྣམས་ཀྱིས་བཙགཐལ་ཁྱེར་ནས་བུ་མོ་མ་མད་གཉིས་ཕྱིར་ཕུད་དེ་ང་མ་སླེབས་གོང་ལ་མེད

Goniec poszedł i złożył list przed obliczem króla. Król napisał odpowiedź do swoich ministrów i poddanych: «Jakiekolwiek dziecko urodziła ta moja dziewczyna, jest moje. Do mojego powrotu zostawcie je w spokoju». Gdy goniec wracał, na przełęczy był znów tamten ogr. «Pewnie jesteś głodny» – rzekł i dał mu jeść i pić. Gdy goniec jadł, podrobił list: «Niech nasi mężczyźni wezmą broń, a kobiety ochrę i popiół, i niech wypędzą matkę z dzieckiem, i niech ich nie będzie, zanim wrócę». I posłał to przez niego.

022
པར་གྱིས་ཟེར་བ་ཁོ་ལ་བསྐུར་རོ། དེར་ཁོ་ཡུལ་དུ་སླེབས་པ་དང་། རང་རེའི་རྒྱལ་པོའི་ཡི་གེའི་ནང་བུ་མོ་མ་མད་ཐོན་ཟེར་བ་འདུག་པས་མངའ་འོག་རྣམས་མ་དགའ། འོན་ཀྱང་རྒྱལ་པོའི་བཀའ་ཅོག་ཐབས་མེད་པས་བུམོ་མ་མད་གཉིས་བོང་བུ་ག་དམར་ཞིག་ལ་བསྐྱོན་ནས་ལུང་པའི་མི་རྣམསཀྱིས་ལ་གཤམ་དེར་བསྐྱལ་ལོ། བུ་མོ་དེ་ལ་ཁར་སླེབས་དུས་སྲིན་པོ་ཁོ་ཡང་དེར་སླེབས་འདུག འོ་བུ་མོ་ཁྱོད་འོང་ངམ་ཟེར། བུ་མོས་ཡོང་ལཊ་བྱས་པས། ཕྲུ་གུ་དེ་ག་ན་ཡོད་སྟོན་དང་ཟེར་བར། བུ་མོས་ཕྲུ་གུ་རུམ་ནས་བཏོན་པས་སྔར་འདི་འདྲ་བ་ཟ་མ་མྱོང་ཟེར་ཁྱུར་མིད་བཏང་ངོ་།བུ་མོ་ཁྱོད་ལྟོགས་ཀྱི་ཡོད་འགྲོ་ཟེར་ཟས་གྲོད་པ་བགྲངས་ངོམས་ཤིག་བྱིན།

Gdy goniec dotarł do kraju, w liście króla było napisane, żeby wypędzić matkę z dzieckiem. Poddani byli niezadowoleni, ale królewskiego rozkazu nie można było złamać. Posadzili więc matkę z dzieckiem na osła z czerwonym pyskiem i ludzie z doliny odprowadzili ich do podnóża przełęczy. Gdy dziewczyna doszła na przełęcz, był tam już ogr. «O, dziewczyno, przyszłaś?» – rzekł. «Przyszłam» – odpowiedziała dziewczyna. «Pokaż mi, gdzie jest to dziecko» – rzekł. Dziewczyna wyjęła dziecko zza pazuchy, a on rzekł: «Nigdy jeszcze czegoś takiego nie jadłem» i połknął je jednym haustem. «Dziewczyno, pewnie jesteś głodna» – rzekł i dał jej jedzenia do syta.

023
དེར་བུ་མོ་ལ་སྲིན་པོས་སྨྲས་པ། བུ་མོ། རོ་སྟོད་གསེར་ལ་བྱས་པ་འདི་ངའི་གསེར་ཁྱེར་བས་བྱུང་། རོ་སྨད་གཡུ་ལ་བྱས་པ་དེ་ངའི་གཡུ་ཚོ་ཁྱེར་བས་བྱུང་། སྐེད་པ་དུང་ལ་བྱས་པ་དེ་ང་ཁྱོད་ལ་སེམས་དཀར་བས་བྱུང་བ་ཡིན། སྨིན་མ་གཟི་ལ་བྱས་པ་དེ་ངས་ཁྱོད་གང་དུ་འདུག་བལྟས་པས་བྱུང་བ་ཡིན། ད་ཁྱོད་ཟ་རྒྱུ་ཡིན་ཏེ་སྔོན་ལ་ངའི་མགོ་ལ་སྲོ་མ་ཞིག་སྒྲུག་དང་སྙིང་རེ་རྗེ་ཟེར། མོས་ཁོའི་མགོ་ལ་སྲོ་མ་སྒྲུག་དུས་བུ་མོའི་བསམ་བློ་ལ། ང་ལ་འདི་ལས་ཁག་པ་དང་སྡུག་པ་མི་ཡོང་བསམས་ཏེ་སྐེ་ནས་འབུ་འདུན་པོ་དེ་སྐོར་ནས་ངའི་ཅང་ཤེས་ཀྱི་རྟ་བྱས་པ་དང་རྟ་དཀྲོང་དེ་སླེབས་བྱུང་སྟེ། ཁོའི་མགོའི་འོག་ཏུ་ག་ལེར་སྟེང་གོས་

Potem ogr rzekł do dziewczyny: «Dziewczyno, górna połowa ciała była ze złota, bo zabrałaś moje złoto. Dolna była z turkusu, bo zabrałaś moje turkusy. Pas był z muszli, bo byłem dla ciebie dobrego serca. Brwi były z kamienia zi, bo wypatrywałem, gdzie jesteś. Teraz cię zjem, ale najpierw poiskaj mi, proszę, głowę». Kiedy iskała mu głowę,najpierw powybieraj mi, proszę, gnidy z głowy». Kiedy wybierała mu gnidy z głowy, dziewczyna pomyślała: „Nic gorszego ani nędzniejszego już mnie nie spotka”. Obróciła na szyi siedem ziarenObróciła na szyi siedem robaków i zawołała: «Mój koń, co wszystko rozumie!». Wtedy przybiegł chudy koń. Dziewczyna podłożyła ogrowi ostrożnie pod głowę swoją wierzchnią szatę, dosiadła konia i uciekła.

ཤིག་བཞག་སྟེ་རྟ་དེ་ལ་བཞོན་ནས་བྲོས་སོ། སྲིན་པོ་དེས་ནང་ནས་རྟ་གྱུར། བུ་མོ་དེ་སྔར་མིག་གིས་མ་མཐོང་བའི་ས་སྟོང་རྒྱང་རིང་པོ་ཞིག་

Ogr poszedł do środka po konia, a tymczasem oboje, koń i dziewczyna, znikli mu z oczu. Dziewczyna dotarła do rozległej, pustej krainy, jakiej nigdy przedtem nie widziała, i tam koń padł.

025
ཏུ་སླེབས་པ་དང་རྟ་དེ་ཤིའོ། དེར་མོ་སེམས་སྐྱོ་ནས་ངུས་པས། ཁ་བ་བུ་ཡུག་ཚུབ་བྱུང་སྟེ། རྟ་དེས་བུ་མོར་སྨྲས་པ། བུ་མོ་མ་ངུ་ཞིགངུས་ན་འཁྱགས་རིར་འཆི། ངའི་ཁ་ལ་ཉོན་དང་ད་ཁྱོད་སྐྱིད་པོ་ཡོང་བ་ཡོད། ད་ཁྱོད་རང་ངའི་རོ་འདིའི་པགས་པ་ཧེ་ཧེ་ཟེར་བཤུས་ན་ཉི་མ་དྲོན་པོ་ཡོང་ངོ་། པགས་པ་འདི་བཤུས་ནས་ཐང་བཞི་ལ་ཁྲོམས།ཀླད་པ་འདི་བཏོན་ནས་བྲག་ཡ་གེའི་མགོ་ལ་སྤུངས། སྤུ་རྣམས་ཐོགས་ལས་རི་ལྡེབས་ལ་སྟོར། མགོ་བོ་པགས་པའི་དཀྱིལ་དུ་ཞོག སྙིང་དང་མཁལ་མ་གཉིས་པོ་མགོ་བོའི་རྩར་ཞོག སུག་རྡོག་བཞི་པོ་པགས་པའི་ཟུར་བཞིར་སློང་། རྒྱུ་མ་རྣམས་ཀྱིས་པགས་པའི་མཐའ་བསྐོར་ཏེ།མིག་གཉིས་པོ་པགས་པའི་ཁུག་ཏུ་ཞོག གློ་སྙིང་ཐམས་ཅད་ནང་དུ་

Dziewczyna zasmuciła się i zapłakała, a wtedy zerwała się śnieżna zamieć. Koń przemówił do dziewczyny: «Dziewczyno, nie płacz. Jeśli będziesz płakać, zamarzniesz na śmierć. Posłuchaj moich słów, a teraz będzie ci dobrze. Jeśli zedrzesz skórę z mojego trupa, wołając „he, he”, wyjdzie ciepłe słońce. Zedrzyj tę skórę i rozłóż ją na równinie na cztery strony. Wyjmij mózg i usyp go w kopiec na wierzchołku tamtej skały. Weź sierść i rozrzuć ją po zboczach gór. Głowę połóż pośrodku skóry. Serce i obie nerki połóż przy głowie. Cztery kopyta postaw na czterech rogach skóry. Brzeg skóry obłóż wnętrznościamijelitami. Oboje oczu włóż w zakątek skóry. Płuca i serce, wszystko połóż w środku».

026
ཞོག་ཟེར་རོ། ཡང་བུ་མོས་ངུས་པས་ཁ་ཆར་བབས། ངུ་འཕྲོ་ལ་ཧ་ཧ་ཟེར་པགས་པ་བཤུས་པས་ཉི་མ་དྲོ་པོ་བྱུང་ངོ་། རྟས་གང་ཟེར་བ་དེ་བཞིན་བྱས། བུ་མོ་དེ་ཐང་ཆད་ནས་གཉིད་ལ་སོང་བ་དང་། དར་ཅིག་ནས་གཉིད་སད་ལ་མ་སད་ཀྱི་སྐབས་སུ་ཁྱི་སྐད་ཅིག་གོ་བྱུང་བས་ཧད་དེ་ལངས་ནས་བལྟ་དུས་ལུང་པ་དེའི་ཕུ་ན་གངས་རི་ཆགས་ཤིང་ཆུ་འབབ་པ། མདའ་ན་གཤོངས་ཞིང་ཡོད་པ། བར་ན་རྩྭ་ཁ་གཡུའི་གཞོང་པ་འདྲ་བ་ཞིག་ཡོད་པ། མཁར་ཁྲུ་གང་གནམ་ལ་མ་རེག་པ་ཁྲུ་གང་ས་ལ་མ་རེག་པ་ཞིག་ཡོད་པ་དེའི་མཐའ་ལ་ལྕགས་རི་ཡོད་པ།

Dziewczyna znów zapłakała i spadł deszczi spadł śnieg z deszczem. Płacząc, zdzierała skóręPrzerwawszy płacz, zdzierała skórę, wołając „ha, ha”, i wyszło ciepłe słońce. Zrobiła wszystko, co powiedział koń. Wyczerpana, zasnęła. Po chwili, gdy była między snem a jawą, usłyszała szczekanie psa. Zerwała się i spojrzała: w górze tej doliny wznosiła się śnieżna góra i spływała z niej woda, w dole były pola w kotlinie, a pośrodku trawa jak turkusowa misa. Stał tam zamek, któremu łokcia brakowało, by dotknąć nieba, i łokcia, by dotknąć ziemi. Wokół niego był żelazny mur,

ཕྱོགས་བཞི་ན་ལྕོག་བཞི་ཡོད་པ། དེའི་ནང་དུ་ཕྱིན་པ་དང་མི་མང་པོ་ཡོད་ཅིང་། ཚང་མས་དཔོན་མོ་ལགས་ཕྱག་ཕེབས་ཟེར་གྱི་འདུག་གོ །མོ་ཡན་རྣམས་ནི་གློ་བའི་ཡོན་ཏན་ཡིན་པར་འདུག དཀྱིལ་གྱི་སྦེལ་དེ་མགོ་ལ་བྱུང་ཞིང་ཁྱི་གཉིས་མཁལ་མ་ལ་བྱུང་བ་ཡིན་པར་འདུག སྒོ་དེའི་གདོང་ན་སྔར་གྱི་རྟ་དེ་ལས་གཞོན་པ་ཞིག་འདུག་པས་དེ་ནི་སྙིང་གི་ཡོན་ཏན་ཡིན་པར་འདུག གྲོང་ཁྱེར་དེའི་འཇོམས་གཉིས་ན་ཆུ་མིག་རེ་རེ་འདུག་པ་དེ་མིག་གི་ཡོན་ཏན་ལས་བྱུང་བ་ཡིན་པར་འདུག གློ་མཆིན་གཉིས་ལ་ཤ་མར་གྱི་རྩིག་པ་རི་རབ་ཙམ་རེ་ནང་ན་འདུག་པ་ཡིན་པར་གདའ། མཁྲིས་པ་ནང་དུ་ཡོད་པའི་སྟོབས་ཀྱིས་གསེར་གཡུ་ལ་སོགས་ནོར་ཁྱད་འཕགས་སྣ་ཚོགས་འདུག གྲོད་པ་ཐང་ལ་བཀྲམས་པས་ནིའུ་སིང་གཡུ་གཞོང་ལྟ་བུ་བྱུང་བ་ཡིན་པར་འདུག ཀླད་པ་ཕུ་རུ་ཆགས་པས་གངས་རི་ཀ་བ་བཙུགས་པ་འདྲ་བ་བྱུང་བ་ཡིན་པར་འདུག སྤུ་རྣམས་རི་ལ་བསྟོར་བས་རྩི་ཤིང་གང་དགོས་བྱུང་བ་ཡིན་པར་འདུག བུ་

a po czterech stronach cztery wieże. Weszła do środka, a było tam mnóstwo ludzi i wszyscy mówili: «Witaj, pani!». Ci ludzie, jak się zdaje, wzięli się z mocy płuc. Środkowy pałac powstał, jak się zdaje, z głowy, a dwa psy z nerek. Przed bramą stał koń, młodszy niż tamten dawny; ten powstał, jak się zdaje, z mocy serca. Na obu krańcach miasta było po źródle, które powstały, jak się zdaje, z mocy oczu. Z płuc i wątroby w środku były, jak powiadają, mury z mięsa i masła, każdy wielki jak góra Meru. Mocą żółci, która była w środku, było tam wiele rozmaitych niezwykłych bogactw: złota, turkusów i innych. Z żołądka rozłożonego na równinie powstała, jak się zdaje, łąka jak turkusowa misa. Z mózgu umieszczonego w górze powstała, jak się zdaje, śnieżna góra niczym wzniesiony słup. Z sierści rozrzuconej po górach powstały, jak się zdaje, wszelkie drzewa, jakich trzeba. Dziewczyna została tam panią.

028
མོ་དེས་དཔོན་མོ་བྱས། བདེ་ཞིང་སྐྱིད་པའི་འཚོ་བ་བསྐྱལ་ནས་ལོ་གཅིག་སོང་བ་དང་། བུ་མོ་དེའི་ཁྱོ་བོ་རྒྱལ་པོ་དེས་འཚོལ་བར་ཡོང་། བུ་མོ་དེ་ཉིན་གཅིག་ཕོ་བྲང་གི་རྩེར་བསྐོར་བར་ཕྱིན། ཕོ་བྲང་མདུན་གྱི་ལམ་ནས་སྔར་མི་ཡོང་བའི་རྟ་པ་མང་རབ་ཅིག་བྱུང་བར། བུ་མོས་ལྟ་ཞིབ་ལེགས་པར་བྱས་པས་སྔར་གྱི་རྒྱལ་པོ་དེ་ཡིན་པ་ངོ་ཤེས་ནས་སྐས་རིང་རྣམས་ལས་བབས། སྐས་ཐུང་རྣམས་ལས་མཆོངས་བཞིན་ཕྱིན་པས་རྒྱལ་པོ་རྟ་ནས་བབས་པ་དང་བུ་མོ་སླེབས་པ་ཐུག དགའ་ཚོར་དཔག་མེད་སྐྱེས་ཏེ་

Żyła w szczęściu i dostatku. Minął rok i jej mąż, król, przyjechał jej szukać. Pewnego dnia dziewczyna weszła na szczyt pałacu na przechadzkę. Drogą przed pałacem nadjechało mnóstwo jeźdźców, jakich przedtem nie bywało. Dziewczyna przyjrzała się dobrze i poznała tamtego króla. Zbiegła po długich drabinach, z krótkich zeskakiwała, a gdy król zsiadał z konia, dziewczyna już tam była i spotkali się. Ogarnęła ich bezmierna radość.

རྒྱལ་པོ་ལ་འཆངས་ནས་ངུས་སོ། རྒྱལ་པོས་ཀྱང་བུ་མོ་ལ་འཆངས་ནས་མཆི་མ་ལྷུང་། དེར་གོང་གི་ཚུལ་རྣམས་རྒྱལ་པོ་ལ་ཞུས་པས། རྒྱལ་པོ་ན་རེ། ཁྱོད་བདེན་པར་འདུག ངས་དེ་འདྲ་ག་ནས་བྱེད་གསུངས་སོ། བློན་པོ་ན་རེ། དེ་རྣམས་བར་གྱི་མིས་གོ་མ་ཆོད་པ་ཡིན་པར་འདུག དཔོན་མོ་ཁྱོད་བདེན་ཟེར། དེར་མོས་རྒྱལ་བློན་རྣམས་ནང་དུ་གདན་དྲངས་བསྙེན་བཀུར་ཕུན་སུམ་ཚོགས་པ་ཞུས་པ་དང་། རྒྱལ་པོ་ན་རེ། འདི་བུ་མོའི་ཕ་མིང་ཡིན་ནམ་གསུངས་པས། ཕ་མ་དང་འཕྲད་པའི་བསོད་ནམསཅན་ནི་ང་མིན་པར་འདུག བདག་ལ་ཅང་ཤེས་ཀྱི་རྟ་ཕོ་ཞིག་ཡོད་པའི་བཀའ་དྲིན་ལ་བརྟེན་ནས་བྱུང་བ་ཡིན་ཞུས་པ་དང་། ངེད་ཀྱི་ཁྱིམ་དུ་ཡོང་དུས་རྟ་མེད་པར་གང་ནས་བྱུང་གསུངས་པ་དང་གོང་གི་ལོ་རྒྱུས་རྣམས་རྒྱལ་པོ་ལ་ཞིབ་པར་ཞུས་པས་རྒྱལ་པོ་ཤིན་ཏུ་མཉེས་སོ། ཅང་ཤེས་ཀྱི་རྟ་དེ་ཕ་མ་ལས་བཀའ་དྲིན་ཆེ་བ་ཞིག་བྱུང་འདུག་གསུངས་ཏེ། དེར་རྒྱལ་སྲིད་ཕན་ཚུན་གཉིས་རྒྱལ་པོ་ཡབ་ཡུམ་གཉིས་ཀྱིས་ཁྱད་མེད་དུ་བསྐྱངས། རྒྱལ་འབངས་རྣམས་ཀྱང་སྔར་ལས་དར་ཞིང་རྒྱས་པ་ཞིག་བྱུང་

Objęła króla i płakała. Król również objął dziewczynę i polały mu się łzy. Wtedy opowiedziała królowi wszystko, co zdarzyło się wcześniej. Król rzekł: «Mówisz prawdę. Jakże ja mógłbym zrobić coś takiego?». Minister rzekł: «Widać, że zawinili posłańcy. Masz rację, pani». Wtedy ona zaprosiła króla i ministrów do środka i ugościła ich wspaniale. Król zapytał: «Czy to kraj ojca dziewczyny?Czy to ojciec i bracia dziewczyny?». Odpowiedziała: «Nie mnie przypadło szczęście spotkać ojca i matkę. Wszystko to stało się dzięki dobroci ogiera, co wszystko rozumie, który był moim koniem». «Gdy przyszłaś do mojego domu, nie miałaś konia. Skąd się wziął?» – zapytał. Opowiedziała królowi szczegółowo całą wcześniejszą historię i król bardzo się ucieszył. «Ten koń, co wszystko rozumie, okazał ci więcej dobroci niż ojciec i matka» – rzekł. Potem król i królowa rządzili oboma królestwami bez różnicy, a poddani mieli się jeszcze lepiej niż przedtem. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.

030
བ་ཡིན་པར་གདའ་བྱས་པ་དང་། རྒྱལ་པོ་བདེ་སྤྱོད་བཟང་པོའི་ཁ་ནསརྟ་དེ་བུ་མོ་དེ་ལ་བཀའ་དྲིན་ཆེ་བ་ལ་ཟེར་ཤོར་བས། རོ་ན་རེ། རོ་ལ་

Królewiczowi Deczo Sangpo wyrwało się wtedy: „Ależ ten koń był dobry dla tej dziewczyny!”. Truposz rzekł: „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – i uleciał.

གཏམ་ལན་བྱ་ཁྲ་ཧུར་ཟེར་རོ་དེ་ཤོར་སོང་ངོ་། རྒྱལ་བུའི་བསམ་པ་ལ་བླ་མའི་ཞལ་ནས་རོ་ཁོས་ཅི་ཟེར་ཡང་ཁྱོད་རང་གཏམ་ལན་ཚིག་གཅིག་ཀྱང་མ་འཇལ་གསུང་གི་འདུག་པ་ཡིན་ཏེ་ང་སེམས་ཡེངས་པས་གཏམ་ཞིག་ཤོར། རོ་མེད་པར་ལོག་ཡོང་བ་ལ་ཕན་ཐོགས་མེད་པས་རོ་དེ་ལེན་དུ་འགྲོ་དགོས་བསམས་ནས་ཡང་དུར་ཁྲོད་དེར་ཕྱིན་ཏེ། རོ་ཧ་ལ་ཟེར་བ་རྣམས་ལ་འགམས་ནས་ཕྱིན། ཧུ་ལུ་ཟེར་བ་རྣམས་ཏོག་མས་བརྡུངས།

Królewicz pomyślał: „Lama przykazał mi, że cokolwiek Truposz powie, nie wolno mi odpowiedzieć ani słowem, a umysł mi się rozproszył i wymknęło mi się słowo. Wracać bez Truposza nic nie da, muszę iść po niego”. I znów udał się na owo cmentarzysko. Szedł, przestępując trupy, które wołały „ha-la”, i okładając pałką te, które wołały „hu-lu”.