Złoty TruposzO tekście i metodzie

Rozdział czwarty

001
ལེའུ་བཞི་པ།རྒྱལ་བུ་ཁྱི་སྤྲུལ་གྱིས་ཆུང་མ་བཙལ་བ།

O tym, jak królewicz-pies szukał sobie żony

དེར་ཤིང་སྡོང་གི་རྩར་ཕྱིན། བླ་མ་ཀླུ་སྒྲུབ་སྙིང་པོ་ཡིན། ང་ང་རྒྱལ་བུ་བདེ་སྤྱོད་བཟང་པོ་ཡིན། རལ་གྲི་ངར་མ་རྡོ་ཆོད་ཡིན།དྲ་བ་ལྕགས་ཀྱི་མིག་དགུ་ཡིན། ཏོག་མ་སེང་ལྡེང་སྨུག་པོ་ཡིན།ཞགས་པ་འཕྲུལ་གྱི་ཨ་ལོང་ཡིན། མར་ཟན་ཟོས་པས་འཛད་མེད་ཡིན།རོ་ཁོག་འབབ་བསམ་ཤིང་སྡོང་གཅོད་ཟེར་ནས་རལ་གྲི་ཙག་ཙག་པ་བརྒྱབ་པས། རོ་ཁོག་དེ་བབས་བྱུང་སྟེ། ཏོག་མ་དེས་བརྡུངས། དྲ་བ་དེའི་ནང་དུ་བརྫངས། ཞགས་པ་དེས་བསྡམས་ནས་རྒྱབ་ཏུ་ཁུར་ཡོངས་པ་དང་། གོམ་པ་བཅུ་ཙམ་སླེབས་པའི་ཚེ། རོ་ན་རེ།

Potem królewicz poszedł pod drzewo i rzekł:

Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Mój miecz ma ostrze, co przecina kamień,
moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moja pałka jest z ciemnej akacji,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.

Myśląc, że Truposz spadnie, zamierzył się na drzewo i ciął mieczem: ciach, ciach. Truposz spadł, a królewicz zdzielił go pałką, wpakował do sieci, związał lassem i poniósł na plecach.

003
རྒྱལ་བུ་རྒྱལ་བུ་ཟེར་གྱི་འདུག་སྟེ། རྒྱལ་བུས་རྒྱུས་ཡོད་བསམས་ནས་གཏམ་ཁ་མ་བླངས་པར་མགོ་ཕར་རིལ་ཚུར་རིལ་བྱས་པ་དང༌། རྒྱལ་བུ་ལས་ཟད་པ་ཁྱོད་འདྲའི་ཁ་ནས་གཏམ་ཡོང་བཟོ་མི་འདུག ངས་སྒྲུང་ཞིག་བཤད་ཀྱི་ཉོན་ཨང་ཟེར། ལུང་པ་ཆེན་པོ་ཞིག་ན་རྒྱལ་པོ་ཞིག་ཡོད་

Gdy uszedł jakieś dziesięć kroków, Truposz przemówił: „Królewiczu, królewiczu!”. Królewicz pomyślał: „Znam twoje sztuczki”, nie podjął rozmowy, tylko kręcił głową w tę i z powrotem. Truposz rzekł na to: „Z ust nędznika takiego jak ty, królewiczu, słowa się nie doczekam. Opowiem więc ja, a ty słuchaj!”. I zaczął:

འདུག རྒྱལ་པོ་དེ་ལ་འཁོར་དང་ལོངས་སྤྱོད་ཕུན་སུམ་ཚོགས་པ ཡོད་ཅིང་། སྐྱེ་ས་རིགས་རྒྱུད་མཉམ་པའི་ཇོ་མོ་སྟེར་མཁན་ཡོད་ཀྱང་།རྒྱལ་པོ་དེས་མི་སྤྱད་མཁྱེན་པས། ཡུལ་གཞན་ཞིག་ན་རྒན་རྒོན་གཉིས་ལ་བུ་མོ་བསོད་ནམས་ཅན་གསུམ་ཡོད་པས་བླངས་ན་སྟེར་ཏེ། བསོད་ནམས་ཆེ་བ་མཉམ་པ་ལ་སུ་སྙིང་གུང་འཇོམས་པ་བརྟག་དགོས་བསམས་ནས། རྒྱལ་བུས་ཁྱི་རྒན་ཞིག་ཏུ་རྫུས་ནས་སྙིང་གུང་བརྟག་ཏུ་བྱོན་ནོ།

„W pewnej wielkiej dolinie żył, jak powiadają, król. Miał wspaniały dwór i bogactwa, a choć nie brakło takich, którzy chcieli mu dać panią równego rodu i krwi, król był rozważny. Dowiedział się, że w innym kraju para staruszków ma trzy szczęśliwe córki i że dadzą je, jeśli ktoś poprosi. Pomyślał: „Szczęścia mają wszystkie po równo, trzeba sprawdzić, która ma najlepsze serce”. I królewicz przemienił się w starego psa i poszedł wypróbować ich serca.

005
ཁོང་ཚོའི་ཡུལ་དེར་སླེབས་རྗེས་ཁལ་གཅིག་ཁུར་ནས་རྒན་རྒོན་དེའི་སྒོ་རྩར་ཕྱིན་པ་དང༌། རྒན་མོ་ཆུ་ལེན་པ་དང་ཐུག ཁྱི་རྒན་གྱིས་མ་རྒན་མོ། ངའི་ནས་ཁལ་གཅིག་པོ་འདི་ཉར་རོགས་གྱིས་དང་བྱས་པས།རྒན་མོ་ན་རེ། ནས་ཉར་རོགས་བྱེད་དང་ཟེར་ན་ཉར་ཆོག་ཟེར། ཁྱི་རྒན་དེས་ང་རང་གི་ནས་འདི་ནམ་ལེན་དུ་འོང་ཡང་ངོ་བོ་དགོས་ཟེར་བས་རྒན་མོས་ནམ་ལེན་དུ་འོང་ཟེར་བར། ནམ་ཡོང་ངེས་པ་མེད་ཟེར་ནས་ཁྱི་རྒན་ལོག་ཕྱིན། དེ་ནས་ལོ་ཁ་ཤས་སོང་ཡང་ཁྱི་དེ་ནས་ལེན་དུ་མ་

Gdy przybył do ich kraju, niosąc jeden wór jęczmienia, podszedł pod drzwi staruszków i spotkał staruszkę, która szła po wodę. Stary pies rzekł: «Matko, przechowaj«Matko staruszko, przechowaj mi, proszę, ten jeden wór jęczmienia». Staruszka odparła: «Skoro prosisz, żebym przechowała jęczmień, mogę przechować». Stary pies rzekł: «Kiedykolwiek przyjdę po mój jęczmień, chcę dostać ten sam». Staruszka spytała: «A kiedy przyjdziesz?». «Nie wiadomo kiedy» – odparł stary pies i odszedł.

006
ཡོང༌། རྒན་མོ་ན་རེ། རྒད་པོ། ཁ་སང་ནས་ཚོལ་བའི་ཁྱི་དེ་ནི་ཁྱི་རྒན་གཡང་རལ་ཉིལ་ལེ་བ་གཅིག་འདུག ཁྱིའི་ཚེ་ནི་ལོ་དགུ་ལས་མེད། ད་ཙམ་རང་ཤི་བ་ཨེ་ཡིན་ཟེར། ཁ་སང་ངོ་བོ་དགོས་ཟེར་བྱུང་སྟེ། ངོ་བོ་རང་མི་དགོས་ཡོང༌། སྣོད་དོག་པ་ལས་ཆང་ཚོད་བྱས་པར། རྒད་པོ་ན་རེ། ཁ་སང་ངོ་བོ་དགོས་ཟེར་བས་བཞག་པ་ཨེ་དྲག་ཟེར། རྒན་མོས་ནས་བཟང་པོ་འདུག་པས་སྐྱིན་པ་ལྔབ་འགྱུར་འཇལ་བས་གོ་ཆོད་ཡོང་ཟེར། དེ་ནས་ཞག་ཁ་ཤས་སོང་བ་དང༌།

Minęło kilka lat, a pies po jęczmień nie przychodził. Staruszka rzekła: «Staruszku, ten pies, co wtedy do nas przyszedłten pies, co wtedy zostawił u nas jęczmień na przechowanie, był to stary, parszywy, wychudły pies. Psy żyją najwyżej dziewięć lat. Pewnie już zdechł. Mówił wtedy, że chce ten sam jęczmień, ale tego samego już nie będzie potrzebował. Zróbmy z niego piwo, bo trzymamy go w ciasnym naczyniu». Staruszek rzekł: «Mówił, że chce ten sam. Może lepiej go zostawić?». Staruszka odparła: «To dobry jęczmień. Jak oddamy pożyczkę pięciokrotnie, to wystarczy».

ཁྱི་དེ་ཆུ་མིག་ཁར་ཡོང་བ་དང་བུ་མོ་ཆེ་ཤོས་ཆུ་ལེན་པ་དང་ཐུག་སྟེ།ཁྱིས་བུ་མོ་ལ་སྨྲས་པ། འ་འུ་འ་འུ་བུ་མོ་ཁྱོད་ཀྱི་ཨ་མ་ལ་ངས་ཁ་སང་བཅོལ་བའི་ནས་དེ་དགོས་གྱིས་དང་བྱས་པས། བུ་མོས་ཨ་མ་ལ་ཁྱི་རྒན་དེ་ནས་དགོས་ཟེར་སླེབས་འདུག་བྱས་པ་དང་། འོ་ན་ནང་དུ་བོས་མི་ཡོང་བ་ཟེར། ཨ་མས་ཁོ་ནང་དུ་བོས། ཨ་ཕོ་ཁ་སང་ནས་སྒུག་པས་

Po kilku dniach pies przyszedł do źródła i spotkał najstarszą córkę, która przyszła po wodę. Pies rzekł do dziewczyny: «Hej, hej, dziewczyno! Chcę ten jęczmień, który wtedy powierzyłem twojej matcePowiedz swojej matce, że chcę ten jęczmień, który jej wtedy powierzyłem». Dziewczyna powiedziała matce: «Przyszedł ten stary pies i mówi, że chce jęczmień». «To czemu nie zawołasz go do środka?» – rzekła matka i sama go zawołała.

008
སླེབས་མ་བྱུང་། ནས་དེ་སྣོད་ཆས་དགོས་པ་བྱུང་ནས་ངེད་རང་གི་ནས་དང་འདྲེས་སོང་བྱས་པས། ཁྱི་རྒན་གྱིས་འདྲེས་ཚར་ཀྱང་ངའི་ནས་སྒྲུག་པས་ཆོག་ཟེར། དེ་ནས་ཁྱི་ན་རེ། ནས་དེ་འདྲ་ལྡབ་བྱུང་ཡང་ངའི་ངོ་མ་མ་བྱུང་ན་མི་ལེན་ཟེར་བར། རྒན་མོས་ཁ་སང་ནས་དེ་ལས་མགྱོགས་ཙམ་མི་ཡོང་བ་བྱས་པར། ཁྱི་ཁོས། ང་ནི་ནམ་ཡོང་མེད་པས་ཞོག་བྱས་པ་ཡིན། ད་ཁྱོད་རང་གིས་ནས་ངོ་བོ་སྤྲོད་རྒྱུ་མེད་པས་ན་ང་ལ་བུ་མོ་གཅིག་སྟེར་དགོས་བྱས་པར། ངོ་ཚབ་མ་ལོན་ན་བུ་མོ་སྟེར་ཆོག་ཟེར་ནས་བུ་མོ་ཆེ་བ་དེ་ཁོ་ལ་བྱིན། བུ་མོ་དེ་ཁོས་ཁྲིད་ནས་

«Dziadku, długo czekaliśmy, a ty nie przychodziłeś. Potrzebne nam było naczynie, więc jęczmień zmieszał się z naszym» – rzekła. Stary pies odparł: «Choć się zmieszał, możecie mój jęczmień odsiać». I dodał: «Choćbyście mi dali dwa razy tyle, jeśli to nie będzie mój własny, nie wezmę». Staruszka rzekła: «Czemu nie przyszedłeś trochę wcześniej?». Pies odparł: «Mówiłem, że zostawiam go, nie wiedząc, kiedy przyjdę. Skoro nie możecie oddać tego samego jęczmienia, musicie mi dać córkę». «Jeśli nie da się oddać w zamian, możemy dać córkę» – odpowiedzieli i dali mu najstarszą córkę.

009
བགྲོད་པའི་ལམ་བར་ཆུ་ཆེན་པོ་ཞིག་འདུག་པ་ལ། བུ་མོ་རང་ངས་ཁུར་ཆོག་བྱས་ནས་བུ་མོ་དེ་ཁྱིའི་སྒལ་པར་ཁུར་ནས་ཆུ་ལ་བསྐྱུལ། ཁྱི་དེས་བུ་མོ་དེ་གྲུང་པོ་ཡོང་བ་མི་འདུག་བསམས། དེ་ནས་གྲོགས་པོ་ཞིག་གི་

Pies wziął dziewczynę i poszedł. W drodze była wielka rzeka. «Mogę cię przenieść, dziewczyno» – rzekł. Dziewczyna usiadła psu na grzbiecie i tak przeprawiła się przez rzekę. Pies pomyślał: „Ta dziewczyna nie ma, widać, rozumu”.

ནང་དུ་ཕྱིན་པ་དང༌། ནང་དེ་ན་ཐབ་གདན་ཆས་དང་བཅས་ཟ་བཏུང་གང་དགོས་ཀྱང་འདུག་གོ། དེར་ཁྱིས་བུ་མོ་ལ་སྨྲས་པ། ཤ་མར་བུ་མོ་རང་ཡང་ཟོ། ང་ལ་ཡང་གཏོང་། བུ་མོ་རང་གདན་ཐིངས་སྐྱིད་པོ་གྱིས་བྱས་པ་དང༌། བུ་མོའི་བསམ་པར་ཁྱི་རྒན་འདི་དང་འགྲོགས་ན་དགའ་རབ་འདུག་བསམས་ནས་མོ་རང་རྒྱགས་ཚད་ཟོས། ཁྱི་ལ་ཁྱི་ལྟོ་བསྐྱལ། མོ་རང་གདན་གསུམ་རྩེགས་བཏིངས། ཁྱི་ལ་གདན་མཐིལ་མེད་གཅིག་བཏིངས་པ་དང་། ཁོའི་བསམ་པ་ལ་བུ་མོ་འདི་ལྐུགས་མ་ལག་པས་ཐེག་ཚད་ཅིག་ཡོང་བ་འདུག་བསམ་པ་སེམས་ལ་ཤར། བསོད་ནམས་ཆེན་པོ་ཡོང་བ་འདུག་སྟེ་དེ་ལས་ཐུང་བ་ཞིག་བྱུང་ན་ དགའ་བསམས་ཏེ། ཁྱིས་བུ་མོ་རང་ཨ་མ་འཕྲད་དུ་འགྲོ་བའི་གྲབས་གྱིས་ཟེར་ནས་ཤ་ཁོག་གཅིག་ཁུར་ཏེ་ཁོང་གཉིས་ཨ་མ་འཕྲད་དུ་ཕྱིན་ནོ། ནང་དུ་

Potem weszli do domu pewnego przyjacielado wąwozu. Było tam palenisko, były poduszki do siedzenia i wszelkie jadło i napitki, jakie trzeba. Pies rzekł do dziewczyny: «Jedz, dziewczyno, mięso i masło, i mnie też daj. Rozłóż sobie wygodnie poduszkę». Dziewczyna pomyślała: „Z tym starym psem żyje się wesoło”. Najadła się do syta, a psu dała psią strawę. Sobie rozłożyła trzy poduszki, jedną na drugiej, a psu jedną, bez spodu. Pies pomyślał: „Ta dziewczyna to tępa niemota, serca ma tyle, co w garść się zmieści. Szczęście ma wielkie, ale gdyby trafiła się taka, co ma go mniej, byłbym rad”. I rzekł pies: «Szykuj się, dziewczyno, pójdziemy odwiedzić twoją matkę». Wziął na plecy tuszę mięsa i oboje poszli odwiedzić matkę.

011
སླེབས་པ་དང་ཨ་མས་བུ་མོ་སླེབས་སམ་སྐྱིད་པོ་བྱུང་ངམ་ཟེར། བུ་མོས་སྐྱིད་པོ་བྱུང་ཟེར། ཨ་ཕོ་ཁྱི་རྒན་གར་སོང་ཟེར། ཁོ་མདོ་ན་ཡོད་ཟེར། ཨ་མས་ཁྱོད་རང་ཏི་ཐུག་པ་ལས་མི་འདུག ནང་དུ་བོས་མི་ཡོང་བ་ཟེར་ནས་ཨ་མ་ཕྱིར་དོན་ཏེ། ཨ་ཕོ་ཁྱི་རྒན་བྱོན་པ་ལེགས་བྱས་པས།འ་འུ་ཨ་མ་རྒན་མོ་ཁམས་བཟང་ངམ་ཟེར། དེར་ཁྱི་རྒན་ནང་དུ་བོས་ཏེ་ཁྱི་རྒན་གྱིས་རྒན་རྒོན་གཉིས་ལ་སྨྲས་པ། ང་ལ་ཁྱོད་ཀྱི་བུ་མོ་བར་མ་དེ་སྟེར་རོགས་བྱས་པར། ད་ཨ་པོ་ཁྱི་རྒན་ལ་སྟེར་རོགས་ཟེར་ན་སྟེར་དགོས་ཟེར་བྱིན་ནོ། ཁོང་གཉིས་མཉམ་དུ་ཕྱིན་ཏེ། ཆུ་དེའི་རྩར་

Gdy weszła do środka, matka spytała: «Przyszłaś, córko? Dobrze ci było?». «Dobrze» – odpowiedziała dziewczyna. «A gdzie dziadek, stary pies?» «Jest u wejścia». Matka rzekła: «Głupia jesteś i nic więcej! Czemu nie zawołałaś go do środka?». Wyszła na zewnątrz i rzekła: «Dziadku, stary psie, dobrze, że przyszedłeś». «Hej, hej, matko staruszko, dobrze się miewasz?» – odparł. Zawołano starego psa do środka, a on rzekł do staruszków: «Dajcie mi, proszę, waszą średnią córkę». «Skoro dziadek, stary pies, prosi, trzeba dać» – odpowiedzieli i dali mu ją.

012
སླེབས་པ་དང་། འ་འུ་བུ་མོ་རང་ངས་ཁུར་བྱས་པས། ཨ་པོས་ང་ཁུར་བས་ཡོང་དོགས་མེད། ཨ་པོས་ངའི་གོས་དང་ཟོན་པ་གཉིས་ཁུར་རོགས་གྱིས་ཟེར་མགོ་སྦྲེལ་ནས་བསྐུར་རོ། དེར་ཁོའི་བློ་ལ་ཨ་ཅག་ལས་དྲག་པ་ཞིག་ཡོང་བ་འདུག་བསམས། གྲོགས་ནང་དུ་ཡར་ཁྲིད་པ་

Poszli razem. Gdy doszli do rzeki, rzekł: «Hej, hej, dziewczyno, przeniosę cię». Ale ona odparła: «Dziadku, przejdę i bez tego, nie musisz mnie nieść. Ponieś mi tylko, dziadku, moje ubranie i suknięmoje ubranie i buty». Związała je razem i dała mu. Pies pomyślał: „Ta wypada lepiej niż starsza siostra”.

དང་། དེར་སླེབས་རྗེས་བུ་མོ་ཁྱོད་རང་ཤ་མར་ཟོ་གདན་ཐིངས།ང་ལ་ཡང་གནང་བྱས་པས། བུ་མོས་ཤ་རུས་ཕྱེ་མར་དང་རུས་པ་རྣམས་ཁྱི་ལ་བྱིན། མོ་རང་ཞིམ་པ་དང་ཚོ་བ་རྣམས་ཟོས་པས། ཁོའི་བསམ་པར་བུ་མོ་འདི་ཨ་ལྕེ་ལས་དྲག་པ་ཞིག་ཡོང་བ་འདུག་སྟེ། ད་དུང་འདམ་ཁ་བྱེད་རྒྱུ་ཡོད་པས་བུ་མོ་ཆུང་བ་དེ་སྤྱང་གྲུང་འཛོམས་ལོས་བལྟ་དགོས་བསམས། ཡང་བུ་མོ་དེ་ལ་ཁྱི་རྒན་གྱིས་སྨྲས་པ། བུ་མོ་རང་ཤ་

Zaprowadził ją do domu przyjaciela, a gdy tam przyszli, rzekł: «Jedz, dziewczyno, mięso i masło, rozłóż poduszkę i mnie też daj». Dziewczyna dała psu mięso z kośćmi, mąkę z masłem i gnaty, a sama zjadła to, co smaczne i tłuste. Pies pomyślał: „Ta dziewczyna wypada lepiej niż starsza siostra, ale jest jeszcze z czego wybierać. Trzeba zobaczyć, czy najmłodsza ma i rozum, i serce”.

014
ཁོག་གཅིག་ཁུར་ནས་ཨ་མ་འཕྲད་དུ་ཕྱིན་པ་དྲག་བྱས་ནས་ཁྱི་རྒན་དང་མཉམ་དུ་ཕྱིན་ནོ། སྒོ་རྩར་སླེབས་འཕྲལ་བུ་མོ་ནང་དུ་ཕྱིན་པ་དང་རྒན་རྒོན་གཉིས་ན་རེ། བུ་མོ་སླེབས་སམ་སྐྱིད་པོ་བྱུང་ངམ། ཨ་ཕོ་ཁྱི་རྒན་གར་སོང་ཟེར། བུ་མོས་ང་སྐྱིད་པོ་བྱུང་། ཁྱི་རྒན་མདོ་ནཡོད་ཟེར། ཨ་མས་ངེད་རང་གི་བུ་མོ་འདི་གཉིས་ལྐུགས་མར་འདུགནང་དུ་བོས་མ་ཡོང་བ་ཟེར། ཨ་མས་འབོད་དུ་ཕྱིན་ནས་ཨ་ཕོ་ཁྱི་རྒན་བྱོན་ནམ་བྱས་པས། འ་འུ་མ་རྒན་མོ་ཁམས་བཟང་ངམ་ཟེར། དེར་ཁོ་ནང་དུ་བོས། ཁྱི་རྒན་ན་རེ། ཁྱོད་ཀྱི་བུ་མོ་ཆུང་ཤོས་དེ་ང་ལ་སྟེར་རོགས་ཟེར་བར། རྒན་རྒོན་གཉིས་ན་རེ། སྐྱིད་པོ་ཡོང་བ་འདུག་པས་སྟེར་དགོས་ཟེར། བུ་མོ་ཆུང་ཤོས་ཡང་བྱིན་ནས་ཁོ་གཉིས་བསྡེབསནས་ཕྱིན་ནོ། ཆུ་ཆེན་པོ་དེའི་རྩར་སླེབས་པ་དང་། བུ་མོ་རང་ངས་

I znów stary pies rzekł do dziewczyny: «Dobrze byłoby, dziewczyno, wziąć tuszę mięsa i odwiedzić matkę». I poszła ze starym psem. Ledwie doszli do drzwi, dziewczyna weszła do środka, a staruszkowie spytali: «Przyszłaś, córko? Dobrze ci było? A gdzie dziadek, stary pies?». «Dobrze mi było. Stary pies jest u wejścia» – odpowiedziała dziewczyna. Matka rzekła: «Te nasze dwie córki to tępe niemoty. Czemu nie zawołałaś go do środka?». Poszła go zawołać: «Dziadku, stary psie, przyszedłeś?». «Hej, hej, matko staruszko, dobrze się miewasz?» – odparł. Zawołano go do środka, a stary pies rzekł: «Dajcie mi, proszę, waszą najmłodszą córkę». Staruszkowie odpowiedzieli: «Widać dobrze im u ciebie, więc trzeba dać». Dali mu i najmłodszą córkę, i oboje razem poszli.

015
ཁུར་བྱས་པས། མོ་ན་རེ། ང་ཁྱོད་ཀྱི་ཁུར་བས་ཡོང་དོགས་མེད།ཁྱེད་ཁྱི་ཡིན་ཡང་ང་ཨ་མས་ཁྱེད་ལ་བྱིན་ཟིན། ཁྱེད་ཁྱོ་བོ་བཟའ་དཔོནཡིན་པས་ན་ངས་ཁྱེད་ཁུར་དགོས་རང་མི་ཐེག་པ་འདུག་ལགས་ཟེར།དེར་ཁྱི་ཁོ་སེམས་གཏིང་ནས་མགུ་སྟེ། འོ་ན་ཁྱེད་ཀྱི་རྐང་པའི་ལྷམ་ངས་འཁུར་ཆོག་བྱས་པས། ལྷམ་ཁྱེད་ལ་བཀལ་བས་ཡོང་དོགས་མེདཟེར་ནས་འཁུར་དུ་མ་བཅུག་གོ། དེར་ཆུ་དེ་བརྒལ་ནས་གྲོགས་ནང་

Gdy doszli do wielkiej rzeki, rzekł: «Przeniosę cię, dziewczyno». Ona zaś odparła: «Przejdę i bez tego, nie musisz mnie nieść. Choć jesteś psem, matka już mnie tobie oddała. Jesteś moim mężem i panem, więc to ja powinnam cię nieść, tylko że nie dam rady cię unieść». Pies ucieszył się w głębi serca i rzekł: «To pozwól mi chociaż nieść twoje buty». «Nie trzeba, żebyś niósł mi buty» – odparła i nie pozwoliła mu. Przeprawili się przez rzekę i doszli do domu przyjaciela.w głąb wąwozu.

སླེབས་པ་དང་ཐབ་གདན་ཆས་དང་བཅས་པ་འདུག་པ་ལ། ཁྱི་ཁོ་ན་རེ། བུ་མོ་རང་ཡང་ཤ་མར་ཟོ། ང་ལ་ཡང་བྱིན་བྱས་པས། མོས་ཤ་རྣམས་བཙོས། མར་རྣམས་བཞུ་མར་བཅོས། རང་ཉིད་ཀྱིས་ཟས་པ་ལྟར་ཁྱི་ལ་ཡང་སྟེར་བས། ཁོ་དགའ་ནས་བུ་མོ་ལ་སྨྲས་པ། ཨ་ལྕེ་གཉིས་པོས་ནི་ང་ལ་སྟེར་གྱི་མེད། བུ་མོས་སྟེར་བ་དགའ་རབ་ཡིན་བྱས་པས། བུ་མོས་སྨྲས་པ། སྟེར་རྒྱུ་བྱུང་བ་ནི་ཁྱེད་རའི་དཔལ་འབྱོར་ཡིན་བྱས་པ་དང་། རྒྱལ་བུ་ཁྱི་སྤྲུལ་གྱི་བསམ་པ་ལ། བུ་མོ་འདི་

Było tam palenisko i poduszki. Pies rzekł: «Jedz, dziewczyno, mięso i masło, i mnie też daj». Ona ugotowała mięso, przetopiła masło i jak sama jadła, tak i psu dawała. Pies ucieszył się i rzekł do dziewczyny: «Twoje dwie starsze siostry nic mi nie dawały. To, że ty dajesz, to wielka radość». Dziewczyna odpowiedziała: «To, że jest co dawać, to twoja zamożność».

017
བསོད་ནམས་ཨ་ལྕེ་གཉིས་དང་མཉམ་ལ། འདི་སྤྱང་གྲུང་འཛོམས་པ་ཡོང་བ་འདུག ད་གཏན་གྱི་མདུན་མ་དེ་ལེགས་འདུག་བསམས་ནས་ཞེ་མགུའོ། དེའི་ནུབ་མོར་གདན་མཐུག་པ་རྣམས་ཁྱི་ལ་བཏིངས། སྲབ་པ་རྣམས་མོ་རང་གིས་བཏིངས་ནས་ཉལ་ལོ། སང་སྔ་མོ་ནས་ལངས་ཏེ་ཁྱི་ལུད་རྣམས་དང་ཨ་ལྕེ་གཉིས་ཀྱིས་བཏང་བའི་མི་གཙང་བ་རྣམས་ཕྱག་བདར་བྱས་ཏེ་ཁམས་བདེ་སིང་ངེ་བ་ཞིག་བཟོས། དེར་རྒྱུན་རིང་བསྡད།དེའི་རིང་བུ་མོ་དེ་ལ་ཁྱི་གུ་གསུམ་སྐྱེས་སོ། དེར་རྒྱལ་པོ་ཁྱི་སྤྲུལ་གྱིས་

Królewicz-pies pomyślał: „Szczęścia ma tyle co jej dwie siostry, ale ta ma i rozum, i serce. Na towarzyszkę życia będzie dobra” – i ucieszył się w duchu. Tej nocy rozłożyła psu grube poduszki, a sobie cienkie, i poszła spać. Nazajutrz wstała wcześnie, wymiotła psie łajno i brud, który narobiły dwie siostry, i zrobiła tak, że było przytulnie i schludnie. Mieszkali tam długo, a w tym czasie urodziła trzy szczenięta.

མོ་ལ་སྨྲས་པ། གྲོགས་པོའི་སར་ནི་གཏན་དུ་སྡོད་པའི་གནས་མ་ཡིན།ད་སྡོད་ས་སྤོས་པ་དྲག་ཟེར། བུ་མོས་སྨྲས་པ། ཁྱི་གུ་འདི་རྣམས་རང་མགོ་མ་ཐོན་བར་གཞན་དུ་ཕྱིན་ཀྱང་སྐྱིད་པོ་ཨེ་ཡོང་མི་ཤེས་པས་འདི་གར་བསྡད་ན་དགའ་ཟེར། ཁྱི་རྒན་ཁོ་ན་རེ། འདིར་སྡོད་ཡུན་རིང་ན་སྐྱིད་པོ་མི་ཡོང་བས་ད་ལྟ་ནས་ཕྱིན་ན་དྲག་ཟེར། བུ་མོས་ཐབ་གདན་འདི་ཚོ་གང་འདྲ་བྱས་ན་དྲག་ཟེར་བར། ཐབ་གདན་གྲོགས་པོས་ཉ་ར་བྱས་ཡོང་ཟེར་ནས་འགྲིམ་སོང་། ཁོང་གཉིས་དེ་ནས་ཐོན་ཏེ

Wtedy król-pies rzekł do niej: «Dom przyjaciela to nie miejsce, gdzie można mieszkać na zawsze. Lepiej się przenieść». Dziewczyna odparła: «Dopóki te szczenięta nie staną na własnych nogach, nie wiadomo, czy gdzie indziej będzie nam dobrze. Wolałabym zostać tutaj». Stary pies rzekł: «Jeśli zostaniemy tu długo, szczęście do nas nie przyjdzie. Lepiej iść już teraz». Dziewczyna spytała: «A co zrobić z paleniskiem i poduszkami?». «Przyjaciel się nimi zajmie» – odparł i ruszył w drogę.

019
གང་ཙམ་ཕྱིན་ཙ་ན། ལུང་པ་ཞིག་གི་ཕུ་ན་འབྲོག་པ་མང་པོ་ཡོད་པ་མཐོང་། ཁྱི་ན་རེ། ངས་རུ་བ་ཡ་ནས་སློང་མོ་འདྲ་བྱས་ཟེར་འགྲོ་གྲབས་བྱས་པས། བུ་མོས་ང་ཚོའི་བསྡེབས་ནས་ཕྱིན་པ་དྲག རུ་བའི་ཁྱི་མང་པོས་རུབ་བརྒྱབ་ནས་ཁྱེད་བསད་ན་ཁྱི་གུ་འདི་དག་ནི་ཆུང་།ཡུལ་དུ་ལོག་པ་ལ་ནི་ངོ་ཚ། ངེད་མ་བུ་ཀ་འདྲ་བྱེད་བྱས་པས། ཨའུ་ཙེ་སྣང་དག་ཅི་ཡང་མི་ཡོང་། ཁྱོད་རང་ཁྱི་ཕྲུག་རྣམས་ཁྱེར་ནས་ག་ལེར་ཤོག་ཟེར་སོང་ངོ་། མོས་རྗེས་ལ་ཕྱིན་ཙ་ན། སྒང་གཤོང་ཞིག་

Wyszli stamtąd i gdy uszli kawałek, zobaczyli w górze pewnej doliny wielu pasterzy. Pies rzekł: «Pójdę do obozowiska na górze, może coś wyżebrzę» – i szykował się do drogi. Dziewczyna rzekła: «Lepiej pójdźmy razem. Jeśli psy z obozowiska rzucą się na ciebie i cię zagryzą, te szczenięta są jeszcze małe, a wracać do rodzinnych stron wstyd. Cóż wtedy zrobimy, matka z dziećmi?». «Nic się nie bój. Weź szczenięta i idź za mną powoli» – rzekł i poszedł.

020
ནས་མིག་གིས་མ་མཐོང་། བུ་མོས་གྱེན་ལ་འཇོགས་ནས་འགྲོ་སྐབས།རྐང་རྗེས་ཁྲ་ལམ་མེར་མཐོང་རྒྱུ་ཡོད་ཅིང་། སྒང་ཞིག་ནས་མར་བབསཡོང་ཙ་ན་གཤོང་ཞིག་ན་ཁྱི་ལྤགས་དེ་ཐ་རེ་ཐོ་རེར་བཏང་། ཁྲག་དམར་ཇར་རེ་འདུག་པ་མཐོང་། བུ་མོའི་བསམ་པ་ལ་འདི་འདྲ་བའི་ལས་ཤིག་ཡོང་བསམས་པ་མ་བྱུང་། གྲོགས་ནང་དེར་སྡོད་མི་དྲན་པ་སུའི་འདྲེས་ཁྲིད། ད་ཡུལ་དུ་ལོག་འགྲོ་བ་ལ་ནི་མི་ལ་ཁྱི་གུ་སྐྱེས་པས་ངོ་ཚ། སྤང་དུ་འགྲོ་བ་ལ་ནི་མི་ལ་ངོ་ཚ་བསམས་ནས། ཁྱི་ལྤགས་དེ་རྣམས་བྲང་འོག་ཏུ་བཙུད་དེ་ངུ་ཡིན་བསྡད་པས། དར་ཅིག་ནས་རྟ་པ་ཚོ་ཞིག་དཔོན་

Gdy poszła za nim, straciła go z oczu za grzbietem i kotliną. Szła pod górę, a ślady łap widać było wyraźnie. Gdy zeszła z grzbietu, zobaczyła w kotlinie psią skórę rozszarpaną na strzępy i rozbryzganą czerwoną krew. Dziewczyna pomyślała: „Nie myślałam, że coś takiego się stanie. Kto mnie podkusił, żeby nie zostać w domu przyjaciela? Wracać do rodzinnych stron wstyd, bo człowiek urodził szczenięta. Iść na pustkowie też wstyd przed ludźmiIść między ludzi jako żebraczka też wstyd”. Schowała psią skórę na piersi, usiadła i płakała.

མོ་ལགས་ཟེར་མར་བྱུང་སྟེ་ཡུལ་འདི་ན་ང་མིན་པ་བུད་མེད་མི་འདུག་བསམས་མགོ་སྒུར་ནས་ངུ་མཚམས་བཞག་སྟེ་བལྟས་པས། རྟ་པ་དེ་རྣམས་སྔས་མགོར་ཡོང་ནས་དཔོན་མོ་ལགས་བཞེངས་པ་ཞུ་ཟེར། མོས་རྟ་པ་ཚོ་ལ་སྨྲས་པ། དྲུང་པ་རྣམས་ཀྱིས་སུ་དང་ནོར། བདག་ལ་ཁྱོ་བོ་ཁྱི་རྒན་ཞིག་ཡོད་པ་དེ་རུ་བའི་ཁྱིས་རུབ་བརྒྱབ་ནས་འདི་ན་བསད་འདུག་ཞུས་པས། མ་ནོར་ལགས་བཞེངས་པར་ཞུ་ཟེར་ལག་པ་ནས་འཐེན་ནོ། མོའི་བསམ་པ་ལ་འདི་སུ་དང་ནོར། ངའི་ཁྱོ་བོ་ཁྱི་རྒན་

Po chwili z góry zjechała gromada jeźdźców, wołając: «Pani!». Pomyślała: „Prócz mnie nie ma tu żadnej kobiety”, pochyliła głowę, przestała płakać i spojrzała. Jeźdźcy podjechali do niej i rzekli: «Pani, racz powstać». Odpowiedziała jeźdźcom: «Panowie, bierzecie mnie za kogoś innego. Miałam męża, starego psa, ale psy z obozowiska rzuciły się na niego i zagryzły go tutaj». «Nie mylimy się, racz powstać» – rzekli i pociągnęli ją za rękę.

022
ནི་བསད་འདུག་བསམས་པ་དང་། དེར་མོ་ཡར་ལངས་པས་མོ་ལ་རྒྱན་ཆ་ལུགས་རྣམས་ལེགས་པར་སྤྲས། ད་སྲས་ལྕམ་སྲིང་ག་ན་ཡོད་ལགས་ཟེར། ང་ལ་ནི་ཁྱི་གུ་གསུམ་ལས་མེད་སུ་དང་ནོར་བྱས་པས། འདི་རང་དགོས་ལགས་ཟེར་རྟ་པ་དེའི་པང་དུ་ཁྱེར། དེར་ཡོད་ཚད་རྟ་ལ་བཞོན་ནས་རྒྱལ་པོའི་ཕོ་བྲང་དུ་བྱོན་པ་དང་། རྒྱལ་པོ་དེ་གསེར་ཁྲི་ལ་

Pomyślała: „Za kogo oni mnie biorą? Mój mąż, stary pies, nie żyjezostał zabity”. Gdy wstała, pięknie przystroili ją w klejnoty i szaty. «A gdzie są synowie i córka?» – spytali. «Mam tylko trzy szczenięta. Bierzecie mnie za kogoś innego» – odpowiedziała. «Właśnie ich nam trzeba» – rzekli, a jeźdźcy wzięli je na kolana. Wszyscy wsiedli na konie i pojechali do królewskiego pałacu.

023
བཞུགས། བློན་པོ་རྣམས་ཀྱིས་མཐའ་ནས་བསྐོར། རྒྱན་དང་ཆ་ལུགས་ལེགས་པར་སྤྲས། བུ་མོ་དེ་ལ་གཡུ་ཁྲི་ཞིག་བརྒྱབ་ནས་དེའི་སྟེང་དུ་སྡོད་བྱས་པ་དང་། ངའི་སེམས་ལ་ང་ལ་ནི་ཁྱོ་བོ་ཁྱི་རྒན་ཞིག་ལས་མེད། འདི་ནི་རྒྱལ་པོ་མཚར་སྡུག་ཆེ་ལ་འོད་ཆགས་པ་ཞིག་འདུག་བསམས་སྟེ་ལབ་ངོ་མ་ཤེས་པར་ཀྲོང་ངེར་བསྡད་པས། རྒྱལ་པོས་བུ་ཚ་མིང་སྲིང་ག་ན་ཡོད་གསུངས་པ་དང་། ཁུར་མཁན་དེ་ཚོས་ཁྱི་གུ་

Król siedział na złotym tronie, otoczony ze wszystkich stron ministrami, pięknie przystrojony w klejnoty i szaty. Dziewczynie ustawiono turkusowy tron i kazano na nim usiąść. Pomyślała: „Ja mam tylko męża, starego psa, a ten król jest bardzo piękny i promienny” i nie wiedząc, co powiedzieć, siedziała sztywno. Król spytał: «Gdzie są synowie i córka?».

024
རྣམས་རྒྱལ་པོའི་ཕྱག་ཏུ་ཕུལ་བ་དང་། ཁྱི་གུ་གསུམ་གྱི་སྤྱི་གཙུག་ནས་ཐང་ཙམ་བྱས་པ་དང་ཁྱི་གུའི་པགས་པ་ཟུ་ལུ་ལུ་བུད་ནས་སྲས་པོ་མཚར་སྡུག་ཅན་གཉིས་དང་། སྲས་མོ་གཅིག་དང་གསུམ་བྱུང་ངོ་། རྒྱལ་པོས་འདི་རྣམས་ང་འདྲའོ་གསུངས། ངས་སྤྲུལ་པ་བྱས་པ་ཡིན་བུ་མོ་གཡུ་ཁྲི་ལ་སྡོད་གསུངས་པ་དང་། བུ་མོ་རབ་ཏུ་དགའ་ཞིང་ཧ་ལས་ནས་ཕྱག་བྱས་གཡུ་ཁྲི་ལ་བསྡད། ཡུལ་དེའི་དཔོན་མོ་བྱས། ཕ་མ་རྒན་

Ci, którzy nieśli szczenięta, złożyli je w ręce króla. Gdy dotknął czubka głowy każdego z trzech szczeniąt, psie skóry zsunęły się z nich, zu-lu-lu, i były to dwaj piękni synowie i jedna córka. Król rzekł: «Te dzieci są podobne do mnie. To ja przybrałem tamtą postać. Dziewczyno, usiądź na turkusowym tronie». Dziewczyna, bardzo uradowana i zdumiona, pokłoniła się i usiadła na turkusowym tronie. Została panią tego kraju.

རྒོན་ཡང་དེར་བོས། རྒྱལ་འབངས་རྣམས་སྔར་ལས་བདེ་ཞིང་སྐྱིད་པ་བྱུང་ཞིང་། བུ་མོ་དེ་བསོད་ནམས་ཆེ་བར་ཐག་ཆོད་པ་ཞིག་བྱུང་བ་ཡིན་པར་གདའ་བྱས་པས། རྒྱལ་བུ་བདེ་སྤྱོད་བཟང་པོའི་ཞལ་ནས།

Wezwano tam też jej starych rodziców. Poddanym żyło się lepiej i szczęśliwiej niż dawniej i nie było wątpliwości, że dziewczyna ma wielkie zasługi. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.

026
བུ་མོ་དེ་ཨ་ལྕེ་གཉིས་ལས་ཀྱང་སྤྱང་གྲུང་འཛོམས་ལ་བསོད་ནམས་ཆེ་བ་ཞིག་བྱུང་འདུག་བྱས། རོ་ལ་གཏམ་ལན་ཤོར། རོ་ན་རེ། རོ་ལ་གཏམ་ཟེར་བྱ་ཁྲ་ཧུར་ཟེར། ལྡན་ལྕག་མེ་བུས་པ་འདྲ་བ་གསུམ་བརྒྱབ་ནས་རོ་དེ་རྫུལ་འཕྱུར་རེ་ལོག་སོང་ངོ་། རྒྱལ་བུའི་བསམ་པ་ལ་བླ་མས་

Królewiczowi Deczo Sangpo wyrwało się wtedy: „Ta dziewczyna miała więcej rozumu i serca niż jej dwie siostry i wielkie szczęście!”. Słowo do Truposza się wymknęło. Truposz rzekł: „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – po czym trzykroć smagnął go jak ogniem i zniknął z powrotem w tumanie kurzu.

027
རོ་ལ་གཏམ་ལན་མ་བྱེད་གསུང་བྱུང་སྟེ་ངས་རོ་ལ་གཏམ་ཤོར། ད་རོ་མེད་པར་ཕྱིན་ན་བཀའ་བཀྱོན་ཡོང་བསམས་ནས་དུར་ཁྲོད་དེ་རུ་ཕྱིན་ནོ།

Królewicz pomyślał: „Lama przykazał mi, żebym Truposzowi nie odpowiadał, a mnie się słowo do Truposza wymknęło. Jeśli teraz wrócę bez Truposza, spadnie na mnie nagana”. I poszedł na owo cmentarzysko.