Rozdział siódmy
O tym, jak bystry chłopiec, który nie umiał kłamać, ani na chwilę nie odstąpił od prawdy, wytrwał do końca i zdobył tron
Znów królewicz poszedł pod drzewo i rzekł:
Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Mój miecz ma ostrze, co przecina kamień,
moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moja pałka jest z ciemnej akacji,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.
Myśląc, że Truposz spadnie, zaczął rąbać drzewo. Truposz spadł, a królewicz zdzielił go pałką, wpakował do sieci, związał lassem i poniósł na plecach.
Gdy uszedł jakieś siedem kroków, Truposz przemówił: „Królewiczu, królewiczu! Droga daleka, więc albo ty opowiedz jakąś opowieść, albo ja opowiem”. Królewicz pomyślał: „Znam twoje sztuczki” i szedł w milczeniu. Truposz rzekł na to: „Z ust nędznika takiego jak ty, królewiczu, słowa się nie doczekam. Opowiem więc ja, a ty słuchaj!”. I zaczął:
„W pewnej dolinie żył, jak powiadają, wielki król. Za doliną, po drugiej stronie, też był wielki król. Król z tej strony doliny miał w skarbcu wiele klejnotów spełniających życzenia, a w dobrach na zewnątrz, jak powiadają, wiele koni i bydła. Wśród koni był wyborny koń zwany srokatym ogierem Zwierciadłem. Jego koniuszym był bystry chłopiec, który nie umiał kłamać.
Pewnego razu dwaj królowie zapraszali się nawzajem na uczty. Gdy król z tej strony podejmował króla zza przełęczy, rozmawiali o swoich bogactwach. Król z tej strony spytał króla zza przełęczy, jakie ma osobliwe skarby. «Mam cudowny skarb: nosorożca o białej głowie, w którym mieszka tysiąc buddów, przejrzystego na wskroś» – odpowiedział tamten. I spytał króla z tej strony: «A jaki ty masz cudowny skarb?». Król odpowiedział: «Mam wiele wybornych koni, a przy najlepszym z nich jest koniuszy, bystry chłopiec, którego zwą tym, co nie umie kłamać. Wyrzekł się kłamstwa całkowicie i choćby go uczyć kłamać, nie potrafi».
Król zza przełęczy rzekł: «Jeśli całkowicie wyrzekł się kłamstwa, to wielki cud. Załóżmy się. Zakład znaczy więcej niż gadanieAle gdybym się założył, najpewniej przegrasz zakład». «Możemy się założyć» – odparł król z tej strony. I postawili każdy po połowie królestwa. Ustalili tak: jeśli bystry chłopiec skłamie, połowa królestwa z tej strony przejdzie do tamtego; jeśli nie skłamie, połowa tamtego królestwa przejdzie tutaj. A król zobowiązał przysięgą, żeby nikt chłopcu o tym nie mówił.
Potem wielki król zza doliny posłał swoją córkę ze smacznym i słodkim jadłem, żeby zwiodła bystrego chłopca, który nie umiał kłamać.
Dziewczyna szła od górnej części doliny, wypytując o bystrego chłopca, i odnalazła go. Rzekła: «Bystry chłopcze, ściemniło się już, a ja nie zajdę nigdzie dalej. Proszę, daj mi nocleg przy stadzie».Proszę, koniuszy, daj mi nocleg przy stadzie». Bystry chłopiec pomyślał: „Słudzy są gdzie indziej, nie ma nikogo, kto by jej usłużył”, zawahał się i rzekł: «Jeśli zostaniesz tu na noc, nie będzie ci miał kto usłużyć. Tam dalej jest wielu pasterzy koni i bydła. Lepiej idź do nich». Ona odparła: «Jeśli dziś wieczorem pójdę dalej, nie dojdę. Proszę, daj mi nocleg przy stadzie choć na tę noc». «Jestem tu sam. No to chodź» – rzekł i dał jej nocleg.
Została tam na noc. Następnej nocy też została i dziewczyna z bystrym chłopcem, jak powiadają, połączyli się ciałem. Po kilku dniach dziewczyna zaczęła wołać: «Jestem chora, jestem chora!». Na prawy policzek nałożyła czerwieni, na lewy indygo, i udawała chorą, a z nosa lały jej się sine i czerwone smarki.
Chłopiec się zatroskał i spytał: «Dziewczyno, co to za choroba?». Dziewczyna odpowiedziała: «Choruję ponad miarę». «Może to dawna choroba wróciła?» – spytał. «To nie żadna znana choroba» – odparła. «Co może ci teraz pomóc?» – spytał. «Jest coś, co pomoże, ale ty tego chyba nie zrobisz». On na to: «Jeśli jest sposób, żeby ci pomóc, na pewno to zrobię». «Jeśli zabijesz tego srokatego ogiera Zwierciadło i dasz mi jego mięsa, to mi pomoże» – rzekła.
Bystry chłopiec rzekł: «Dziewczyno, czy nie ma innego sposobu? Ten srokaty ogier Zwierciadło to klejnot spełniający życzenia w naszym królestwie. Nasz król nie ma cenniejszego skarbu». Dziewczyna odparła: «Nie ma innego sposobu. Jeśli dziewczyna ma umrzeć, niech umiera». Bystry chłopiec pomyślał: „Jeśli taka dziewczyna umrze, nie wiadomo, skąd się zjawi właściciel jej trupa. Choć żal mi konia, może trzeba go zabić?”. Spytał: «Dziewczyno, jak się czujesz?». «Umieram z tej choroby» – odpowiedziała.
Pomyślał: „Jeśli dziewczyna umrze, będzie skandal”. Wziął do lewej ręki trochę tsampy z piwem, do prawej siekierę, poszedł do srokatego ogiera Zwierciadła i zawołał: «Srokaty ogierze Zwierciadło, chodź tu!». A srokaty ogier, koń, co wszystko rozumie, pomyślał: „Jeśli chłopcu się nie powiedzie, nie tylko nie dostanie królewskich włości, ale jeszcze i swoje straci” i schylił głowę niżej niż zwykle. Chłopiec dał mu tsampy z piwem, ale nie zdołał uderzyć ogiera siekierą. Tylko nim potrząsnął i wrócił.
Potem poszedł do dziewczyny. Od tamtego dnia nic nie jadła i nic nie piła, więc usta i nos miała wyschnięte i oblepione brudem, policzki zapadnięte, a oczy wpadnięte głęboko. Choć serce mu się wzdragało, pomyślał, że pójdzie zabić konia. Znów wziął tsampę z piwem i siekierę i poszedł.
Gdy tylko doszedł do konia, zawołał: «Chodź, chodź!». A gdy zobaczył, że ogier idzie ku niemu, popłynęły mu łzy. Rzekł: «Ogierze, trafił ci się koniuszy taki jak ja. Jeśli cię zabiję, co ja pocznę? Jesteś najlepszym z zewnętrznych skarbów króla. A jeśli cię nie zabiję, ta dziewczyna umrze. Co mam zrobić?» – i płakał. Ogier podszedł do niego, ugiął nogi i położył się. A chłopiec przeklął go: «Ogierze, nie mam serca cię zabić. Idź i uciekaj przez góry i rzeki, żeby cię nikt nie złapał. Choćby król nie zganił mnie za to, że cię zabiłem, obyś umarł sam, żebym nie musiał cię zabijać».
Ponieważ myśli chłopca były czyste, a koń był koniem, co wszystko rozumie, przemówił: «Przyprowadź naszą siwą klacz i przeprowadź ją tam i z powrotem przed moim pyskiem». Chłopiec poszedł, złapał klacz i trzy razy przeprowadził ją tam i z powrotem przed koniem. Wtedy srokaty ogier Zwierciadło wywrócił oczy i padł. Chłopiec puścił klacz.
Płacząc i płacząc, zdjął z konia skórę. Pomyślał: „Ugościłem kogoś i taki zły czyn mi z tego wyszedł. Co powie król?” – i był bardzo strapiony. Dokończył zdejmowania skóry, zaniósł mięso tam, gdzie mieszkał, ugotował je i dał dziewczynie, ile tylko mogła zjeść, a dziewczyna wyzdrowiała. A gdy poszedł zobaczyć, czy pasterze koni w górze doliny coś wiedzą, dziewczyna zabrała głowę i skórę i odeszła do swojej królewskiej siedziby. Nie było jej już.
Bystry chłopiec pomyślał: „Najgorsze, że nie dość, że zabiłem najlepszego konia, to jeszcze dziewczyny nie ma. Jak ja to powiem królowi?”. Wziął filcową derkę i poszedł na pewien grzbiet. Gdy tam doszedł, pomyślał: „Może by tak skłamać?”. Ułożył kopczyk z kamieni, okrył go swoją derką i włożył na niego czapkę. Kopczyk miał udawać króla. Najpierw trzy razy pokłonił się kopczykowi. Potem udawał, że składa królowi doniesienie.
Potem podszedł do kopczyka i przemówił, jakby to mówił król: «O, przyszedł chyba bystry chłopiec, który nie umie kłamać. Czy srokaty ogier Zwierciadło dobrze się miewa?». Potem znów zszedł niżej, pokłonił się i rzekł: «Srokatego ogiera Zwierciadło ukradziono». A kopczyk się przewrócił. „Jak kłamię, to nic z tego nie wychodzi. Spróbuję inaczej” – pomyślał.
Ułożył kopczyk na nowo, okrył go derką i włożył czapkę. Zszedł niżej i pokłonił się. Znów podszedł do kopczyka i powtórzył słowa króla: «O, bystry chłopiec…» – jak przedtem. Znów zszedł niżej i powiedział wszystko jak przedtem, a na końcu: «Srokaty ogier Zwierciadło ugrzązł w bagnie i padł». I znów kopczyk się przewrócił.
„Jak kłamię, to nic z tego nie wychodzi. Lepiej powiem prawdę” – pomyślał. Znów ułożył kopczyk, jak przedtem okrył go derką i włożył czapkę. Zszedł niżej i pokłonił się. Podszedł do góry: «Przyszedł chyba bystry chłopiec, który nie umie kłamać. Czy srokaty ogier Zwierciadło dobrze się miewa?». Zszedł niżej i pokłonił się: «Srokatego ogiera Zwierciadło musiałem zabić, bo pewna dziewczyna mnie oszukała. Głowę i skórę zabrała i uciekła». Kopczyk się nie przewrócił, tylko stał prosto. Chłopiec pomyślał: „Lepiej mówić prawdę niż kłamać”. Nazajutrz wcześnie osiodłał konia, oddał konie pod opiekę innym koniuszym i poszedł do króla.
U króla był już król zza przełęczy. Przyszła też dziewczyna podobna do tej, która wtedy przyszła go oszukać. Chłopiec pokłonił się królowi. Król, z twarzą bardziej posępną niż zwykle, rzekł: «Przyszedł chyba bystry chłopiecCzyżby przyszedł bystry chłopiec, który nie umie kłamać. Czy srokaty ogier Zwierciadło dobrze się miewa?». Chłopiec odpowiedział: «Srokatego ogiera Zwierciadło zabiłem, bo oszukała mnie pewna podła dziewczyna. Zdjąłem z niego skórę aż po głowę». Król ucieszył się i rzekł: «Mówiłem, że ten mój człowiek nie umie kłamać». I połowa królestwa tamtego króla przeszła na tę stronę, a król dał ją bystremu chłopcu.
Jeszcze tego samego roku siwa klacz, którą chłopiec przeprowadziłW tym samym roku klacz, którą chłopiec wcześniej przeprowadził przed pyskiem konia, urodziła źrebię podobne do srokatego ogiera Zwierciadła, a nawet od niego lepsze. Wtedy król dał bystremu chłopcu połowę włości tamtego króla i dziewczynę, którą posłano, żeby go oszukała, a sam poświęcił się Dharmie.
Bystry chłopiec objął królestwo, a poddani żyli w większym dostatku i pomyślności niż dawniej. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.
Królewiczowi wyrwało się wtedy: „Prawdę mówią, że lepiej postępować uczciwie, niż kłamać. Ten chłopiec miał szczęście!”. Truposz rzekł: „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – po czym trzykroć smagnął go jak ogniem i zniknął z powrotem w tumanie kurzu.
Królewicz Deczo Sangpo pomyślał: „Lama przykazał mi, żebym nie podejmował rozmowy, cokolwiek Truposz powie. On mnie omamił, umysł mi się rozproszył i odpowiedziałem. A teraz brzuch mi burczy z głodu, trzeba wracać”. I wrócił.
Na znaku granicznym przy wschodniej bramie przybito list, a obok leżał wór tsampy z masłem, większy niż poprzednio. Przeczytał list: „Królewiczu Deczo Sangpo, ciągle odpowiadasz Truposzowi. Teraz doszło już do siedmiu razy i poniżej kolan Truposz w złoto się nie przemieni. Skup wreszcie umysł, bo Truposz jest mistrzem w mamieniu i zna mnóstwo opowieści. Cokolwiek powie, milcz i zbierz w sobie wytrwałość”.
Pomyślał: „Ta tsampa z masłem jest większa niż poprzednia. Tamta wystarczyła mi na siedem dni, aż do dzisiejszego ranka, i nie zaznałem ani głodu, ani pragnienia. Ta tsampa jest jak boski nektar. Teraz zbiorę w sobie wytrwałość”. I poszedł na owo cmentarzysko.
Trupy stroiły miny groźniej niż przedtem. Jedne z małych trupów na skraju wołały: „Ha-la, ha-la!” i podnosiły głowy, raz po raz. Inne wołały: „Hu-lu, hu-lu!” i podnosiły ręce, raz po raz. A Truposz na drzewie też wołał: „Ha-la, ha-la!”, rozdziawiał paszczę, mrużył oczy, szczękał zębami i robił wiele innych strasznych rzeczy. Ale królewicz uciszył umysł i nie poczuł strachu.
Tu kończy się siedem rozdziałów o zdobyciu tronu.