Rozdział piąty
O tym, jak kupiec zwany Małą Pszczołą, tułacz bez kraju, mocą swoich zasług zdobył tron
Znów królewicz poszedł pod drzewo i rzekł:
Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Mój miecz ma ostrze, co przecina kamień,
moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moja pałka jest z ciemnej akacji,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.
Myśląc, że Truposz spadnie, zaczął rąbać drzewo. Truposz spadł, a królewicz zdzielił go pałką, wpakował do sieci, związał lassem i poniósł na plecach.
Gdy uszedł jakieś siedem kroków, Truposz rzekł: „Królewiczu, królewiczu! Droga daleka, więc albo ty opowiedz jakąś opowieść, albo ja opowiem”. Królewicz szedł w milczeniu. Truposz rzekł na to: „Z ust nędznika takiego jak ty, królewiczu, słowa się nie doczekam. Opowiem więc ja, a ty słuchaj!”. I zaczął:
„W pewnej dolinie żył, jak powiadają, królewicz. Pewien kupiec, który przybył tam z innego kraju na handel, osiadł w tej okolicy. Kiedyś wszedł do pewnego domu. Król tego kraju przygotowywał właśnie, jak powiadają, mnóstwo noworocznych ciastek. Kupiec przez szparę w drzwiach liczył, ile ciastek wychodzi z tłuszczu. Gdy skończono smażyć i otwarto drzwi, poprosił: «Dajcie mi jedno ciastko». «Jeśli powiesz, ile ich jest, dostaniesz» – odpowiedziano. Wymienił liczbę i gdy przeliczono ciastka, zgadzało się co do jednego. Powiedziano królowi: «Ten człowiek mówi prawdę». I kupiec zasłynął jako jasnowidz.
Potem królowi zginął boski koń i kazał zawołać kupca. Gdy kupiec przyszedł, król rzekł: «Zginął mi boski koń. Dowiedz się swoim jasnowidzeniem, gdzie się podział». Kupiec wrócił do domu i siedział strapiony na dachu. A trzej ludzie, którzy ukradli boskiego konia, pomyśleli: „Ludzie mówią, że kupiec jest jasnowidzem. Może coś o nas mówi?” i przyszli podsłuchiwać.
Kupiec spojrzał w dół, a oni go nie widzieli. Dwaj mówili: «Jeśli on w istocie jest jasnowidzem, to sprzeda dusze nas trzech». Trzeci rzekł: «Nie wiem, czy to prawda, że tacy w ogóle są». Kupiec, tak żeby go nie widzieli, sypnął im na głowy kłaczkami ze skórzanej maty przy drzwiach. Trzej rzekli: «Nie dość, że nic nie podsłuchaliśmy, to jeszcze jest znak, że nas przejrzano» – i odeszli. Kupiec ucieszył się i poprosił króla, żeby nazajutrz zebrali się wszyscy ludzie z doliny.
Tysiącznik zwołał setników, setnicy zwołali dziesiętników i zebrali się wszyscy poddani. Kupiec obejrzał ich, a że trzej mieli na głowach kłaczki, rzekł: «To ci trzej». I ci trzej przyprowadzili boskiego konia, którego nie zabili. Kupiec wstawił się za nimi, żeby nie odebrano im życia. Król pomyślał: „Ten człowiek nie pochodzi z mojego królestwa. Szkoda by było, gdyby poszedł gdzie indziej” – i dał mu za żonę własną córkę.
Po jakimś czasie pewnemu kupcowi w królestwie ukradziono trzy osły i powiedziano o tym królowi. Król rzekł do kupca: «Ukradziono osły. Znajdź je swoim jasnowidzeniem». Kupiec pomyślał: „Liczyłem raz, dwa i wyszło jasnowidzenie od ciastek. Siedziałem strapiony na dachu, bez snu, i wyszło jasnowidzenie od konia. A teraz nic nie wiem. Jak nie ucieknę, to mnie zabiją”.
Wziął trochę mąki na drogę, wyszedł w dół doliny i uciekł na wschód. Zobaczył człowieka, który szedł powoli, i pomyślał: „Pójdę razem z nim”. Pobiegł, a tamten zawrócił mu naprzeciw i pokłonił się kupcowi. Był to wspólnik złodziei osłów, który wyszedł na zwiady. Człowiek ów rzekł: «Oddam osły, tylko daruj mi życie». «Gdzie są osły?» – spytał kupiec. «Za tamtą przełęczą» – odparł. I złodzieje sami odesłali osły z powrotem. «Daruj mi życie» – prosił tamten.
Po jakimś czasie zginął królewski turkus duszy i król kazał zawołać kupca. A turkus ukradł królewski minister imieniem Asza. Król rzekł: «Kupcze, zginął nasz turkus duszy. Dojdź, kto go wziął». Kupiec pomyślał: „Liczyłem raz, dwa i wyszło jasnowidzenie od ciastek. Siedziałem na dachuSiedziałem bez snu na dachu i wyszło jasnowidzenie od konia. Uciekłem bez celu i wyszło jasnowidzenie od osłów. Może i tym razem czegoś się dowiem?”. I wrócił do swojego domu.
Minister Asza pomyślał: „Ciekawe, skąd on bierze swoje przepowiednie” i o północy wstał i poszedł za dom kupca. Kupiec myślał: „Dotąd szczęście sprzyjało mi w drodze”. Jego stary ojciec miał na imię Asza, więc przyłożył usta do szpary w murze i z płaczem zawołał: «Asza!». Minister Asza usłyszał to i odparł: «Panie, jestem tutaj». Kupiec ucieszył się i zawołał: «Ministrze Asza, chodź tu!». Asza przyszedł i rzekł do kupca: «W biały dzień zbłądziłem. Oddaję ci turkus duszy, tylko daruj mi życie».
Kupiec rzekł: «Przynieś turkus, a będę mógł się za tobą wstawić». Minister oddał kupcowi turkus duszy. Kupiec zaniósł go królowi, złożył mu w ręce i rzekł z szacunkiem: «Ministrowie nie wierzyli w moje jasnowidzenie, a to minister Asza schował turkus duszy». Król rzekł: «Dobrze, że turkus się znalazł».
Po jakimś czasie kupiec rzekł w pewnym domu do królewskiej córki, królewny: «Królewno, przynieś mi pełną czarkę dobrego piwa». I położył się pod oknem w dachu. Królewna nalała kupcowi piwa, a gdy wypił mniej więcej połowę, rzekł: «Liczyłem raz, dwa i wyszło jasnowidzenie od ciastek. Kłaczki spadły na głowyKłaczki z jaj zgubiłem na głowę i wyszło jasnowidzenie od konia. Uciekłem bez celu i wyszło jasnowidzenie od osłów. O północy zawołałem: „Asza!” i wyszło jasnowidzenie od turkusu. Jestem kupiec, tułacz bez kraju. Tęsknię za rodzinnymi stronami i za rodzicami. Królewno, chyba nie będzie ze mnie dla ciebie męża».
Królewna rozgniewała się, pobiegła do króla i rzekła: «Ten mój mąż nie jest uczciwy». Król odparł: «Twój mąż, kupiec, ma jasnowidzenie, któremu nic nie stoi na przeszkodzie, i jest mądry. Nikt nie zna jego rodu ani krwi. Córko, będzie z niego dobry mąż. Wracaj i siedź cicho». Ale córka rzekła: «Jasnowidzenie od ciastek, gdy się liczy raz, dwa, to i ja potrafię. A że zawołał swojego starego ojca, Aszę, a minister Asza oddał turkus duszy, to takie jasnowidzenie i ja potrafię. Nie będę jego żoną».
Przy królu był pewien mądry minister, który rzekł: «Dotąd wszystko się sprawdzało. Ale skoro królewna tak mówi, pójdę jutro zwołać ludzi z doliny». I minister wziął na plecy kosz i poszedł za przełęcz. Za przełęczą rozejrzał się na cztery strony: nie było żywej duszy, a zwierzęta i ptaki też uciekły. Pośrodku niskiego kwiatka siedziała pszczoła i bzyczała: zir, zir. Złapał ją, owinął jedwabiem w pięciu kolorach, wziął do ręki i wrócił.
Zawołał ludzi z doliny, a ludzie, myśląc, że będzie uczta, zebrali się w wielkiej gromadzie. Króla poproszono na złoty tron i kazano przyjść kupcowi. Gdy kupiec przyszedł, minister rzekł: «Kupcze, którego jasnowidzeniu nic nie stoi na przeszkodzie, powiedz, co mam w ręku».
Kupiec odparł: «Liczyłem raz, dwa i wyszło jasnowidzenie od ciastek. Siedziałem na dachu domu i wyszło jasnowidzenie od konia. Uciekłem bez celu i wyszło jasnowidzenie od osłów. O północy zawołałem: „Asza!” i wyszło jasnowidzenie od turkusu. A dziś Mała Pszczoła zginie, widać, z ręki ministra». Mądry minister roześmiał się: «Ha, ha! Ludzie z doliny, z królewną na czele, podejdźcie do mnie. Za tamtą przełęczą, gdzie nie widać było ani człowieka, ani ptaka, ani zwierzęcia, złapałem na łące tę pszczołę, która tam krążyła. Zobaczmy, czy zginie, jak powiedział kupiec». Rozwijał jedwab warstwa po warstwie, a pszczoła nie umiała już wzlecieć w niebo. Wtedy uwierzono kupcowi.
Uwierzyli mu też król i ministrowie. Królewnie i kupcowi oddano królewskie włości, a król poświęcił się Dharmie. Poddani zaś żyli w dostatku i pomyślności. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.
Królewiczowi Deczo Sangpo wyrwało się wtedy: „Ależ ten człowiek miał szczęście! Co powiedział, to się sprawdziło”. Truposz rzekł: „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – po czym trzykroć smagnął go jak ogniem i zniknął z powrotem w tumanie kurzu. Królewicz pomyślał, że wracać nie ma po co, skoro nie ma Truposza do niesienia, i znów poszedł na owo cmentarzysko.