Rozdział dziewiąty
O tym, jak dziewczynę Langę, małą żebraczkę, ocalił pustelnik i wyrwała się z paszczy ogra, i jak sprowadziła z krainy duchów cen Koguta Calu i razem objęli królestwo
Potem królewicz znów poszedł pod drzewo i rzekł:
Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Mój miecz ma ostrze, co przecina kamień,
moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moja pałka jest z ciemnej akacji,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.
Myśląc, że Truposz spadnie, zaczął rąbać drzewo. Truposz spadł, a królewicz zdzielił go pałką, wpakował do sieci, związał lassem i poniósł na plecach. Gdy uszedł jakieś siedem kroków, Truposz zawołał: „Królewiczu, królewiczu!”. Królewicz milczał, więc Truposz rzekł: „Z ust nędznika takiego jak ty, królewiczu, słowa się nie doczekam. Opowiem więc ja, a ty słuchaj!”.
I zaczął: „W pewnej dolinie żyło, jak się zdaje, dwoje staruszków, którzy mieli trzy córki. Mieli też stado owiecstado bydła i owiec i staruszek chodził je paść. Pewnego razu na przełęczy ogr zjadł staruszka. Zabił też i zjadł czarną owcę, którą mieli. Zdarł ze staruszka skórę z głowy i sam ją na siebie włożył, a na to kapelusz, ubranie i buty, i udawał, że jest staruszkiem. Wziął na plecy sadło samego staruszka i wrócił.
Gdy staruszka wyszła na spotkanie owiec, ogr rzekł: «Dziś oddałem naszą najstarszą córkę pewnemu wielkiemu bogaczowi zza tamtej góry. Piliśmy weselną herbatę i weselne piwo. Zabiłem naszą czarną owcę, a to twój udział w mięsie» – i dał jej sadło. Staruszka upiekła sadło w ogniu, a sadło zawołało: «Staruszko, ty, co jesz mięso własnego męża!». «Ojej, co to ma znaczyć?» – spytała, a on odparł: «To skwierczy, jedz». Staruszka zjadła sadło.
Nazajutrz staruszek zabrał najstarszą córkę, zabił ją i zjadł. Zabił też i zjadł jedną dużą białą owcę. Głowę dziewczyny położył obok głowy ojca w wydrążonym pniu. Sadło dziewczyny dał matce. Gdy matka upiekła je w ogniu, sadło zawołało: «Staruszko, ty, co jesz mięso własnej córki!». «Co to ma znaczyć?» – spytała, a on odparł: «To znak, że skwierczy. Jedz. Dziś zabiłem jeszcze jedną dorodną białą owcę, było weselne mięso i weselne piwo, i umówiłem się, że dam im także średnią córkę».
Nazajutrz zabrał średnią córkę i poszedł. Średnią córkę także zabił. Zabił też i zjadł dużą owcę. Głowę dziewczyny położył obok głowy starszej siostry. Popędził owce i wrócił, niosąc sadło. Gdy stara matka wyszła na spotkanie owiec, dał jej sadło: «Dziś umówiłem się, że dam im najmłodszą córkę. Piliśmy weselne piwo i jedliśmy weselne mięso. To udział staruszki w mięsie». Staruszka rzekła: «Tej najmłodszej córki potrzeba nam dwojgu starym jeszcze przez kilka lat do posługi». Staruszek odparł: «Póki my starzy jesteśmy zdrowi, dobrze, żeby córka się ustatkowała».
Nazajutrz stara matka zagniotła wielką porcję tsampy z masłem. «To najmłodsza córka, żal mi jej. Okropne to, co staruszek wyprawia» – mówiła i ledwie mogła się z nią rozstać. Ale staruszek był silniejszy, zabrał córkę i poszedł. Gdy doszli do owego wydrążonego pnia, rzekł: «Zostań tu. Ojciec pójdzie zobaczyć, czy tamci już przyszli», i odszedł.
Po chwili przyszedł do dziewczyny mały pstry piesek. Piesek rzekł: «Jeśli dziewczyna da mi jeden kęs tsampy, powiem jedną rzecz. Jeśli da dwa kęsy, powiem dwie. Jeśli da wszystko, powiem wszystko». Dziewczyna, zasmucona rozstaniem z matką, nie miała ochoty jeść i dała mu wszystko. Wtedy piesek rzekł: «Twój obecny ojciec to nie jest twój ojciec, tylko ogr. Głowa twojego ojca i głowy twoich sióstrgłowy twoich dwóch sióstr są w tamtym kącie. Pokażę ci» – i zaprowadził ją, i pokazał. Dziewczyna zobaczyła głowy, przelękła się i zapytała: «Czy jest jakiś sposób, żebyś ocalił mi życie?». Piesek odparł: «Żal mi cię, więc pokażę ci sposób. Weź do ręki garnuszek i uciekaj na zbocze tamtej przełęczy. Choćby wołał: „Córko, ojciec tu jest”, uciekaj. Gdy będzie już blisko, żeby cię złapać na przełęczy, nie oglądaj się za siebie, tylko potocz ten garnuszek, a sama tocz się za nim, wołając: „Mój garnuszek, mój garnuszek!”. Dokąd potoczy się garnuszek, tam dziewczyna ocali życie». I znikł.
Dziewczyna wzięła garnuszek i uciekła, tak jak jej powiedział, a ogr przybiegł za nią, wołając: «Córko, ojciec tu jest, dokąd idziesz?». Uciekała, nie oglądając się za siebie. Gdy na przełęczy już prawie ją dopadł, potoczyła garnuszek i potoczyła się za nim, wołając: «Mój garnuszek, mój garnuszek!». Garnuszek wtoczył się pod wór z suszonym nawozem, a ona wsunęła się pod niego za nim. Były tam drewniane drzwi, otworzyła je i poszła dalej. Natrafiła na żelazne drzwi. Gdy je otworzyła, w środku były drzwi z drogocennego złota. Gdy otworzyła i te, w środku była drabina.
Wspięła się po niej, a tam na belce siedział kogut. Rzekł: «O, o, przyszłaś, dziewczyno?». «Tak, przyszłam» – odpowiedziała. «Dziewczyno, jesteś zmęczona, jedz mięso i masło ze środka». Najadła się do syta. Minął jeden dzień i kogut rzekł do dziewczyny: «Dziewczyno, w tamtym kącie spiżarni są szaty i buty. Włóż je i biegnij popatrzeć, bo u wylotu doliny jest wielkie widowisko». Dziewczyna poszła do spiżarni, włożyła szaty i buty w sam raz na siebie, przypięła ozdoby i poszła na widowisko.
Gdy dziewczyna odeszła, on wyprowadził z ciemnej zagrody pięknego konia. Zwinął ptasią skórę i wsunął ją w szparę w belce. Przystroił się pięknie w ozdoby, dosiadł ogiera i także pojechał na widowisko u wylotu doliny. Objechał je w prawo i nie zobaczył nikogo milszego niż ta dziewczyna. Objechał w lewo i nie zobaczył nikogo piękniejszego niż ona. Ona także obeszła je w prawo i nie zobaczyła nikogo piękniejszego niż on. Obeszła w lewo i nie zobaczyła nikogo urodziwszego niż on. Gdy widowisko miało się już rozejść, on rozsypał pełną czarkę cukru trzcinowego i pełną czarkę popiołupełną sakwę cukru trzcinowego i pełną sakwę popiołu. Jedni zbierali cukier, innym popiół zasypał oczy, a on w tej samej chwili popędził konia batem i zaraz dotarł do górnego krańca doliny. Rozsiodłał konia i przywiązał go w ciemnej zagrodzie, a siodło i ozdoby schował.
Gdy siedział jak przedtem na belce, przyszła dziewczyna. «O, o, wróciłaś, dziewczyno?» – rzekł. «Tak. Wnuczku, czy dzień ci się nie dłużył?» – odpowiedziała. On zapytał: «Kto wyróżniał się spośród mężczyzn? Kto wyróżniał się spośród kobiet?». Ona rzekła: «Spośród mężczyzn wyróżniał się jeden, którego nazywają Kogutem Calu z górnego krańca doliny. Spośród kobiet wyróżniało się wiele». Kogut rzekł: «Dziewczyno, jesteś głodna, jedz mięso i masło». Ona podała jedzenie także kogutowi.
Minęło kilka dni i kogut rzekł: «Dziewczyno, dziś znowu jest widowisko w tym samym miejscu co wtedy, lepiej idź». Dziewczyna przystroiła się w ozdoby i poszła na widowisko. On także przystroił się jak przedtem i, jak się zdaje, pojechał. W tłumie nie zobaczył nikogo milszego i bardziej uroczego niż ona, a ona nie zobaczyła nikogo piękniejszego niż on. Ludzie w tłumie mówili: «Tego Koguta Calu porwał duch cen, bo był zbyt piękny. Ta dziewczyna też, widać, jest piękna». On znów rzucił w niebo cukrem i popiołem. Jedni zajęli się zbieraniem cukru, innym popiół zasypał oczy, a on tymczasem dotarł do górnego krańca doliny. Znów schował konia i szaty.
Włożył ptasią skórę i usiadł na belce. Gdy dziewczyna przyszła, zapytał: «Wróciłaś, dziewczyno? Czy było wielkie widowisko? Kto wyróżniał się spośród mężczyzn? Kto wyróżniał się spośród kobiet?». Dziewczyna odpowiedziała: «Spośród mężczyzn wyróżniał się jeden, którego nazywają Kogutem Calu, z górnego krańca doliny. Spośród kobiet wyróżniało się wiele». I znów wzięła ze spiżarni jedzenie, podała kogutowi i sama też zjadła.
Po jakimś czasie kogut rzekł: «Dziś znów jest widowisko u wylotu doliny, dobrze by było, żebyś poszła». Dziewczyna przystroiła się i szykowała do drogi, gdy przyszła jej do głowy myśl: „Czy to nie on jest tym, którego nazywają Kogutem Calu z górnego krańca doliny?”. I schowała się w ciasnym kącie. Wtedy on przystroił się w ozdoby, wsunął ptasią skórę w szparę w belce i pojechał. W tłumie objechał wszystko w prawo i dziewczyny nie zobaczył. Objechał w lewo i dziewczyny nie zobaczył. Tymczasem dziewczyna, gdy go nie było, wyjęła ptasią skórę, rozpaliła ogień w palenisku i ją spaliła. On jak przedtem rozsypał cukier i popiół, przybiegł z powrotem i wszedł do środka, a ptasiej skóry już nie było, bo dziewczyna ją spaliła.
Wtedy on rzekł: «Dziewczyno, widać nasz wspólny los na tym się kończy. Gdyby moja ptasia skóra przetrwała niespalona jakieś dziesięć lat, moglibyśmy żyć razem». Dziewczyna zapłakała: «Czy jest jakiś sposób?». «Teraz nie ma już ani sposobu, ani pomyślnego zrządzenia» – odparł. Dziewczyna uczepiła się go i płakała: «Czy wciąż nie ma ani sposobu, ani pomyślnego zrządzenia?». On rzekł: «U stóp tamtej przełęczy jest dom z łąką, zwrócony ku wschodowi. Weź Hajagriwę, moje opiekuńcze bóstwo, i biegnij tam. Moje psy, dzięki temu, że masz przy sobie moje ciało, przyjaciół witają, a wrogów gryzą. Potem w pewnej zagrodzie jest moja stara matka. Ona wstanie i wyjdzie ci na spotkanie. Opowiedz jej swoje dzieje i zostań tam. Tobie i mnie trudno już będzie się spotkać».
Dziewczyna zeszła do wylotu doliny i tak, jak powiedział, poszła do owego domu. Jego stara matka zobaczyła ją i rzekła: «Z drogi przyszedł jakiś włóczęga». Dziewczyna zawołała na dwa psy: «Jeśli jestem wrogiem, chodźcie gryźć! Jeśli przyjacielem, chodźcie witać!». Psy przybiegły i tylko merdały do niej ogonami, a nie gryzły. Matka, gdy to zobaczyła, zaraz wstała i wyszła jej na spotkanie.
«Przyszłaś, dziewczyno?» – spytała stara matka. «Czy zdrowa jesteś, matko?» – odpowiedziała dziewczyna. Wtedy matka zapytała: «Skąd przychodzisz?». Dziewczyna rzekła: «Jestem jedną z tych, co porzuciły swój kraj i chodzą żebrać o jedzenie». Staruszka wprowadziła dziewczynę do środka i podała jej jedzenie, a dziewczynie wyrwało się długie westchnienie: «Ha-ju!». Stara matka rzekła: «Dziewczyno, masz chyba wielkie zmartwienie w sercu. Miałam syna, którego kochałam z całego serca. Dokąd poszedł, gdzie się podział, nie mogliśmy dociec, a minęło już jakieś pięć lat. Czyż jest większe zmartwienie niż to? A tobie, dziewczyno, co się stało?». Dziewczynie mimo woli popłynęły łzy: «Moje szczęście było marne. Ojca, matkę i siostry zjadł ogr, a ja ledwie uszłam z życiem». Staruszka rzekła: «Mówisz prawdę» i sama też się rozpłakała. «Pięć lat minęło, a moje oczy nie zobaczyły nawet ciała mojego ukochanego dziecka. Ty też, dziewczyno, jesteś nieszczęśliwa. Zostań u mnie, starej». I dała jej do roboty tkanie i przędzenie wełny. Dziewczyna zamieszkała w małej izbie.
Po jakimś czasie pewnej nocy dziewczyna miała sen. Przy jej wezgłowiu stanął pustelnik i rzekł: «Jesteś nieszczęśliwą dziewczyną bez ojca, matki, braci i sióstr. Powiedz mi, jakie twoje życzenie trzeba spełnić». Dziewczyna odpowiedziała: «Nie mam ani ojca, ani matki, ani krewnych, na których mogłabym polegać. Mam towarzysza życia, który zwie się Kogut Calu. Proszę cię, pomóż mi, żebym mogła szybko z nim być». «To ja sprawię, że spotkasz swego towarzysza» – rzekł i rozwiał się. Tak jej się śniło.
Gdy dziewczyna mieszkała tam już kilka miesięcy, pojawiły się oznaki, że jest brzemienna. Inne służące, pełne zawiści, powiedziały staruszce: «Ta dziewczyna, która mieszka w naszym domu, jest chyba brzemienna». Stara matka usłyszała to i rzekła do dziewczyny: «Wydaje się, że jesteś brzemienna. Powiedz, czyje to dziecko: któregoś z naszych koniuchów czy pastuchów? Możesz to zrobić tak, żeby nikt prócz nas dwóch nie wiedział». Dziewczyna odpowiedziała: «Jest chyba dobry znak. Od kilku dni mam wiele dobrych snów, że czuję się lepiej i tym podobne. Jeśli masz co do mnie wątpliwości, spytaj koniuchów i pastuchów, a będzie jasne. Nie wszystko prawda, co mówią obcy. To u mnie z powodu choroby, która mnie dotknęła».
Staruszka odeszła. Po pewnym czasie pod jej wschodnimi drzwiami zjawił się czerwony człowiek na czerwonym koniu, prowadzący dla zabawy czerwonego psa, i rzekł: «Dziewczyno, czy nie jesteś Langą, małą żebraczką? Czy masz posłanie na podwyższeniu? Czy masz pod głową poduszkę? Czy masz na sobie wełniany koc? Czy masz przy wezgłowiu wodę z cukrem? Czy dają ci do jedzenia mąkę z masłem?». Ona odpowiedziała: «Czy to ty przyszedłeś, wnuczku, Kogucie Calu? Posłania na podwyższeniu nie mam: śpię w małej izbie. Poduszki pod głową nie mam: pod głowę kładę pas. Wełnianego koca na sobie nie mam: mam tylko jedno odzienie na dzień i na noc. Podściółki nie mam: za podściółkę mam łachmanza podściółkę mam spodnie».
Wtedy on wszedł do środka i rozmawiali we dwoje. Ona zapytała: «Czemu jeszcze tu nie wracasz?». On odparł: «Skądże mógłbym wrócić? Spaliłaś ptasią skórę w ogniu i dlatego porwał mnie duch cen». «A jak to się stało, że dziś mogłeś tu przyjść?» – spytała. «Kiedy mnie stąd zabrano, z powodu ładnej twarzy postawili mnie do podawania herbaty. Potem wyniesiono mnie wyżej i zrobiono podkomorzym. Przedwczoraj i wczoraj raz czy dwa zabrakło piwa na noc i pan nic nie mówił, ale zeszłej nocy piwa na noc zabrakło, rozgniewał się, odebrał mi urząd podkomorzego i zrobił koniuchem. Dlatego mogłem przyjść. Teraz będziemy mogli się czasem widywać». Dziewczyna rzekła: «A czy nie mógłbyś raczej wrócić, niż tylko się widywać?». «Nie wiem, czy uda mi się wrócić. Jeśli opowiesz mojej matce, skąd pochodzisz i co cię spotkało, to i podściółka pod tobą, i pościel na tobie, i jedzenie, i ubranie będą lepsze niż teraz». Gdy zbliżał się świt, rzekł: «Czas na mnie» i odszedł.
Dziewczyna pomyślała: „Spełnił się mój dobry sen”, i wielka radość ją ogarnęła.
Nazajutrz koniuchowie i służba powiedzieli pani: «Niesłusznie nas zbeształaś. Ta dziewczyna musi być brzemienna, nic innego. W nocy w jej izbie śpiewają pieśni na przemian i szepczą». Matka poszła do dziewczyny: «Dziewczyno, mówią, że nocą u ciebie są pieśni i szepty. Nie kryj nic przede mną, mów szczerze». «Nikt do mnie nie przychodzi śpiewać» – odpowiedziała. Staruszka nalegała: «Na pewno ktoś jest, powiedz». Dziewczyna rzekła: «Mocą zasług nagromadzonych w dawnych żywotach spotkałam towarzysza życia. Raz pomyliłam się, nie wiedząc, co robić, i stąd to nieszczęście». Staruszka trochę zrozumiała i postawiła jej łoże na podwyższeniu, rozłożyła na nim podściółkę, a na wierzch dała wełniany koc. Pod głowę dała jej poduszkę, przy wezgłowiu postawiła chochlę wody z cukrem, a do jedzenia dała kulki z mąki i masła.
Którejś nocy znów przyszedł, jak powiedział przedtem, a ona rzekła: «Posłanie mam na podwyższeniu. Pod głową mam poduszkę. Na sobie mam wełniany koc. Przy wezgłowiu mam wodę z cukrem. Do jedzenia dają mi mąkę z masłem». On wszedł do środka, zamknął drzwi i rzekł: «Widać, że będziemy mogli się spotykać». Wypił chochlę wody z cukrem i zjadł kulki z mąki i masła. «Widać, że znów będę mógł jeść ludzkie jadło» – rzekł i ucieszył się. «Przez to, że przyszedłem tu ostatnio, dostałem burę, odebrali mi koniuszą służbę i teraz noszę wodę». «A gdybyś uciekł, czy nie zdołałbyś się wyrwać?» – zapytała. «Jeździec na koniu cena jest szybki. Jakże wyrwać mu się z rąk? Ale gdyby ktoś wyszedł mi na ratunek, mógłbym się wyrwać» – odparł. Dziewczyna bardzo się ucieszyła.
Tej nocy dziewczyna miała sen: stanął przed nią ten sam pustelnik co przedtem i rzekł: «Dziewczyno, żal mi cię, więc jutro, gdy słońce przejdzie południe, weź do ręki jeleni róg i usiądź pośrodku tamtego stosu jałowca. Włóż do ust mały turkus i nigdy go nie wypuszczaj, nie wypuszczaj też z ręki rogu, wyobrażaj sobie mnie na czubku głowy i siedź. Wtedy z prawej pojawi się jakaś setka czerwonych jeźdźców, a z lewej jakiś tysiąc czerwonych jeźdźców. Przyjdzie czerwony człowiek, wielki jak góra Meru, ze łbem skorpiona, który zatknie dom na czubku rogów i będzie nim tłukł. Ale choćby tak się działo, wyobrażaj sobie mnie na czubku głowy i siedź. Dziś spełni się twoje życzenie». Tak jej się śniło.
Nazajutrz, gdy słońce przeszło południe, dziewczyna włożyła do ust mały turkus, wzięła do ręki jeleni róg, wyobraziła sobie pustelnika na czubku głowy i usiadła. Pustelnik przemienił się w siwego konia i stanął u źródła. A chłopak, z miedzianym dzbanem na plecach, śpiewając smutną pieśń, przyszedł po wodę. Gdy doszedł do źródła, wspaniały koń rzekł: «Chłopcze, żal mi cię. Twoja towarzyszka czeka na ciebie dniem i nocą. Dosiądź mnie, wspaniałego konia, i nie oglądając się za siebie, wracaj do swojego kraju». Chłopak ucieszył się bez miary, dosiadł konia i w jednej chwili dotarł do swojego kraju. Wtedy wielu jeźdźców wysłanych z krainy cenów zapełniło jego kraj. Czerwony człowiek, wielki jak góra Meru, ze łbem skorpiona, wziął jego dom na czubek rogów i raz podrzucał go w niebo, raz tłukł nim o ziemię. Dziewczyna jednak nie zlękła się i rzekła do tego ze łbem skorpiona: «Ty, złoczyńco ze łbem skorpiona! W przyszłym życiu będziesz kamieniem na dnie piekła!». Wtedy wszystko to znikło.
Ludzie z okolicy nie widzieli nic z tego. Widzieli tylko, jak siedzi z jelenim rogiem w ręku przed stosem jałowca. «Pani, ktoś rozmawia z tą dziewczyną. Przed chwilą dom się zatrząsł, to chyba ona tak zamąciła. Nawet gdybyśmy uciekali, nie ma się gdzie schronić. Ten, kto zabrał twoje ukochane dziecko, to chyba też ona» – mówili.
Gdy dziewczyna zeszła z góry na dół, w tej samej chwili do domu wszedł jej towarzysz życia, Kogut Calu. Oboje, uradowani, że spełniło się ich życzenie, długą chwilę trwali objęci. Potem stara matka objęła syna i na chwilę zemdlała. Domownicy, widząc, że syn wrócił, wybiegli przed bramę i zaczęli wołać, a tłumy ludzi zbiegły się tam i radowały się wielce. Wszyscy zebrani wyprawili na powitanie syna ucztę, jakiej nie da się opisać. Z czasem dziewczynie urodziło się trzech synów i trzy córki. Był w tym kraju pewien wielki król, którego ród wygasł, i oni dwoje objęli całe jego królestwo. A poddani, jak się zdaje, żyli szczęśliwiej niż przedtem. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.
Królewiczowi wyrwało się wtedy: „Ależ ten chłopak miał wytrwałość i szczęście!”. „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – i uleciał.
Królewicz pomyślał: „Lama przykazał, żeby nie odpowiadać Truposzowi ani słowem, a umysł mi się rozproszył i odpowiedziałem. Jeśli wrócę bez Truposza, nic to nie da”. Potem królewicz wrócił na owo cmentarzysko. Szedł, przestępując trupy, które wołały „hu-lu, hu-lu”, i okładając pałką te, które wołały „ha-la, ha-la”.