Rozdział ósmy
O tym, jak mądry minister króla Poce dzięki swej mądrości zdobył królestwo Doliny Słoni w Indiach
Potem królewicz poszedł tam. Trupy, które wołały „ha-la”, okładał pałką, a tym, które wołały „hu-lu”, dawał po kopniaku. Jednym ruchem dobył miecza i rzekł:
Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
jego medytacja i skupienie wciąż są dobre.
Ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo,
cierpliwość i wytrwałość wciąż mam wielką.
Moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
a sznury tej sieci wciąż są dobre.
Moja pałka jest z ciemnej akacji,
choć nią tłukę, nie pęka ani się nie łamie.
Moje lasso ma czarodziejską pętlę,
choć nim wiążę, wciąż się nie zrywa.
Mój miecz ma ostrze, co przecina kamień,
jeszcze ostrzejszy jest niż przedtem.
A masła i tsampy, choć jem, nie ubywa,
jest jej dwakroć więcej niż przedtem.
Myśląc, że Truposz spadnie, zaczął rąbać drzewo: ciął mieczem, aż przeciął pień mniej więcej na jedną trzecią. Truposz spadł z głuchym łoskotem i zatoczył na ziemi zgrabne koło. Królewicz zbił go pałką od czubka głowy aż po podeszwy stóp, a mieczem naciął go do krwi w miejscach, gdzie kończyny łączą się z tułowiem. Wpakował go do sieci, do jej końca przywiązał lasso i poniósł na plecach.
Gdy uszedł jakieś dziesięć kroków, Truposz rzekł: „Królewiczu, królewiczu!”. Królewicz nie odpowiedział, więc Truposz ciągnął: „Od dawnych żywotów los mnie zetknął z tobą, nędzny królewiczu. Z twoich ust słowa się nie doczekam. Nędzny królewiczu, słuchaj więc dobrze i zachowaj to w pamięci. Opowiem ci siedem opowieści trupa, maleńkich jak pazurek, a piękniejszych niż tamte siedem poprzednich. Słuchaj!”
I zaczął: „W pewnej krainie żył król, który miał, jak powiadają, dwóch synów: jednego bystrego, a drugiego głupiego. Gdy król i królowa pomarli, na tron osadzono bystrego królewskiego syna. Starszego syna zaś, jak się zdaje, wszyscy poddani znienawidzili. Był tam pewien mądry minister, który pomyślał: «Ten królewicz trochę się jąka, ale z której strony by na niego nie spojrzeć, wyrośnie z niego wielki król». I mądry minister został sługą starszego królewicza.
Pewnego dnia mądry minister rzekł do króla: «Dziś niech wielki król sam uda się na przechadzkę nad brzeg wielkiego jeziora, które leży tam, u wylotu doliny». Król posłuchał ministra i udał się tam. Gdy przybył w porze przedpołudniowej, na jeziorze wzburzyły się wielkie fale. Zastanawiając się, co to takiego, spojrzał i ujrzał dziewczynę cudnej urody, piękną i promienną. Miała na sobie szatę z błękitnego jedwabiu, w lewej ręce trzymała konchowe naczynie na mleko, a w prawej złotą chochlę. Jechała na słoniu i rozpryskiwała wkoło ofiarę z mleka. W duszy króla zrodziła się myśl: „Ta dziewczyna jest prawdziwie urocza”. Dziewczyna zanurzyła się w wodzie i znikła, a królewicz także wrócił.
Mądry minister przyszedł przed oblicze króla i zapytał: «Czy widowisko i przechadzka były dziś udane?». Król odrzekł: «Było wielkie widowisko. W naszym jeziorze pojawiła się dziewczyna, piękna i promienna. Patrzysz z prawej, a ona jakby się prężyła, patrzysz z lewej, a ona jakby się schylała, prężna i giętka jak witka. Postawisz ją w chłodnym cieniu, a jakby zamarzała, postawisz w ciepłym słońcu, a jakby się roztapiała, postawisz na granicy słońca i cienia, a mieni się blaskiem jak jezioro. Dziewczyna podobna do rozbłyskującej tęczy, na ciele szata z błękitnego jedwabiu, w lewej ręce konchowe naczynie na mleko, w prawej złota chochla, za wierzchowca ma słonia, a rozpryskuje ofiarę z mleka. Gdyby udało się sprowadzić taką za towarzyszkę, byłoby dobrze». Mądry minister odpowiedział: «Jeśli się ustali, skąd ona pochodzi, sprawa będzie łatwa».
Minęło kilka dni i minister rzekł do króla: «Dziś znów jest pomyślny dzień. Niechże król uda się na widowisko i zapyta tamtą dziewczynę o kraj, o imię ojca i o jej własne imię». Król zszedł nad brzeg owego jeziora. Gdy przybył nad jezioro, o tej samej porze co wtedy jezioro wezbrało. Spojrzał, czy jest tamta dziewczyna, i dziewczyna znów się ukazała. «Dziewczyno, jak się nazywa twój kraj?» – zapytał. Wskazała palcem na słonia. «Jak się nazywa twój ojciec?» – zapytał. Wskazała palcem na nos. «A matka?» – zapytał. Wskazała palcem na but. «A ty sama?» – zapytał. Wskazała palcem na własną głowę. Potem rozprysnęła wkoło ofiarę z mleka i jak przedtem zanurzyła się w jeziorze.
Królewicz również wrócił. Gdy wrócił na górę, minister zapytał: «Czy król już wrócił?». «Ta dziewczyna nic nie mówi» – rzekł król. Minister zapytał: «Czy nie dawała żadnych znaków?». «Znaki dawała. Gdy spytałem, skąd jest, wskazała palcem na słonia. Gdy spytałem o imię ojca, wskazała palcem na nos. Gdy spytałem o imię matki, wskazała palcem na but. Gdy spytałem, jak ma na imię ona sama, wskazała palcem na głowę» – rzekł król. Mądry minister zrozumiał i rzekł: «Sprawa się powiedzie. Wskazanie palcem na słonia znaczy, że to Dolina Słoni w Indiach. Wskazanie palcem na nos, panie, jest znakiem, że ojciec to król Gunapane. Wskazanie palcem na but jest znakiem, że matka to królowa Gjuma Lhadze. Wskazanie palcem na głowę jest znakiem, że ona sama to królewna Udenma. Teraz sprawa się powiedzie» – rzekł, i był rad.
Po kilku dniach król i minister załadowali prowiant na grzbiet jednego słonia, na drugiego wsiedli i udali się do Doliny Słoni w Indiach. Po drodze, w lasach, wiele było groźnych dzikich zwierząt, które mogły wyrządzić krzywdę, ale królowi i ministrowi, zamiast krzywdy, zgotowały powitanie. Gdy dotarli do Doliny Słoni w Indiach, u stóp skalnej góry podobnej do miecza znaleźli jaskinię i tam minister został.
Króla zaś pouczył tak: «Gdy dziś pójdziesz stąd dalej, tamta dziewczyna przyjdzie do bramy wschodniej. Idź tam i ty, królu, i zawołaj: „Czy jest ktoś, kto zagra w kamyki?”. Ona odpowie: „Mogę zagrać” i przyjdzie, tamta dziewczyna sprzed kilku dni. Kiedy będziecie grać, powiedz: „Cześć Padmasambhawie z Uddijany! Pobłogosław, by pięć rodzin dakiń dochowało ślubów”, i rzuć kamyk na środek pola gry. Wtedy dziewczyna powie: „Pewnie przybyłeś z naszej Uddijany na zachodzie?”. Powiedz: „Nigdy nie byłem w kraju Uddijana” i nie gadaj wiele po próżnicy. Jeśli zapyta: „Skoro nigdy nie byłeś w kraju Uddijana, to po co mówisz: Cześć Padmasambhawie z Uddijany, pobłogosław, by pięć rodzin dakiń dochowało ślubów?”, odpowiedz: „Ja jestem Dordże Drolo, pan ośmiu cmentarzysk” i nie mów nic więcej.
Potem dziewczyna powie: „Dziś gra mi nie idzie, zapraszam do środka”. Wtedy możesz wejść. Na posłaniu, które ona rozłoży, powiedz tylko: „Proszę, niech zasiądą tu Trzy Klejnoty, nasze schronienie”, i nic więcej. Gdy poda piwo ryżowe i inne napoje, powiedz tylko: „Składam ofiarę Trzem Klejnotom”, i nic więcej. Gdy już będziesz w środku, po chwili przyjdzie zadawać pytania: „Na ośmiu wielkich cmentarzyskach przebywa ośmiu wielkich mistrzów, którzy osiągnęli urzeczywistnienie. Na którym z nich przebywasz?”. Gdy odpowiesz: „Ja jestem Dordże Drolo”, jej czujność sięgnie szczytu. Kiedy będzie nalewać herbatę i tak dalej, wpatruj się jej uparcie w twarz i posiedź chwilę. Dziewczyna zacznie się niepokoić i będzie się kręcić tam i z powrotem. Wtedy zamknij oczy i powiedz tak: „Dziewczyno, Dordże Khandro, nie kręć się tak, uspokój się”, i znów wpatruj się w nią uparcie. Dziewczyna złoży dłonie i powie: „Istotnie, jestem Dordże Khandro. Niech wcielony guru spojrzy na mnie ze współczuciem”, i odda ci pokłon. Ty patrz na nią jak przedtem i siedź. Po trzech dniach powiedz: „Muszę iść na cmentarzysko” i przyjdź do mnie. Proszę cię, nie zapomnij o mnie».
Wtedy król udał się do wschodniej bramy jej pałacu, podszedł do kamienia do gry i zapytał: «Czy jest ktoś, kto zagra w kamyki?». Dziewczyna odpowiedziała: «Mogę zagrać» i przyszła.
Gdy on wziął biały kamyk, ona pomyślała: „Ten wydaje się podobny do owego królewicza, który siedział na brzegu jeziora, kiedy kilka dni temu poszłam rozpryskiwać ofiarę z mleka dla bogini jeziora w wielkim mieście Gelden”. Wtedy królewicz rzekł: «Cześć Padmasambhawie z Uddijany! Pobłogosław, by pięć rodzin dakiń dochowało ślubów» i rzucił biały kamyk na środek. Wtedy ona nabrała podejrzeń i pomyślała: „Czyja to sztuczka?”. «Czy byłeś kiedyś w Uddijanie?» – zapytała. «Nigdy nie byłem w kraju Uddijana. Ja jestem Dordże Drolo, pan ośmiu cmentarzysk» – odpowiedział. Ona zaś rzekła: «Dziś gra mi nie idzie, proszę, wejdź do środka» i zaprosiła go do domu. Rozłożyła dla niego posłanie. Gdy usiadł na nim w kucki, zaraz powiedział: «Proszę, niech zasiądą tu Trzy Klejnoty». Kiedy podała piwo ryżowe i herbatę, rzekł: «Składam ofiarę Trzem Klejnotom». Wtedy ona zapytała: «Czy na ośmiu wielkich cmentarzyskach przebywa ośmiu wielkich mistrzów? A ty, panie, gdzie przebywasz?».
On zaś wpatrzył się uparcie w twarz dziewczyny. Dziewczyna trochę się przelękła i zaczęła się kręcić, a on rzekł: «Dziewczyno, Dordże Khandro, nie kręć się tak, siedź spokojnie». Wtedy ona oddała królowi pokłon, skłoniła się z szacunkiem, a kiedy usiadła spokojnie, cały jej blask przygasł i rzekła: «Ja jestem Dordże Khandro. Uciekam się pod opiekę wcielonego guru». I dziewczyna dobrze mu usługiwała.
Minęły trzy, cztery dni i ona pomyślała: „Ten człowiek jest jakby podobny, a jakby niepodobny do owego królewicza, którego kilka dni temu spotkałam nad jeziorem”. I zrodziła się w niej wątpliwość, czy to on, czy nie on.
Minęło pół miesiąca. Ministrowi skończył się prowiant, więc zarzucił na ramię mały tobołek, jaki miał, i poszedł do miasta w Dolinie Słoni wróżyć. Wszyscy mieszkańcy Doliny Słoni dawali sobie wróżyć. Królewicz nie puszczał dziewczyny ani na krok za próg. Pani rzekła do służących: «Jeśli przyjdzie jakiś prawdziwy wróżbita, dam sobie powróżyć». Służąca rzekła do pani: «Przybył jakiś wróżbita». Pani wzięła miarę białego ryżu z Magadhy, mąkę z masłem, cukier trzcinowy — trzy białe pokarmy i trzy słodkie — oraz czystą strzałę z jedwabną wstęgą i zaczęła się szykować, by pójść po wróżbę. «Królewno, dokąd idziesz?» – zapytał.
«Idę po wróżbę» – odpowiedziała. Wtedy król przypomniał sobie o ministrze, zerwał się i rzekł: «Królewno, ja też muszę pójść po wróżbę». Na to ona: «Gdy wróżbita powróży trochę, wyjdziesz do niego. A może wejdziesz na górę?». «W takim razie nigdzie nie pójdę. Zawołaj go do środka» – rzekł. Wtedy służąca poszła do wróżbity: «Panie wróżbito, nasz król i królowa także potrzebują wróżby, proszę więc do środka».
Wróżbita rzekł: «Wróżyć wielkiemu władcy to wielkie ryzyko». Służąca odparła: «Twoje wróżby, widać, czasem się sprawdzają, ale tym razem żadne ryzyko na ciebie nie spadnie. Chodź na górę». I wszedł na górę.
Minister pomyślał: „Gdyby poprosić, żeby dali królewnę Udenmę temu królowi, nie ma obawy, żeby dali. Może uda się ją zdobyć podstępem”. Krzyknął: «Rozłóżcie mi białe posłanie! Muszę patrzeć na wschód!» i pobiegł na wschodnią stronęi pobiegł prosto przed siebie. Rozłożono białe posłanie i zwrócono je ku wschodowi. Wtedy królewicz wstał, ale minister mrugnął do niego i dał mu ręką znak: «Siedź». Król więc usiadł. Wróżbita oddał pokłon, a król rzekł: «Przybyłeś, wróżbito?». Wtedy pani przyniosła rzeczy do wróżenia i kazała mu wróżyć. Gdy wróżbita zaczął mówić o jej domu, wróżba i bystrość jego rozumu zeszły się tak, że pani przejrzała prawdę.
Z tego, jak mówił o jej domu, pomyślała: „Ten wróżbita i król trzymają ze sobą”, i rzekła: «Wy dwaj mnie zwodzicie». Wróżbita odparł: «Wypadła wróżba o psie i świni, którzy nie są z jednego domu. To chyba o mnie samym». Pani rzekła: «Ha, ha, zażartowałam sobie z wróżbity. Gdy patrzę na tę wróżbę, to ten tu jest królem miasta Delden. Czy ten król i ja, połączywszy się, zdobędziemy królestwo mego ojca Gunapane?». Wróżbita rzekł: «Jezioro, którego wody bliskie były wyschnięcia, zachowa klejnot spełniający życzenia. Śnieżnego lwa, któremu bliska była utrata grzywy i lwiątek, zachowa śnieżna zamieć. Królewski ród Doliny Słoni w Indiach, bliski wygaśnięcia, zachowa wcielony król Dharmy. Tak wypadło». Pani ucieszyła się i ugościła go do syta jadłem i napitkiem.
Wróżbita rzekł: «Ten król, widać, będzie miał wielkie szczęście. Niech król pamięta o czarce mąki z masłem do picia. I niech ten szczęśliwy król zechce odprowadzić mnie, starca, tam, do bramy». Królewna rzekła: «Nie ma zwyczaju, by nasz król, raz tu przybywszy, wychodził do bramy. Tym razem lepiej odprowadzić go kawałek». Król poszedł go odprowadzić.
Kiedy wrócił, minister rzekł: «Ależ z ciebie niedołęga! Czemu o mnie zapomniałeś?». Król odparł: «Ona chyba dała mi strawy i wody niepamięci». «Po co miałaby dawać ci strawę niepamięci? Nie ma obawy, że dała. Dopiero od dzisiaj będzie ci dawać przez siedem dni strawę i wodę niepamięci, wieczorem, zanim się położysz. Da ci ją dlatego, że przejrzała, iż jesteś królem Delden. Bardzo cię przed nią wychwalałem, więc da.
Dziś wieczorem w jej domu, którego ściany zrobione są z pięciu drogocennych substancji, tak że na zewnątrz nie sterczy z nich nawet tyle, co gnida, a w środku nie ma szczeliny nawet na włos z końskiego ogona, przy posłaniu, na którym śpicie we dwoje, przyczep czarny włos z końskiego ogona, długi na piędź i ostry. Połóż się na wznak i leż. Królewna przyniesie dwie jednakowe czarki. Kiedy postawi je przy wezgłowiu każdego z was, zerwij się nagle i powiedz: „Patrz, ta moja ściana bez żadnej przyczyny pękła!”. Kiedy ona pójdzie po lampę, zamień czarki. Królewiczu, choć nie umiesz robić niczego innego, przypomnij sobie wszystkie sztuczki, jakich używają nasi młodsi bracia, poddani i dworzanie,pamiętaj o tym, że nasz młodszy brat, poddani i dworzanie imają się wszelkich możliwych sposobów, i zachowaj zimną krew. Wypij wieczorem tę zamienioną czarkę. Napój zadziała o północy. Mów do niej: „Pij, smaczne!”, i każ jej wypić resztę do dna. O północy przyjdę na tyły domu. Gdy napój zadziała, ona zacznie ziewać i majaczyć. Wtedy otwórz mi drzwi». Tak rzekł minister i odszedł do skalnej jaskini.
Król wrócił do pałacu. Ona przyjęła go z jeszcze większymi honorami niż przedtem. Gdy słali sobie łoże, król zrobił tak, jak powiedział minister, i przyczepił do ściany włos z końskiego ogona. Król się położył. Ona wsypała do piwa środek, od którego się szaleje, i nalała je do czarek. Czarkę, od której się nie szaleje, postawiła przy swoim wezgłowiu, a tę, od której się szaleje, przy wezgłowiu króla. Gdy już miała rozwiązać pas, królewicz rzekł: «W naszej wspaniałej ścianie jest jakaś szczelina bez przyczyny». Kiedy poszła po lampę, zamienił czarki. Potem i królewna się położyła. Królewicz wziął czarkę i wypił. «Królewno, lepiej i ty wypij teraz» – rzekł, i królewna też wypiła. Gdy przyszła północ, zaczęła mówić bez ładu i składu, ziewać i majaczyć. Pomyślał, że napój zadziałał, i zawołał ministra do środka.
Gdy minister wszedł do środka, król rzekł: «To, o czym myślałem od tamtego dnia, się spełniło. Pierwszy raz coś mi się udało». Tej nocy zapalili wielką lampę i przetrząsnęli cały skarbiec. Zebrali złoto, srebro i klejnoty. Gdy zaświtało, minister pouczył króla: «Powiedz służącej, pastuchom słoni i pastuchom koni: „Udenma źle się czuje, więc ani obcy, ani wy sami nie wchodźcie wyżej niż do środkowej izby”». Król zszedł na dół i wydał rozkaz, jak go pouczył minister.
Na górze mądry minister zmieszał upajający środek z piwem ryżowym i wszystko przygotował. Gdy minął dzień, dał upajającego piwa wszystkim oprócz starszej służącej. Około północy obaj skończyli przygotowania, a słudzy, zmorzeni upajającym napojem, wszyscy posnęli. Wtedy osiodłali słonie. Na jednym mocnym słoniu zbudowali drewnianą lektykę, z której nie można wypaść, i załadowali do niej królewnę. Na pozostałe załadowali najlepsze dobra. Służącą posadzili w drewnianej lektyce, żeby trzymała królewnę. Minister od środka zamykał kolejno drzwi i zaciskał je. Potem król i minister wrócili do Dewaczen.
Minął dzień, a jej umysł wciąż jeszcze nie otrząsnął się z odurzenia. Minister okadził ją dymem kadzidła i pokropił wodą sandałową. Wtedy Udenma odzyskała przytomność. Rozejrzała się i zobaczyła, że jest w pałacu, który nie jest jej pałacem. Przyjrzała się tym dwóm i poznała, że to król i wróżbita. I rzekła dziewczyna: «Królu, masz ogromne szczęście. Ministrze, twoja moc czarodziejska jest ogromna. W tym królestwie nie zabraknie miejsca dla nas dwojga.W tym królestwie nie ma mowy, byśmy się oboje pomieścili. Mój ojciec i matka są już bardzo starzy, a ten król nie ma innego dziecka prócz mnie. Nie godzi się, by królestwo zostało bez władcy, więc dobrze byłoby objąć królestwo mojego ojca». Minister odpowiedział: «Będzie czas, by gruntownie się naradzić, które królestwo objąć. Odpocznij tu dwa dni».
A w Dolinie Słoni w Indiach poddani dopiero po siedmiu dniach odzyskali przytomność. Wstali i oszołomieni weszli na górę. Na czele szła wielka skarbniczka. Wszystkie skarbce były zapieczętowaneWszystkie skarbce, poczynając od głównego skarbca, były zapieczętowane, a królewskiej pary nie było. «Tamtego dnia wróżbita mówił, że królestwo zakwitnie i rozrośnie się, a teraz nie ma nawet samej pani. Ładnie nam się królestwo rozrosło!» – mówili, i wszyscy wyszli na zewnątrz.i wszyscy z płaczem wyszli na zewnątrz.
Poszli donieść o tym królowi Gunapane. Król i królowa bardzo się zmartwili i rozesłali wielu ludzi na poszukiwania, z czterema ministrami, wewnętrznymi i zewnętrznymi, na czele. W końcu natrafili na ślad. Wtedy ministrowie zanieśli prośbę: żeby królewska para wróciła, żeby oboje objęli tron Doliny Słoni w Indiach, a ojciec Gunapane, oddawszy się Dharmie, zamieszkał w pałacu Udenmy. Udenma rzekła: «Nasze życzenia zgadzają się z waszymi. Ministrze, jedź tam i dobrze wszystko ułóż».
Król wraz z mądrym ministremTen wraz z mądrym ministrem udał się do Doliny Słoni w Indiach. Zwołano wszystkich poddanych i mądry minister przedstawił królowi swoją prośbę. Na sam widok mądrego ministra król się rozradował i na wszystko, o co ten prosił, Gunapane przystał. Królewską parę sprowadzono z Delden i objęła tron. Połowę królestwa Delden oddano młodszemu bratu. Oba królestwa zakwitły i rozrosły się. Urodziło się troje dzieci, synowie i córki, a i ta kraina zaznała szczęścia i dostatku. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.
Królewiczowi Deczo Sangpo wyrwało się wtedy: „Gdyby nie ten mądry minister, sam król wiele by nie zdziałał”. Truposz rzekł: „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – po czym trzykroć smagnął go jak ogniem i zniknął z powrotem w tumanie kurzu.
Królewicz pomyślał: „Tym razem też umysł mi się rozproszył i Truposz mi uciekł”. I znów udał się na owo cmentarzysko.