Złoty TruposzO tekście i metodzie

Rozdział dziewiąty

ལེའུ་དགུ་པ།བུ་མོ་སླ་ང་སླང་ཆུང་དྲང་སྲོང་གིས་བསྐྱབས་ཏེ་སྲིན་པོའི་ཁ་ནས་ཐར་བ་དང༌། བུ་བྱ་ཕོ་ཚ་ལུ་བཙན་གྱི་ཡུལ་ནས་བསུས་ཏེ་ལྷན་དུ་རྒྱལ་སྲིད་བཟུང་བ།

O tym, jak dziewczynę Langę, małą żebraczkę, ocalił pustelnik i wyrwała się z paszczy ogra, i jak sprowadziła z krainy duchów cen Koguta Calu i razem objęli królestwo

002
ཡང་རྒྱལ་བུས་ཤིང་སྡོང་གི་རྩར་ཕྱིན་ནས། བླ་མ་ཀླུ་སྒྲུབ་སྙིང་པོ་ཡིན། ང་རང་རྒྱལ་བུ་བདེ་སྤྱོད་བཟང་པོ་ཡིན། རལ་གྲི་ངར་མ་རྡོ་ཆོད་ཡིན། དྲ་བ་ལྕགས་ཀྱི་མིག་དགུ་ཡིན། ཏོག་མ་སེང་ལྡེང་སྨུག་པོ་ཡིན། ཞགས་པ་འཕྲུལ་གྱི་ཨ་ལོང་ཡིན། མར་ཟན་ཟོས་པས་

Potem królewicz znów poszedł pod drzewo i rzekł:

Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Mój miecz ma ostrze, co przecina kamień,
moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moja pałka jest z ciemnej akacji,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.
003
འཛད་མེད་ཡིན། རོ་ཁོག་འབབ་བསམ་ཤིང་སྡོང་གཅོད་བྱས་པས་རོ་དེ་བབས་བྱུང་སྟེ་ཏོག་མས་བརྡུངས། དྲ་བ་དེའི་ནང་དུ་བརྫངས།ཞགས་པ་དེས་བསྡམས་ནས་རྒྱབ་ཏུ་ཁུར་ཡོང་ངོ་། དེ་ནས་གོམ་པ་བདུན་ཙམ་སླེབས་པའི་སར། རྒྱལ་བུ་རྒྱལ་བུ་ཟེར་གྱི་འདུག ཁ་རོག་ཏུ་ཡོང་བ་དང༌། རྒྱལ་བུ་ལས་ཟད་ཁྱོད་འདྲའི་ཁ་ནས་གཏམ་ཡོང་

Myśląc, że Truposz spadnie, zaczął rąbać drzewo. Truposz spadł, a królewicz zdzielił go pałką, wpakował do sieci, związał lassem i poniósł na plecach. Gdy uszedł jakieś siedem kroków, Truposz zawołał: „Królewiczu, królewiczu!”. Królewicz milczał, więc Truposz rzekł: „Z ust nędznika takiego jak ty, królewiczu, słowa się nie doczekam. Opowiem więc ja, a ty słuchaj!”.

བཟོ་མི་འདུག ངས་སྒྲུང་ཞིག་བཤད་ཀྱི་ཉོན་ཨང་ཟེར། ལུང་པ་ཞིག་ན་རྒན་རྒོན་གཉིས་ཡོད་པ་ལ་བུ་མོ་གསུམ་ཡོད་པར་འདུག ཁོང་ཚོར་ནོར་ལུག་ཁྱུ་གཅིག་ཡོད་པ་དེ་རྒད་པོས་འཚོ་བར་འགྲོ་ཡི་ཡོད་པ་འདུགནམ་ཞིག་གི་ཚེ་རྒད་པོ་ལ་ཁར་སྲིན་པོ་ཞིག་གིས་ཟོས། ལུག་ནག་པོ་གཅིག་ཡོད་པ་དེ་ཡང་བསད་ནས་བཟས། རྒད་པོའི་མགོ་ལྤགས་བཤུས་ནས་སྲིན་པོ་རང་གིས་གྱོན། སྟེང་དུ་ཞྭ་གོས་ལྷམ་གསུམ་གྱོན་ནས་རྒད་པོ་ཡིན་པའི་ཚུལ་བྱས། རྒད་པོ་རང་གི་ཚིལ་ལུ་དེ་ཁུར་ནས་

I zaczął: „W pewnej dolinie żyło, jak się zdaje, dwoje staruszków, którzy mieli trzy córki. Mieli też stado owiecstado bydła i owiec i staruszek chodził je paść. Pewnego razu na przełęczy ogr zjadł staruszka. Zabił też i zjadł czarną owcę, którą mieli. Zdarł ze staruszka skórę z głowy i sam ją na siebie włożył, a na to kapelusz, ubranie i buty, i udawał, że jest staruszkiem. Wziął na plecy sadło samego staruszka i wrócił.

005
ལོག་ཕྱིན། རྒན་མོ་དེ་ལུག་བསུར་ཡོང་བ་དང་སྲིན་པོས་སྨྲས་པ།དེ་རིང་ངས་རང་རེའི་བུ་མོ་ཆེ་ཤོས་དེ་ལ་ཕར་རྒྱབ་ཀྱི་ཕྱུག་པོ་ཆེན་པོ་གཅིག་ལ་སྟེར་བ་ཡིན། གཉེན་ཇ་གཉེན་ཆང་བཏུངས། ངེད་རང་གི་ལུག་ནག་དེ་བསད། ཁྱོད་ཀྱི་ཤ་སྐལ་འདི་ཡིན་ཟེར་ཚིལ་ལུ་སྤྲད།རྒན་མོས་ཚིལ་ལུ་མེ་ལ་བསྲེགས་པས། ཚིལ་ལུ་དེས་རྒན་མོ་ཁྱོ་ཤ་ཟ་མཁན་ཁྱོད་ཟེར་བྱུང་བས། ཨ་ཙི་འདི་འདྲ་གང་ལ་ཟེར་བ་ཡིན་བྱས་པར། ཁོས་ཚིག་ཟེར་བ་ཡིན་པས་ཟོས་ཟེར། རྒན་མོས་ཚིལ་ལུ་

Gdy staruszka wyszła na spotkanie owiec, ogr rzekł: «Dziś oddałem naszą najstarszą córkę pewnemu wielkiemu bogaczowi zza tamtej góry. Piliśmy weselną herbatę i weselne piwo. Zabiłem naszą czarną owcę, a to twój udział w mięsie» – i dał jej sadło. Staruszka upiekła sadło w ogniu, a sadło zawołało: «Staruszko, ty, co jesz mięso własnego męża!». «Ojej, co to ma znaczyć?» – spytała, a on odparł: «To skwierczy, jedz». Staruszka zjadła sadło.

006
ཟོས། དེའི་སང་ཉིན་རྒད་པོས་བུ་མོ་རྒན་པ་དེ་ཁྲིད་དེ་བསད་ནས་ཟོས། ལུག་དཀར་པོ་ཆེ་བ་གཅིག་ཀྱང་བསད་ནས་བཟས། བུ་མོའི་མགོ་དེ་ཨ་ཕའི་མགོའི་ཟླ་ལ་སྟོང་ཁོག་ཡོད་པ་དེར་བཞག བུ་མོའི་ཚིལ་ལུ་དེ་ཨ་མ་ལ་བྱིན་ནོ། དེར་ཨ་མས་མེ་ལ་བསྲེགས་པས། ཚིལ་ལུས་རྒན་མོ་རང་གི་བུ་མོའི་ཤ་ཟ་མཁན་ཁྱོད་ཟེར་བྱུང་བས། འདི་འདྲ་གང་ཟེར་བ་ཡིན་བྱས་པར། ཁོས་ཚིག་ཟེར་བའི་བརྡའ་ཡིན་ཟོས་ཟེར།དེ་རིང་ལུག་དཀར་པོ་དྲག་པ་གཅིག་ཀྱང་བསད་གཉེན་ཤ་གཉེན་ཆང་

Nazajutrz staruszek zabrał najstarszą córkę, zabił ją i zjadł. Zabił też i zjadł jedną dużą białą owcę. Głowę dziewczyny położył obok głowy ojca w wydrążonym pniu. Sadło dziewczyny dał matce. Gdy matka upiekła je w ogniu, sadło zawołało: «Staruszko, ty, co jesz mięso własnej córki!». «Co to ma znaczyć?» – spytała, a on odparł: «To znak, że skwierczy. Jedz. Dziś zabiłem jeszcze jedną dorodną białą owcę, było weselne mięso i weselne piwo, i umówiłem się, że dam im także średnią córkę».

བྱས། བུ་མོ་བར་མ་ཡང་སྟེར་རྒྱུ་བྱས་པ་ཡིན་ཟེར། དེའི་སང་ཉིན་བུ་མོ་བར་མ་ཁྲིད་ནས་ཕྱིན་ནོ། བུ་མོ་བར་མ་དེ་ཡང་བསད། ཡང་ལུག་ཚེ་བ་གཅིག་བསད་ནས་ཟོས། བུ་མོའི་མགོ་དེ་ཨ་ལྕེའི་མགོའི་ཟླ་ལ་བཞག ལུག་རྣམས་དེད་ཚིལ་ལུ་ཁུར་ནས་ལོག་ཡོང་། མ་རྒན་མོ་ལུག་བསུར་ཡོང་བ་དང་ཚིལ་ལུ་དེ་བྱིན་ནོ། དེ་རིང་བུ་མོ་ཆུང་བ་སྟེར་རྒྱུ་བྱས་པ་ཡིན། གཉེན་ཆང་བཏུངས་གཉེན་ཤ་ཟོས། འདི་རྒན་མོའི་ཤ་སྐལ་ཡིན་ཟེར། རྒན་མོ་ན་རེ། བུ་མོ་ཆུང་བ་འདི་རང་རེ་རྒན་རྒོན་གཉིས་ཀྱི་གཡོག་ལ་ལོ་ཤས་དགོས་པ་འདུག་བྱས་པས། རྒད་པོ་ན་རེ། རང་རེ་རྒན་རྒོན་ཁམས་བཟང་རིང་ལ་བུ་མོ་རང་སོ་ཟིན་པ་

Nazajutrz zabrał średnią córkę i poszedł. Średnią córkę także zabił. Zabił też i zjadł dużą owcę. Głowę dziewczyny położył obok głowy starszej siostry. Popędził owce i wrócił, niosąc sadło. Gdy stara matka wyszła na spotkanie owiec, dał jej sadło: «Dziś umówiłem się, że dam im najmłodszą córkę. Piliśmy weselne piwo i jedliśmy weselne mięso. To udział staruszki w mięsie». Staruszka rzekła: «Tej najmłodszej córki potrzeba nam dwojgu starym jeszcze przez kilka lat do posługi». Staruszek odparł: «Póki my starzy jesteśmy zdrowi, dobrze, żeby córka się ustatkowała».

008
དགའ་བ་ཡིན་ཟེར་རོ། དེའི་སང་ཉིན་ཨ་མ་རྒན་མོས་མར་ཟན་ཆེན་པོ་ཞིག་བརྫིས། བུ་མོ་འདི་ཆུང་ཤོས་ཡིན་པས་སྙིང་རྗེ། རྒད་པོས་འདི་འདྲ་བྱེད་པ་ཐབས་སྡུག་ལ་ཟེར་ནས་འབྲལ་མི་ཕོད་པ་ཙམ་བྱུང་རུང་། རྒད་པོ་དབང་ཆེ་བས་བུ་མོ་ཁྲིད་ནས་སོང་ངོ་། ཡང་ཁ་སང་གི་སྟོང་ཁོག་དེར་སླེབས་པ་དང་། ཁྱོད་རང་འདིར་སྡོད་ཅིག ཨ་ཕས་

Nazajutrz stara matka zagniotła wielką porcję tsampy z masłem. «To najmłodsza córka, żal mi jej. Okropne to, co staruszek wyprawia» – mówiła i ledwie mogła się z nią rozstać. Ale staruszek był silniejszy, zabrał córkę i poszedł. Gdy doszli do owego wydrążonego pnia, rzekł: «Zostań tu. Ojciec pójdzie zobaczyć, czy tamci już przyszli», i odszedł.

ཁོང་སླེབས་ཨེ་བྱུང་བལྟའོ་ཟེར་སོང་ངོ་། དུམ་པ་ཞིག་ནས་ཁྱི་གུ་ཁྲ་ཆུང་ཞིག་བུ་མོའི་རྩར་སླེབས། ཁྱི་གུ་དེས་བུ་མོས་ང་ལ་ཟན་ཁམ་གཅིག་སྟེར་ན་གཏམ་ཞིག་བཤད་ཀྱི། ཁམ་གཉིས་སྟེར་ན་གཏམ་གཉིས་བཤད་ཀྱི། ཐམས་ཅད་སྟེར་ན་ཐམས་ཅད་བཤད་ཀྱི་ཟེར་བས། བུ་མོ་དེ་ཨ་མ་དང་བྲལ་བའི་སེམས་ཁྲལ་གྱིས་སྐྱོ་སྣང་སྐྱེས་ནས་ཟ་མ་ འདོད་པར་ཐམས་ཅད་བྱིན་པས། དེར་ཁྱི་གུས་ཁྱོད་ཀྱི་ད་ལྟའི་ཨ་ཕ་ནི་རང་གི་ཕ་དེ་མིན་པ་སྲིན་པོ་ཡིན། ཁྱོད་ཀྱི་ཨ་ཕའི་མགོ་དང་ཨ་ལྕེ་གཉིས་ཀྱི་མགོ་རྣམས་ཁུག་ཡ་ན་ཡོད་དོ་བསྟན་གྱིས་ཟེར་ནས་ཁྱི་གུས་ཁྲིད་དེ་བསྟན་ནོ། དེར་མགོ་རྣམས་མཐོང་ནས་བུ་མོ་སྐྲག་སྟེ། ཁྱོད་ཀྱིས་ངའི་སྲོག་སྐྱོབ་པའི་ཐབས་ཨེ་ཡོད་བྱས་པས། ཁྱི་གུ་ན་རེ། ཁྱེད་སྙིང་རྗེ་བ་འདུག་པས་ངས་ཁྱོད་ལ་ཐབས་ཤིག་སྟོན་ནོ་ཟེར། ཁྱོད་ཀྱིས་སླ་ང་ཞིག་ལག་ཏུ་ཁྱེར་ནས་ལ་ཡ་གིའི་ལྡེབས་ལ་བྲོས་ཤིག བུ་མོ། ཨ་ཕ་འདི་ན་ཡོད་ཟེར་ཀྱང་བྲོས་ཤིག ལ་ཁ་ན་ཡར་ཟིན་ལ་ཁད་བྱུང་བ་དང་། ཕྱི་མིག་མ་བལྟས་པར་སླ་ང་འདི་སྒྲིལ་ལ་སླ་ངའི་རྗེས་སུ་ངའི་སླ་ང་ངའི་སླ་ང་ཟེར་སླ་ངའི་རྗེས་སུ་དྲིལ་ཤིག སླ་ང་ག་འགྲོར་དྲིལ་

Po chwili przyszedł do dziewczyny mały pstry piesek. Piesek rzekł: «Jeśli dziewczyna da mi jeden kęs tsampy, powiem jedną rzecz. Jeśli da dwa kęsy, powiem dwie. Jeśli da wszystko, powiem wszystko». Dziewczyna, zasmucona rozstaniem z matką, nie miała ochoty jeść i dała mu wszystko. Wtedy piesek rzekł: «Twój obecny ojciec to nie jest twój ojciec, tylko ogr. Głowa twojego ojca i głowy twoich sióstrgłowy twoich dwóch sióstr są w tamtym kącie. Pokażę ci» – i zaprowadził ją, i pokazał. Dziewczyna zobaczyła głowy, przelękła się i zapytała: «Czy jest jakiś sposób, żebyś ocalił mi życie?». Piesek odparł: «Żal mi cię, więc pokażę ci sposób. Weź do ręki garnuszek i uciekaj na zbocze tamtej przełęczy. Choćby wołał: „Córko, ojciec tu jest”, uciekaj. Gdy będzie już blisko, żeby cię złapać na przełęczy, nie oglądaj się za siebie, tylko potocz ten garnuszek, a sama tocz się za nim, wołając: „Mój garnuszek, mój garnuszek!”. Dokąd potoczy się garnuszek, tam dziewczyna ocali życie». I znikł.

010
ཕྱིན་པ་དང་བུ་མོའི་ཚེ་ཐར་བར་འགྱུར་ཟེར་མི་སྣང་བར་སོང་ངོ་། བུ་མོས་དེ་བཞིན་སླ་ང་ཁུར་ནས་བྲོས་པ་དང་སྲིན་པོ་དེ་བུ་མོའི་རྗེས་སུ་རྒྱུཊ་ཡོང་ནས། བུ་མོ། ཨ་ཕ་འདི་ན་ཡོད་གར་འགྲོ་ཟེར་རྒྱུགས་བྱུང་བ་དང་། ཕྱི་མིག་མ་བལྟས་པར་བྲོས། ལ་ཁ་དེ་ན་ཁོས་ཟིན་ལ་ཁད་བྱུང་བ་དང་། སླ་ང་དེ་སྒྲིལ་ནས་དེའི་རྗེས་ལ་ངའི་སླ་ང་ངའི་སླ་ང་ཟེར་དྲིལ་ཕྱིན་པས་སླ་ང་དེ་ལྕི་བའི་ཕད་སྒྱེ་ཞིག་གི་འོག་ལ་འཛུལ་སོང་ངོ་། མོས་ཀྱང་དེའི་འོག་ལ་འཛུལ་ཕྱིན་པས་ཤིང་གི་སྒོ་ཞིག་འདུག་པ་དེ་ཕྱེ་ནས་ཕྱིན། ལྕགས་ཀྱི་སྒོ་ཞིག་དང་ཐུག དེ་ཕྱེ་བའི་ནང་ན་རིན་པོ་ཆེ་གསེར་གྱི་སྒོ་ཞིག་འདུག་སྟེ། དེ་ཕྱེ་བའི་ནང་ན་སྐས་འཛེགས་

Dziewczyna wzięła garnuszek i uciekła, tak jak jej powiedział, a ogr przybiegł za nią, wołając: «Córko, ojciec tu jest, dokąd idziesz?». Uciekała, nie oglądając się za siebie. Gdy na przełęczy już prawie ją dopadł, potoczyła garnuszek i potoczyła się za nim, wołając: «Mój garnuszek, mój garnuszek!». Garnuszek wtoczył się pod wór z suszonym nawozem, a ona wsunęła się pod niego za nim. Były tam drewniane drzwi, otworzyła je i poszła dalej. Natrafiła na żelazne drzwi. Gdy je otworzyła, w środku były drzwi z drogocennego złota. Gdy otworzyła i te, w środku była drabina.

ཤིག་ཡོད་ཅིང་། དེར་འཛེགས་ཕྱིན་པས་བྱ་ཕོ་ཞིག་གདང་ཁ་ན་བསྡད་འདུག་པས། དེས་ཨོ་ཨོ་བུ་མོ་བྱོན་ལགས་སམ་ཟེར། མོས་ལ་ཡོད་བྱས་པ་དང་། བུ་མོ་འོ་རྒྱལ་ཡོད་པས་ནང་ནས་ཤ་མར་ལོང་ལས་ཟོ་ཟེར། མོས་རྒྱཊ་ཆད་ཟོས། དེར་ཞག་གཅིག་སོང་བ་དང་། བྱ་ཕོ་དེས་བུ་མོར་སྨྲས་པ། བུ་མོ། མཛོད་ཀྱི་ཕུག་ཡ་གི་ན་གོས་ལྷམ་རྣམས་ཡོད། དེ་གྱོན་ནས་ལུང་པའི་མདའ་ན་ལྟད་མོ་ཆེན་པོ་ཞིག་ཡོད་པས་ལྟ་བར་རྒྱུགས་ཟེར་རོ། བུ་མོ་དེས་མཛོད་ནང་ཕྱིན། མོ་རང་ལ་རན་པའི་གོས་ལྷམ་རྣམས་གྱོན། རྒྱན་ཆ་ལུགས་རྣམས་བཏགས་ནས་

Wspięła się po niej, a tam na belce siedział kogut. Rzekł: «O, o, przyszłaś, dziewczyno?». «Tak, przyszłam» – odpowiedziała. «Dziewczyno, jesteś zmęczona, jedz mięso i masło ze środka». Najadła się do syta. Minął jeden dzień i kogut rzekł do dziewczyny: «Dziewczyno, w tamtym kącie spiżarni są szaty i buty. Włóż je i biegnij popatrzeć, bo u wylotu doliny jest wielkie widowisko». Dziewczyna poszła do spiżarni, włożyła szaty i buty w sam raz na siebie, przypięła ozdoby i poszła na widowisko.

012
ལྟད་མོ་ལ་ཕྱིན་ནོ། བུ་མོ་སོང་བའི་རྗེས་ལ་ཁོས་རྭ་བ་མུན་ནག་ཞིག་ནས་རྟ་བཟང་པོ་ཞིག་བཏོན། བྱ་ཤུབས་དེ་བསྒྲིལ་ནས་གདུང་མའི་སྲུབ་ཏུ་བཅུག རྒྱན་ཆ་ལུགས་རྣམས་ལེགས་པར་སྤྲས། རྟ་ཕོ་དེ་ལ་བཞོན་ནས་ཁོ་ཡང་ལུང་པའི་མདར་ལྟད་མོ་ལ་ཕྱིན་ནོ། དེར་ཁོས་གཡས་སྐོར་ཞིག་བརྒྱབ་པས་བུ་མོ་དེ་ལས་སྙིང་རྗེ་བ་མ་མཐོང་། གཡོན་སྐོར་ཞིག་བརྒྱབ་ཀྱང་བུ་མོ་དེ་ལས་ལེགས་པ་མ་མཐོང་། མོས་ཀྱང་གཡས་སྐོར་ཞིག་བྱས་པས་ཁོ་ལས་ལེགས་པ་མ་མཐོང་། གཡོན་སྐོར་ཞིག་བརྒྱབ་ཀྱང་ཁོ་ལས་མཚར་བ་མ་མཐོང་། ལྟད་མོ་གྱེས་གྲབས་ཡོད་དུས་ཁོས་བུ་རམ་གལ་ཏ་གང་དང་ཐལ་བ་གལ་ཏ་གང་ཡོད་པ་སྟོར་བས་ལ་ལས་བུ་རམ་སྒྲུག ལ་ལ་ཐལ་བས་མིག་འགགས་པའི་སྐབས་དང་བསྟུན་ནས་ཁོས་རྟ་ལ་ལྕག་གིས་སྐུལ་བས་དེ་མ་ཐག་ལུང་པའི་ཕུ་རུ་སླེབས།དེར་རྟ་སྒ་བཤུས་ནས་རྭ་བ་མུན་ནག་དེར་བཏགས། སྒ་དང་རྒྱན་ཆ་

Gdy dziewczyna odeszła, on wyprowadził z ciemnej zagrody pięknego konia. Zwinął ptasią skórę i wsunął ją w szparę w belce. Przystroił się pięknie w ozdoby, dosiadł ogiera i także pojechał na widowisko u wylotu doliny. Objechał je w prawo i nie zobaczył nikogo milszego niż ta dziewczyna. Objechał w lewo i nie zobaczył nikogo piękniejszego niż ona. Ona także obeszła je w prawo i nie zobaczyła nikogo piękniejszego niż on. Obeszła w lewo i nie zobaczyła nikogo urodziwszego niż on. Gdy widowisko miało się już rozejść, on rozsypał pełną czarkę cukru trzcinowego i pełną czarkę popiołupełną sakwę cukru trzcinowego i pełną sakwę popiołu. Jedni zbierali cukier, innym popiół zasypał oczy, a on w tej samej chwili popędził konia batem i zaraz dotarł do górnego krańca doliny. Rozsiodłał konia i przywiązał go w ciemnej zagrodzie, a siodło i ozdoby schował.

ལུགས་རྣམས་སྦས། སྔར་བཞིན་གདང་ཁར་བསྡད་ཡོད་ཙ་ན། བུ་མོ་དེ་སླེབས་བྱུང་སྟེ། ཨོ་ཨོ་བུ་མོ་ཕྱག་ཕེབས་སམ་བྱས་པ་དང་། བུ་མོས་ལ་ཡོད། ཚ་བོ་ཉི་མ་རིང་པོ་མ་བྱུང་ངམ་བྱས་པ་དང་། ཁོས་ཕོ་ཁྱུའི་ནང་ནས་རྡོག་ཏུ་ཐོན་པ་དེ་སུ་རེད། མོ་ཁྱུའི་ནང་ནས་རྡོག་ཏུ་ཐོན་པ་དེ་སུ་རེད་ཅེས་དྲིས་པས། མོ་ན་རེ། སྐྱེས་པ་ཕོ་ཡི་ནང་ནས་རྔོག་ཏུ་ཐོན་པ་དེ་ལུང་པའི་ཕུ་ན་བྱ་ཕོ་ཚ་ལུ་ཟེར་བ་ཞིག་འདུག མོ་ཁྱུའི་ནང་ནས་རྔོག་ཏུ་ཐོན་པ་མང་པོ་འདུག་བྱས་པ་དང་། བྱ་ཕོས་བུ་མོ་ཁྱོད་ལྟོགས་ཡོད་ཀྱི་ཤ་

Gdy siedział jak przedtem na belce, przyszła dziewczyna. «O, o, wróciłaś, dziewczyno?» – rzekł. «Tak. Wnuczku, czy dzień ci się nie dłużył?» – odpowiedziała. On zapytał: «Kto wyróżniał się spośród mężczyzn? Kto wyróżniał się spośród kobiet?». Ona rzekła: «Spośród mężczyzn wyróżniał się jeden, którego nazywają Kogutem Calu z górnego krańca doliny. Spośród kobiet wyróżniało się wiele». Kogut rzekł: «Dziewczyno, jesteś głodna, jedz mięso i masło». Ona podała jedzenie także kogutowi.

014
མར་ཟོ་ཟེར་རོ། མོ་རང་གིས་ཟས་བྱ་ཕོ་ལ་ཡང་དྲངས་སོ། ཡང་ཞག་འགའ་ཞིག་སོང་བ་དང་། བྱ་ཕོས། བུ་མོ། དེ་རིང་ཡང་ཁ་སང་གི་ཤུལ་ན་ལྟད་མོ་ཡོད་པས་ཕྱིན་པ་དྲག་གོ་ཟེར། དེར་བུ་མོས་རྒྱན་ཆ་ལུགས་རྣམས་སྤྲས་ནས་ལྟད་མོར་ཕྱིན། ཁོས་ཀྱང་སྔར་ལྟར་རྒྱན་ཆ་ལུགས་རྣམས་སྤྲས་ནས་ཕྱིན་པ་ཡིན་འདུག ཁོས་ཁྲོམ་དམངས་ཀྱི་དཀྱིལ་ནས་མོ་ལས་སྙིང་རྗེ་བ་དང་ཡིད་དུ་འོང་བ་མ་མཐོང་། མོས་ཀྱང་ཁོ་ལས་མཚར་བ་མ་མཐོང་། ཁྲོམ་དམངས་རྣམས་ན་རེ། བྱ་ཕོ་ཚ་ལུ་འདི་མཚར་དྲག་པས་བཙན་གྱིས་ཁྱེར་བ་ཡིན་ཏེ། བུ་མོ་འདི་ཡང་མཚར་བ་ཞིག་འདུག་ཟེར་རོ། ཁོས་ཡང་བུ་རམ་དང་ཐལ་བ་རྣམས་གནམ་ལ་སྟོར་བས་ལ་ལ་ནི་བུ་རམ་སྒྲུག་པར་མིག་ཡེངས། ལ་ལ་ནི་ཐལ་བས་མིག་ཁེངས་ནས་འདུག་པའི་བར་ལ་ཁོ་ལུང་པའི་ཕུར་སླེབས། ཡང་རྟ་དང་གོས་རྣམས་

Minęło kilka dni i kogut rzekł: «Dziewczyno, dziś znowu jest widowisko w tym samym miejscu co wtedy, lepiej idź». Dziewczyna przystroiła się w ozdoby i poszła na widowisko. On także przystroił się jak przedtem i, jak się zdaje, pojechał. W tłumie nie zobaczył nikogo milszego i bardziej uroczego niż ona, a ona nie zobaczyła nikogo piękniejszego niż on. Ludzie w tłumie mówili: «Tego Koguta Calu porwał duch cen, bo był zbyt piękny. Ta dziewczyna też, widać, jest piękna». On znów rzucił w niebo cukrem i popiołem. Jedni zajęli się zbieraniem cukru, innym popiół zasypał oczy, a on tymczasem dotarł do górnego krańca doliny. Znów schował konia i szaty.

སྦས། བྱ་ཤུབས་གྱོན་ནས་གདང་གི་སྟེང་དུ་བསྡད་དོ། བུ་མོ་དེར་སླེབས་པ་དང་ཁོས། བུ་མོ་ཕྱག་ཕེབས་སམ། ལྟད་མོ་ཆེན་པོ་བྱུང་ངམ། ཕོ་ཁྱུའི་ནང་ནས་རྔོག་ཏུ་ཐོན་པ་དེ་སུ་རེད། མོ་ཁྱུའི་ནང་ནས་རྔོག་ཏུ་ཐོན་པ་དེ་སུ་རེད་ཅེས་དྲིས་པས་བུ་མོས། སྐྱེས་པ་ཕོ་ཡི་ནང་ནས་རྔོག་ཏུ་ཐོན་པ་དེ་ལུང་པའི་ཕུ་ན་ཡོད་པའི་བྱ་ཕོ་ཚ་ལུ་ཟེར་བ་ཞིག་འདུག བུད་མེད་ཀྱི་ནང་ནས་རྔོག་ཏུ་ཐོན་པ་མང་བོ་འདུག་བྱས་པ་དང་། ཡང་ལག་མཛོད་ནས་ཟ་ཆས ཏེ་

Włożył ptasią skórę i usiadł na belce. Gdy dziewczyna przyszła, zapytał: «Wróciłaś, dziewczyno? Czy było wielkie widowisko? Kto wyróżniał się spośród mężczyzn? Kto wyróżniał się spośród kobiet?». Dziewczyna odpowiedziała: «Spośród mężczyzn wyróżniał się jeden, którego nazywają Kogutem Calu, z górnego krańca doliny. Spośród kobiet wyróżniało się wiele». I znów wzięła ze spiżarni jedzenie, podała kogutowi i sama też zjadła.

016
བྱ་ཕོ་ལ་ཡང་དྲངས། བུ་མོ་རང་གིས་ཀྱང་བཟས། ཡང་སྐབས་ཤིག་ཙ་ན། བྱ་ཕོ་ན་རེ། དེ་རིང་ཡང་ལུང་པའི་མདའན་ལྟད་མོ་ཡོད་པས་ཁྱོད་ཕྱིན་ན་དྲག་ཟེར་རོ། བུ་མོས་ཆ་ལུགས་རྣམས་སྤྲས་ནས་འགྲོ་གྲབས་བྱེད་སྐབས་བསམ་བློ་ཞིག་འཁོར་བར། ལུང་པའི་ཕུའི་བྱ་ཕོ་ཚ་ལུ་ཟེར་བ་དེ་འདི་ཨེ་ཡིན་བསམས་ནས་བུ་མོས་ཁུག་ཀྱོག་ཅིག་ཏུ་ཡིབས་བསྡད་དོ། དེར་ཁོས་རྒྱན་ཆ་ལུགས་རྣམས་སྤྲས་ནས་བྱ་ཤུབས་དེ་གདུང་མའི་སྲུབ་ཏུ་བཅུག་ནས་ཕྱིན་ནོ། ཁྲོམ་དེར་གཡས་སྐོར་ཞིག་བརྒྱབ་པས་བུ་མོ་དེ་མ་མཐོང་། གཡོན་སྐོར་ཞིག་བྱས་ཀྱང་བུ་མོ་དེ་མ་མཐོང་། བུ་མོས་བུ་ཁོ་སོང་རིང་དུ་བྱ་ཤུབས་དེ་བཏོན་ནས་མེ་ཀོང་ཞིག་བཏང་སྟེ་བསྲེགས། བུ་ད་སྔར་བཞིན་བུ་རམ་དང་ཐལ་བ་བསྟོར་ནས་རྒྱུགས་ཡོང་སྟེ་ནང་དུ་སླེབས་པ་དང་།

Po jakimś czasie kogut rzekł: «Dziś znów jest widowisko u wylotu doliny, dobrze by było, żebyś poszła». Dziewczyna przystroiła się i szykowała do drogi, gdy przyszła jej do głowy myśl: „Czy to nie on jest tym, którego nazywają Kogutem Calu z górnego krańca doliny?”. I schowała się w ciasnym kącie. Wtedy on przystroił się w ozdoby, wsunął ptasią skórę w szparę w belce i pojechał. W tłumie objechał wszystko w prawo i dziewczyny nie zobaczył. Objechał w lewo i dziewczyny nie zobaczył. Tymczasem dziewczyna, gdy go nie było, wyjęła ptasią skórę, rozpaliła ogień w palenisku i ją spaliła. On jak przedtem rozsypał cukier i popiół, przybiegł z powrotem i wszedł do środka, a ptasiej skóry już nie było, bo dziewczyna ją spaliła.

བུ་མོས་བྱ་ཤུབས་བསྲེགས་ནས་མི་འདུག་གོ། དེར་ཁོས། བུ་མོ་འུ་ཅག་གཉིས་ལ་འགྲོགས་བསྐལ་དེ་ལས་མེད་པ་ཡིན་པར་འདུག ངའི་བྱ་ཤུབས་དེ་ལོ་བཅུ་ཙམ་མ་བསྲེཊ་ན་ངེད་རང་གཉིས་མཉམ་དུ་སྡོད་རྒྱུ་ཡོངབ་ཡོད་བྱས་པ་དང་། བུ་མོས་ངུས་ཏེ་ཐབས་ཤེས་གང་ཡོད་བྱས་པར་ད་ཐབས་དང་རྟེན་འབྲེལ་མེད་དོ་ཟེར་རོ། བུ་མོས་བུ་ལ་འཆང་ནས་ད་དུང་ཐབས་དང་རྟེན་འབྲེལ་མེད་དམ་ཟེར་ནས་ངུས་པས། ཁོ་ན་རེ།ཁྱོད་རང་འང་ལ་མ་གིའི་མདའ་ན་སྤང་བད་ཡོད་པའི་དུད་ཚང་ཁ་ཤར་ལ་བལྟས་པ་ཞིག་ཡོད། དེར་ངའི་ཡི་དམ་རྟ་མགྲིན་ཁུར་ནས་རྒྱུགས།ཁྱོད་ལ་ངའི་ལུས་པོ་འདི་ཡོད་པའི་ཡོན་ཏན་གྱིས་གཉེན་ལ་ངའི་ཁྱིས་བསུ་བར་བྱེད་པ། དགྲ་ལ་རྨུག་པར་བྱེད་པ་ཞིག་ཡོད་དེ། དེ་ནས་རྭ་བ་གཅིག་གི་ནང་ན་ངའི་ཨ་མ་རྒན་མོ་དེ་ཡོད། དེ་ལངས་ནས་ཁྱོད་བསུ་བར་ཡོང་། རང་གི་སྐྱེ་རྒྱུས་རྣམས་བཤད་ནས་ཁྱོད་རང་དེར་སྡོད་

Wtedy on rzekł: «Dziewczyno, widać nasz wspólny los na tym się kończy. Gdyby moja ptasia skóra przetrwała niespalona jakieś dziesięć lat, moglibyśmy żyć razem». Dziewczyna zapłakała: «Czy jest jakiś sposób?». «Teraz nie ma już ani sposobu, ani pomyślnego zrządzenia» – odparł. Dziewczyna uczepiła się go i płakała: «Czy wciąż nie ma ani sposobu, ani pomyślnego zrządzenia?». On rzekł: «U stóp tamtej przełęczy jest dom z łąką, zwrócony ku wschodowi. Weź Hajagriwę, moje opiekuńcze bóstwo, i biegnij tam. Moje psy, dzięki temu, że masz przy sobie moje ciało, przyjaciół witają, a wrogów gryzą. Potem w pewnej zagrodzie jest moja stara matka. Ona wstanie i wyjdzie ci na spotkanie. Opowiedz jej swoje dzieje i zostań tam. Tobie i mnie trudno już będzie się spotkać».

018
ཅིག ང་དང་ཁྱོད་གཉིས་ད་འཕྲད་པར་དཀའ་བྱས་པ་དང་། བུ་མོ་ལུང་པའི་མདར་ཕྱིན་ནས་ཁོས་ཇི་ལྟར་ཟེར་བ་བཞིན་ཁང་པ་དེར་ཕྱིན་པ་དང་། ཁོང་རང་གི་ཨ་མ་རྒན་མོ་དེས་མཐོང་ནས། ལམ་ཡ་ནས་མི་ཡན་ཞིག་སླེབས་བྱུང་ཟེར། བུ་མོས་ཁྱི་གཉིས་བོས་ནས་ང་དགྲ་ཡིན་ན་རྨུག་པར་ཤོག གཉེན་ཡིན་ན་བསུ་བར་ཤོག་ཟེར་སྐད་བརྒྱབ་པ་དང་།ཁྱི་གཉིས་རྒྱུགས་ནས་མོ་ལ་མཇུག་མ་ཧྲིལ་ཧྲིལ་བྱེད་པ་ལས་མ་རྨུག་པ་ཨ་

Dziewczyna zeszła do wylotu doliny i tak, jak powiedział, poszła do owego domu. Jego stara matka zobaczyła ją i rzekła: «Z drogi przyszedł jakiś włóczęga». Dziewczyna zawołała na dwa psy: «Jeśli jestem wrogiem, chodźcie gryźć! Jeśli przyjacielem, chodźcie witać!». Psy przybiegły i tylko merdały do niej ogonami, a nie gryzły. Matka, gdy to zobaczyła, zaraz wstała i wyszła jej na spotkanie.

མས་མཐོང་འཕྲལ་ཡར་ལངས་ནས་བསུ་བར་ཡོང་། ཨ་མ་རྒན་མོས་བུ་མོ་བྱོན་ནམ་བྱས་པ་དང་། བུ་མོས་ཨ་མ་ལགས་བཞུགས་སམ་བྱས།དེར་ཨ་མས་ཁྱེད་གང་ནས་བྱོན་པ་ཡིན་བྱས་པར། བུ་མོ་ན་རེ།བདག་ནི་ཡུལ་བུད་ནས་ལྟོ་སློང་བར་འགྲོ་མཁན་ཞིག་ཡིན་བྱས་པས་རྒན་མོས་བུ་མོ་ནང་དུ་ཁྲིད་ནས་ཟས་ཤིག་དྲངས་པ་དང་། བུ་མོའི་ཁ་ནས་ཧ་ཡུ་ཟེར་བའི་དབུགས་རིང་ཞིག་ཤོར་བས། ཨ་མ་རྒན་མོ་ན་རེ།བུ་མོ་ཁྱེད་ལ་སེམས་ནད་ཆེན་པོ་ཞིག་འདུག ང་ལ་སྙིང་ནས་བརྩེ་བའི་བུ་ཞིག་ཡོད་པ་དེ་གར་སོང་འདིར་སོང་རྩད་མ་ཆོད་པར་ལོ་ལྔ་ཙམ་སོང་།སེམས་ནད་འདི་ལས་ཆེ་བ་གང་དུ་ཡོད། བུ་མོ་ཁྱོད་ལ་ཅི་བྱུང་དྲིས་པ་དང་། བུ་མོ་དེ་མཆི་མ་རང་དབང་མེད་པར་ཤོར་ཏེ། བདག་གི་བསོད་དེ་དམན་པས་ཕ་མ་ཨ་ལྕེ་རྣམས་སྲིན་པོས་བཟས། ང་རང་ཐར་ཙམ་བྱུང་བྱས་པ་དང་། རྒན་མོས་ཁྱོད་བདེན་ཟེར་མོ་རང་ཡང་མཆི་མ་བཏང་། ངའི་གཅེས་ཕྲུག་གི་རོ་མིག་གིས་མ་མཐོང་བར་ལོ་ལྔ་སོང་།བུ་མོ་ཁྱོད་ཀྱང་ཨ་ང་བ་ཞིག་འདུག་པས་རྒན་མོ་ངའི་སར་སྡོད་ཅིག་ཟེར་ནས་ཐགས་དང་བལ་ལས་བྱེད་བཅུག བུ་མོ་དེ་ཁང་ཆུང་ཞིག་ཏུ་བསྡད།

«Przyszłaś, dziewczyno?» – spytała stara matka. «Czy zdrowa jesteś, matko?» – odpowiedziała dziewczyna. Wtedy matka zapytała: «Skąd przychodzisz?». Dziewczyna rzekła: «Jestem jedną z tych, co porzuciły swój kraj i chodzą żebrać o jedzenie». Staruszka wprowadziła dziewczynę do środka i podała jej jedzenie, a dziewczynie wyrwało się długie westchnienie: «Ha-ju!». Stara matka rzekła: «Dziewczyno, masz chyba wielkie zmartwienie w sercu. Miałam syna, którego kochałam z całego serca. Dokąd poszedł, gdzie się podział, nie mogliśmy dociec, a minęło już jakieś pięć lat. Czyż jest większe zmartwienie niż to? A tobie, dziewczyno, co się stało?». Dziewczynie mimo woli popłynęły łzy: «Moje szczęście było marne. Ojca, matkę i siostry zjadł ogr, a ja ledwie uszłam z życiem». Staruszka rzekła: «Mówisz prawdę» i sama też się rozpłakała. «Pięć lat minęło, a moje oczy nie zobaczyły nawet ciała mojego ukochanego dziecka. Ty też, dziewczyno, jesteś nieszczęśliwa. Zostań u mnie, starej». I dała jej do roboty tkanie i przędzenie wełny. Dziewczyna zamieszkała w małej izbie.

020
དེར་དུས་གང་ཙམ་སོང་རྗེས་ཉིན་གཅིག་གི་མཚན་མོའི་རྨི་ལམ་ལ། བུ་མོའི་སྔས་འགོར་དྲང་སྲོང་ཞིག་ཡོང་སྟེ་ཁྱོད་ནི་ཕ་མ་སྤུན་མཆེད་མེད་པའི་བུ་མོ་ཨ་ང་བ་ཞིག་འདུག་པས་ཁྱོད་ཀྱི་བསམ་དོན་སྒྲུབ་དགོས་པ་གང་ཡོད་ང་ལ་ཤོད་ཅིག་བྱས་པ་དང་། བུ་མོས་བདག་ལ་བློ་གཏད་བཅོལ་སའི་ཕ་མ་སྤུན་ཉེ་གང་ཡང་མེད། གཏན་གྲོགས་བྱ་ཕོ་ཚ་ལུ་ཟེར་བ་ཞིག་ཡོད་པས་དེ་དང་མྱུར་དུ་འགྲོགས་རྒྱུ་ཡོང་བའི་སྐྱབས་རོགས་ཞུ་ཞུས་པས། གྲོགས་དང་འཕྲད་པ་ང་ཡིས་བྱེད་གསུངས་ནས་ཡལ་བ་རྨིས།

Po jakimś czasie pewnej nocy dziewczyna miała sen. Przy jej wezgłowiu stanął pustelnik i rzekł: «Jesteś nieszczęśliwą dziewczyną bez ojca, matki, braci i sióstr. Powiedz mi, jakie twoje życzenie trzeba spełnić». Dziewczyna odpowiedziała: «Nie mam ani ojca, ani matki, ani krewnych, na których mogłabym polegać. Mam towarzysza życia, który zwie się Kogut Calu. Proszę cię, pomóż mi, żebym mogła szybko z nim być». «To ja sprawię, że spotkasz swego towarzysza» – rzekł i rozwiał się. Tak jej się śniło.

བུ་མོ་དེར་སླེབས་ནས་ཟླ་བ་ཁ་ཤས་སོང་བ་དང་གཟུགས་པོ་འཁོར་བའི་མངོན་ཚུལ་ཞིག་བྱུང་ཏེ་གཡོག་མོ་གཞན་རྣམས་ཆགས་སྡང་ལངས་ནས་རྒན་མོ་ལ་ཞུས་པ། རང་རེའི་ཁྱིམ་དུ་ཡོད་པའི་བུ་མོ་འདི་ལ་གཟུགས་པོ་འཁོར་ཡོད་པ་འདྲ་ཟེར་རོ། ཨ་མ་རྒན་མོས་གཏམ་དེ་ཚོར་ནས་བུ་མོ་དེར་སྨྲས་པ། ཁྱོད་ལ་གཟུགས་པོ་འཁོར་ཡོད་པ་འདྲ། ངེད་ཀྱི་རྟ་རྫི་ལུག་རྫི་སུའི་ཡིན་ཤོད་ཅིག ངེད་གཉིས་པོ་རང་ལས་མ་ཤེས་པ་བྱས་ཆོག་ཟེར། བུ་མོས་སྨྲས་པ། ལྟ་བཟང་པོ་ཞིག་རང་ཡོད་པར་གདའ།ཁ་སང་ནས་སྣང་བདེ་གསོ་བ་སོགས་རྨི་ལྟས་བཟང་པོ་མང་པོ་བྱུང་།ང་ལ་དོགས་པ་ཡོད་ན་རྟ་རྫི་ལུག་རྫི་ལ་དྲིས་པས་གསལ། ཕྱི་མིས་ཟེར་ཚད་མོ་བདེན་ལགས། ངའི་འདི་ནད་གཞི་ཕོག་པའི་རྐྱེན་གྱིས་ཡིན་

Gdy dziewczyna mieszkała tam już kilka miesięcy, pojawiły się oznaki, że jest brzemienna. Inne służące, pełne zawiści, powiedziały staruszce: «Ta dziewczyna, która mieszka w naszym domu, jest chyba brzemienna». Stara matka usłyszała to i rzekła do dziewczyny: «Wydaje się, że jesteś brzemienna. Powiedz, czyje to dziecko: któregoś z naszych koniuchów czy pastuchów? Możesz to zrobić tak, żeby nikt prócz nas dwóch nie wiedział». Dziewczyna odpowiedziała: «Jest chyba dobry znak. Od kilku dni mam wiele dobrych snów, że czuję się lepiej i tym podobne. Jeśli masz co do mnie wątpliwości, spytaj koniuchów i pastuchów, a będzie jasne. Nie wszystko prawda, co mówią obcy. To u mnie z powodu choroby, która mnie dotknęła».

022
ཟེར་བས། རྒན་མོ་ལོག་ཕྱིན། དེ་ནས་འགའ་ཞིག་སོང་བ་དང་།མོའི་ཤར་སྒོའི་དྲུང་དུ་མི་དམར་རྟ་དམར་བཞོན་པ་ཁྱི་དམར་རོལ་དུ་ཁྲིད་པ་ཞིག་བྱུང་ནས། བུ་མོ་ཁྱོད་སླ་ང་སླང་ཆུང་མ་ཡིན་ལགས་སམ།མལ་ས་ཁྲི་སྟན་བྱས་ལགས་སམ། སྔས་ལ་སྔས་འབོལ་བཅུག་ལགས་སམ། སྟེང་དུ་བལ་ཐུལ་གྱོན་ལགས་སམ། སྔས་འགོར་བུར་ཆུ་བཞག་ལགས་སམ། ལྟོ་རུ་ཕྱེ་མར་བྱིན་ལགས་སམ་བྱས་པ་དང་།མོས་སྨྲས་པ། ཚ་བོ་བྱ་ཕོ་ཚ་ལུ་བྱོན་ལགས་སམ། མལ་ལ་ཁྲི་སྟན་མ་བྱས་ལགས། མལ་ས་ཁང་ཆུང་ནང་དུ་ཡོད། སྔས་ལ་སྔས་འབོལ་མ་བྱས་ལགས། སྐེ་རགས་སྔས་ལ་བརྒྱབ་ནས་ཡོད། སྟེང་དུ་བལ་ཐུལ་མ་གྱོན་ལགས། ཉིན་གོས་མཚན་གོས་གཅིག་ལས་མེད།གདན་ལ་འབོལ་གདན་མ་བཏིངས་ལགས། དོར་མ་གདན་ལ་བཏིངས་

Staruszka odeszła. Po pewnym czasie pod jej wschodnimi drzwiami zjawił się czerwony człowiek na czerwonym koniu, prowadzący dla zabawy czerwonego psa, i rzekł: «Dziewczyno, czy nie jesteś Langą, małą żebraczką? Czy masz posłanie na podwyższeniu? Czy masz pod głową poduszkę? Czy masz na sobie wełniany koc? Czy masz przy wezgłowiu wodę z cukrem? Czy dają ci do jedzenia mąkę z masłem?». Ona odpowiedziała: «Czy to ty przyszedłeś, wnuczku, Kogucie Calu? Posłania na podwyższeniu nie mam: śpię w małej izbie. Poduszki pod głową nie mam: pod głowę kładę pas. Wełnianego koca na sobie nie mam: mam tylko jedno odzienie na dzień i na noc. Podściółki nie mam: za podściółkę mam łachmanza podściółkę mam spodnie».

ནས་ཡོད་བྱས་པ་དང་། ཁོང་ནང་དུ་སླེབས་བྱུང་སྟེ་ཁོང་གཉིས་གླེང་མོ་བྱས། མོས་ཁྱེད་ད་དུང་འདིར་ལོག་མི་འབྱོན་པ་ཅི་ཡིན་བྱས་པར།ཁོས་ང་ག་ནས་ཡོང་རྒྱུ་ཡོང། ཁྱེད་ཀྱིས་བྱ་ཤུབས་དེ་མེ་ལ་བསྲེགས་པས་ང་བཙན་གྱིས་ཁྱེར་བ་ཡིན་ནོ་ཟེར། ད་རེས་འདིར་བྱོན་ཆོག་པ་ཅི་ཡིན་བྱས་པས། ང་འདི་ནས་ཁྱེར་འཕྲལ་ལ་ནི་ཁ་ལོ་མཚར་བས་ཇ་ཞུ་བར་བཞག དེ་ནས་རྩི་ཐོངས་ཆེ་རུ་ཕྱིན་ནས་གཟིམ་དཔོན་ལ་བཞགཁ་སང་ཁ་ཉིན་གཟིམ་ཆང་ལན་རེ་གཉིས་ཆད་པར་ཅང་མི་གསུང་བ་ཡིན་ཏེ་ཁ་ནུབ་གཟིམ་ཆང་ཆད་པས་ཐུགས་ཁྲོས་ཏེ་གཟིམ་དཔོན་ནས་བཏོན་ཏེ་རྟ་རྫི་ལ་བཞག་བྱུང་བས་ཡོང་རྒྱུ་བྱུང་བ་ཡིན། ད་སྐབས་སྐབས་སུ་ཐུག་རྒྱུ་ཡོང་བ་འདུག་ཟེར། བུ་མོ་ན་རེ། འཕྲད་རྒྱུ་ལས་ལོག་རྒྱུ་འདྲ་ཡོང་བ་མི་འདུག་གམ་ཟེར་བས། ལོག་རྒྱུ་ཨེ་ཡོང་མི་ཤེས་ཁྱེད་རང་གིས་ངའི་ཨ་མར་སྐྱེ་རྒྱུས་དང་ལོ་རྒྱུས་བཤད་ན་འོག་ཏུ་འདིང་བའི་གདན་དང་། སྟེང་དུ་གྱོན་པའི་མལ་ཆས། དེ་མིན་ཟས་གོས་སོགས་ཀྱང་འདི་ལས་དྲག་པ་ཡོང་ཟེར། དེ་ནས་ནམ་ཐོ་རེངས་ཁར་སླེབས་

Wtedy on wszedł do środka i rozmawiali we dwoje. Ona zapytała: «Czemu jeszcze tu nie wracasz?». On odparł: «Skądże mógłbym wrócić? Spaliłaś ptasią skórę w ogniu i dlatego porwał mnie duch cen». «A jak to się stało, że dziś mogłeś tu przyjść?» – spytała. «Kiedy mnie stąd zabrano, z powodu ładnej twarzy postawili mnie do podawania herbaty. Potem wyniesiono mnie wyżej i zrobiono podkomorzym. Przedwczoraj i wczoraj raz czy dwa zabrakło piwa na noc i pan nic nie mówił, ale zeszłej nocy piwa na noc zabrakło, rozgniewał się, odebrał mi urząd podkomorzego i zrobił koniuchem. Dlatego mogłem przyjść. Teraz będziemy mogli się czasem widywać». Dziewczyna rzekła: «A czy nie mógłbyś raczej wrócić, niż tylko się widywać?». «Nie wiem, czy uda mi się wrócić. Jeśli opowiesz mojej matce, skąd pochodzisz i co cię spotkało, to i podściółka pod tobą, i pościel na tobie, i jedzenie, i ubranie będą lepsze niż teraz». Gdy zbliżał się świt, rzekł: «Czas na mnie» i odszedł.

024
དུས་ང་འགྲོ་རན་སོང་ཟེར་སོང་ངོ་། བུ་མོ་དེའི་བསམ་པ་ལ་བདག་གི་རྨི་ལྟས་བཟང་པོ་དེ་སྨིན་པ་ཡིན་བསམས་ནས་དགའ་ཚོར་ཆེན་པོ་སྐྱེས་སོ།

Dziewczyna pomyślała: „Spełnił się mój dobry sen”, i wielka radość ją ogarnęła.

དེའི་ཕྱི་ཉིན་རྟ་རྫི་དང་གཡོག་རྣམས་ཀྱིས་དཔོན་མོ་ལ་ཞུས་པ། ངེད་ཚོར་ཁྱེད་ཀྱིས་དོན་མེད་བཀའ་བཀྱོན་གནང་། བུ་མོ་འདི་ལ་གཟུགས་འཁོར་བ་ལས་འོས་མི་འདུག མཚན་ལ་མོའི་ཁང་པར་གླུ་ཕར་ལེན་ཚུར་ལེན་དང་ཁུ་དིར་དིར་ཞིག་འདུག་རང་འདུག་ཞུས་པས། ཨ་མ་དེས་བུ་མོའི་རྩར་ཕྱིན་ནས་བུ་མོ་ཁྱོད་ནམ་ལ་གླུ་དང་ཁུ་དི་རིར་འདུག་ཟེར་ཏེ་ང་ལ་མ་གསང་དྲང་པོར་ཤོད་དང་བྱས་པས། ངའི་སར་གླུ་ལེན་པར་ཡོང་མཁན་མེད་ལགས་ཞུས། རྒན་མོས་ཅི་ནས་ཀྱང་ཡོད་པ་འདུག་པས་ཤོད་ཅིག་བྱས་པར། བུ་མོས། ཚེ་སྔོན་བསོད་ནམས་བསགས་པའི་མཐུ་ཡིས་གཏན་གྲོགས་ཤིག་དང་ཐུག ལན་གཅིག་བྱ་ཐབས་ནོར་བས་སྡུག་པོ་འདི་བྱུང་བ་ཡིན་བྱས་པས། རྒན་མོས་དུམ་པ་རྫི་རིག་ནས་འོག་ཏུ་ཁྲི་བརྒྱབ། ཁྲི་ཁར་འབོལ་བཏིངས། སྟེང་དུ་བལ་ཐུལ་གཡོགས། སྔས་ལ་འབོལ་སྔས་བཅུག སྔས་འགོར་བུར་ཆུ་སླུ་གུ་གང་

Nazajutrz koniuchowie i służba powiedzieli pani: «Niesłusznie nas zbeształaś. Ta dziewczyna musi być brzemienna, nic innego. W nocy w jej izbie śpiewają pieśni na przemian i szepczą». Matka poszła do dziewczyny: «Dziewczyno, mówią, że nocą u ciebie są pieśni i szepty. Nie kryj nic przede mną, mów szczerze». «Nikt do mnie nie przychodzi śpiewać» – odpowiedziała. Staruszka nalegała: «Na pewno ktoś jest, powiedz». Dziewczyna rzekła: «Mocą zasług nagromadzonych w dawnych żywotach spotkałam towarzysza życia. Raz pomyliłam się, nie wiedząc, co robić, i stąd to nieszczęście». Staruszka trochę zrozumiała i postawiła jej łoże na podwyższeniu, rozłożyła na nim podściółkę, a na wierzch dała wełniany koc. Pod głowę dała jej poduszkę, przy wezgłowiu postawiła chochlę wody z cukrem, a do jedzenia dała kulki z mąki i masła.

026
བཞག ལྟོ་ལ་ཕྱེ་མར་རིལ་བུ་བྱིན། ཡང་ནུབ་ཅིག་ལ། ཁ་སང་འོང་ནས་ཇི་ལྟར་ཟེར་བ་ལྟར་བྱུང་བར་མོས་སྨྲས་པ། ཉལ་ས་ཁྲི་གདན་བྱས་ནས་ཡོད། སྔས་ལ་འབོལ་སྔས་བཅུག་ནས་ཡོད། སྟེང་ན་བལ་ཐུལ་གྱོན་ནས་ཡོད། སྔས་འགོར་བུར་ཆུ་བླུགས་ནས་ཡོད། ལྟོ་ལ་ཕྱེ་མར་བྱིན་ནས་ཡོད་བྱས་པ་དང་། ཁོ་ནང་དུ་ཡོངས་ནས་སྒོ་བཅད་དེ་འཕྲད་རྒྱུ་ཡོང་བ་འདུག་ཟེར། བུར་ཆུ་སླུ་གུ་གང་པོ་བཏུངས།ཕྱེ་མར་རིལ་བུ་དེ་ནས་བཟས། ད་མི་ཟས་ཟ་རྒྱུ་ཡོང་བ་འདུག་ཟེར་ཁོ་དགའོ། ཁ་སང་འདིར་ཡོང་བས་བཀའ་བཀྱོན་ཕོག་སྟེ་རྟ་རྫི་ནས་ཕུད་དེ་ཆུ་ལེན་བྱེད་ཀྱི་ཡོད་ཟེར། བྲོས་ན་ཐར་བ་མི་འདུག་གམ་བྱས་པས།བཙན་རྟ་བཞོན་མི་དེ་སྐྱེན་པས་དེའི་ལག་ནས་ག་ནས་ཐར། འོན་ཏེ་བསུ་མཁན་ཞིག་བྱུང་ན་ཐར་བ་འདུག་ཟེར་བས། བུ་མོ་དེ་དགའ་སྤྲོ་

Którejś nocy znów przyszedł, jak powiedział przedtem, a ona rzekła: «Posłanie mam na podwyższeniu. Pod głową mam poduszkę. Na sobie mam wełniany koc. Przy wezgłowiu mam wodę z cukrem. Do jedzenia dają mi mąkę z masłem». On wszedł do środka, zamknął drzwi i rzekł: «Widać, że będziemy mogli się spotykać». Wypił chochlę wody z cukrem i zjadł kulki z mąki i masła. «Widać, że znów będę mógł jeść ludzkie jadło» – rzekł i ucieszył się. «Przez to, że przyszedłem tu ostatnio, dostałem burę, odebrali mi koniuszą służbę i teraz noszę wodę». «A gdybyś uciekł, czy nie zdołałbyś się wyrwać?» – zapytała. «Jeździec na koniu cena jest szybki. Jakże wyrwać mu się z rąk? Ale gdyby ktoś wyszedł mi na ratunek, mógłbym się wyrwać» – odparł. Dziewczyna bardzo się ucieszyła.

ཤིན་ཏུ་ཆེན་པོ་སྐྱེས་སོ། དེའི་མཚན་མོར་བུ་མོའི་རྨི་ལམ་ལ་སྔར་གྱི་དྲང་སྲོང་དེ་མདུན་དུ་ཡོང་ནས། བུ་མོ་ཁྱོད་སྙིང་རྗེ་བ་འདུག་པས་སང་ཉི་མ་ཕྱེད་ཡོལ་གྱི་སྐབས་སུ་ཤྭ་རུ་ལག་ཏུ་བཟུང་ནས་ཤུག་ཕུང་ཕ་གིའི་དཀྱིལ་དུ་སྡོད། ཁ་རུ་གཡུ་ཆུང་དེ་ཆུག་ལ་ཡེ་མ་ཤོར་བ་དང་།ལག་པས་ཤྭ་རུ་མ་ཤོར་བ་བྱས་ནས་ང་སྤྱི་གཙུག་ཏུ་བསྒོམས་ལ་སྡོད་ཅིགསྐབས་དེར་གཡས་ན་རྟ་པ་དམར་པོ་བརྒྱ་ཙམ། གཡོན་ན་རྟ་པ་དམར་པོ་སྟོང་ཙམ་ཤར་ཡོང་ངོ་། མི་དམར་པོ་ཆེ་ཆུང་རི་རབ་ཙམ་ལ་སྡིག་པའི་མགོ་བྱས་པ་ཞིག་ཡོངས་ནས། ཁང་པ་ར་རྟག་ཏུ་བཅུག་སྟེ་བརྡབ་བྱུང་ཡང་ང་སྤྱི་གཙུག་ཏུ་སྒོམས་ནས་སྡོད་ཅིག ཁྱོད་ཀྱི་བསམ་དོན་དེ་

Tej nocy dziewczyna miała sen: stanął przed nią ten sam pustelnik co przedtem i rzekł: «Dziewczyno, żal mi cię, więc jutro, gdy słońce przejdzie południe, weź do ręki jeleni róg i usiądź pośrodku tamtego stosu jałowca. Włóż do ust mały turkus i nigdy go nie wypuszczaj, nie wypuszczaj też z ręki rogu, wyobrażaj sobie mnie na czubku głowy i siedź. Wtedy z prawej pojawi się jakaś setka czerwonych jeźdźców, a z lewej jakiś tysiąc czerwonych jeźdźców. Przyjdzie czerwony człowiek, wielki jak góra Meru, ze łbem skorpiona, który zatknie dom na czubku rogów i będzie nim tłukł. Ale choćby tak się działo, wyobrażaj sobie mnie na czubku głowy i siedź. Dziś spełni się twoje życzenie». Tak jej się śniło.

028
རིང་འགྲུབ་པ་ཡོད་དོ་ཟེར་བ་རྨིས། དེའི་ཕྱི་ཉིན་ཉི་མ་ཕྱེད་ཡོལ་ཙམ་དུ་བུ་མོ་དེ་ཁ་རུ་གཡུ་ཆུང་དེ་བཅུག ཤྭ་རུ་ལག་ཏུ་ཁྱེར། དྲང་སྲོང་སྤྱི་གཙུག་ཏུ་བསྒོམས་ནས་བསྡད་པས། དྲང་སྲོང་དེ་རྟ་སྔོན་ཅིག་ཏུ་སྤྲུལ་ནས་ཆུ་མིག་གི་ཁར་བསྡད་པས། བུ་དེ་རྒྱབ་ཏུ་ཟངས་བུམ་ཞིག་ཁྱེར་ནས་སྐྱོ་གླུ་ལེན་བཞིན་དུ་ཆུ་ལེན་པར་ཡོང་། ཆུ་མིག་ཁར་སླེབས་པ་དང་། རྟ་མཆོག་དེས་སྨྲས་པ། བུ་ཁྱོད་སྙིང་རེ་རྗེ། ཁྱོད་ཀྱི་གཏན་གྲོགས་ནམ་ཉིན་བསྟུད་ནས་སྒུག་བསྡད་འདུག་པས་ཁྱོད་རྟ་མཆོག་ང་ལ་བཞོན་ནས་ཕྱི་མིག་མ་བལྟས་པར་རང་ཡུལ་དུ་ལོག་ཅིག་བྱས་པ་དང་།ཁོ་དགའ་སྤྲོ་དཔག་མེད་སྐྱེས་ནས་རྟ་ལ་བཞོན་ཏེ་ཡུད་ཙམ་ཞིག་ལ་རང་ཡུལ་དུ་སླེབས། སྐབས་དེར་བཙན་གྱི་ཡུལ་ནས་བཏང་བའི་རྟ་པ་མང་པོ་ཞིག་གིས་ཁོའི་ཡུལ་བཀང་འདུག་ཅིང་། མི་དམར་པོ་ཆེ་ཆུང་རི་རབ་ཙམ་ལ་སྡིག་པའི་མགོ་བོ་ཡོད་པ་ཞིག་གིས་ཁོའི་ས་མཁར་དེ་ར་རྩེར་བླངས་ནས་སྐབས་རེ་གནམ་ལ་སྟེག སྐབས་རེ་ས་ལ་བརྡབ་ཀྱང་།བུ་མོ་སྐྲག་སྣང་མ་སྐྱེས་པར་བུ་མོས་སྡིག་པའི་མགོ་ཅན་དེ་ལ་སྨྲས་པ།ལག་ངན་སྡིག་པའི་མགོ་ཅན་ཁྱོད། ཕྱི་མ་དམྱལ་བའི་གཏིང་རྡོ་ཁྱོད་

Nazajutrz, gdy słońce przeszło południe, dziewczyna włożyła do ust mały turkus, wzięła do ręki jeleni róg, wyobraziła sobie pustelnika na czubku głowy i usiadła. Pustelnik przemienił się w siwego konia i stanął u źródła. A chłopak, z miedzianym dzbanem na plecach, śpiewając smutną pieśń, przyszedł po wodę. Gdy doszedł do źródła, wspaniały koń rzekł: «Chłopcze, żal mi cię. Twoja towarzyszka czeka na ciebie dniem i nocą. Dosiądź mnie, wspaniałego konia, i nie oglądając się za siebie, wracaj do swojego kraju». Chłopak ucieszył się bez miary, dosiadł konia i w jednej chwili dotarł do swojego kraju. Wtedy wielu jeźdźców wysłanych z krainy cenów zapełniło jego kraj. Czerwony człowiek, wielki jak góra Meru, ze łbem skorpiona, wziął jego dom na czubek rogów i raz podrzucał go w niebo, raz tłukł nim o ziemię. Dziewczyna jednak nie zlękła się i rzekła do tego ze łbem skorpiona: «Ty, złoczyńco ze łbem skorpiona! W przyszłym życiu będziesz kamieniem na dnie piekła!». Wtedy wszystko to znikło.

བྱས་པས་དེ་དག་ཐམས་ཅད་མི་སྣང་བར་གྱུར། ཡུལ་མི་རྣམས་ཀྱིས་གཞན་ནི་མ་མཐོང་། མོ་ཤྭ་རུ་བཟུང་ནས་ཤུག་ཕུང་གི་མདུན་ན་བསྡད་པ་མཐོང་། དཔོན་མོ་ལགས། བུ་མོ་འདི་ལ་ལབ་གླེང་བྱེད་མཁན་ཞིག་འདུག ད་གིན་ནས་ཁང་པ་འགུལ་བྱུང་བས་མོས་དཀྲུག་པ་ཡིན་འདུགརང་རེ་ཚོ་བྲོས་པས་ནི་ཐར་ས་མེད། ཁྱོད་ཀྱི་གཅེས་ཕྲུག་དེ་འེར་

Ludzie z okolicy nie widzieli nic z tego. Widzieli tylko, jak siedzi z jelenim rogiem w ręku przed stosem jałowca. «Pani, ktoś rozmawia z tą dziewczyną. Przed chwilą dom się zatrząsł, to chyba ona tak zamąciła. Nawet gdybyśmy uciekali, nie ma się gdzie schronić. Ten, kto zabrał twoje ukochane dziecko, to chyba też ona» – mówili.

030
མཁན་ཡང་འདི་ཡིན་པ་འདྲ་ཟེར། བུ་མོ་སྟེང་ནས་མར་བབས་ཡོང་བ་དང་གཏན་གྲོགས་བྱ་ཕོ་ཚ་ལུ་ནང་ན་རྒྱང་དེ་བྱོན་པ་འཛོམས་པས་ཁོང་གཉིས་ཀ་བསམ་དོན་གྲུབ་པའི་དགའ་ཚོར་གྱིས་ཡུད་ཙམ་རིང་གཅིག་གིས་གཅིག་ལ་འཐམས་ནས་བསྡད་དོ། སྐབས་དེར་ཨ་མ་རྒན་མོ་བུ་ལ་འཐམས་ནས་ཡུད་ཙམ་རིང་རྒྱལ་ལོ། བུ་ནང་དུ་བྱོན་པ་མཐོང་བའི་ནང་མི་རྣམས་མདོར་ཕྱིན་ནས་སྐད་བརྒྱབ་པས་མི་བྱིངས་རྣམས་ཀྱང་དེར་འཛོམས་ནས་དགའ་དགའ་སྤྲོ་སྤྲོ་བྱས་སོ། དེར་འདུས་པའི་མི་ཡོད་ཚད་ཀྱིས་བུ་ཕེབས་པའི་ལྟ་གསོལ་བསམ་གྱིས་མི་ཁྱབ་པ་བྱས། དེ་ནས་རིམ་བཞིན་བུ་མོ་དེ་ལ་བུ་གསུམ་དང་བུ་མོ་གསུམ་སྐྱེས། ཡུལ་དེར་རྒྱལ་པོ་ཆེན་པོ་ཞིག་ཡོད་པ་དེའི་རྒྱལ་རྒྱུད་ཆད་ནས་དེའི་རྒྱལ་སྲིད་ཀུན་ཁོང་གཉིས་ནས་བཟུང་། རྒྱལ་འབངས་རྣམས་ཀྱང་སྔར་ལས་བདེ་སྐྱིད་ཆེ་བ་

Gdy dziewczyna zeszła z góry na dół, w tej samej chwili do domu wszedł jej towarzysz życia, Kogut Calu. Oboje, uradowani, że spełniło się ich życzenie, długą chwilę trwali objęci. Potem stara matka objęła syna i na chwilę zemdlała. Domownicy, widząc, że syn wrócił, wybiegli przed bramę i zaczęli wołać, a tłumy ludzi zbiegły się tam i radowały się wielce. Wszyscy zebrani wyprawili na powitanie syna ucztę, jakiej nie da się opisać. Z czasem dziewczynie urodziło się trzech synów i trzy córki. Był w tym kraju pewien wielki król, którego ród wygasł, i oni dwoje objęli całe jego królestwo. A poddani, jak się zdaje, żyli szczęśliwiej niż przedtem. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.

031
བྱུང་བ་ཡིན་པ་འདུག་བྱས་པ་དང༌། རྒྱལ་བུའི་ཁ་ནས་བུ་དེ་སྙིང་རུས་དང་བསོད་ནམས་ཆེ་ཟེར་བ་ཤོར་བ་དང༌། རོ་ལ་གཏམ་ཟེར་བྱ་ཁྲ་

Królewiczowi wyrwało się wtedy: „Ależ ten chłopak miał wytrwałość i szczęście!”. „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – i uleciał.

032
ཧུར་ཟེར་རོ་དེ་ཤོར་སོང་ངོ༌། རྒྱལ་བུའི་བསམ་པ་ལ་བླ་མའི་ཞལ་ནས་རོ་ལ་གཏམ་ལན་མ་བྱེད་གསུངས་པ་ཡིན་ཏེ། སེམས་ཡེངས་པས་ལན།རོ་མེད་པར་ཕྱིན་ན་ཕན་མི་ཐོགས་བསམ། ཡང་དུར་ཁྲོད་དེར་ཕྱིན།རོ་ཧུ་ལུ་ཧུ་ལུ་ཟེར་བ་རྣམས་ལ་འགམས་ནས་ཕྱིན། རོ་ཧ་ལ་ཧ་ལ་ཟེར་བ་རྣམས་ཏོག་མས་བརྡུངས་གིན་ཕྱིན།

Królewicz pomyślał: „Lama przykazał, żeby nie odpowiadać Truposzowi ani słowem, a umysł mi się rozproszył i odpowiedziałem. Jeśli wrócę bez Truposza, nic to nie da”. Potem królewicz wrócił na owo cmentarzysko. Szedł, przestępując trupy, które wołały „hu-lu, hu-lu”, i okładając pałką te, które wołały „ha-la, ha-la”.