Rozdział pierwszy
O tym, jak mały żebrak Dawa Drakpa otrzymał imię królewicza Deczo Sangpo
Oto dla tych, którym brak wytrwałości i zapału, opowiem żywot króla Deczo Sangpo. Niechże więc wszyscy słuchają uważnie. A wiedzieć trzeba, że kto słucha opowieści, ten musi dochować trzech ślubów. Pierwszy: znając opowieść, nie przemilczać jej. Drugi: w trakcie słuchać, nie rozpraszając się. Trzeci: na koniec nie pozwolić, by opowieść poszła na marne. Tych trzech ślubów strzec trzeba, przeto proszę, zachowajcie je w sercu.
Dawno temu w południowych Indiach żył mistrz zwany Nagardżunagarbha, który z żywota na żywot nieprzerwanie rodził się w ciele uczonego pandity.
Na Chwalebnej Górze Południa,
gdzie przebywał, mistrz układał
Dharmę, prawo ludzkie i ⟨traktaty⟩.
I przyszła mu myśl taka: „Potrzebny mi uczeń, który byłby godnym naczyniem”. Trwał tak w medytacji. Na południe od miejsca odosobnienia wznosiła się skała, a na jej ścianie, jak powiadają, było gniazdo kruka.
U wylotu doliny żył król, a król ten miał syna. W jego otoczeniu był też, jak powiadają, syn bogacza oraz syn żebraka, chłopiec bystry i rozumny. Królewicz zabrał ze sobą syna bogacza i syna żebraka i poszli na wycieczkę w górę doliny, aż pod jej górny kraniec. Gdy wspięli się na wierzchołek Chwalebnej Góry Południa, ujrzeli na skalnej ścianie gniazdo kruka i każdy nazbierał pełną połę kamieni. Weszli na szczyt skały, a królewicz nakazał tamtym dwóm: „Przysięgnijmy we trzech, że nie wrócimy, dopóki to gniazdo nie spadnie”. I każdy z nich złożył przysięgę.
Potem wszyscy trzej zaczęli obrzucać kamieniami krucze gniazdo. Kiedy zrobiło się gorąco, królewicz rzekł: „Poddanych, dworu i bogactw, których trzeba w tym życiu, mam pod dostatkiem. Na Dharmę, która przyda się w życiu przyszłym, dawałem już wcześniej, a mogę dawać i dalej. A przysięga? Niech ją jeleń z przełęczy uniesie. Wracam”. I królewicz odszedł.
Syn żebraka rzekł: „Nigdy dotąd nie zrobiłem tego, co robi oszust, który łamie przysięgę. I teraz nie godzi się złamać przysięgi”. Nazbierał pełną połę kamieni i rzucał dalej.
Syn bogacza rzekł: „Ten, który ma władzę, sam nas związałOn sam nas związał tą przysięgą, choć nie było potrzeby, i sam pierwszy odszedł, choć nie miał powodu. My dwaj zostaniemy, dopóki to gniazdo nie spadnie”. I rzucali dalej.
Słońce już miało się schować za przełęcz, a krucze gniazdo wciąż nie chciało spaść. Wtedy syn bogacza rzekł: „A przysięga? Niech ją jeleń z przełęczy uniesie. Bogactwa, których trzeba w tym życiu, mam. A kto ma bogactwo, temu sława uczonego przyjdzie sama. Wracam”. I syn bogacza też zawrócił.
Syn żebraka pomyślał: „On jest synem bogacza, więc nie zniesie trudu. Ale ja, mały żebrak Dawa Drakpa, choćbym miał umrzeć, nie odejdę, póki nie strącę tego kruczego gniazda”. Wziął pełną połę kamieni i rzucał bez ustanku.
Gdy zapadał zmrok, z kruczego gniazda wyszedł jogin o długich, opadających włosach,o włosach opadających aż na ramiona i raz cisnął chłopcem na wznak, jakby wstawał świt, a raz twarzą w dół, jakby zapadał zmrok. I rzekł do niego:
„Mały żebraku!
Woda przybrała barwę złota,
na skale odezwał się puszczyk.
Ptaki, co mają gniazda, wracają do gniazd,
te bez gniazd szukają gniazda.
Ludzie, co mają dom, idą do domu,
bezdomni poszli szukać schronienia”.
I dodał: „W tej dolinie nikt nie ma większej władzy niż król, a jednak jego syn już rano zawrócił. Nikt nie ma większych bogactw niż syn bogacza, a jednak i on przed chwilą zawrócił. A ty mnie, który siedzę w odosobnieniu, walisz kamieniami w drzwi mojego odosobnienia. Cóż masz mi do ofiarowania i co do dania?”
Syn żebraka odpowiedział mistrzowi: „Nie przyszło mi do głowy, że ktoś tu przebywa w odosobnieniu. Syn królewski, syn bogacza i ja, żebrak, my trzej razem złożyliśmy przysięgę, że nie odejdziemy, dopóki to krucze gniazdo nie spadnie. Syn królewski, który ma dwór, bogactwa i siłę, odszedł, nie zważając na przysięgę. Syn bogacza, który ma bogactw pod dostatkiem, też zawrócił, nie zważając na przysięgę. A ja jestem synem biedaka i nic nie mam, cóż więc mógłbym ofiarować? Bojąc się złamać przysięgę, rzucałem w to krucze gniazdo”.
Mistrz pomyślał: „Ten chłopiec nie jest ani wysoko urodzony, ani bogaty, ale ma wielką mądrość i, zdaje się, potrafi znosić trudy”. I zapytał: „Masz ojca i matkę?”
„Gdybym miał ojca i matkę, znaczyłoby to, że nagromadziłem zasługi. Gdybym miał bogactwo w ręku, nie nazywano by mnie biedakiem. A moje zasługi, niestety, są takie, jak przed chwilą powiedziałem”.
Wtedy lama wziął go na swojego ucznia i udał się na Chwalebną Górę Południa.
W owym czasie na Chwalebnej Górze w południowych Indiach było wielkie cmentarzysko. Wokół jego skraju leżało mnóstwo zwłok, a pośrodku leżał Stary Truposz zwany Ngodrup Gjamco, który z ust swoich umiał prawić opowieści. Jeśli ktoś go przyniesie i nie wymknie mu się przy tym ani słowo odpowiedzi, na Chwalebnej Górze Południa pojawi się wielka żyła złota, z której będzie pożytek dla wszystkich istot. Żeby po niego posłać, mistrz nadał małemu żebrakowi Dawie Drakpie imię królewicza Deczo Sangpo i przygotował dla niego sieć, miecz, pałkę i lasso. Mistrz czynił za królewicza dobre życzenia i w pomyślny dzień pobłogosławił go. Potem rzekł:
„Ty, królewiczu Deczo Sangpo, znoś trudy, zbierz w sobie wytrwałość, a cokolwiek Truposz by mówił, wracaj, nie odpowiadając mu ani słowem. Wokół siedziby lamy w czterech stronach stoją cztery znaki graniczne. Jeśli zdobędziesz Truposza za pierwszym razem, przejdź za znak graniczny i wracaj. Jeśli zaś wymknie ci się odpowiedź do Truposza, ta tsampa z masłem wystarczy ci na siedem dni. Jeśli i to będzie za mało, przyjdź pod wschodni znak graniczny: będzie tam tsampa z masłem na drugie siedem dni. Poniżej kolan Truposz w złoto się nie przemieni. Bez wytrwałości żyła złota się nie pojawi, przeto i ja będę krok po kroku oddawał się wizualizacji i praktyce, a ty krok po kroku zbieraj w sobie wytrwałość. Sprawić koniecznie trzeba, by pojawiła się żyła złota, która przyniesie pożytek istotom”.
Potem pomyślał jeszcze: „Jeśli i przez następne siedem dni nie zdobędzie Truposza, gotów jest wrócić bez niego przez znak graniczny”, i rzekł: „Jeśli między siódmym a czternastym dniem nie zdobędziesz Truposza, przyjdź pod znak graniczny przy bramie południowej. Na znaku wyryto wyraźne litery. Jeśli przejdziesz przez znak graniczny bez Truposza na plecach, to tak, jakbyś wcale nie wrócił. Zbierz w sobie wytrwałość!” Rzekłszy to, mistrz wszedł do środka.
Wtedy królewicz Deczo Sangpo wziął jedną sieć, jedną pałkę, jeden miecz, jedno lasso i jeden wielki wór tsampy z masłem i udał się na owo wielkie cmentarzysko.