Rozdział szósty
O tym, jak ślepy królewicz dzięki zręczności zdobył dobry nóż wart swojej ceny i objął królestwo
Znów królewicz poszedł pod drzewo i rzekł:
Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Mój miecz ma ostrze, co przecina kamień,
moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moja pałka jest z ciemnej akacji,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.
Myśląc, że Truposz spadnie, zaczął rąbać drzewo. Truposz spadł, a królewicz zdzielił go pałką, wpakował do sieci, związał lassem i poniósł na plecach.
Truposz przemówił: „Królewiczu, królewiczu! Droga daleka, więc albo ty opowiedz jakąś opowieść, albo ja opowiem”. Królewicz pomyślał: „Znam twoje sztuczki” i nie odpowiedział. Truposz rzekł na to: „Z ust nędznika takiego jak ty, królewiczu, słowa się nie doczekam. Opowiem więc ja, a ty słuchaj!”. I zaczął:
„W pewnej dolinie żył, jak powiadają, król. Urodziło mu się dwóch synów. Starszy był ślepy, a młodszy wyrósł, jak powiadają, na bardzo bystrego. Młodszy objął tron, a starszemu dano na uboczu posiadłość. Starszy miał dobre serce.
Pewnej nocy królewiczowi przyśniło się, że dostał do ręki dobry nóż. Pewnego ranka przyszedł do niego tamtejszy bogacz z dzbanem piwa i nożem. Pokłonił się królowi, poczęstował go piwem i rzekł: «Wśród dóbr, które zostawili moi przodkowie, nie ma nic lepszego niż ten nóż. Twoja posiadłość, królu, nie ma pana na miarę. Przepowiedziano mi, że jeśli zamienię ten nóż na posiadłość, i mnie przyniesie to pożytek».
Król spytał: «Jak ci to przepowiedziano?». Bogacz odpowiedział: «Kiedy zapadałem w sen, usłyszałem jak przez mgłę: „Sprzedaj ten nóż wielkiemu królowi w górze doliny”». Król pomyślał, że to zgadza się z jego własnym snem. Kupił nóż i zapłacił za niego polami na lata. Bogacz ucieszył się i poszedł w dół doliny. A król, odkąd dostał nóż, dobrze spał i był bardzo zadowolony.
Innej nocy przyśniło mu się: „Gdy królewicz wejdzie na tę przełęcz, dokona wielkiej rzeczy”. Król przypasał nóż i wszedł na przełęcz. Spojrzał w dół i zobaczył mnóstwo ludzi, czerwono od nich. Pomyślał, że to pewnie jakaś wielka uczta.
Zszedł z przełęczy i poszedł tam. W tłumie było wielu takich, co grali w kości, i król się przyglądał. Trzech z nich przegrało. Ludzie z doliny dawali im różne potrawy, a krewni zebrali się i płakali głośno. Król podszedł do nich i spytał: «Jaką winę popełnili ci trzej?».
Ludzie odpowiedzieli: «Ci ludzie nie popełnili żadnej winy. Królowi naszej doliny urodziła się córka. Gdy król i królowa pomarli, w królewnę wstąpił demon, co opętuje. Zjadł już ministrów i cały dwór. Teraz dolina musi mu dawać co dzień po trzech ludzi».
Król pomyślał: „Oni mają zmartwień bez miary, a o mnie nikt się nie będzie martwił” i rzekł: «Pójdę zamiast was». Ludzie ucieszyli się, a trzej skazańcy razem z krewnymi pokłonili mu się. Podano królewiczowi smaczne i słodkie potrawy.
Królewicz poszedł do pałacu. Gdy wszedł na schody, nie było słychać ani człowieka, ani psa. Były tam wielkie podwójne schody i po nich wszedł na górę. W wielkiej sali leżało po prawej ze sto osiem trupów bez głów, a po lewej ze sto osiem bez nóg. Król pomyślał: „Gdzie jest ten, co tylu zabija i zjada?” i wspiął się na samą górę.
Były tam drzwi szczelnie zamknięte. Otworzył je i wszedł. W komnacie o ośmiu filarach, na pięknym turkusowym tronie, ujrzał dziewczynę, śliczną i promienną, w wieku trzy razy sześć, czyli osiemnastu lat, okrytą płaszczem z runa dzikiej owcy.
Spojrzał w inne strony: nie było drzwi, które nie byłyby zaryglowane. Pomyślał: „Gdzie jest ten demon, co ich zjada?” i poszedł na górę, ale nikogo tam nie było. «Pani na turkusowym tronie, pani!» – wołał i unosił jej głowę, ale nie odpowiadała ani słowem. Sprawdził, czy oddycha nosem: oddech ledwo było czuć. Pomyślał: „Demona nie spotkam, a słowo już dałem”.
Poszedł do paleniska. Leżały tam napoczęte mięso i masło, pokryte kurzem. Wyjął mięso i masło, zagniótł tsampę wielkości głowy, polał ją obficie roztopionym masłem i siedział u wezgłowia jej tronu, jedząc.
Gdy słońce przeszło połowę nieba, dziewczyna na tronie raz się przewróciła na drugi bok. Spojrzał szeroko otwartymi oczami, a nóż sam wysunął się odrobinę z pochwy. Pomyślał: „Z tą dziewczyną pójdzie łatwo. Ale gdzie jest ten demon, co zjada ludzi?” i siedział, i rozmyślał. Gdy słońce zaszło za przełęcz, znów przewróciła się na drugi bok. I znów nóż sam wysunął się odrobinę. Potem z wolna się podniosła. Ze szpary w belce dał się słyszeć dwa razy dźwięk: ting, ting, i w tej samej chwili z jej nosa wysunęły się dwa węże.
Na widok węży królewicz przestraszył się i wstał, a demon rzekł: «Siedź, królewiczu!». Ostrze noża samo wysuwało się coraz wyżej i dwa węże wypełzły na zewnątrz. «Zwycięstwo, zwycięstwo!» – i nóż sam wyskoczył z pochwy i uciął obu wężom łby. Wtedy demony i demonice zostały poskromione. Dziewczyna podeszła do królewicza, wołając: «Panie, panie!», i uniosła mu głowę. Królewicz wstał, a nóż był już z powrotem w pochwie.
Dziewczyna rzekła do królewicza: «Twój nóż uciął łby wężom, a ich kawałki zeszły w dół, tam gdzie rękojeść łączy się z ostrzem». Królewicz wziął nóż do ręki, wyciągnął do połowy i zajrzał, czy są tam węże. A nóż przemówił do królewicza: «Demony i demonice przed chwilą poskromiłem. Kawałki węży też już zjadłem».
Dziewczyna rzekła do królewicza: «Masz swój kraj czy nie? Nie wyglądasz na kogoś z mojej doliny». Królewicz siedział z szeroko otwartymi oczami i nie odpowiadał, a wtedy nóż przemówił: «Ma swój kraj, bo gdzieś się urodził. Żyjcie oboje w zgodzie».
Dziewczyna spytała: «Czy ten dobry nóż to dziedzictwo po przodkach? Skąd go masz?». Odpowiedział: «Czy nóż jest dobry, czy zły, nikomu nie trzeba mówić». I dodał:
«Gdy idę, przypinam go do ciała,
gdy śpię, kładę go u wezgłowia,
strażnik, co strzeże mego domu,
podpora, gdy przyjdzie mi ciężko».
Nazajutrz ludzie z doliny zebrali się i zaczęli rzucać kości. Królewicz przyszedł i rzekł: «Nie rzucajcie kości, chodźcie do środka». Ludzie pomyśleli: „Tego człowieka nie znamy. Wtedy poszedł za tamtych, ale może teraz chce nas oszukać?” i mieli wątpliwości. Jeden rzekł: «Niech najpierw pójdzie do niego ktoś odważny». Wszyscy poprosili pewnego odważnego człowieka: «Idź pierwszy».
Poszedł powoli przodem. Gdy wszedł do środka, nie było tam nikogo poza królową ich kraju i tamtym człowiekiemwczorajszym człowiekiem. Zdumiał się i przeraził, łzy pociekły mu po nosie i pokłonił się królowej. Królowa rzekła: «Nie mnie się kłaniaj, pokłoń się drogocennemu królowi». Pokłonił się więc królowi. Wyszedł i opowiedział ludziom wszystko szczegółowo. Poddani ucieszyli się i przybiegli, nawet ciężarne kobiety przyszły pieszotak że małe robaki zostały zdeptane po drodze.
Gdy przyszli do królewicza i królowej, prości ludzie się pokłonili. Najdzielniejsi z doliny zajęli miejsca dawnych ministrów. Król i królowa zostali parą królewską, a królewicz rządził królestwem. Wszyscy poddani żyli w większym dostatku i pomyślności niż dawniej. Pola, które bogaczowi z tyłu za przełęczą dano na lata, oddano mu na własność.Pola w stolicy, które bogaczowi z tyłu za przełęczą oddano na lata, przekazano mu na czystą własność. Oba królestwa połączono w jedno i rządzono nimi bez różnicy. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.
Królewiczowi wyrwało się wtedy: „Ślepy królewicz, co nic nie umiał, a mocą zasług tyle zdobył!”. Truposz rzekł: „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – po czym trzykroć smagnął go jak ogniem i zniknął z powrotem w tumanie kurzu.
Królewicz pomyślał: „Lama przykazał mi, że cokolwiek Truposz powie, nie wolno mi odpowiedzieć ani słowem. Umysł mi się rozproszył i odpowiedziałem. Jeśli wrócę bez Truposza, lama mnie zgani”. I poszedł na owo cmentarzysko.