Rozdział drugi
Dziewczyna Deni Bum, która pamiętała swoje dawne wcielenia
Potem królewicz poszedł pod owo drzewo i spojrzał w górę. Na wierzchołku siedział wielki Truposz i wołał: „Nie bierz mnie, nie bierz mnie!”. A otaczające go zwłoki wołały: „Weź mnie, weź mnie!”. Wtedy królewicz dobył miecza, zamierzył się na drzewo i rzekł:
Mym lamą jest Nagardżunagarbha,
ja zaś jestem królewicz Deczo Sangpo.
Mój miecz ma ostrze, co przecina kamień,
moja sieć jest z żelaza, o dziewięciu oczkach,
moja pałka jest z ciemnej akacji,
moje lasso ma czarodziejską pętlę,
a masła i tsampy, choć jem, nie ubywa.
Myśląc, że Truposz spadnie, zaczął rąbać drzewo. Truposz spadł, a królewicz zdzielił go pałką, wpakował do sieci, związał lassem i poniósł na plecach. Gdy uszedł jakieś siedem kroków, Truposz przemówił: „Królewiczu, królewiczu! Albo ty opowiedz jakąś opowieść, albo ja opowiem”. Królewicz pomyślał: „Lama przykazał mi, że cokolwiek Truposz powie, nie wolno mi odpowiedzieć ani słowem”. Postanowił więc nie odpowiadać i milczał. Truposz rzekł na to: „Z ust nędznika takiego jak ty, królewiczu, słowa się nie doczekam. Opowiem więc ja, a ty słuchaj!”. I zaczął:
„W pewnej dolinie żył syn królewski. W otoczeniu króla był też, jak powiadają, syn wielkiego bogacza i syn żebraka. Było ich trzech: królewski syn, syn bogacza i mały żebrak. W górze doliny żyła dziewczyna zwana Deni Bum, urodziwa i pamiętająca swoje dawne wcielenia, która z żadnym mężczyzną, kimkolwiek by był, nie zamieniła słowa.
Król owej doliny umówił się z nimi tak: «Jeśli ja nakłonię dziewczynę do mowy, syn bogacza odda mi połowę swego majątku, a syn żebraka zostanie moim sługą do końca życia. Jeśli do mowy nakłoni ją syn bogacza, dostanie od króla połowę królestwa, a syn żebraka będzie jego sługą do końca życia. Jeśli zaś dziewczynę nakłoni do mowy mały żebrak, król da mu połowę królestwa, a syn bogacza połowę swoich dóbr».
Pewnego dnia królewski syn przystroił klejnotami ministrów i słonia, udał się w górę doliny i próbował pieśni, tańców i wszelkich zabaw, ale dziewczyny do mowy nie nakłonił.
Potem syn bogacza wystroił się wspaniale, zabrał ze sobą bogactwa wszelkiego rodzaju i próbował, czy dziewczyna przemówi. Nic nie wskórał i wrócił. «Teraz ty, mały żebraku, spróbuj, czy ją nakłonisz do mowy» – rzekli.
Nazajutrz syn żebraka włożył swoje jedyne, podarte łachmany i poszedł w górę doliny. Po drodze spotkał pewną staruszkę, która schodziła z górnej części doliny.
Staruszka spytała: «Dokąd idziesz, żebraku?». «Matko staruszko, idę do dziewczyny, która mieszka w górze doliny, żeby skłonić ją do rozmowy» – odparł.
Staruszka parsknęła drwiącym śmiechem i rzekła: «Przedwczoraj przybył wielki król, przystroił słonia klejnotami, próbował pieśni, tańców i zabaw, a słowa z dziewczyny nie wydobył. Wczoraj przybył bogacz z doliny, wystrojony, przyniósł jej bogactwa wszelkiego rodzaju, a słowa z niej nie wydobył i wrócił. A ty, żebraku, myślisz, że wydobędziesz?».
Żebrak rzekł do staruszki: «Skoro ani król nie skłonił jej do mowy, ani bogacz, choć przyniósł jej jadło, majątek i bogactwa wszelkiego rodzaju, to może ta dziewczyna jest niema?».
Staruszka odparła: «Gdzież tam niema! Mówić umie pięknie, zmysły ma czyste i ma ten dar, że pamięta wiele swoich wcieleń».
Żebrak na to: «W tej dolinie nikt nie ma większej władzy niż król. Jeśli nawet do niego się nie odzywa, to gorzej z nią niż z niemową».
Staruszka rozgniewała się: «Posłuchaj no dobrze, żebraku! Ta dziewczyna ma, jak powiadają, taki oto dar, że pamięta niezliczone wcielenia. W jednym z dawnych wcieleń przyszła na świat jako tygrysica. Jej samca zabił myśliwy. Urodziła cztery czy pięć tygrysiąt, a że nie miały ojca, sama poszła szukać pożywienia. Wtedy myśliwy zabił tygrysięta. Nie mogąc znieść tego, co spotkało jej dzieci, rzuciła się biegiem i ją także zabito. Wtedy to, jak się zdaje, zrodził się w niej wstręt do kołowrotu narodzin.
W następnym wcieleniu była kuropatwą. Wśród krzewów penma uwiła gniazdo, a zanim pisklętom urosły skrzydła, liczni pasterze bydła i owiec wzniecili ogień i gniazdo spłonęło. Ponieważ krążyła wokół piskląt, sama też spłonęła. Przyleciał jej samiec, zamoczył skrzydła w wodzie i próbował gasić ogień. Trzepotał się i trzepotał, ale cała rodzina spłonęła. Wtedy to, jak się zdaje, zrodził się w niej wstręt do życia rodzinnego.
W kolejnym wcieleniu była skowronkiem. Pośrodku pola wielkiego bogacza uwiła przytulne gniazdo, zniosła trzy jaja i wykluły się pisklęta. Gdy puszczono wodę na zielone zasiewy, woda się podniosła. Pisklęta się schowały, ale kiedy przestawiono rów, woda do nich dotarła i matka z dziećmi przepadła w błocie. Oto, jak się zdaje, przyczyna, dla której od niezliczonych wcieleń nie odzywa się do mężczyzn» – rzekła.
Potem chłopiec poszedł w górę doliny. Dziewczyna akurat tkała sukno. Podszedł więc do jej krosna i zawołał z płaczem: «Ach! Moja żono, cóż cię spotkało!». Dziewczyna nawet na niego nie spojrzała i przeniosła się do innego krosna. Podszedł znów do niej i siedział, płacząc: «Ach! Moja żono, cóż cię spotkało!». Dziewczyna nie odezwała się ani słowem i weszła do domu. Gdy poszedł za nią, zamknęła za sobą drzwi i odeszła.zamknęła za sobą drzwi, ściśle dopasowane niczym końskie zęby, i odeszła.
Wtedy on położył głowę na progu jak na poduszce i płacząc, mówił: «Moja żono, cóż cię spotkało! Najpierw, w dawnym wcieleniu, byłaś tygrysicą. Mnie zabiła strzała z samostrzału. A ty, nie mogąc porzucić dzieci, zginęłaś z ręki myśliwego. Ty byłaś tą tygrysicą z owego czasu – cóż cię spotkało! Potem, gdy byłem kuropatwą, byłaś moją żoną, i to cię spotkało: zanim pisklętom urosły skrzydła, pasterze wzniecili ogień. Poszłaś ratować dzieci i wszystko, co było, strawił ogień. Potem, gdy byłem skowronkiem, poszedłem szukać pożywienia i w tym czasie puszczono wodę na zasiewy. Gdy przestawiono rów, ty i dzieci przepadliście w błocie, i to cię spotkało. Krążyłem wokół was i mnie też zabito. Moja żono z tych wszystkich wcieleń, cóż cię spotkało!» – tak płakał.
Wtedy dziewczyna przypomniała sobie swoje dawne wcielenia i łzy popłynęły jej strumieniem. Otworzyła drzwi i podeszła do niego. On powtórzył wszystko, co powiedziano wyżej. Rzekła: «Jestem tą, w której pamięć wcielenia po wcieleniu zrodziła wstręt do świata. Skoro ty, mój mąż z wcielenia na wcielenie, jesteś przy mnie, wejdź do środka. To dług z dawnych żywotów, który jeszcze nie został spłacony». Tak rzekła i zawołała go do środka.
Jego nędzne odzienie i buty wyrzuciła daleko, kazała mu włożyć piękne szaty, buty i ozdoby, wykąpała go i okadziła wonnościami. Tej nocy został u niej. Nazajutrz oboje, mąż i żona, udali się do królewskiego pałacu. Król dał małemu żebrakowi połowę królestwa, a syn bogacza oddał zwycięzcy swoje dobra. Po kilku latach dziewczynę ustanowiono władczynią owej doliny, a królestwo kwitło i rosło. Tak to, jak powiadają, było” – zakończył Truposz.
Królewiczowi wyrwało się wtedy: „Ależ ten człowiek miał szczęście!”. Truposz rzekł: „Do Truposza przemówił! Frr, jak jastrząb!” – po czym trzykroć smagnął go jak ogniem i uleciał.